Próbowała unikać też znanego trio. Zawsze, gdy je widziała omijała je bez zbędnego gadania, ale gdy odchodziła kawałek słyszała ciche śmiechy. Nie wiedziała czy śmiały się z jej, ale było to trochę niepokojące.
Pewnego zimnego, listopadowego dnia do stołówki wbiegła rozradowana Punzie trzymająca jakąś karteczkę w dłoni.
- Mam ważne wieści - powiedziała podekscytowana - Wreszcie potwierdzili, że przed feriami... w styczniu odbędzie się - wszyscy z jej stolika wstrzymali oddech - BAL KARNAWAŁOWY!!! - pisnęła uradowana. Zdanie na ten temat były podzielone. Niektóre osoby podzielały entuzjazm złotowłosej, a niektórzy walili głowami o stolik. Natomiast Elsa miała głupią minę niezrozumienia.
- Jaki bal? - zapytała. Wszyscy na nią się popatrzyli zdziwieni. Każdy wiedział co to jest.
- Acha... Zapomniałam, że jesteś jeszcze w miarę nowa i nie wiesz co to jest za wydarzenie. Raz na cztery lata w naszej szkole organizują coś takiego jak Bal Maskowy. Zwykle jest w połowie stycznia. Panie ubierają się w piękne, długie suknie, a panowie w garnitury. Ale najlepsze jest to, że zakłada się maski i jest super zabawa! No po prostu Bal Maskowy - wyjaśniła uradowana blondynka. Elsa była raczej po stronie walenia głową o stół. Nie lubiła balów, bo zawsze bała się swojej mocy w tak dużym gronie. Poza tym... Taniec? Nienawidziła tańczyć, a jeszcze z kimś? Nie...
Po lekcjach wszyscy się rozeszli do domów z informacją o balu. Gdy blondynka powiedziała o nim Ani ruda była mniej więcej tak uradowana jak Punzie.
- Ale cudownie! Moja siostra wreszcie się gdzieś ruszy i potańczy ! - śmiała się ze szczęścia. Niebieskooka ogłupiona patrzyła się na siostrę.
- Ale Aniu... To jest dopiero we styczniu, a teraz jest listopad - powiedziała próbując uspokoić siostrę.
- Będziesz wyglądać cudownie... - powiedziała patrząc siostrze w oczy i po chwili znowu wybuchając falą szczęścia. Zrezygnowana Elsa udała się na górę. Wzięła sobie parę poduszek i rozłożyła się wygodnie na balkonie. Po chwili stwierdziła, że jej czegoś brakuję, więc wróciła się do kuchni. Zauważyła, że zielonooka rozmawiała przez telefon leżąc na kanapie przed telewizorem. Zastanawiała się z kim. Podeszła do szafek i wyciągnęła potrzebne składniki. Chwilę jej zajęło przygotowanie, ale po chwili przypomniało jej się o najlepszym składniku. Piankach.
Nalała wszystko do ogromnego kubka i gorąca czekolada była gotowa. Zadowolona ze swojego dzieła udała się na górę do miejsca przygotowanego do odpoczynku. Usadowiła się wygodnie na poduszkach i zaczęła oglądać co się dzieję na dworze. Ale najpierw napiła się łyka słodkiego raju. Po ulicy jeździło parę dzieciaków [w znaczeniu chłopaków... no wiecie o co chodzi dop. aut.] na deskorolkach chwaląc się ich umiejętnościami. Im przyglądały się jakieś laski, które od czasu do czasu chichotały. Wyglądało to... żałośnie. Nagle na brzegu balkonu usiadł niebieski ptak. Był mały i piękny. Elsa patrzyła na niego zachwycona. Po chwili przyleciał drugi trochę mniejszy. Zaczął się droczyć z większym, a po chwili odleciały. Niebieskookiej przypominało to trochę rodzeństwo. Znów spojrzała się na ulicę i zobaczyła jakiegoś chłopaka, który szedł z owczarkiem niemieckim. Pies ciągle szczęśliwy biegał wokół chłopaka, a czasami na niego skakał. Chłopak ciągle się śmiał ze swojego pupila. Wyciągnął jakąś piłkę i zaczął z nim aportować. Wyglądało to słodziutko. Sama kiedyś myślała żeby mieć psa, ale z jej mocą nie była tego pewna. Ale zaczęła się ostatnio uczyć z Jackiem panować jej moc. Musiała się nad tym zastanowić.
***
Jack przyjechał po nią o tej samej godzinie co zawsze. Założyła jakiś płaszcz i czapkę żeby nikt nie pomyślał o niej nic dziwnego. Wsiadła do auta gotowa na kolejną lekcje, ale zamiast pojechać pod jego dom białowłosy skręcił w inną uliczkę. Popatrzyła się za siebie, a potem na Jacka.
- Gdzie jedziemy? Przecież twój dom jest tam - zapytała się, ale on tylko się uśmiechnął.
- Dzisiaj lekcja w terenie - zaśmiał się jadąc przed siebie. Elsa nic na to nie odpowiedziała. Zaczęła się jednak zastanawiać co on kombinuje. Jechali w ciszy około 20 minut aż nie dojechali na miejsce. Była to plaża, a przy niej mała górka za, którą rozciągał się las. Usłyszała zamykanie drzwi co świadczyło o wyjściu chłopaka z auta. Poszła w jego ślady i dalej przyglądała się pięknemu widoku. Z drzew prawie wszystkie liście spadły tworząc piękne kompozycje. Niektóre spadały powoli idąc z wiatrem na plaże. Poczuła rękę na ramieniu i westchnęła dalej patrząc na krajobraz.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?
- Z paru powodów. Lekcja w terenie i coś jeszcze - powiedział uśmiechając się - Choć - powiedział ruszając w stronę lasu. Szli chwilę w ciszy dopóki nie doszli do takiego miejsca bez ludzi.
- Tooo... Co będziemy robić?
- Spróbuj oszronić to drzewo - zatrzymał się i wskazał na najbliższe. Popatrzyła na niego jak na wariata.
- Czy ty zwariowałeś?! Jak coś źle pójdzie to zamrożę ten las albo Nowy York! - wyrzuciła z siebie.
- Spokojnie... Przecież tutaj jestem, tak? Nic się złego nie stanie. Masz tylko oszronić drzewo - uspokoił ją. Popatrzyła na niego błagalnie, a potem na drzewo. Powoli do niego podeszła. Delikatnie położyła dłoń i spróbowała się zrelaksować. Po chwili na drzewie zaczął się pojawiać szron, który oplatał pień jak winorośl. Uśmiechnęła się i odeszła od drzewa. Gdy się obróciła Jacka nie było. Przestraszyła.
- Jack? - zaczęła się rozglądać - Jack?!
Patrzyła we wszystkie strony, ale po nim nie było ani śladu. Szybko oddychała i nie mogła się skupić. Dlaczego ją zostawił? Popatrzyła się jeszcze raz na szron na jej drzewie i zaczęła się cofać. Odwróciła się jeszcze raz w stronę gdzie stał wcześniej Jack i ujrzała go zwisającego głową w dół z szerokim uśmiechem na twarzy. Krzyknęła z przerażenia i cofnęło się do tyłu. Na to on zaczął się śmiać.
- Czy ty chcesz żebym dostała ZAWAŁU?! Dlaczego się ukryłeś?! - wrzasnęła na niego.
- Chciałem zobaczyć twoją i twojej mocy reakcje - wytłumaczył - Nie było aż tak źle jak się spodziewałem. Moc nie wybuchła tylko trochę oszroniłaś ścieżkę...
- ALE JA TU PRAWIE ZAWAŁU DOSTAŁAM! Nie rób mi tak więcej! Wiesz, że nienawidzę się bać i...
- Ej! Pamiętaj... Jeśli nie nauczysz się jak się bać, nigdy tak naprawdę nie nauczysz się jak być odważną - powiedział patrząc się w jej oczy. Popatrzyła się na niego zirytowana, ale w końcu odpuściła.
- A mógłbyś zleźć z tego drzewa?
Zszedł i zbliżył się do niej.
- Sorry, nie chciałem cię tak przestraszyć, ale to było jedno ze ćwiczeń. Choć, poróbmy jeszcze parę - zaproponował.
Gdy już skończyli udali się z powrotem do samochodu. Na pagórku przy plaży niebieskooka się zatrzymała. Niedaleko nich biegał jakiś chłopak z psem. Popatrzyła się na nich z uśmiechem.
- Co się tak patrzysz? - zapytał się białowłosy. Stanął blisko niej, a ona oparła głowę o jego ramię.
- Wiesz... - zaczęła.
- Hmm?
- Ostatnio zamarzyło mi się mieć psa.
- Psa? - zdziwił się.
- Tak, Husky - potwierdziła.
- To dlaczego nie pojedziesz po niego?
- Bo... Jeszcze się zastanawiam... Najwcześniej pójdę je zobaczyć w styczniu albo grudniu - rozmarzyła się. Popatrzył się na nią i złapał za rękę. Zarumieniła się automatycznie na co on się zaśmiał.
- Wracajmy już - zaproponował i zaprowadził ją do auta.
HA! Wywiązałam się i nie będzie dla mnie kary :P Święto! Dwa posty jednego dnia :D
Dzisiaj było trochę bardziej romantycznie <3 Mam przynajmniej taką nadzieję :3 I kto też chce taką czekoladę? *.* I przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam na niego większego pomysłu :/
- Gdzie jedziemy? Przecież twój dom jest tam - zapytała się, ale on tylko się uśmiechnął.
- Dzisiaj lekcja w terenie - zaśmiał się jadąc przed siebie. Elsa nic na to nie odpowiedziała. Zaczęła się jednak zastanawiać co on kombinuje. Jechali w ciszy około 20 minut aż nie dojechali na miejsce. Była to plaża, a przy niej mała górka za, którą rozciągał się las. Usłyszała zamykanie drzwi co świadczyło o wyjściu chłopaka z auta. Poszła w jego ślady i dalej przyglądała się pięknemu widoku. Z drzew prawie wszystkie liście spadły tworząc piękne kompozycje. Niektóre spadały powoli idąc z wiatrem na plaże. Poczuła rękę na ramieniu i westchnęła dalej patrząc na krajobraz.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?
- Z paru powodów. Lekcja w terenie i coś jeszcze - powiedział uśmiechając się - Choć - powiedział ruszając w stronę lasu. Szli chwilę w ciszy dopóki nie doszli do takiego miejsca bez ludzi.
- Tooo... Co będziemy robić?
- Spróbuj oszronić to drzewo - zatrzymał się i wskazał na najbliższe. Popatrzyła na niego jak na wariata.
- Czy ty zwariowałeś?! Jak coś źle pójdzie to zamrożę ten las albo Nowy York! - wyrzuciła z siebie.
- Spokojnie... Przecież tutaj jestem, tak? Nic się złego nie stanie. Masz tylko oszronić drzewo - uspokoił ją. Popatrzyła na niego błagalnie, a potem na drzewo. Powoli do niego podeszła. Delikatnie położyła dłoń i spróbowała się zrelaksować. Po chwili na drzewie zaczął się pojawiać szron, który oplatał pień jak winorośl. Uśmiechnęła się i odeszła od drzewa. Gdy się obróciła Jacka nie było. Przestraszyła.
- Jack? - zaczęła się rozglądać - Jack?!
Patrzyła we wszystkie strony, ale po nim nie było ani śladu. Szybko oddychała i nie mogła się skupić. Dlaczego ją zostawił? Popatrzyła się jeszcze raz na szron na jej drzewie i zaczęła się cofać. Odwróciła się jeszcze raz w stronę gdzie stał wcześniej Jack i ujrzała go zwisającego głową w dół z szerokim uśmiechem na twarzy. Krzyknęła z przerażenia i cofnęło się do tyłu. Na to on zaczął się śmiać.
- Czy ty chcesz żebym dostała ZAWAŁU?! Dlaczego się ukryłeś?! - wrzasnęła na niego.
- Chciałem zobaczyć twoją i twojej mocy reakcje - wytłumaczył - Nie było aż tak źle jak się spodziewałem. Moc nie wybuchła tylko trochę oszroniłaś ścieżkę...
- ALE JA TU PRAWIE ZAWAŁU DOSTAŁAM! Nie rób mi tak więcej! Wiesz, że nienawidzę się bać i...
- Ej! Pamiętaj... Jeśli nie nauczysz się jak się bać, nigdy tak naprawdę nie nauczysz się jak być odważną - powiedział patrząc się w jej oczy. Popatrzyła się na niego zirytowana, ale w końcu odpuściła.
- A mógłbyś zleźć z tego drzewa?
Zszedł i zbliżył się do niej.
- Sorry, nie chciałem cię tak przestraszyć, ale to było jedno ze ćwiczeń. Choć, poróbmy jeszcze parę - zaproponował.
Gdy już skończyli udali się z powrotem do samochodu. Na pagórku przy plaży niebieskooka się zatrzymała. Niedaleko nich biegał jakiś chłopak z psem. Popatrzyła się na nich z uśmiechem.
- Co się tak patrzysz? - zapytał się białowłosy. Stanął blisko niej, a ona oparła głowę o jego ramię.
- Wiesz... - zaczęła.
- Hmm?
- Ostatnio zamarzyło mi się mieć psa.
- Psa? - zdziwił się.
- Tak, Husky - potwierdziła.
- To dlaczego nie pojedziesz po niego?
- Bo... Jeszcze się zastanawiam... Najwcześniej pójdę je zobaczyć w styczniu albo grudniu - rozmarzyła się. Popatrzył się na nią i złapał za rękę. Zarumieniła się automatycznie na co on się zaśmiał.
- Wracajmy już - zaproponował i zaprowadził ją do auta.
HA! Wywiązałam się i nie będzie dla mnie kary :P Święto! Dwa posty jednego dnia :D
Dzisiaj było trochę bardziej romantycznie <3 Mam przynajmniej taką nadzieję :3 I kto też chce taką czekoladę? *.* I przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam na niego większego pomysłu :/
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***





