piątek, 11 września 2015

Rozdział #19 "Po przyjacielsku..."

 Szloch nie mijał. Elsa dalej wypłakiwała się w bluzę Jack'a, jednak mu to nie przeszkadzało. Martwił się o nią, ale szczerze mówiąc nie miał pojęcia dlaczego tak się zaczęła zachowywać. Widział jej sen i go nie rozumiał chyba jak wszyscy. Nie wiadomo kim była w tym śnie. Zastanawiał się nad tym, ale nie długo, bo jak strażnicy powiedzieli, że ten sen się powtórzył, a pierwszy był o wiele wcześniej to od razu poleciał do Elsy żeby mu to wyjaśniła. Nie wiedział jednak w jakim ona jest stanie, więc się na nią zdenerwował, poniosło go. Wiedział, że jeśli dawny on tam był to pewnie gdzieś będzie miał to we wspomnieniach, ale Zębuszka powiedziała, że jeszcze nie teraz. Czuł jednak, że zna tą dziewczynę, a raczej znał, bo pewnie już nie żyje. 
 Popatrzył się na niebieskooką i zrobiło mu się jej żal. Powoli wykańczała się psychicznie i nie wiedział jak jej pomóc. Mógłby się patrzyć na nią cały czas. Cały czas próbować pocieszać i widzieć na jej twarzy uśmiech. Po chwili podniosła na niego wzrok zapłakanymi oczami.
- Jack... - szepnęła pociągając co jakiś czas nosem. 
- Tak?
- Bo... Ja mam wrażenie, że kiedyś byłam szczęśliwa... Tylko, że nie pamiętam kiedy- powiedziała. To zdanie było mu tak znane, dziwiło go jednak, że to ona je powiedziała. 
- W jakim sensie"masz wrażenie"? - zapytał zaciekawiony.
- Chodzi o to, że ostatnio mam takie nie miłe wrażenie, że mi czegoś brakuje..., ale nie wiem czego, jednak czuję, że ja już kiedyś to miałam... Tylko właśnie nie pamiętam kiedy - wytłumaczyła. 
- Znam ten ból...
- Skąd?
- Heh... Jak wiesz jestem staruszkiem - pierwszy raz tego dnia się uśmiechnęła - , więc... Jak wskrzesił mnie księżyc życie nieśmiertelne wydawało się świetne... Oprócz tego, że byłem samotny - odparł.
- To co... Życie staruszka nie jest wesołe? - zachichotała. Tego właśnie chciał. Żeby się uśmiechnęła.
- Jest... A szczególnie jak się ma wspaniałych przyjaciół - powiedział ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. 
- No ja wiem, że jestem wspaniałą przyjaciółką - odparła.
-A ja? Jestem super, przystojnym, zabawnym przyjacielem? - zapytał udając zakochanego w sobie.
- Jesteś tylko bardzo skromnym bałwanem - uśmiechnęła się triumfatorsko i zmierzwiła mu włosy.
- Co powiedziałaś? - powiedział udając przejęcie przysuwając ją bardziej do siebie.
- Że jesteś skromnym bałwanem - powiedziała rumieniąc się i chichocząc. Przysunął się do niej tak, że dotykali się nosami i uniósł jedną brew do góry.
- Oj, nie ładnie tak mówić o innych - stwierdził - Będzie kara...
- Jaka kara? - zapytała, ale nie usłyszała odpowiedzi, bo jedynym dźwiękiem, który wydobył się z niej po tym był śmiech. Jack zaczął ją łaskotać po brzuchu, a ona kuliła się ze śmiechu przy czym chłopak też musiał ja przytrzymywać. Sam się przy tym też śmiał. Cieszył się, że udało mu się ją rozśmieszyć, przynajmniej na chwile odciągnąć ją od głupich myśli. W pewnym momencie Elsa skuliła się ze śmiechu tak, że Jack musiał podtrzymać cofając jedną nogę do tyłu. Niestety [ Albo stety :} dop. aut.] potknął się o jakiś przedmiot i upadli na podłogę w, najpierw białowłosy, a później blondynka. Ale i tak dalej się śmiali. 
- Nic ci nie jest? - zapytała zarumieniona niebieskooka. 
- Nie... Jesteś dosyć lekka - stwierdził dalej się uśmiechając. 
 Nagle usłyszeli otwieranie drzwi w, których stanęła sprzątaczka. Miała zdziwioną minę... w końcu dwójka nastolatków leżała na sobie na podłodze. [ XD A może to w tych czasach normalne? dop. aut.] Cali czerwoni spojrzeli po sobie, a potem na sprzątaczkę i pośpiesznie wstali.
- Eee... No, bo ja chciałam powiedzieć, że już skończyłam, ale chyba przeszkadzam, więc... - powiedziała trochę speszona.
- Nie, nie! Nie przeszkadza pani! Jak pani chcę to można już iść - zaprzeczyła zawstydzona. 
- Dobrze... To do widzenia! - powiedziała i wyszła.
- Miłego dnia! - odparła za nim kobieta zamknęła drzwi. 


***

 Za niedługo miały być święta. NO I JAK ZWYKLE WSZĘDZIE GDZIE TYLKO SIĘ POPATRZYŁO BYŁY REKLAMY DOBITNIE O TYM PRZYPOMINAJĄC. Else zawsze to denerwowało, chyba tylko jacyś niedorozwinięci nie widzieli, że zbliżają się święta. A reklamy były wyjątkowo głupie... No dobra, ale reklamy są nie ważne. Ważny jest wystrój i atmosfera. Jednym z podpunktów tego jest choinka. Jak zawsze siostry Snow chciały kupić świąteczne drzewko i zawsze był z tym taki sam problem. JAK TO WNIEŚĆ DO DOMU?! Zawsze gdy dostarczali im zamówioną choinkę pod dom męczyły się z wniesieniem tego. Z babcią też się męczyły, bo oczywiście starsza kobieta nie wniosła by drzewa do domu. Dzień przed szóstym grudnia były w takiej samej sytuacji. Stały przed domem i patrzyły zamyślone na świąteczne drzewko. Nagle Ania wyskoczyła przed siostrę.
- Słuchaj! W tym roku jesteśmy starsze i silniejsze - powiedziała ruda, ale niebieskooka miała jak bardzo znaną minę "Serio?" - Więc... Uda nam się wnieść to drzewo do środka bez żadnego problemu - stwierdziła.
- Naprawdę w to wierzysz? - odparła blondynka.
- TAK! Idziemy! - rozkazała Anka i poszła w stronę drzewa. Elsa wzruszyła ramionami i poszła za siostrą. Stanęły po dwóch różnych stronach i przygotowały się do podniesienia tego czegoś.
- Gotowa?
- Gotowa.
- Na trzy - powiedziała ruda - Raz, dwa... trzy!
Podniosły. Nie było w sumie tak źle, jedynym minusem, że przez dziurawą siatkę wbijały się im igły w ręce. 
- Ej! Nie jest tak źle.
- Tia... Powiedz mi to jak będziemy wkładały to cholerstwo do tego głupiego stojaka - powiedziała niebieskooka. Anna wzruszyła ramionami i ruszyły w stronę drzwi. Elsa miała rację... Wszystko było dobrze dopóki nie doszły do stojaka. Próbowały włożyć do niego choinkę, a raczej ją w nim postawić, ale bez skutku. Gdy podtrzymywały drzewo zadzwonił dzwonek do drzwi. Ruda szybko wyszła spod choinki prawie przygwożdżając niebieskooką. Otworzyła szybko drzwi i ujrzała swoją kuzynkę razem z jej chłopakiem.
- Cześć! - przywitała się kuzynka. 
- Dlaczego masz igły we włosach? - zapytał zdziwiony Flynn.
- Bo... Próbujemy - nie dokończyła.
- ANKA! - wrzasnęła Elsa - JA TU JESTEM NADZIANA NA TE IGŁY, A TY SE ROZMAWIASZ?!
- Możemy wejść? - zapytała złotowłosa.
- Chętnie - odpowiedziała ruda. Rzeczywiście, gdy weszli do salonu Elsa prawie leżała pod choinką. Julek od razu pobiegł z pomocą jak na faceta przystało i pomógł postawić choinkę na stojaku. 
- Jakie to cholerstwo jest ciężkie! Matko święta - powiedziała otrzepując się z igieł. 
- Ja cię zajmę umocowaniem tej choinki, a w pójdźcie po te pierdoły - powiedział brunet majstrując przy drzewku. Ania z Punzie poszły po bombki i łańcuchy, a Elsa zrobiła gorącą czekoladę. Położyła ją na stoliku i dołączyła się do strojenia choinki. Wszyscy byli zadowoleni z końcowego efektu. 
- Ładne to drzewko - stwierdziła uśmiechnięta złotowłosa.
- A tak w ogóle to w jakiejś konkretnej sprawie przyjechaliście czy tak po prostu? - zapytała niebieskooka upijając łyk raju.
- I to i to. Ogólnie chodzi o to, że chcielibyśmy was zaprosić 26 grudnia na takie przyjęcie z okazji świąt. Będą wszyscy nasi przyjaciele, no takie przyjacielskie przyjecie, wiecie o co chodzi - powiedziała kuzynka.
- Chętnie - odpowiedziały uśmiechnięte. Gadali jeszcze parę godzin, ale w końcu para wyszła. Siostry same jeszcze chwilę pogadały, ale Ania też poszła do swojego pokoju zostawiając Else samą. Niebieskooka stwierdziła, że nie będzie spała w salonie, więc sama też udała się do swojego pokoju. Usadowiła się w swoim ulubionym miejscu czyli na balkonie i patrzyła się w niebo. Myślami była gdzieś daleko, więc nie zwracała uwagi na to co się dzieje dookoła.
Nagle poczuła na ręce coś mokrego, ale gdy się na nią spojrzała już tego nie było. Coś białego śmignęło jej przed oczami po czym się uśmiechnęła. Jack wreszcie się wziął do roboty. Z nieba zaczął padać śnieg coraz większymi płatami śniegu. Patrzyła się w niebo wypatrując ciemnego punktu i wreszcie go znalazła. Zatrzymał się na chwilę, a później zniknął. Nagle zauważyła, że w jej stronę leci dosyć duża śnieżynka, która rozprysnęła się jej na twarzy. Zachichotała i weszła do środka. 
 Następnego dnia Elsa ubrała czerwony sweter z jakimś bałwanem i świąteczna czapkę. Zeszła wesoła na śniadanie i ujrzała naleśniki w kształcie choinek. Uśmiechnęła się i usiadła przy stole. Rozmawiała wesoło z Angelicą, a potem doszły Ania. Siostry postanowiły, że to jest idealny moment i przyniosły kobiecie prezent mikołajkowy przez co szczęśliwa wyszła z domu dziewczyn. 
- Ja pierwsza - krzyknęła Ania biegnąc pod kominek. Wróciła z jakąś paczką.
- Proszę - powiedziała dając paczkę siostrze. Gdy ją otworzyła ukazał się czarny kubek ze śnieżynkami na dole i napisem "Wiesz co?".
- To jeszcze nie koniec - powiedziała ruda biorąc kubek od siostry i nalała do niego wrzątku. Pojawiły się na nim dwa zdjęcia dziewczyn; jedno z dzieciństwa i jedno zrobione niedawno.
- Ooo... Dziękuje - podziękowała wesoła niebieskooka - Ja mam dla ciebie to  - oznajmiła wyciągając ramkę na zdjęcie.
- Dziękuje! Wiedziałaś o czy marzę - krzyknęła Anka i uściskała siostrę. Po jakimś czasie Ania wyszła. Elsa leżała spokojnie na kanapie w salonie gdy nagle usłyszała pukanie w okno od strony ogródka. Podniosła się z kanapy i podeszła do okna. Oczywiście, ze kto inny by tam stał jak nie Jack w świątecznej czapeczce. Otworzyła mu szklane drzwi i pozwoliła wejść.
- Czy ty chociaż raz możesz wejść normalnie? - zapytała stając przed nim.
- Nie - odparł uśmiechnięty. Nagle zrobił zdziwioną minę i sięgnął ręką do włosów blondynki. Ona też zrobiła zdziwioną minę.
- Hmm... Znalazłem igłę w stogu siana - odparł pokazując igłę z choinki.
- Jak? 
- Nie ważne... Wesołych świąt! - krzyknął i szeroko się uśmiechnął.
- Nawzajem - odwzajemniła uśmiech.
- To ja pierwszy, proszę - powiedział dając jej jakąś kartkę.
Zaniemówiła. Było to jej rodzinne zdjęcie. 
- Skąd je masz? - zapytała zszokowana. Było to chyba jedyne zdjęcie gdzie byli wszyscy razem, uśmiechnięci.
- Szczerze... Zaiwaniłem z gabinetu twojego ojca - przyznał się mierzwiąc włosy.
- Dziękuje - powiedziała naprawdę szczęśliwa - Oj! Tylko, że ja w sumie to narysowałam tylko rysunek i...
- Pokaż - zachęcił. Wyciągnęła zza pleców kartkę i pokazał rysunek.
- Heh... Super - powiedział ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Jednak niebieskooka dalej czuła, że dała bardzo mało, więc wymyśliła coś jeszcze.
- W sumie... To jeszcze coś - odparła. Podeszła do niego i dała mu całusa na co on zrobił się czerwony po uszy (już nie mówiąc o Elsie).
- Tak po przyjacielsku...
(Rysunek Elsy)






Specjalny dedyk dla osób, które chciały całusa, więc proszę macie całusa po przyjacielsku :* No i parę informacji ^^:
Uwaga! Dnia 08.09.15 stało się coś co sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech...
10 000 WYŚWIETLEŃ!!!
Nawet nie wiecie jak się cieszę! Dziękuję wszystkim, którzy mnie czytają i w ogóle bardzo dziękuje, jesteście wspaniali <3
Nie chciałam robić osobnego posta, bo sama nie miałam pomysłu na jakiś special, ale nie zostawię was z pustymi rękami, więc podam wam parę filmików na temat Jacka i Elsy tylko, że nie koniecznie razem, ale i tak je naprawdę polecam ^^

To już video o Elsie, ale mnie tak rozwaliło, że postanowiłam wam je polecić ;) Taka bitwa księżniczek... LINK


Ten filmik może nie zwiększył miłości do Jelsy, ale kompletnie mnie rozpieprzył XD Naprawdę polecam ^^ Ja się uśmiałam, ale ja mam dziwne poczucie humoru, więc... LINK

I teraz filmik, a raczej piosenka w, której się zakochałam <3 Naprawdę kocham tę piosenkę i ona mi daję takiego power'a, że... (nawet nie wiem dlaczego) po prostu posłuchajcie LINK

I jeszcze chciałam powiedzieć, że na stronie "Bohaterowie" dodałam opisy do postaci i z jakich filmów pochodzą, więc kto ciekawy może zobaczyć :3
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 6 września 2015

Rozdział #18 "Złe myśli"

 Odruchowo zasłoniła oczy by nie oślepnąć. Zgięła się w pół i nie równo oddychała. Nie do końca rozumiała co się właśnie stało. Nie była nawet pewna czy się skończyło. Odsłoniła twarz by cokolwiek zobaczyć, ale było to w tej chwili mało możliwe, ponieważ miała mroczki przed oczami, a wzrok nie chciał się wyostrzyć. Ręce jej się strasznie trzęsły i nie mogła nad tym zapanować. Położyła ręce i wyczuła miękką pościel. Opadła na poduszkę myśląc o wszystkim i o niczym. Nie mogła się skupić. Po chwili wzrok się jej wyostrzył i mogła widzieć. Powoli zaczęła wstawać i przeszła od razu do łazienki. Zaczęła przemywać twarz wodą, a gdy skończyła oparła ręce o brzeg umywalki. Znowu zaczęła ciężko oddychać i spróbowała zrozumieć co się stało. Nie mogła pojąć tego snu. Wiedziała, że to jest wspomnienie, ale nie wiedziała co to ma wspólnego. Nie miała ani blond włosów, ani swojej mocy. Na dodatek nie znała Jack'a..., a raczej Jackson'a? Nic nie rozumiała. Na wszelki wypadek spojrzała jeszcze w lustro, ale ujrzała tylko małą, bezbronną blondynkę o dużych przerażonych oczach. Tak właśnie siebie widziała i tak się czuła. Nie wiedziała też dlaczego ona. Dlaczego ona ma moc i dlaczego na nią natrafił. Zaczęła myśleć co by było gdyby nie miała mocy. Najprawdopodobniej rządziła by już Norwegią albo by była do tego przygotowywana. Ale nie poznała by wtedy Jack'a. A co jeśli Jack jej nawet nie lubi tylko po prostu zajmuje się nią, bo musi? Bo jest ważna dla strażników, a Mrok na dodatek chce ją dostać... Może Jack ma jej dość, bo musi ją ciągle niańczyć i uczyć panować nad mocą? Gdy pomyślała o tym, że może on jej tak na prawdę nie lubić i ma z nim znajomość tylko, dlatego, że musi się nią zajmować poczuła jak coś ją ukuło w sercu. Nigdy nie chciała żeby ktoś musiał nią się w taki sposób zajmować. Do oczu napłynęły jej łzy. Miała wrażenie, że dla wszystkich było by lepiej gdyby nie żyła. Gdyby jej nie było wszyscy mieli by spokój. Po chwili zrozumiała o czym myślała. O samobójstwie. Odsunęła się od umywalki i otrząsnęła się z tych głupich myśli. Dlaczego w ogóle o tym pomyślała? Przez głupi sen? Dlaczego on na nią tak wpłynął? Była to grubsza sprawa... A jeśli ktoś go zobaczy? Nie wiedziała dlaczego, ale miała wrażenie, że nikt nie może się dowiedzieć. 

***

 Gdy poszła do szkoły miała już mniej więcej plan jak porozmawiać o tym z Jackiem. Wiedziała już, że będzie wiedział, bo ma kontakt ze strażnikami w końcu sam nim jest i widział pewnie już ten sen. Stanęła przed klasą i postawiła przy niej plecak. Oparła się plecami o ścianę i czekała. Patrzyła się w jeden punkt na ścianie i znowu zaczęła myśleć o tym śnie. Czy była dziewczyną, która wtedy podbiegła do miejsca śmierci Jack'a? Czuła się osłabiona, nic nie warta i bezbronna. Dlaczego? Nie wiedziała i czuła, że nikt tego jej nie wytłumaczy. 
 Nagle poczuła jak ktoś ją tyka w ramię. Białowłosy patrzył się na nią zmartwiony i zaciekawiony. Potrząsnęła głową i spojrzała na niego wyczekująco.
- Znowu masz syndrom zamyślenia? - zapytał się uśmiechając, ale dalej zaniepokojony. Zachichotała.
- Nie - popatrzył się na nią w stylu "serio?" - No może... Tak.
- A o czym tym razem myślisz, hmm? - zapytał. To ją zdziwiło. Powinien wiedzieć o śnie, a może nie chce na razie mówić przy tak dużym tłumie.
- Nie ważne... - odpowiedziała starając się nie zdradzać o czym myślała. 
- A tak w ogóle to przyniosłem ci ten łapacz snów - powiedział nagle. Zrobiła duże oczy - Jaki łapacz snów?
- No wiesz ten strażników. Tydzień temu powiedziałaś, że coś ci od niego odpadło i trzeba to naprawić - wytłumaczył. Kompletnie o tym zapomniała! Czyli nikt nie wiedział o śnie.
 Drżącymi rękami wzięła przedmiot i schowała go do plecaka.
- Dzięki - podziękowała.
- Wszystko w porządku? Denerwujesz się - stwierdził.
- Co? Nie... - próbowała zbić go z tropu. Chyba w to nie uwierzył, ale dał jej spokój. 
 Lekcje minęły spokojnie, a niebieskooki już się o nic nie pytał. Na przerwie obiadowej poszła na boisko i usiadła pod drzewem. Nie miała ochoty na obiad, a na chwilę ciszy. Na boisku w sumie nikogo nie było, bo był w końcu listopad, więc było dosyć zimno. Plecak położyła obok siebie i wyciągnęła z niego słuchawki. Podłączyła je do MP3. Oparła głowę o pień i próbowała się zrelaksować. Natłok informacji ją przytłoczył, a na dodatek jeszcze te wszystkie testy i kartkówki.Tylko w taki sposób mogła się odprężyć. Przeczesywała trawę rękami, ale co chwile i tak wyczuwała liście, które spadły. Po chwili poczuła kogoś wzrok na sobie. Otworzyła oczy i zobaczyła, że nad nią stoi blondynka, która się jej przygląda rozmarzonym wzrokiem. Wyłączyła muzykę, wyjęła słuchawki z uszu i wstała biorąc plecak na plecy. 
- Coś się stało? - zapytała niepewnie. Stała przed nią niska dziewczyna o gęstych blond włosach, niebieskich oczach i kremową karnacją. Na sobie miała szarą koszulkę z jakimś dziwnym nadrukiem kota, który miał ogromy uśmiech, niebieską pod kolor oczu kota (nadruku) rozkloszowaną spódnice, czarno-białe rajtuzy w paski, czarne glany i skórzaną kurtkę. We włosach miała czarną przepaskę. 
- Nie widziałaś może białego królika w kamizelce? - zapytała spokojnie. Elsa zrobiła duże oczy ze zdziwienia. Królika? [ Wiecie już może kto to jest ;) dop. aut.] 
- Yhm... Królika... - potwierdziła rozmarzona. 
- Eee... Sorry, nie widziałam żadnego królika. W ogóle po co ci królik? 
- Zaprowadzi mnie do dziury - odpowiedziała spokojnie. Zrobiła jeszcze większe oczy nie rozumiejąc do końca dziewczyny.
- Do dziury? Po co biały króli w kamizelce ma cię zaprowadzić do dziury? - spytała lekko skołowana.
- No, bo ja sama nie wiem gdzie to jest...
- A co ci niby da dojście do dziury? - zapytała zirytowana.
- Dostanę się do Krainy Czarów - odpowiedziała spokojnie. 
- Eee... Aaa... Co? - zapytała już kompletnie skołowana. 
- No do Krainy Czarów. Masz chyba zbyt małą wyobraźnie żeby tam się dostać...
- Acha... No dobra... - ziewnęła. Dziwna była ta dziewczyna.
- Miałaś zły sen? - zapytała nagle. Ta dziewczyna ją tak zaskakiwała, że po prostu już nie wiedziała co myśleć.
- Tak... Ale skąd ty o tym wiesz?
- Znam się na snach. Sama miałam wiele, które były wspomnieniami. Nawiedzały mnie każdej nocy aż w końcu odkryłam skąd mam te wspomnienia... - opowiedziała.
- Eee... Ale skąd ty..., że to... wspomnienie? 
- Jak mówiłam znam się na snach. Czasami gdy budzę się ze snu, a on się nie skończył to zasypiam jeszcze raz by zobaczyć jego końcówkę - rzekła. 
- To chyba tak nie działa... - stwierdziła Elsa.
- Działa... Ale pamiętaj, że jeśli nie wiesz czy sen jest wspomnieniem, snem czy dzieje się naprawdę to tak: ze wspomnieniem nie możesz nic zrobić będzie się przewijało jak film, sen możesz kontrolować, tworzyć rzeczy niemożliwe, ale jak umrzesz to się budzisz, a jak czujesz rany i nawet uszczypnięcie nie pomaga to nie próbuj umrzeć tylko dojdź do wyjścia - poradziła blondynka - A teraz przepraszam, bo zauważyłam mojego przyjaciela królika, więc do zobaczenie - pożegnała się i pobiegła w las. Niebieskooka stała dalej w tym samym miejscu i patrzyła z ogłupieniem. "Ta dziewczyna była dziwna, ale czasami sensownie gadała... TYLKO O CO CHODZI Z TYM KRÓLIKIEM?!" pomyślała dziewczyna. 


***

 Dwa tygodnie nic nie mówiła śnie. Naprawdę nie wiedziała dlaczego jej sumienie mówiło żeby o nim nie mówić. Do pewnego dnia... kiedy to sen się powtórzył i zapominając o łapaczu snów stwierdziła, że sen nie ma takiego zakończenia i spróbowała rady dziewczyny i zasnęła jeszcze raz...
 Obudziłam się jak zwykle o tej samej godzinie. Zrobiłam to co zwykle wyślizgnęłam się z pałacu i udałam się w stronę targu. Cieszyłam się, że mogę komuś pomóc i na dodatek zobaczyć jego szczęście. Było to najcudowniejsze uczucie. Ale ostatnio miałam wrażenie, że mi czegoś brakuje,  jakiegoś innego uczucia, ale nie wiedziałam jakiego. 
 Nawet nie zauważyłam gdy dotarłam do targu. Jak zwykle wszyscy mnie witali, a ja ich. Poszłam kupić jabłka i jak zwykle dziesięć znajdowało już się w moim koszyku. Nagle zauważył nowe stoisko, które było zrobione chyba z jakiejś okazji. Powoli do niego podeszłam i spojrzałam na drobiazgi. Były tu pierścienie, bransoletki, broszki i naszyjniki. 
- W czymś pomóc? - odezwała się starsza kobieta za stoiskiem.
- Nie, ja tylko oglądam - odpowiedziałam z uśmiechem. Kobieta odwzajemniła uśmiech i poszła w drugą stronę. Zaczęłam przeglądać wszystkie dekoracje. Popatrzyłam się na naszyjniki, które były zawieszone na belce. Tylko jeden przykuł moją uwagę. Był to niebieski kamień emanujący jakąś dziwną energię zawieszony na brązowym sznurku. Był piękny. I zapewne drogi... Ale naprawdę cudowny. Zauroczona kamieniem podeszłam do niego, chciałam go dotknąć i przymierzyć, ale w tym samym momencie poczułam kogoś rękę, która też chciała dotknąć kamienia...
Obudziła się znowu. Z jednej strony była skołowana, a z drugiej wkurzona. Ktoś ją robił w konia, bo znowu sen się nie skończył. Ale wiedziała coś już mniej więcej o kamieniu. Miała go dziewczyna sprzed 300 lat... Co to znaczyło?
 Parę godzin później usłyszała pukanie do swoich drzwi. Była w sumie sama w domu, więc pomyślała, że to Ania, ale gdy otworzyła drzwi zobaczyła Jack'a. Jego widok ją trochę zdziwił, ale za jego plecami stała sprzątaczka.
- Kolega mówił, że do pani, więc go wpuściłam... To dobrze?
- Tak... - odpowiedziała. Sprzątaczka się uśmiechnęła i poszła sprzątać dalej. Jack patrzył się na nią lekko obojętnym wzrokiem.
- Cześć... - przywitała się zdziwiona - Wejdź...
Wszedł i podszedł do okna. Patrzył się na widok za nim.
- Coś się stało?... - zapytała zaniepokojona.
Westchnął - Dlaczego nie powiedziałaś o tym śnie?
- Co? - popatrzyła na niego skołowana.
- Wiesz o co mi chodzi... O ten sen, wspomnienie... Dlaczego nie powiedziałaś mi o nim dwa tygodnie temu? - zdenerwował się.
- Ja... - nie wiedziała jak się wytłumaczyć - Bałam się i...
- I co?! Znowu mi nie ufasz? Przecież ci mówiłem, że nie ma się czego bać... Dlatego zamontowaliśmy ci ten łapacz snów żebyś nie musiała ich opowiadać, ale jak go nie miałaś i ci się coś śniło to powinnaś nam powiedzieć!
Patrzyła się na niego zszokowana. Jeszcze się tak na nią nigdy nie zdenerwował.
- My ci próbujemy pomóc... Ale żeby ci pomóc ty też musisz współpracować - powiedział.
- Próbujecie mi pomóc czy po prostu chronicie mnie żeby nie stracić kamienia?! - nagle krzyknęła. Popatrzył się na nią zszokowany.
- Co?... 
- Dobrze wiem, że ten kamień jest wam potrzebny, a gdy ja go noszę nie możecie go mieć... Szczerze mówiąc to mogę go zdjąć i wszystko będzie tak jak dawniej - powiedziała i sięgnęła ręką do naszyjnika.
- Nie zdejmuj! - wrzasnął Jack i podbiegł do niej szybko łapiąc za obie ręce. Popatrzyła się na niego ze łzami w oczach.
- Dlaczego?... - szepnęła. Spojrzała mu w oczy i zobaczyła w nich strach.
- Jak go zdejmiesz to po części uwolnisz Mroka, a jak go uwolnisz to wykończy cię psychicznie... - wytłumaczył. Nic nie odpowiedziała.
- Elsa, co się dzieje? Jesteś ostatnia jakaś inna i... martwię się o ciebie.
Nie wytrzymując łzy popłynęły strumieniami, a ona oparła głowę o jego tors.
- Przepraszam... Ja, ja... nie wiem co się dzieje - powiedziała wypłakując się w jego bluzę. Poczuła jak jedną rękę kładzie na jej talli, a drugą klepie delikatnie po plecach. 
- Spokojnie, ciii... - uspokajał ją. 
- Ja... Po prostu nie rozumiem. Nie rozumiem co się dzieje i dlaczego ja... - próbowała się wysłowić.
- Wiem... Rozumiem cię. Ja też przez 300 lat nie rozumiałem dlaczego jestem Jackiem Frostem, ale w końcu się dowiedziałem i ty też na pewno się dowiesz, jestem tego pewien - powiedział.



Witam wszystkich bardzo serdecznie ^^ Mam wrażenie, że rozdział mi trochę nie wyszedł, bo jest bez składu i sensu i nie do końca nawet wiem jak wytłumaczyć zachowanie Elsy... No ale tak wyszło! Trochę jest też chaotyczny, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Mam nadzieję jednak, że potraktujecie to z przymrużeniem oka i będzie czekać na następny ;3 Nie wiem co jeszcze napisać, więc...
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

środa, 2 września 2015

1 września, 2 września... Czyli idziemy do więzienia... HOLIDAYS OVER ;-; BACK TO SCHOOL!

 No jak wszyscy to ja też XD Szkoła..
Społeczny
Zakład
Karny
Ogólno
Łączący
Analf
abetów
Czyli inaczej - WIĘZIENIE!
Czy tylko ja czuje, że dalej są wakacje?! No dobra, ale ja przecież nie piszę tego żeby was jeszcze bardziej zasmucić tylko żeby w jakimś stopniu poprawić wam humor!
Well... SMILE!


No... Nie za bardzo... Spróbuj jeszcze raz!





Coraz lepiej, coraz lepiej...













No już prawie...






PERFECT <3



CZYLI PAMIĘTAJ!



Well...





A i jeszcze obejrzyjcie sobie to!


I OBIECANA CZEKOLADA DLA WSZYSTKICH!!!

Nie wiem jak wy, ale ja poznałam superowych ludzi w nowej szkole, a nauczyciele też są super. Mam nadzieje, że wy też macie prawo się uśmiechnąć i poznaliście nowych ludzi albo wróciliście do swoich przyjaciół ^^





I nie śmiej się z moich prób pocieszenia!
... Albo jednak się śmiej ;D

Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

wtorek, 1 września 2015

Rozdział #17 "Wspomnienie"


Promienie słońca dostały się do mojego pokoju przez grube zasłony na oknach. Pogoda była piękna, a słońce mocno świeciło. Ptaki śpiewały poranne melodie po swojemu. Otworzyłam jedno oko i oceniłam godzinę, a raczej po prostu spojrzałam na zegar. Była siódma trzydzieści. Powoli wstałam i przeciągnęłam się ziewając. Podeszłam do okna i odsunęłam zasłony tak aby całe światło słoneczne oświetliło mój pokój. Ciepło otuliło moja ciało. Pogoda była piękna idealna na "spacer". Królewna może przecież spacerować...?
Poszłam do mojej małej łaźni [w moim opowiadaniu kąpali się w średniowieczu ;) dop. aut.] i oblałam się wodą. Lubiłam się bawić moimi włosami, gdy były mokre. Przyklejały się do wszystkiego czego dotknęły i chlapały na wszystkie strony. Wytarłam się jakąś szmatką (chociaż po chwili znowu byłam mokra przez włosy) i wyszłam z łazienki. Założyłam bieliznę i popatrzyłam się do środka mojej garderoby. Była podzielona na dwie części; suknie, które lubię i, których nie lubię. Służące zawsze na jakieś przyjęcia kazały mi zakładać gorsety, a później mnie w nim dusiły. Za to w drugiej połowie szafy były sukienki uszyte specjalnie dla mnie przez moją kochaną krawcową. Były do kolan i lekkie bez żadnych gorsetów. No i oczywiście wszystkie suknie były ze wzorami arendellskimi. Postanowiłam założyć moją ulubioną turkusową sukienkę. Była do kolan, miała dwa ramiączka na, których bokach były dwa złote paski, takie same złote paski były też na dekolcie, talli i na samym dole sukienki. Na piersiach były duże wyszyte wzory arendellskie w odcieniach ciemnego turkusu i fioletu. Okręciłam się, a ubranie pięknie zafalowało, mniej więcej jak morze za oknem. Zachichotałam jak małe dziecko, którym w sumie jeszcze byłam i ubrałam pantofle w tych samych kolorach. Splotłam moje brązowe kłaki w luźnego koka, kosmyki jak zwykle opadały mi na twarz. Już chciałam się wyślizgnąć z klatki czyli mojego pokoju, ale zapomniałam o najważniejszej rzeczy. Podeszłam do łóżka, położyłam się na ziemi i przeturlałam się pod nie. Wzięłam mój ukochany płaszcz ze zniszczonego już materiału (w sumie mało różnił się od worka na kartofle) i wypełzłam spod łóżka i założyłam na siebie ten kochany worek kartofli. Pod kołdrę włożyłam jeszcze parę poduszek, aby wyglądało to tak jakbym tam dalej spała. Delikatnie uchyliłam drzwi żeby zobaczyć czy ktoś się nie szwenda po korytarzu, ale na szczęście nikogo nie było. Sprawdziłam jeszcze czy mam wszystkie rzeczy. Ubranie, na ubraniu płaszcz, a w płaszczu sakiewka z pieniędzmi. Powoli wyszłam na korytarz i zamknęłam drzwi. W pałacu było tak cicho, że wydawało by się, że wszyscy spali. Na palcach w szybkim tępię przeszłam przez korytarz dostając się do schodów, a ze schodów na drugi korytarz itd. aż nie dotarłam do wrót. Szybko przez nie przeszłam i znalazłam się na dziedzińcu. Podeszłam do jednej z fontann i weszłam na jej murek. Przeszłam na nim do około fontanny i zeskoczyłam z niej biegnąc do drugich wrót. Na noc były zamykane, ale za dnia były otwarte. Jak się okazało był potrzebny klucz, ale ja już znałam trik, aby przez nie przejść. Podeszłam do ogromnego wazonu od prawej strony bramy i przesunęłam go. Pod nim znajdowała się zawsze otwarta klapa (w sensie nie na klucz). Otworzyłam ją i weszłam na schodki zamykając ją ponownie. Mogłoby się wydawać, że jest to po prostu jakiś schowek bez światła, ale jak się przekręciło nie zapaloną pochodnie po lewej stronie wszystkie się nagle zapalały. Poszłam przed siebie i znowu na de mną znalazła się klapa. Otworzyłam ją bez problemu i wyszłam znajdują się obok mostem prowadzącym do pałacu. Nie dało się jednak przejść pod nim nie wchodząc do wody, więc... Z małej wysepki trzeba było wejść bezpośrednio na most. Ale, że ja jestem dosyć pomysłowa obok postawiłam skałę po, której mogłam wejść. Więc zrobiłam to co zwykle czyli wspięłam się na skałę i wlazłam na most. Oczywiście musiałam upaść, więc wstając otrzepując się z popiołu i ziemi na moście. Żwawym krokiem pomaszerowałam do dzielnicy bogatszych. Jak zwykle o tej godzinie nikogo tu nie było, bo "bogaci" są zbyt leniwi żeby wstawać o tej godzinie. Idąc dalej domy wyglądały coraz bardziej biednie, a ludzi na ulicach przybywało. Wreszcie dotarłam do takiej dzielnicy gdzie domy były z drewna, a nie z marmuru czy kamienia. Wydawało by się, że to już koniec i dalej miasto się nie ciągnie, ale jak się skręciło w lewo widziało się dwie latarnie połączone deską z, której zwisała szmata zasłaniająca widok na to co się tam znajdowało. Jednak szmata nie mogła zakryć wszystkiego, a przynajmniej nie odgłosów dochodzących stamtąd. Uśmiechnęłam się na myśl co tam jest. Odsłoniłam zasłonę i moim oczom ukazał się ogromny targ na, którym tętniło życie jak nigdzie indziej w Arendelle. Przeszłam kawałek, a już wszyscy zaczęli mnie witać. Nagle do mnie podbiegł wesoły owczarek niemiecki z wywalonym jęzorem. Oparł dwie łapy na moich kolanach i zaczął patrzeć wyczekująco na mnie swoimi pięknymi oczkami.
- Cześć Max! - przywitałam psa i od razu zaczęłam go głaskać i drapać za uchem.
- Witaj księżniczko - przywitał się chłopczyk na przeciwko mnie.
- Cześć Alex - przywitałam go radośnie - Co u ciebie?
- Świetnie - odpowiedział - Tata znalazł pracę i możemy pozwolić sobie na różne rzeczy - powiedział uradowany.
- A twojej siostrze spodobała się lalka? - zapytałam zaciekawiona.
- Oj nawet nie wiesz jak! Jak ją tylko widzę chodzi z tą lalką w ręku... W sumie większość dziewczynek ma tu twoje lalki - stwierdził.
- A co mam z nimi robić jak się nimi nie bawię? Przecież ich nie wyrzucę! To jest marnotrawstwo, a poza tym uwielbiam patrzeć na uśmiech ludzi, którym pomagam...
- Wszyscy wiedzą jak uwielbiasz pomagać - powiedział biorąc Max'a z moich kolan - Inaczej by cię tu nie było...
- Ale jestem, co nie? - klepnęłam go w ramię - Ale muszę już iść... Pa Alex, pa Max! - pożegnałam się.
- Do zobaczenia! - pożegnał się, a pies szczeknął na pożegnanie. Poszłam dalej, a ludzie wokół mnie biegali szczęśliwi i mnie witali. Uśmiechnęłam się, czułam się tutaj sobą. Zatrzymałam się na chwilę żeby znaleźć w tłumie pewną kobietę. Nagle poczułam jak ktoś ciągnie ją z tyłu za skraj płaszcza. Odwróciłam się i zobaczyłam dwa kochane dzieciaczki.
- Sarah! Tommy! - krzyknęłam i uklękłam na jednym kolanie żeby być ich wzrostu.
- Elsa! - krzyknęły bliźnięta i przytuliły się do mnie.
- Co u was? - zapytałam się. W sumie wszystkich się o to pytałam.
- Super! - zasepleniły dzieciaki - Ale nie możemy długo gadać, no wiesz... mamy misje... - powiedziały szeptem.
- Yhm... - odparłam wiedząc o czym mówią. "Zamach" na sad.
- Masz koszyk - powiedziała Sarah i mi go dała - Pa, pa! I pamiętaj...NIKOMU nie mów - powiedziały dzieciaki puszczając mi oczko. Zaśmiałam się i wstałam.
- To cześć - powiedziałam, a dzieciaki już biegły w stronę sadu. Skierowałam się do stoiska z jabłkami. Popatrzyłam się na owoce. Wszystkie były duże, czerwone i bardzo soczyste.
- Dzień dobry księżniczko - usłyszałam głos staruszki. Popatrzyłam się na nią uśmiechnęłam się.
- Dzień dobry Pani Sybillo - przywitałam się. Uśmiechnęła się na mój widok.
- To co zawsze? - zapytała.
- Poproszę - odpowiedziałam.
- Ale najpierw... to dla ciebie - powiedziała podając mi ogromne jabłko. Przyjęłam.
- Dziękuje - powiedziałam i spróbowałam. Było takie soczyste, połączenie kwaśności i słodkości. Rozkoszowałam się tym smakiem.
- Ale dobre... Jak pani to robi, że one są takie pyszne? - zapytałam się odkładając jabłko do koszyka.
- Tajemnica - powiedziała puszczając mi oczko - Ale koniec o tajemnicach, wybieraj - wskazała na jabłka.
Zaczęłam wybierać, musiały być duże i soczyste. Wszystkie były cudne. Po chwili gdy wybrałam już pięć jabłek usłyszałam śmiech Sybilli. Podniosłam nad nią wzrok.
- Coś się stało? - zapytałam się zdziwiona.
- Nie nic... Śmieję się z Jacksona - powiedziała dalej się uśmiechając.
- Jacksona?...
- Stoi przy serze i ciągle się na ciebie patrzy, a Herman coś do niego gada - powiedziała szeptem i zajęła się jabłkami. Skierowałam wzrok w lewo na stoisko z serem. Przy nim stał wysoki chłopak o brązowych, rozmierzonych włosach, brązowych oczach i typowych dla biedniejszych ludzi ubraniach. Miał minę nawet słodką, patrzył się na mnie trochę zdziwiony i omamiony. Zachichotałam zasłaniając usta ręką, a on tylko spłonął się rumieńcem i odwrócił się w stronę Hermana, ale dalej patrząc na mnie ukradkiem. Znowu zachichotałam i odwróciłam się w stronę Sybilli. Wybrałam dziesiąte jabłko.
- Ile płace? - zapytałam.
- 10 gird* - odpowiedziała staruszka.
- Jak to dziesięć? Miałam jedenaście...
- Ale tego twojego nie liczę, jest dla ciebie w prezencie - odparła.
- O nie... Nie ma mowy, zapłacę jedenaście nawet jak pani tego nie przyjmie - zaprzeczyłam. Pokręciła głową z uśmiechem.
- Cała ty - powiedziała - Nawet jak pierwszy raz cię zobaczyłam od razu zauważyłam w twoich dużych niebieskich oczach chęć pomocy... A teraz chcę ci to jakoś wynagrodzić. Może jabłko za darmo to nie jest jakiś największy prezent w porównaniu co zrobiłaś nam i tym ludziom, ale przynajmniej tak mogę ci się odwdzięczyć - powiedziała. Chwilę się na nią patrzyłam nie mówiąc słowa, ale po chwili westchnęłam.
- No dobrze... A tak w ogóle kto to był?
- Ten chłopak? - kiwnęłam głową - Aaa... To Jackson, Jackson Overland, ale i tak wszyscy mówią na niego Jack...
Nagle czas się zatrzymał, a imię "Jack" rozniosło się echem na całe Arendelle. A później... światło. Światło, które mnie oślepiło...



*Girda - moja złotówka :P





Witamy... nowy rok szkolny... ;-; A JA DALEJ CZUJE, ŻE SĄ WAKACJE!!! 
Społeczny
Zakład
Karno
Opiekuńczy
Łączący
Analfabetów
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i do kolejnego ;) Nie wiem co jeszcze napisać, więc...
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

"Niech plaga trwa!" czyli 12 i 13 LA! XD

Witom :3 Chciałabym podziękować Pani Kasi i Snow Moon za nominacje ^^ A i co do konta Google+ to link podaję w nazwie xd Nie wiem co jeszcze napisać, więc...
ZACZYNAMY!!!:
Kasia:


1. Jak naprawdę masz na imię i czy ci się ono podoba?
Mam na imię Agnieszka i nie jest w sumie złe. Wkurzające jest jednak to jak znajomi mówią do mnie Aga i poznaję kogoś nowego, a do mnie przy nim mówią Aga, a później on do mnie Agata xd

2. Skąd czerpiesz pomysły na bloga?

Ze wszystkiego... Zdjęć, innych blogów, filmów, ale chyba najbardziej z piosenek ^^

3. Czy masz rodzeństwo?

Yup, 25-letniego brata.

4. Jaka jest twoja ulubiona postać z mojego bloga? (o ile go czytasz xD)

Nie czytam, ale zacznę :3

5. Ile piszesz swojego bloga?

Od końca maja czyli... 1, 2 ,3 ... Jakieś 96 dni?

6. Ile blogów czytasz?

Dużooooo...

7. Czy chciałabyś powrócić do swojego dzieciństwa?
O tak...

8. Do której klasy chodzisz?

Do pierwszej gimnazjum... TO JUŻ JUTRO ;-;

9. Czy kiedykolwiek spodobała ci się jakaś piosenka Justina Biebera (pytanie z nudów xD Mi osobiście nie)?

Nie, nie, nie! Trzy raz nie, dziękuje... 

10. Jaka była pierwotna wersja bloga, którego piszesz?

Czy tylko ja jestem tak nierozumna i nie rozumiem pytania? xd

11. Czy chciałabyś kiedyś wystąpić w jakimś serialu/filmie? 

TAK! Ale nie wiem w jakim :P 



Teraz Snow Moon:

1. Jaka jest twoja najczęstsza fryzura?
Hmm... Rozpuszczone włosy albo kucyk, rzadziej warkocz.

2. Ile blogów czytasz? O czym?
Jak mówiłam dużooo i o Jelsie ^^

3. Jeździsz na jakimś motorze? 
Nie...

4. Ile teraz jest u ciebie stopni? 
Aktualnie siedzę w piekarniku, więc nie mogę oszacować, bo mózg mi się topi xd Na pewno za gorąco

5. Jakie jest najczęstsze pytanie zadawane na LA?
Szczerze to nie wiem...

6. Jaki jest twój ulubiony blog?
Nie mogę powiedzieć :3 

7. Czytasz mojego bloga? 
Zamierzam :*

8.  Jaki napój pijesz najczęściej (np. woda, cola, sok jabłkowy itp.)
WODA MALINOWA <3 <3 <3

9. Masz snapchata, instagrama, facebooka, aska itp.?
Mam Facebook'a ;) I skype i to chyba tyle... No i bloga ^^

10. Ile miałaś dzisiaj wyświetleń na blogu?
Jak to wrzucam to 205 wyświetleń. Nie wiem czy to dużo, ale dla mnie to dużo :*

11. Cieszysz się, z tego, że zaczęłaś pisać bloga?
Tak! <3




To na tyle dzisiaj i przepraszam, że znowu nie ma obiecanego rozdziału, ale przez dwa dni miałam czarną plamkę w głowie i nie miałam pojęcia o czym napisać, ale gdy już mi się zaświeciła żarówka było za późno... 
Nie mniej kocham i pozdrawiam Black Berry :***

A nominacje kiedy indziej... ;)

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział #16 "Lekcja w terenie"

 Październik zleciał Elsie wyjątkowo szybko. W każdą sobotę chodziła do Jacka i uczyła się nowych rzeczy. Nauczyła się trochę panować nad mocą i tworzyć z niej różne dzieła sztuki. Największym jej wrogiem był strach, którego nadal nie potrafiła zapanować. Podczas niektórych ćwiczeń zaczynała o czymś myśleć i dekoncentrowała się nie panując nad mocą przez co zaczynała się bać. Jeśli chodzi o panowanie nad Mrokiem w głowie zaczynali coś powoli wymyślać. Czasami udawało jej się zakłócić łączność z nim. 
 Próbowała unikać też znanego trio. Zawsze, gdy je widziała omijała je bez zbędnego gadania, ale gdy odchodziła kawałek słyszała ciche śmiechy. Nie wiedziała czy śmiały się z jej, ale było to trochę niepokojące.
 Pewnego zimnego, listopadowego dnia do stołówki wbiegła rozradowana Punzie trzymająca jakąś karteczkę w dłoni.
- Mam ważne wieści - powiedziała podekscytowana - Wreszcie potwierdzili, że przed feriami... w styczniu odbędzie się - wszyscy z jej stolika wstrzymali oddech - BAL KARNAWAŁOWY!!! - pisnęła uradowana. Zdanie na ten temat były podzielone. Niektóre osoby podzielały entuzjazm złotowłosej, a niektórzy walili głowami o stolik. Natomiast Elsa miała głupią minę niezrozumienia.
- Jaki bal? - zapytała. Wszyscy na nią się popatrzyli zdziwieni. Każdy wiedział co to jest.  
- Acha... Zapomniałam, że jesteś jeszcze w miarę nowa i nie wiesz co to jest za wydarzenie. Raz na cztery lata w naszej szkole organizują coś takiego jak Bal Maskowy. Zwykle jest w połowie stycznia. Panie ubierają się w piękne, długie suknie, a panowie w garnitury. Ale najlepsze jest to, że zakłada się maski i jest super zabawa! No po prostu Bal Maskowy - wyjaśniła uradowana blondynka.  Elsa była raczej po stronie walenia głową o stół. Nie lubiła balów, bo zawsze bała się swojej mocy w tak dużym gronie. Poza tym... Taniec? Nienawidziła tańczyć, a jeszcze z kimś? Nie... 
 Po lekcjach wszyscy się rozeszli do domów z informacją o balu. Gdy blondynka powiedziała o nim Ani ruda była mniej więcej tak uradowana jak Punzie.
- Ale cudownie! Moja siostra wreszcie się gdzieś ruszy i potańczy ! - śmiała się ze szczęścia. Niebieskooka ogłupiona patrzyła się na siostrę.
- Ale Aniu... To jest dopiero we styczniu, a teraz jest listopad - powiedziała próbując uspokoić siostrę. 
- Będziesz wyglądać cudownie... - powiedziała patrząc siostrze w oczy i po chwili znowu wybuchając falą szczęścia.  Zrezygnowana Elsa udała się na górę. Wzięła sobie parę poduszek i rozłożyła się wygodnie na balkonie. Po chwili stwierdziła, że jej czegoś brakuję, więc wróciła się do kuchni. Zauważyła, że zielonooka rozmawiała przez telefon leżąc na kanapie przed telewizorem. Zastanawiała się z kim. Podeszła do szafek i wyciągnęła potrzebne składniki. Chwilę jej zajęło przygotowanie, ale po chwili przypomniało jej się o najlepszym składniku. Piankach.
Nalała wszystko do ogromnego kubka i gorąca czekolada była gotowa. Zadowolona ze swojego dzieła udała się na górę do miejsca przygotowanego do odpoczynku. Usadowiła się wygodnie na poduszkach i zaczęła oglądać co się dzieję na dworze. Ale najpierw napiła się łyka słodkiego raju. Po ulicy jeździło parę dzieciaków [w znaczeniu chłopaków... no wiecie o co chodzi dop. aut.] na deskorolkach chwaląc się ich umiejętnościami. Im przyglądały się jakieś laski, które od czasu do czasu chichotały. Wyglądało to... żałośnie. Nagle na brzegu balkonu usiadł niebieski ptak. Był mały i piękny. Elsa patrzyła na niego zachwycona. Po chwili przyleciał drugi trochę mniejszy. Zaczął się droczyć z większym, a po chwili odleciały. Niebieskookiej przypominało to trochę rodzeństwo. Znów spojrzała się na ulicę i zobaczyła jakiegoś chłopaka, który szedł z owczarkiem niemieckim. Pies ciągle szczęśliwy biegał wokół chłopaka, a czasami na niego skakał. Chłopak ciągle się śmiał ze swojego pupila. Wyciągnął jakąś piłkę i zaczął z nim aportować. Wyglądało to słodziutko. Sama kiedyś myślała żeby mieć psa, ale z jej mocą nie była tego pewna. Ale zaczęła się ostatnio uczyć z Jackiem panować jej moc. Musiała się nad tym zastanowić. 


***
 Jack przyjechał po nią o tej samej godzinie co zawsze. Założyła jakiś płaszcz i czapkę żeby nikt nie pomyślał o niej nic dziwnego. Wsiadła do auta gotowa na kolejną lekcje, ale zamiast pojechać pod jego dom białowłosy skręcił w inną uliczkę. Popatrzyła się za siebie, a potem na Jacka.
- Gdzie jedziemy? Przecież twój dom jest tam - zapytała się, ale on tylko się uśmiechnął.
- Dzisiaj lekcja w terenie - zaśmiał się jadąc przed siebie. Elsa nic na to nie odpowiedziała. Zaczęła się jednak zastanawiać co on kombinuje. Jechali w ciszy około 20 minut aż nie dojechali na miejsce. Była to plaża, a przy niej mała górka za, którą rozciągał się las. Usłyszała zamykanie drzwi co świadczyło o wyjściu chłopaka z auta. Poszła w jego ślady i dalej przyglądała się pięknemu widoku. Z drzew prawie wszystkie liście spadły tworząc piękne kompozycje.  Niektóre spadały powoli idąc z wiatrem na plaże. Poczuła rękę na ramieniu i westchnęła dalej patrząc na krajobraz.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?
- Z paru powodów. Lekcja w terenie i coś jeszcze - powiedział uśmiechając się - Choć - powiedział ruszając w stronę lasu. Szli chwilę w ciszy dopóki nie doszli do takiego miejsca bez ludzi.
- Tooo... Co będziemy robić? 
- Spróbuj oszronić to drzewo - zatrzymał się i wskazał na najbliższe. Popatrzyła na niego jak na wariata.
- Czy ty zwariowałeś?! Jak coś źle pójdzie to zamrożę ten las albo Nowy York! - wyrzuciła z siebie. 
- Spokojnie... Przecież tutaj jestem, tak? Nic się złego nie stanie. Masz tylko oszronić drzewo - uspokoił ją. Popatrzyła na niego błagalnie, a potem na drzewo. Powoli do niego podeszła. Delikatnie położyła dłoń i spróbowała się zrelaksować. Po chwili na drzewie zaczął się pojawiać szron, który oplatał pień jak winorośl. Uśmiechnęła się i odeszła od drzewa. Gdy się obróciła Jacka nie było. Przestraszyła.
- Jack? - zaczęła się rozglądać - Jack?! 
Patrzyła we wszystkie strony, ale po nim nie było ani śladu. Szybko oddychała i nie mogła się skupić. Dlaczego ją zostawił? Popatrzyła się jeszcze raz na szron na jej drzewie i zaczęła się cofać. Odwróciła się jeszcze raz w stronę gdzie stał wcześniej Jack i ujrzała go zwisającego głową w dół z szerokim uśmiechem na twarzy. Krzyknęła z przerażenia i cofnęło się do tyłu. Na to on zaczął się śmiać.
- Czy ty chcesz żebym dostała ZAWAŁU?! Dlaczego się ukryłeś?! - wrzasnęła na niego.
- Chciałem zobaczyć twoją i twojej mocy reakcje - wytłumaczył - Nie było aż tak źle jak się spodziewałem. Moc nie wybuchła tylko trochę oszroniłaś ścieżkę...
- ALE JA TU PRAWIE ZAWAŁU DOSTAŁAM! Nie rób mi tak więcej! Wiesz, że nienawidzę się bać i...
- Ej! Pamiętaj... Jeśli nie nauczysz się jak się bać, nigdy tak naprawdę nie nauczysz się jak być odważną - powiedział patrząc się w jej oczy. Popatrzyła się na niego zirytowana, ale w końcu odpuściła.
- A mógłbyś zleźć z tego drzewa?
Zszedł i zbliżył się do niej.
- Sorry, nie chciałem cię tak przestraszyć, ale to było jedno ze ćwiczeń. Choć, poróbmy jeszcze parę - zaproponował.
 Gdy już skończyli udali się z powrotem do samochodu. Na pagórku przy plaży niebieskooka się zatrzymała. Niedaleko nich biegał jakiś chłopak z psem. Popatrzyła się na nich z uśmiechem.
- Co się tak patrzysz? - zapytał się białowłosy. Stanął blisko niej, a ona oparła głowę o jego ramię. 
- Wiesz... - zaczęła.
- Hmm?
- Ostatnio zamarzyło mi się mieć psa.
- Psa? - zdziwił się.
- Tak, Husky - potwierdziła.
- To dlaczego nie pojedziesz po niego?
- Bo... Jeszcze się zastanawiam... Najwcześniej pójdę je zobaczyć w styczniu albo grudniu - rozmarzyła się. Popatrzył się na nią i złapał za rękę. Zarumieniła się automatycznie na co on się zaśmiał.
- Wracajmy już - zaproponował i zaprowadził ją do auta.









HA! Wywiązałam się i nie będzie dla mnie kary :P Święto! Dwa posty jednego dnia :D 
Dzisiaj było trochę bardziej romantycznie <3 Mam przynajmniej taką nadzieję :3 I kto też chce taką czekoladę? *.* I przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam na niego większego pomysłu :/
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***