niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział #38 "Przecież jesteśmy rodzeństwem!"

 Światło dnia przebiło się przez zasłony w pokoju dziewczyny. Zmarszczyła nos mrucząc pod nosem, że jeszcze pięć minut. Po chwili zorientowała ie, że coś jest nie tak. Podniosła powoli głowę i rozejrzała się po pokoju. Było jakoś za spokojnie. Odblokowała wyświetlacz i jej oczom ukazała się godzina, której nawet sobie nie wyobrażała. Szybko zerwała się z łóżka i zaczęła doprowadzać siebie do normalnego stanu. Nie wiedziała jakim cudem mogła tak zaspać. Nawet gdyby zasnęła to ktoś by ją na 100% obudził. Jak nie Ania to Angelica lub szofer. Ale nikt tego nie zrobił. Wydawało to się jej mocno podejrzane. Przecież wszyscy byli w domu, a przynajmniej się jej tak wydawało. Kiedy wybiegła z pokoju do kuchni, aby okrzyczeć wszystkich, że jej nie obudzili stanęła jak wryta. Dom był pusty, a co dziwniejsze wszystkie zakamarki były idealnie wyczyszczone.
- Halo? - powiedziała cichym głosem jakby nie mogła uwierzyć, że naprawdę nikogo nie ma. Po chwili wzruszyła ramionami i wybiegła z domu, aby pojechać do szkoły, ale kolejnym zaskoczeniem było brak szofera. Zawsze na nią czekał, a teraz co? Zrobił sobie wolne? Wydawało się to jej coraz bardziej podejrzane. Nie pozostało jej nic innego jak pójść na nogach. 
 Po jakimś czasie przebiegł obok niej czarny kot.
- Nie wierzę w takie rzeczy, ale rzeczywiście ten dzień nie zapowiada się najlepiej - westchnęła idąc dalej. 
 Po jakimś czasie dotarła do szkoły. Gdy już miała wejść do klasy zadzwonił dzwonek. Nauczyciel wychodząc z klasy zobaczył ją trochę zdziwiony, ale i zły.
- Nie spodziewałbym się tego po tobie - odparł.
- Nie, nie! Ja nie byłam na wagarach, po prostu zaspałam - próbowała się ratować. Popatrzył się na nią pustym wzrokiem i odszedł udając się do pokoju nauczycielskiego. Westchnęła zrezygnowana i udałą się do innej sali, gdzie miały odbyć się następne zajęcia. Idąc do niej zastanawiała się, gdzie jest Jack. Nigdzie go nie widziała, a on na pewno by już ją zauważył. Po chwili poczuła rękę na ramieniu przez co lekko się wzdrygnęła. Odwróciła głowę i zobaczyła Punzie.
- Czemu się spóźniłaś? - zapytała zatroskana - Wszystko w porządku?
- Tak, tak... Po prostu zaspałam - odparła chowając za ucho kosmyk włosów, który ostatnio strasznie ją denerwował.
- Ania cię nie obudziła? - zapytała zdziwiona.
- Też mnie to zdziwiło, ale nie - odparła opierają się o ścianę blisko klasy. Za nimi doszła reszta dziewczyn. Chłopaki tak jakoś zniknęli. Elsa przyjrzała się każdej po kolei.
- Dlaczego się tak denerwujesz? - zapytała niebieskooka brunetkę. Amy podniosła na nią wzrok.
- Bo za miesiąc mamy kwalifikację do konkursu, a ja nie potrafię zapamiętać nut do jednej piosenki! - zawyła sfrustrowana - Zresztą nie tylko ja! Lunie mylą się chwyty, Mike nie trafia, w niektóre dźwięki, Maks nie potrafi nauczyć się tekstu jednej z piosenek, a Tim ciągle gubi się w tekście albo gubi kostkę do gry czy kapodaster!* Tylko Violence wszystko pamięta i się nie gubi - powiedziała wszytko na jednym wdechu po czym spojrzała wielkimi oczyma na wokalistkę.
- Oj, nie przesadzaj! Mi też czasami coś nie wyjdzie... - odparła uśmiechając się nerwowo.
- No właśnie nie! Jak ty to robisz? - zapytała z dziecięcą miną. Blondynka chyba jako jedyna zauważyła w oczach dziewczyny dziwny blask jakby nie mogła czegoś powiedzieć albo jakby się bała. Elsa przechyliła lekko zdziwioną głowę. Czego mogła się bać? Po chwili jej twarz nabrała kolorów i zaczęła się śmiać.
- To tajemnica - uśmiechnęła się głaszcząc brunetkę po głowie - Trzeba po prostu dużo ćwiczyć...
- Amy... Znowu ci się włączył mod dzieciaka - chrząknęła Luna, gdy niebieskooka zaczęła tulić się do Violence.
- Ale czy ona nie jest teraz słodsza? - zapytała krótkowłosa tuląc bardziej dziewczynę. Po tych słowach wszystkie się zaśmiały. 
 Gdy zbliżał się koniec przerwy chłopcy przyszli do dziewczyn. Elsa jednak nie zauważyła wśród nich Jacka.
- A gdzie Jack? - zapytała po chwili.
- Nie ma go dzisiaj - odpowiedzieli. Elsa westchnęła z jednocześnie ulgą i troską. Stwierdziła, że musiał mieć patrol na biegunie albo wyruszył na kolejną misję. Coraz częściej to robił chociaż ona nie miała pojęcia co na nich robi. Za każdym razem, gdy chciała się go o to spytać albo zapominała albo sytuacja nie była do tego adekwatna. 
 W końcu zadzwonił dzwonek, więc weszli do sali i usiedli w ławkach. Lekcja nie była zbyt ciekawa. Taka jak zawsze. Nagle do klasy wszedł wysoki blondyn o brązowych oczach.
- Przepraszam. Mogę zająć chwilę? - zapytał nieśmiało. Nauczyciel kiwnął głową, a uczeń wyszedł na środek.
- Chciałem ogłosić, że na czwartej odbędzie się apel i wszyscy uczniowie powinni się znaleźć przy podium. Jakiekolwiek testy na tej lekcji odwołane - powiedział i wyszedł. Większość osób westchnęła z zadowolenia, ponieważ na tej lekcji miała być kartkówka z matematyki.
 I tak minęło wszystko aż do czwartej lekcji. Wszyscy uczniowie zebrali się na apelu. Elsie udało się usiąść w gronie swoich przyjaciół. 
 Na podium wszedł dyrektor. Tak naprawdę Elsa nigdy go z bliska nie widziała. Słyszała o nim dużo, ale jakoś nie było okazji go zobaczyć z takiej odległości. Był nieco pulchny, miał ostatnie strzępki cienkich, czarnych włosów, zmarszczki na czole, duży nos, a na nim okulary pod, którymi kryły się złote oczy. W tym momencie sobie coś uświadomiła. Wiedziała, że to nie jest jej prawdziwy ojciec, ale spodziewała się, że będzie to zahipnotyzowany człowiek, a nie... Koszmar. Blondynka rozejrzała się po sali. W jej kącie zauważyła Madison, Jinx i Nicki. Wszystkie patrzyły się w stronę dyrektora. Nagle brunetka spojrzała się na dziewczynę. Zawsze, gdy się spotykały Madison miała minę jakby miała zaraz zabić Elsę. Tym razem było nieco inaczej. W jej oczach niebieskooka dalej widziała przebłyski czerwieni i chęci mordu, ale na jej twarzy wykwitnął ogromny uśmiech. Wyglądała wtedy jakby wiedziała, że Elsa za niedługo zginie z jej rąk. Dziewczyna wzdrygnęła się i jak najszybciej odwróciła wzrok. 
 Dyrektor już zdążył w tym czasie przemówić pierwszy temat. Na drugim się bardziej skupiła.
- Jak wiecie zbliża się koniec, a z końcem roku nowy samorząd - mówił - Od dzisiaj do końca maja uczniowie mogą zgłaszać się do samorządu. Ze wszystkich inni uczniowie wybiorą pięciu. 14 czerwca odbędą się propozycje uczniów i ich obietnicę, a po nich wybory. Wyniki będą ogłoszone na nowy rok szkolny. Uczniowie mogą się zgłaszać tylko z drugich, tych, którzy będą zaczynali trzeci rok i trzecie, które... - dalej już nie słuchała. Nigdy nie chciała zostać w samorządzie, więc uznała, że apel jest nie ważny.
 Przez kolejne lekcje nic się nie działo. Totalna rutyna.
 Gdy blondynka chciała już wychodzić ze szkoły z sali muzycznej usłyszała dźwięk fortepianu. Zaciekawiona podeszła do sali i ujrzała Violence siedzącą samą przy instrumencie. W kółko wałkowała ten sam tekst. Od czasu do czasu śpiewała pod nosem. W pewnym momencie walnęła głową o klawisze. Blondynka wzdrygnęła się lekko strasznymi dźwiękami jakie wydał instrument.
- Cześć Elsa - odpowiedziała załamana podnosząc powoli głowę.
- Widziałaś mnie? - zapytała wchodząc do klasy.
- Słyszałam - odparła poprawiając nuty.
- Masz dobry słuch - westchnęła cicho podchodząc do dziewczyny - Co grasz?
- Próbuję wymyślić nową piosenkę, ale mi nie idzie - wytłumaczyła układając palce na klawiszach.
- Zagrasz mi? - zapytała. Dziewczyna uśmiechnęła się ciepło i zaczęła grać melodię.  Nie była to wesoła piosenka. Była smutna i dołująca, ale trafiała do serca i nie była za długa. Po chwili skończyła grać.
- Wow - wydusiła z siebie - Jak się nazywa?
- "Human", ale nie potrafię za cholerę wymyślić tekstu! Mam cały refren i połowę zwrotki - jęknęła sfrustrowana.
- Zaśpiewasz i zagrasz refren i początek? - zapytała ponownie. Fioletowooka kiwnęła głową i zaczęła grać refren.

But I’m only human
And I bleed when I fall down
I’m only human
And I crash and I break down
Your words in my head, knifes in my heart
You build me up and then I fall apart
'Cause I’m only human...**

Zaśpiewała. Potem wróciła do początku zwrotki.

I can hold my breath
I can bite my tongue
I can stay awake for days 
If that’s what you want
Be your number one


Po tym fragmencie walnęła wściekła w klawisze.
- Właśnie nie wiem co mam dalej śpiewać!
- Mogę spróbować? 
- Huh? - zdziwiła się - Umiesz grać na fortepianie?
- Uczyłam się w dzieciństwie - uśmiechnęła się nieśmiało. 
- Jasne! - odwzajemniła uśmiech. Krótkowłosa zeszła z krzesełka i jej miejsce zastąpiła Elsa. Popatrzyła się przez chwilę na nuty, a potem zaczęła grać. Podobała się jej ta melodia. łatwo ją przyswoiła. Potem jakoś samoistnie zaczęła śpiewać. 

I can hold my breath
I can bite my tongue
I can stay awake for days 
If that’s what you want
Be your number one
I can fake a smile
I can force a laugh
I can dance and play the part 
If that’s what you ask
Give you all I am


Ostatnich pięciu zdań nie było na kart
ce. Sama z siebie to zaśpiewała nawet nie zupełnie świadomie.
- To było COŚ! - wrzasnęła rozmarzona Violence - Pięknie śpiewasz! A uwierz, że mam do tego ucho. I ten tekst! Muszę go zapisać! - powiedziała biorąc kartkę i pisząc to co Elsa wymyśliła.
- Czekaj! To jest twoja piosenka i nie chcę się wtrącać - próbowała zatrzymać dziewczynę.
- Elso... Pozwól mi to zapisać. Nic lepszego nie wymyślę. Nie znam się aż tak na ludzkich emocjach - powiedziała błągającym głosem. Na ostatnie słowa Elsę zamurowało. Patrzyła się lekko przestraszonym wzrokiem na krótkowłosą.
- Nie to miałam na myśli! - wrzasnęła zestresowana - Chodziło mi, że jestem dzieckiem szczęścia i nigdy nie odczuwałam takich emocji! Nie myśl sobie, że jestem jakimś alienem - powiedziała zdenerwowana na jednym wdechu. 
- Jasne - odpowiedziała dalej zszokowana. I tak i tak brzmiało to trochę dziwnie.
- Violence! - usłyszały wrzask chłopaka. W wejściu stał Maks. Nie dało się w tym momencie określić jego emocji. Wszystko i nic odczuwało się od niego. Podszedł do fioletowookiej łapiąc ją za rękę i wyprowadzając z klasy.
- Pa Elsa! Wracaj do domu i nie czekaj na mnie! - wrzasnęła znikając za drzwiami. Blondynka postanowiła zastosować się do jej rad. Wróciła pośpiesznie do domu. Przy stole zauważyła Ankę zajadającą tosta odrabiając lekcję. To była jej szansa.
- Anka! - wrzasnęła na pół domu podchodząc do niej wściekła.
- Dzień dobry siostrzyczko. Zły humor po szkole? - zapytała dalej zajadając tosta. W tym momencie odczuła wielką potrzebę żeby jej przywalić.
- Dlaczego mnie rano nie obudziłaś?! - zawyła zła. Ruda zrobiła zdziwioną minę.
- Jak miałam cię obudzić, gdy cię już nie było? - zapytała odkładając na chwilę jedzenie. Teraz to Elsa miała zdziwioną minę.
- Jak to mnie nie było?
- No... Dzień przed powiedziałaś, że idziesz dzisiaj wcześniej do szkoły i mam cię nie budzić, bo sama się obudzisz - wytłumaczyła siadając prosto - Gdy chciałam rano się upewnić, że na pewno wstałaś nie było cię już w domu.
Dziewczyna stała jak wryta z szeroko otwartymi ustami. Chciała jej wykrzyczeć prosto w twarz, że jak to jej nie było skoro się dzisiaj spóźniła i, że nic takiego nie mówiła, ale się powstrzymała. Odwróciła się na pięcie i poszła w stronę drzwi.
- Idę na spacer - powiedziała krótko zatrzaskując za sobą drzwi. Musiała wyładować emocję. 
 Szła już dobre 10 minut, gdy zaczęło się ściemniać. Chciała już wracać, ale gdy się odwróciła zauważyła nie daleko siebie czarnego konia, koszmara. Zaczęła się cofać, ale zza siebie usłyszała kolejnego, a z jedynej drogi ucieczki kolejnego. Zaczęły ją wprowadzać w ślepy zaułek. Gdy dotknęła ściany uświadomiła sobie jedną głupią rzecz.
- Powinnam przestać tędy przechodzić - jęknęła. Ustawiła rękę gotowa do odstrzału, ale w tym momencie konie zniknęły tworząc ciemność dookoła. Mało co widziała. Po chwili usłyszała dobrze jej znany śmiech. Z mroku wyszło sławne trio. Każda dziewczyna była po przemianie.Na dobrą sprawę Elsa widziała je takie pierwszy raz [Przepraszam jeśli już je takie kiedyś widziała, ale ja się już pogubiłam ;-; dop, aut.] Madison miała czarne, długie włosy i czerwone oczy. Nad jej głową latało parę czarnych aureolek, miała obcisły czarny strój, a z pleców wyrastały jej ogromne ciemne skrzydła. Jinx miała zaplecione dwa długie warkocze, na sobie miała stanik z przyczepionymi nabojami, naszyjnik z nabojem, skórzane rękawiczki bez palców, krótkie spodenki, poniszczone glany i  tylko na jednej nodze skarpetkę. Na plecach miała jedną z jej zabawek. Wszystko było utrzymane w brązowo-różowych kolorach. Nicki miała rozpuszczone swoje czerwone włosy, nietypowy strój samuraja trochę przez nią zmieniony i w ręku katanę.
- Masz rację... Nie powinnaś tędy przechodzić - zaśmiała się czarnowłosa, a za nią reszta. W ciemności mrugnęła jej para czerwonych oczu świadczących o obecności pewnego chłopaka. 
- Czego chcecie ode mnie? - zapytała drżącym, ale zaciętym głosem.
- To bardzo proste... Oddaj mi kamień.
- Chyba śnisz - zmarszczyła brwi.
- W takim razie odbiorę ci go siłą - odparła powoli do niej podchodząc. Elsa chwyciła mocno kamień zawieszony na jej szyi. Nie miała zamiaru go oddawać. Gdy czarnowłosa była już stosunkowo blisko dziewczyny zatrzymała się z zszokowaną miną. Wszyscy patrzyli się zdziwieni na Jasona, który trzymał Madison za ramię zatrzymując ją tym samym.
- Dlaczego chcesz od razu używać przemocy? - zapytał patrząc się w oczy dziewczyny. Elsa rozchyliła lekko usta ze zdziwienia. On ją... Bronił?
- Jak to od razu? - powiedziała drżącym głosem - Przecież słyszałeś, że nie chciała po dobroci!
- Jakbyś do mnie tak powiedziała też by mnie to za bardzo nie przekonało - odparł chłodno nie spuszczając z jej wzroku. Rozszerzyły jej się oczy, a usta otwarły szeroko.
- Dlaczego ty jej bronisz? - szepnęła spuszczając głowę - Dlaczego ona?
Elsie w tym momencie opadły ręce. Co tu się dzieje?
- Elsa! - usłyszała dobrze jej znany. Po chwili była w objęciach białowłosego.
- Nic ci nie jest? - zapytał zatroskany.
- Nie - odpowiedziała patrząc się w jego oczy.
- Dlaczego ty jej bronisz? - zapytała ponownie - Dlaczego ona?! - wrzasnęła przez co wszyscy zwrócili wzrok w jej stronę.
- Mad... - czarnowłosy próbował coś powiedzieć, ale ciągle przerywała mu Madison.
- Dlaczego nie ja?! Zawsze były to inne dziewczyny tylko nie ja! Ja się pytam dlaczego?! Co ja ci takiego zrobiłam?! Dlaczego zawsze wybierasz kogoś poza mną?! A szczególnie dlaczego wybrałeś tą śmiertelniczkę?! Ona jest po dobrej stronie, nie po naszej!!! - z jej oczu zaczęły lecieć łzy.
- Mad... - spróbował jeszcze raz ale znowu mu przerwała.
- DLACZEGO MNIE NIE KOCHASZ?! - wrzasnęła łapiąc go za skrawek kurtki.
- Mad, posłuchaj... - zaczął już mówić, ale nagle Madison przywarła jej ustami do jego ust.
- SZEFOWO!!! - wrzasnęły przerażone. Natomiast Elsie i Jackowi opadły szczęki. Nie do końca wiedzieli co się tam odwalało. Blondynka patrzyła na to z bardzo dziwnym poczuciem.
 Przez pierwsze sekundy chłopak nie wiedział co się stało, ale po chwili złapał ją za ramiona i odepchnął od siebie.
- Mad - znowu powtórzył jej imię tym razem wścieklej, ale ona znowu go pocałowała i przywarła jak pijawka. I znowu złapał ją za ramiona tym razem mocniej i odepchnął.
- Madison! - warknął wściekły.
- Ale...- zaczęła smutnym głosem, ale tym razem to Jason jej przerwał, a nie ona mu.
- Przestań! Do jasnej cholery przecież jesteśmy rodzeństwem! 




*kapodaster - łatwo mówiąc cósiek, który pozwala na uzyskać wyższe dźwięki na gitarze lub po prostu ułatwia grę. To dla tych, którzy nie mają nic wspólnego z gitarą albo instrumentami ^^

**Human - Christina Perri

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział #37 "Postanowiłam, że się wykąpie w jeziorze"

 Do domu wróciła cała w skowronkach. Nie potrafiła pojąć co się stało, ale i tak czuła jakby miała wybuchnąć ze szczęścia. Jack wyznał jej miłość... Chciała się cieszyć tą chwilą wiecznie chociaż i tak czuła jakby ten dzień trwał nie skończoność.  
 Po chwili nachodziły ją myśli co dalej. Nie wiedziała jak zareagują na to jej przyjaciele oprócz pisku szczęścia. A tym bardziej jak zareaguje jej siostra. Ruda była od tego specjalistką, od zawsze jakiś chłopak się do niej napatoczył, a Elsa? Elsa nie. Po raz pierwszy w życiu miała kogoś takiego. Miała jednak na dzieję, że ta słodka osóbka jednak nie zacznie być zazdrosna, bo i tak spędza z nią mało czasu to co będzie teraz... 
 A propo siostry... Gdy wróciła do domu zsunęła się po drzwiach i patrzyła się w pustą przestrzeń rozmarzonym wzrokiem. Jej policzki były rozpalone do czerwoności, a w brzuchu czuła te sławne motyle. Do pokoju weszła zainteresowana i niczego nie świadoma Anka.
- Co ci jest? - spytała siostrę, która słysząc jej głos ocknęła się.
- Nic - powiedziała wstając z podłogi i zdejmując buty. Zielonooka zaczęła przypatrywać się jej namiętnie, a potem można powiedzieć pojawiła się mała żaróweczka nad jej głową. 
- Coś ty robiła z Jackiem? - zapytała idąc za nią. Dziewczyna zatrzymała się w drzwiach od kuchni. Obróciła delikatnie głowę w jej stronę i uśmiechnęła się nerwowo. Nie wiedziała jak jej to powiedzieć.
- Ee... A więc... No... Poszłam z nim do parku - zaczęła po chwili, ale Ania jej przetrwała.
- Całowałaś się z nim? - zapytała na wpół żartobliwie. Blondynka odwróciła wzrok uśmiechając się spięta, ale nic nie odpowiadając. Zielonooka patrzyła się na nią chwilę, ale im dłużej tym na jej twarzy pojawiał się jeszcze większy uśmiech.
- Moja siostra ma chłopaka!!! - wrzasnęła nagle rzucając się jej na szyję i mocno tuląc ze szczęścia.
- Anka... Dusisz mnie - powiedziała po chwili, gdy jej twarz zaczęła przybierać fioletowy kolor. Siostra puściła ją po czym chwyciła ją za ręce. 
- To cudownie!!! Nareszcie nadszedł ten czas, kiedy nie tylko ja mam chłopaka! - pisnęła ciągnąc ją do kuchni - To trzeba uczcić! Robimy mega wielką gorącą czekoladę z lodami! - stwierdziła wyjmują po kolei kolejne składniki.
- Myślałam, że lody je się po rozstaniu z chłopakiem - zachichotała pomagając rudej przygotowywać bombę kaloryczną. Obie się zaśmiały.


***

 W końcu majówka się skończyła. Przez resztę dni wolnych Elsa nie spotkała się z Jackiem, ponieważ musiał wyjechać na jakąś misję. 
 Jadąc do szkoły myślała głównie jak zareaguje reszta i czy w ogóle im to mówić. Ja raz nachodziły ją myśli, że nie powinno być jakoś źle, i że powinni ich zaakceptować bez problemu, ale z drugiej strony wiedziała jak reaguje na takie sytuacje, więc bała się, że zachowa się tak jak zwykle czyli nie będzie mogła nic powiedzieć. 
 Po dziecięciu minutach dojechała. Wyszła z samochodu na drżących nogach udając się do szkoły. Przed wejściem poczuła rękę na ramieniu. Odwróciła głowę i zobaczyła Jacka, która ciepło się uśmiechał. Odwzajemniła uśmiech.
- Witaj śnieżynko - przywitał się wprowadzając ją do szkoły. Poszli w stronę klasy rozmawiając po drodze. Nie śpieszyło im się, więc trochę im zajęło dojście.
- A jak im powiemy? - zapytała wchodząc po schodach do góry.
- Czy to jest aż tak duża tajemnica? - zaśmiał się.
- Nie, ale... 
- Sami się zorientują - stwierdził łapiąc ją w talii. Uśmiechnęła się.
 Gdy dotarli już do klasy zadzwonił dzwonek, więc nie mieli okazji porozmawiać z przyjaciółmi. Od razu usiedli razem w ławce i zajęli się lekcją.  
 Blondynka przez całą lekcję miała wrażenie, że wszyscy się na nią gapią. Potrząsnęła głową próbując się tym nie przejmować. 
 Po lekcji wszyscy udali się do następnej sali, w której mieli mieć zajęcia. Przed salą zaczęli rozmawiać. Opowiadali sobie co robili podczas wolnego. Jak byli na wsi, w domu i co głupiego wymyślili. Gdy przyszła kolej na Else powiedziała na początku o tym jak doiła krowę, a później przestała. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce i zaczęła się zastanawiać czy coś mówić. Wszyscy spojrzeli się na nią zaskoczeni. Jako jedyny Jack cicho zachichotał. Wyłapała to Punzie przez co zaczęła się mocno zastanawiać, ale po chwili się zorientowała. Wzięła Else za rękę, a za drugą Astrid, która była najbliżej, a Astrid Meridę itd. Przy sali zostali tylko chłopcy ze skołowanymi minami. 
 Długowłosa wzięła ją i inne dziewczyny w inny korytarz. Punzie spojrzała głęboko w oczy swojej kuzynki po czym uśmiechnęła się i pisnęła ze szczęścia.
- Gratulacje! - powiedziała przytulając Else. Dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo, ale nic nie mówiła.
- O co chodzi? - zapytała lekko zdezorientowana Merida.
- No Elsa i Jack zaczęli ze sobą chodzić! - pisnęła uradowana. Dziewczyny popatrzyły się na nią zszokowane.
- To prawda? - zadały pytanie do blondynki. Zachichotała spięta i odwróciła wzrok. Po chwili poczuła jak wszystkie się do niej tulą i krzyczą ze szczęścia.
- Bez przesady... Czy to jest aż taki powód do radochy?
- Nie cieszysz się? - spytała zdezorientowana Violence. 
- Oczywiście, że się cieszę! Ale nie rozumiem czemu wy się tak cieszycie - odparła.
- Ostatnio zastanawiałyśmy się ile wam to jeszcze zajmie - zaśmiała się Amy.
- No dzięki - wymamrotała. Na jej słowa się zaśmiały. Gdy zadzwonił dzwonek wróciły do sali na plastykę.
 Przez resztę dnia nic się w sumie nie zmieniło. Dobrze to przyjęli i nastawienia nie zmienili w ogóle. Dogadywali się tak dobrze jak z przed kilku miesięcy. 
 W następne dni nie działo się nic ciekawego. Wszyscy starali się poprawiać oceny z powodu zbliżającego się końca roku. 
 Gdy weekend się zaczął Elsa pomyślała żeby jakoś spędzić czas z siostrą. Niby pojechała z nią na wieś, ale i tak w ciągu roku mało spędzały razem czasu. 
 Wymyśliła żeby pojechały razem do stadniny, aby pojeździć trochę konno. Dziewczyny bardzo się ucieszyła, więc w południe pojechały do jednej z lepszej stadnin. Było tam mnóstwo koni różnej maści. Od szarych do kasztanowych. Po całej stajni oprowadzała je bardzo miła kobieta o imieniu  Jane. Miała średniej długości, brązowe włosy zawiązane w wysokiego kucyka i piwne oczy. Była szczupła i dosyć wysoka. Na sobie miała zieloną koszulę w kratę z podwiniętymi rękawami włożoną do czarnych, obcisłych spodni i brązowe, skórzane buty na konie. Po kolei przedstawiała konie, jakie są i jak się nazywają. Elsie najbardziej spodobała się klacz o imieniu Winter Dream, inaczej Windy [w tym momencie pozdrawiam Martynę xd dop. aut.]. Miała szare umaszczenie przechodzące w białe, czarną grzywę i ogon, oczy jak większość koni miała brązowe, jej pyszczek był w większości szary czasami przechodziły odcienie w brąz. Ance natomiast najbardziej przypadł koń o imieniu Dastan. Był w większości brązowy, jedynie przy kopytach i na pyszczku przechodził w czerń. Miał również czarną grzywę i ogon, a jego oczy był także brązowe. Dziewczyny wybrały te konie, które im się najbardziej spodobały i wyszły na ujeżdżalnię. Obie sobie świetnie radził chociaż od czasu do czasu przy Ani musiała znaleźć się Jane by pomóc jej, w niektórych kwestiach. Elsie po paru prośbach udało się namówić Jane, aby sama pojechała w teren (oczywiście nie za daleko). Wyjechała z ujeżdżalni i pokierowała się w stronę lasu. Galopowała pomiędzy drzewami, czasami przeskakiwała przez drzewa, które się  obaliły, ale w większości próbowała je omijać. W pewnym momencie obraz zaczął się zmieniać. Zamiast blado różowych kwiatów pojawiał się śnieg i brązowe liście na gałęziach. Pogoda się zmieniała w śnieżną, ale słoneczną. Był to ułamki sekundy, które zmieniały się w dłuższą chwilę. Wiedziała, że to kolejne wspomnienie. Takie jak na balu czy w snach. Nie chciała spłoszyć zwierzęcia, więc nie zwracała aż tak dużej uwagi. Gdy znowu pojawił się kawałek wspomnienia zauważyła, że ona i jej klacz też się zmienia. Zamiast czarnych bryczesów i niebieskiej koszulki widziała brązową szatę i zwykłe balerinki przy czym nie czuła swojego toczka na głowie. Zamiast Winter Dream pojawiał się koń bardzo podobny do tego co wybrała Ania. Nagle usłyszała jak ktoś woła jej imię. Gwałtownie się zatrzymała tak samo i wspomnienie. Było tylko ono, a rzeczywistość poszła na drugi plan. Znowu usłyszała swoje imię. Zeszła z konia i przywiązała go do drzewa, aby nie uciekł. I znowu ktoś zawołał jej imię. Zaczęła biec w stronę gdzie słyszała głos. Gdy znowu osoba zawołała poczuła jakby znała tą osobę. Głos należał na pewno do małej dziewczynki. Nagle wbiegła na polane z małym jeziorkiem. Znała to miejsce. Śniło jej się. Było to jej pierwsze wspomnienie. Była tylko jedna różnica... Wtedy ona była obserwatorem. Teraz jest świadkiem. Jest tą samą dziewczyną, która wybiegła z lasu. Tą, która weszła na targ. Tą, o którą ciągle się pytała. 
 Patrzyła się na siostrę Jacka wielkimi oczami. Nie wiedziała czy ma do niej podejść czy stać jak wryta. Postanowiła jednak do niej podejść. Ruszyła w jej stronę. Gdy  weszła na zamrożone jezioro poczuła jak lód się pod nią łamię. Wpadła do wody. 
Co ją zdziwiło to, że woda nie była zimna, a przyjemnie ciepła. Wypłynęła na powierzchnie nie czując dookoła siebie kawałków lodu. Kaszlnęła parę razy po czym otworzyła oczy. Wspomnienie się skończyło. Była w jeziorze, ale nie podczas zimy. Na szczęście nikogo tam nie było, więc nikt nie zobaczył jak wpada do wody. Ze strony obserwatorów mogło to wyglądać dziwnie. 
 Wyszła z jeziora i poszła w stronę klaczy. Wsiadła na nią i jak najszybciej udała się w stronę ujeżdżalni. Nawet nie zauważyła jak już zsiadła ze zwierzęcia i Jane i Ania pytają ją co się stało.
- Dlaczego jesteś cała mokra? - zapytała zaniepokojona instruktorka.
- Postanowiłam, że się wykąpie w jeziorze - zaśmiała się zdejmując toczek. 
- A poważnie? - powiedziała Anka kładąc ręce na biodrach.
- O jeju... Zeszłam z Windy, bo zauważyłam jezioro. Chciałam się jemu przyjrzeć, ale wracając potknęłam się i do niego wpadłam... Proste? - wymyśliła na poczekaniu. Nie mogła im powiedzieć, że zobaczyła zamrożone jezioro, a na nim płaczące dziecko.
- Dobra, niech ci będzie. Wracajcie już, bo jeszcze się przeziębisz - stwierdziła Jane. Dziewczyny pożegnały się z brunetkę i wróciły do domu. Resztę weekendu spędziły w domu. 
 Poniedziałek nie był innym dniem niż wszystkie. Jedyne co to Elsa po lekcjach chciała powiedzieć Jackowi o jej wspomnieniu. I tak zrobiła. Po lekcjach wychodząc ze szkoły złapała białowłosego za rękę i wyprowadziła przed szkołę.
- Ej! - zaśmiał się ledwo nadążając za blondynką - Coś się stało?
- Miałam wspomnienie - powiedziała prosto z mostu idąc drogą do domu.
- Aha... A co widziałaś? - uśmiech zszedł mu z twarzy.
- Mówiłam ci, że pojechałam na konie z Anką, nie? Kiedy ona była na ujeżdżalni ja pojechałam w teren...
- A później wpadłaś do jeziora, tyle wiem - odparł.
- Gdy jechałam - mówiła nie zwracając na uwagę chłopaka - Wtedy zaczęłam widzieć wspomnienie, tak samo jak na balu. Było to to samo wspomnienie, które było moim pierwszym czyli twoja śmierć...
- Aha... Czyli wpadłaś do jezioro, bo myślałaś, że jest zamrożone - stwierdził uśmiechając się.
- Tak - potwierdziła.
- A dowiedziałaś się czegoś nowego?
- Yhm.
- Czego? - spytał zainteresowany.
- Jestem teraz na 100% pewna jak ta brunetka ma na imię.
- Jak?
- Elsa - odpowiedziała po czym poczuła jak Jack się zatrzymuje.
- Żartujesz czy na serio? - zapytał mocniej ściskając jej rękę.
- Nie żartuje - odpowiedziała na poważnie. Chłopak stał chwilę jak wryty. Po chwili Elsa puściła jego rękę i udała się powoli w stronę domu.
- Ej,  gdzie idziesz? - zapytał białowłosy ponownie chwytając ją za rękę.
- Do domu i tobie też radzę - odpowiedziała z półuśmiechem idąc dalej.
- Daj mi ciebie odprowadzić - powiedział z łobuzerskim uśmiechem nie puszczając jej ręki. 
- Nie, wracaj do domu - zaśmiała się po czym poczuła jak Jach ją przyciąga do siebie. Jedną ręką podniósł jej podbródek i dał jej całusa w usta. Dziewczyna zaśmiała.
- Dobra... Możesz mnie odprowadzić.
- Jest! - podskoczył ze szczęścia po czym wybuchnął śmiechem razem z blondynką kierując się do jej domu.
 Zza rogu ulicy wychylała się Madison, Jinx i Nicky.
- Trzeba się pośpieszyć - odparła brunetka i razem ze swoimi przyjaciółkami udałą się w drugą stronę.





Hejo ^^
Przepraszam, że nie było tak długo rozdziału no, ale szkoła :/ Tyle w temacie. Poza tym w czwartek umarł jak dobrze wiecie Alan Rickman i chciałam żebyście w komentarzach zostawiły dla niego znicz [*]. Może się to wydawać głupie, ale jeśli nie mogę postawić na jego grobie to przynajmniej postawie wirtualnie.
I wreszcie nadeszła zima ^^ Chociaż już przyszła parę dni temu to dzisiaj tak pięknie sypał śnieg, że w ogóle <3 Jedyna chyba wesoła rzecz w tym tygodniu.
I sorry, że teraz są takie nudne rozdziały, ale nic na to nie poradzę :/
I chciałam pozdrowić Julkę i Kingę (Kicię i Pingwina), które pewnie to czytają xd Do Julki mam prośbę... Nie gadaj już moich sucharów przy ludziach XD

Alan Rickman 14.01.2016
[*]

Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział #36 "To na co wszyscy czekali"

 [Elsa]

 No i po świętach. Było nawet fajnie. Dużo rzeczy zrobiłam, których naprawdę mi brakowało. Oprócz dojenia krowy. Tego nie chcę już nigdy powtarzać szczególnie, że prawie zamroziłam jej wymiona. 
 I jeszcze ten felerny lany poniedziałek. Po co ja wychodziłam tego dnia z domu? Nie wierzę, że Jack naprawdę chciał mnie wrzucić do jeziora... Na szczęście tego nie zrobił, ale mało brakowało abym wylądowała w wannie. I prawie mnie tam wrzucił, gdyby nie to, że zadzwonił mój telefon, który był w mojej kieszeni. Kompletnie o nim zapomniałam... Dobrze, że się nic nie stało. A następnym razem to ja wrzucę tego kretyna do wody. 
 Jak mówiłam święta się skończyły, więc trzeba było wrócić do szkoły. Strasznie mnie jakoś zaczęła męczyć. Na szczęście zbliżały się wakacje. Dwa miesiące i będzie wolne. A potem jak upłyną kolejne dwa miesiące będzie trzeba znowu wrócić i tak w kółko. Nie polepsza mi humoru świadomość, że następny rok będzie chyba jednym z gorszych, bo będą przygotowania do matury. W sensie... Piszemy w czwartej klasie maturę, ale w trzeciej nas już przygotowują. Wiem, nasza szkoła jest dziwna, że do 19 roku życia trzeba się tam kisić. Co poradzić...
 Przez w sumie trzy dni nic nie robiliśmy. Totalna rutyna. Chociaż i tak nauczyciele musieli zadać nam jak najwięcej zadania domowego, bo zaraz znowu będziemy mieli wolne i będziemy mieli mnóstwo czasu żeby je zrobić. Naprawdę potrzebuje przerwy.
 Ostatnio w ogóle mam wrażenie, że coś się święci. I to nie jest dobre przeczucie. Mrok w ogóle się nie objawiał w żaden sposób. Ani Madison... Oprócz oblania ja wodą i ciągłego gapienia się na mnie jakby chciała mnie zamordować. Nie wiem o co jej chodzi. Naprawdę! Nic jej przecież nie zrobiłam albo przynajmniej o tym nie wiem. I Jason... On też się nie ujawnił. I nie wiem czy się cieszyć czy nie. Z jednej strony chcę go spotkać, bo interesuje mnie jego przeszłość. Nie wiem dlaczego. Jest chyba jedną z nie wielu osób, o której nic nie wiem, a na prawdę chcę. I naprawdę nie wiem dlaczego. 
 I nastały znowu wolne dni. Co lepsze czwarte klasy piszą maturę, więc mamy dwa razy, więcej wolnego. A! No i oczywiście nastał maj czyli coraz krócej do wakacji! [I teraz wszyscy się cieszą :} dop. aut.]
 W pierwszy dzień nic nie robiłam. Siedziałam przed komputerem oglądając seriale i od czasu do czasu anime, wychodziłam z Blue na spacery, jadłam, biegałam i znowu oglądałam. Hmm... Nawet w domu mam rutynę. 
 W drugi dzień było podobnie. Tylko tym razem wyszłam z domu. Udałam się zamówić pianino. Tak wiem... Może to trochę ekstrawaganckie, ale naprawdę długo nie grałam, a tak mnie ostatnio na to naszło. Ania poza tym też jest za tym. Chociaż jeśli chodzi o muzykę to z nią średnio. Jedyne co potrafi robić to ładnie śpiewać. Odziedziczyła głos po mamie. Czasami smutno mi, że nie mam żadnej rodziny, do której mogłabym pojechać na święta. Jedyną rodziną jest Roszpunka. Ale ona jest daleką kuzynką. Przez moją moc nigdy jakoś nie jeździłyśmy do siebie. Mieszkałyśmy na innym kontynencie, więc to był drugi powód. 
 W trzeci dzień... Obudziłam się około dziewiątej. I to nie z samej siebie (tak to bym dłużej spała). Obudziłam się przez dziwne dźwięki, które przypominały jakby ktoś uderzał czymś o szybę. Wstałam podchodząc do lustra. Rękaw koszulki zjeżdżał mi z ramienia, sznurek ze spodenek rozplątał mi się podczas snu, więc one też mi trochę spadały, a na głowie miałam rozwalonego koka. Czyli wyglądałam jak zwykle.
 I znowu usłyszałam ten trzask. Podeszłam do balkonu i powoli odsunęłam drzwi. Rozejrzałam się dookoła, a potem spojrzałam w dół. Zobaczyłam głupio szczerzącego się Jacka. 
- Chcesz mnie znowu oblać wodą albo wrzucić do wanny , czy co? - zapytałam podnosząc brew do góry.
- Nie tym razem - odparł dalej się szczerząc - Pójdziesz ze mną gdzieś?
- Hmm? - zdziwiłam się trochę. Gdzie on mnie znowu chce zabierać...
- To... zgadzasz się? - zapytał ponownie.
- No dobra... Nie ma sensu tu siedzieć - odparłam odwracając wzrok.
- Tylko... Jakbyś już szła to mogłabyś się przebrać? Mi to szczerze mówiąc nie przeszkadza, ale ludzie na ulicy mogą się trochę zdziwić jak zobaczą cie w pidżamie... - odparł przyglądając mi się. Złapał się od razu za ramiona i wróciłam do środka. Odwróciłam się w stronę szafy, ale później usłyszałam jak ląduje na balkonie.
- A mógłbyś mnie nie podglądać jak się przebieram?! - zapytałam z wyrzutem kładąc ręce na biodra. Przyjrzał mi się z dziwnym uśmieszkiem po czym się zaśmiał. Splotłam ręce na piersiach i zaczęłam stukać nogą czekając na odpowiedź.
- Zrób tak jeszcze raz - powiedział po chwili.
- Co mam zrobić jeszcze raz? - zapytałam coraz bardziej poirytowana.
- Daj tak rączki na biodra - zaśmiał się. Chwile się zastanawiałam o co mu chodzi, ale jak się już skapnęłam poczułam jak robię się czerwona na twarzy.
- Idiota... - odparłam pod nosem patrząc na niego z chęcią mordu. Wzięłam go za rękę i wywaliłam za drzwi szczelnie je zamykając.
- Mam tutaj czekać? - zapytał z wyrzutem.
- No na pewno nie w moim pokoju - odparłam rozpuszczając koka i zawiązując go w luźny warkocz. 
- A mogę na balkonie? - zapytał błagalnie, ale z nutką śmiechu.
- NIE! - wrzasnęłam podchodząc do szafy. Wybrałam wiosenną sukienkę z dołem w kwiaty w kolorach ciepłych takich jak czerwień, pomarańcz, miedź i róż. Góra była biała na ramiączkach, a oddzielał ją od dołu brązowy pasek. Na nogi brązowe sandały. Na rękę założyłam jeszcze pod kolor paska bransoletkę. 
- Długo mam jeszcze czekać? - zapytał po jakimś czasie. 
- Coś ty dzisiaj taki narwany - powiedziałam cicho pod nosem, ale widocznie to usłyszał, bo się zaśmiał. 
 Gdy już byłam gotowa wzięłam małą torebkę gdzie schowałam moje niezbędne rzeczy i wyszłam. Patrzył się przez chwilę na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, ale później się uśmiechnął. On coś za dużo się uśmiecha. Nagle złapał mnie za rękę i poprowadził na balkon.
- Ej co robisz? - zapytałam lekko przestraszona.
- To najkrótsza droga - zaśmiał się po czym złapał mnie tak jak zwykle to robi i wbił się w powietrze. Zawsze w takich momentach mam ochotę go zamordować, ale chyba powoli się do tego przyzwyczajam. 
 Wylądował gdzieś na końcu parku żeby nie mogli nas zauważyć. W końcu latający ludzie to trochę dziwne, nie? Po chwili byliśmy już ścieżce. 
- To gdzie chciałeś iść? - zapytałam po jakimś czasie. Zamyślił się.
- Może na lody? - zapytał uśmiechając się ciepło. Odwzajemniłam uśmiech. Podeszliśmy do najbliższego stoiska. Jack zamówił sobie śmietankowe, a ja poprosiłam o czekoladowe. Szliśmy ścieżką tak jak prowadziła. Opowiadaliśmy sobie najśmieszniejsze momenty z tego roku. W pewnym momencie zamachnęłam się ręką, w której trzymałam lody i pobrudziłam sobie policzek.
Chciałam wyciągnąć chusteczkę żeby to sobie wytrzeć, ale nagle poczułam jak białowłosy ściera mi to kciukiem. Popatrzyłam się na niego zdziwiona z lekkimi rumieńcami, a on po chwili zlizał czekoladę  z kciuka.
- Ta jest słodsza - stwierdził po chwili przez co się jeszcze bardziej zaczerwieniłam. 
- Ty dzisiaj się jakiś dziwny zrobiłeś - mruknęłam.
- To źle, że uważam, że jesteś słodsza od czekolady? - zaśmiał się. Teraz to już chyba byłam czerwona jak burak. Nikt jeszcze tak o mnie nie powiedział. Po chwili skręcił w prawo. Zagapiłam się lekko, więc musiałam go dogonić.
- Czekaj! - powiedziałam po czym się zatrzymał.
- Poznajesz to miejsce? - zapytał po chwili przyglądając się widokowi. Popatrzyłam się przed siebie i zobaczyłam plaże. Ale nie była zwykła. Coś mi przypominała.
- Może to ci coś powie - stwierdził i ruszył się w stronę lasku, który znajdował się obok.














- Teraz poznajesz - ponownie zapytał. Coś mi świtało.
- A tak... To tutaj prawie przez ciebie dostałam zawału? - odparłam po chwili z wyrzutem na co się zaśmiał. Przyjechaliśmy tutaj związku z lekcją. Tylko nie spodziewałam się, że będzie próbował mnie zabić zwisając z drzewa...
- Tak - potwierdził odwracając wzrok - Elsa... 
- Tak? - trochę się zdziwiłam, ponieważ... Zaczął się rumienić? Pierwszy raz widziałam Jacka, który się rumieni...
- Bo ja... Ech... No, bo - nie umiał się wysłowić. 
- Ej... Spokojnie. Wysłów się. Wdech - próbowałam go uspokoić choć sama się bałam co chce powiedzieć.
- Elsa... Od początku wiedziałem, że jesteś inna... Wiedziałem, że będę musiał poznać cię bliżej, a może się nawet tobą opiekować. Kiedy przyszłaś do mnie wtedy i ujawniłaś swoją moc... Byłem tego pewien. Traktowałem cię jak najlepszą przyjaciółkę albo nawet siostrę, ale... Jednego dnia się coś zmieniło - mówił. Spuściłam głowę, nie umiałam spojrzeć mu w oczy. 
- Nie umiałem traktować cię już jak siostrę... Ale dalej się tobą opiekowałem nawet może bardziej. Nie świadomie się na ciebie patrzyłem podziwiając twoją urodę i charakter... Twoje potrafiły mnie zahipnotyzować nawet nie świadomie, a twój śmiech sprawiał, że czułem się szczęśliwy. Zawsze gdy się z tobą droczyłem byłem szczęśliwszy. Nawet jak nazywałaś mnie idiotą. Jak byłaś smutna i płakałaś miałem ochotę cię przytulić i nie puszczać aż się znowu nie uśmiechniesz. Wiedziałem jednak, że nie zawsze mogłem to zrobić. Gdy odchodziłaś czułem się zawsze chociaż trochę samotny mimo, że dookoła byli moi przyjaciele. Ja... - zacisnęłam mocniej powieki i pięści - Zakochałem się w tobie. Ale to nie jest zauroczenie jak miałem z innymi dziewczynami. To jest coś silniejszego... I... Zrozumiem jak nie zaakceptujesz mojej decyzji, ale musiałem to wreszcie z siebie wydusić - nie wytrzymałam. Na ślepo złapałam za skrawek jego ubrania przyciągnęłam go do swoich warg. To było... Niesamowicie dziwne uczucie. Nigdy wcześniej tego nie robiłam ze względu na moją moc. Ale nie tylko dlatego. Nigdy nie miałam takiej osoby. Ale teraz... Byłam tego pewna. Jack Frost. Jedyna osoba, do której żywiłam takie uczucie. Jedyny białowłosy bałwan i idiota w jednym, która potrafił zrobić takie rzeczy.
 Po chwili puściłam skrawek bluzki i odsunęłam się powoli, ale poczułam jak jedną ręką chwyta za moją, którą właśnie puściłam jego koszulę, a drugą za mój policzek. Z szoku byłam zmuszona otworzyć moje lekko zapłakane oczy przez zbyt mocne ich ściskanie. Zobaczyłam jak zbliża swoją mordkę do mojego ucha.
- Nie przestawaj... - szepnął z uśmiechem na twarzy. Na to zachichotałam.
- Wiesz, że jesteś bałwanem, idiotą i kretynem w jednym? - zaśmiałam się szeptem.
- Wiem - powiedział po czym ponownie złączył nasze usta w pocałunku. Po chwili przestaliśmy.
- Ja... Też cię kocham... Jacksonie Froście...




Wesołego nowego ROKU!!!! ^^
Mam nadzieję, że fajny prezent zrobiłam :* W ostatniej chwili zmieniła decyzje jak mam to przestawić więc mam nadzieję, że tego nie spaprałam xd I teraz wszyscy krzyczą... MAJ!!!! Ale jest 31 grudnia xd I chciałam wam życzyć aby wasze decyzje noworoczne się spełniły <3 I w ogóle wszystkiego najlepszego ^^ (i sorry, że tak późno)
Kocham i pozdrawiam Black Berry ;***

środa, 30 grudnia 2015

Rozdział #35

Powoli zbliżała się Wielkanoc. A razem z nią zamieszanie, wiosenne porządki, a dla niektórych więcej nauki. Głównie dla gimnazjalistów, którzy szykowali się na swój wielki test. Jedną z takich osób była Ania przez co i Elsa stawała na głowie aby siostra zdała do jej liceum i dobrze napisała sprawdzian. Jednocześnie musiała sprzątać i przygotowywać się na święta. I to nie chodziło tylko o Wielkanoc. Szykowała się mocno na święto znane Lany Poniedziałek lub Śmigus-dyngus. Chodziła po sklepach szukając dobrego czepka i wodoodpornego płaszcza. Nie lubiła tego święta z paru powodów, ale chyba główny to to, że bała się zamrożenia wylewanej na nią wody. Poza tym nie lubiła być mokra. A wiedziała, że w tym roku będzie jak się nie przygotuje. Już i tak 1 kwietnia próbowali ją oblać wodą. Ale dobrze wiecie jak to się skończyło. Zamiast Elsa mokra była Madison. 
 W końcu nadszedł dzień wolnego. Dzieciaki od krzaka do krzaka latały szukając pisanek, które ukrył dla nich Wielkanocny Zając. Elsa nie znała go osobiście, ale po poznaniu "Śnieżnego (Bałwana) Ducha", "(Zboczonego) Czarnego Pana", "Z piachu stworzonej (wrednej) laski", "Ognistej z mieczem laski i psychodelicznej laski" i Wampira (zboczeńca) mogła już uwierzyć we wszystko. Brakowało już tylko małych, syrenich wróżek... A nie! To też już poznała. Nad Niagarą. Poza tym sama nie była lepsza, więc magia i te sprawy to dla niej codzienność.
 Gdy Ania skończyła pisać testy gimnazjalne razem z siostrą zabrały się do robienia pisanek aby udekorować dom. Nazrywały parę kwiatów i wsadziły je do wazonów . Z niektórych zrobiły wianki z małą pomocą Punzie, która przyszła je odwiedzić. 
 Czasami Elsa zastanawiała się nad ponownym graniem na pianinie. W dzieciństwie mama uczyła jej na nim grać, ale po jej śmierci nie tknęła żadnego tego typu instrumentu. Ale po ostatnim śpiewaniu z jej przyjaciółmi przypomniało jej się o tym. W samym śpiewaniu nie czuła się najlepiej chociaż w dzieciństwie mówili jej, że ma cudowny głos, który odziedziczyła po matce, ale nigdy nie śpiewała publicznie. Czasami śpiewała pod nosem albo jak wszyscy ludzie pod prysznicem. 
 Często zastanawiała się też co będzie robić po szkole. Wszyscy mają zaplanowaną przyszłość oprócz jej. Punzie pójdzie prawdopodobnie na studia artystyczne, Flynn zamieszka ze złotowłosą albo zostanie alkoholikiem lub komikiem, Merida pewnie sportowcem, Astrid chciała zostać weterynarzem (o dziwo), Czkawka biologiem, zespół Violence będzie sławny, a Jack zostanie strażnikiem. A Elsa nie wiedziała. Długo się zastanawiała na jakie studia pójdzie i czy w ogóle pójdzie. Jak tak dalej pójdzie to chyba wyląduje u Mroka na obiedzie (i nie jako gość), ale Jack ją na pewno obroni. Przecież sam tak mówił.
 Ale przecież nie trzeba zamartwiać się takimi rzeczami podczas Wielkanocy. Jak mówiłam robiły pisanki, zbierały kwiaty, ale i robiły kartki dla przyjaciół. No i kupowały prezenty. Nie pod choinkę, ale na zajączka. 
 W dzień przed głównym świętem do dziewczyn ponownie przyjechała ich kuzynka z propozycją wyjechania wspólnie na wieś. Oczywiście dziewczyny się zgodziły. Były to tylko trzy dni, więc nie musiały brać zbyt dużo rzeczy. Największymi atrakcjami były dla nich oczywiście rzeczy, których nie mogły robić na co dzień albo nigdy nie robiły czyli takie rzeczy jak dojenie krowy. Zbierały jeszcze jaja od kur i wychodziły ze psami na spacery. Z Blue też. Pamiętała jak go dostała. Był wtedy taki mały. Teraz dorósł i jest już dużym psem. Dogaduje się doskonale z innymi psami, a nawet kotami, więc nie trzeba się zbytnio martwić zostawiając go samego. Jedyny problem jest jak widzi kury. Wtedy zaczyna szaleć.
 Jeździły też konno. Jak był małe to to robiły regularnie. Jeździły 5 razy w tygodni i miały własne konie. Oczywiście Elsie szło trochę lepiej, ponieważ dłużej jeździła, bo była starsza. Annie zdarzyło się parę razy upaść, a Elsa... Nie. Ona uwielbiała to robić. Pojechała raz cz dwa w teren. 
 Ostatnio zauważyła, że jakby... Odżyła na nowo. Na początku jak umarła jej babcia była bardzo nieśmiała i bała się wszystkiego, a teraz. Czuła się naprawdę wolna. Może to przez jej przyjaciół. Albo przez Jacka? Nigdy wcześniej nie poznała kogoś takiego. Kto mógł jej pomóc, komu mogła zaufać, kogoś kto mógł ją zawsze obronić. Zastanawiała się dlaczego to robił. Przecież była nieznośna. Przynajmniej tak uważała. Zawsze musiała coś zepsuć i wpaść w tarapaty, a on ja i tak ratował. Fakt. Wpadała często przy nim w zakłopotanie i często nie wiedziała co mówić, ale... Dlaczego? Nie potrafiła tego zrozumieć. Nigdy wcześniej nie znała tego uczucia. Rzadko w ogóle było poznać po niej czy ma jakieś uczucia. Zawsze była uważana za chłodną osobę, która siedzi tylko z nosem w książkach. A teraz? Nie wiedziała jak wyglądała oczami innych osób,ale nie obchodziło ją to za bardzo. Cieszyła się, że ma takich cudownych przyjaciół i siostrę. To jej wystarczało.
 A wracając do tego uczucia. Ania miała wiele chłopaków, a ona żadnego. Ale nie uważała Jacka za kogoś takiego. Ani za brata, ani za kolegę. To był najlepszy przyjaciel, który się o nią troszczył i droczył jak brat, rozumiał jak przyjaciel i... No właśnie... I co? Tego uczucia właśnie nie znała, ale wiedziała, że obdarzy tylko jedną osobę tym przywilejem. Ale czy tylko jedną? A co jeśli będą dwie takie osoby? (I nie chodzi mi o Anie) Była jeszcze jedna taka osoba, która ubiegała się o podobny tytuł. Problem był tylko taki, że był nie po tej stronie co trzeba. Nie wiedziała nawet dlaczego on. Uważała go za potwora, a i tak... Jakieś małe światełko zapaliło się jej na drodze. (I nie chodzi mi o tamte niebieskie światełka) Zastanawiała się kim on tak naprawdę jest. Może być nawet chłopakiem Madison, ale to nie zmienia faktu, że dalej nie wie kim jest. Zjawił się znikąd i tak i znika. Musiał być jakiś powód żeby Mrok go wybrał. Jaka jest jego przeszłość?
 Wracając. Krótkie wakacje na wsi dobrze im zrobiły. Ale po powrocie do domu tak miło już nie było. Dni wolne się kończyły. Ale został jeszcze jeden dzień. 
 Elsa obudziła się około ósmej, ale już o tej godzinie było słychać dziwne dźwięki z dworu. Podeszła półprzytomna do okna aby się upewnić czy to co słyszy jest prawdą, ale nie pomyliła się. Dzieciaki już biegały z wiadrami pełnymi wody. Wzdrygnęła się na samą myśl bycia mokrą, więc udała się do swojej torby na zakupy i wyjęła czepek, płaszcz i swoją broń. Założyła je szybko, gdy usłyszała kroki. Ustawiła się w pozycji bojowej przed drzwiami na wypadek wejścia smoka Anki. Nie pomyliła się. Po chwili w drzwiach stanęła ruda osóbka z pistoletem pełnej wody i zaczęła strzelać w stronę siostry. Niebieskooka wyszła powoli z pokoju nie będąc nawet mokrą. "Warto było to sobie kupić" - pomyślała idąc zwycięskim krokiem w stronę kuchni. Schodząc na dół usłyszała dzwonek do drzwi. Podeszła powoli do wejścia i uchyliła powoli drzwi. W nich stanął kurier z wielką paczką. Popatrzył się dziwnie na dziewczynę w białym, półprzeźroczystym płaszczu, z czepkiem na głowie i pistoletem na wodę. 
- Widzę, że ktoś tu nie lubi się moczyć - zachichotał chłopak nie wiele starszy od Elsy - Ale jest pani w domu, więc nie rozumiem, dlaczego jest pani tak ubrana?
- Siostra - odpowiedziała szybko.
- Współczuję - odparł - A to do Anny Snow...
- To właśnie dla niej - odparła i wzięła paczkę podpisując dokumenty. Po chwili chłopak odszedł. 
 Blondynka stwierdziła, że warto zaczerpnąć świeżego powietrza, a że jest bezpiecznie ubrana nie powinno być problemu. Udała się do parku gdzie również nie zabrakło dzieci. Gdy się im przyjrzała przypomniała sobie, że to są te same dzieciaki, które spotkała kiedyś. Ten brunet chyba nazywał się Jamie, a ta mała blondyneczka Sophie. Oczywiście oni też ją rozpoznali, a patrząc na jej przebranie mieli jeszcze większa ochotę ją oblać. Więc... I tak się stało. Nie została jednak bardzo oblana dzięki jej stroju za to dzieci dzięki jej pistoletu bardzo.
- To nie fair! - krzyknął po chwili, ale dalej się śmiejąc - zdejmuj to dziwne przebranie!
- Nie ma mowy! - odkrzyknęła, ale również się śmiejąc. 
- Na pewno? - usłyszała za sobą znajomy głosy. Odwróciła się i zobaczyła Jacka stojącego z wiadrem wody w ręku, a na dodatek z pistoletem na wodę. 
- Nie zdejmiesz? - powiedział podchodząc bliżej z chytrym uśmieszkiem.
- Oblewanie mnie wodą chyba ci się jeszcze nie znudziło - odparła świdrując go wzrokiem.
- Jeszcze tego nie zrobiłem, a jak mam to zrobić to musisz być trochę mokra, nie? - uśmiechnął się chytrze robić krok do przodu - Jamie!
- Tak? - podszedł uśmiechnięty do chłopaka. 
- Popilnuj mi tego wiadra - powiedział podając mu broń. Podszedł w mgnieniu oka do dziewczyny i złapał ją w taki sposób żeby nie mogła się za bardzo ruszyć. Zdjął jej czepek i rzucił w stronę dzieciaków.
- Ej, ej... Ale ty tak na poważnie? - powiedziała robiąc się trochę podenerwowana.
- Już mówiłem, że nie miałem okazji ostatnim razem to zrobię to teraz - odparł uśmiechając się ciepło, ale z drugiej strony chytrze. Otrzymał wiadro od Jamiego, a już po chwili Elsa stała cała mokra bez czepka i bez płaszcza. Popatrzyła się z chęcią mordu na chłopaka.
- Trzymaj mała - rzucił do Sophie swój pistolet - Oblej trochę swojego brata, bo jakiś taki suchy jest. 
I znowu zaczęło się lanie wśród dzieci. Za to Elsa dalej patrzyła się na Jacka jakby miała go zaraz zamordować, ale ten się tylko śmiał jak na nią patrzył. 
- Choć - odparł po chwili i zabrał ją za rękę prowadząc gdzieś.
- Gdzie ty znowu chcesz mnie zabrać? - spytała nie zmieniając swojej postawy. 
- W górę - powiedział śmiejąc się jeszcze głośniej. Niebieskooka zatrzymała się.
- W górę? - zapytała zdziwiona, ale po chwili zrozumiała. Poczuła jak ją bierze na ręce i wznosi się w górę. Z jednej strony lubiła latać, ale nienawidziły, gdy robił to tak niespodziewanie.
- Jack ty idioto, bałwanie i kretynie w jednym! Mówiłam ci chyba już żebyś nie robił tak!!! - krzyczała waląc go po głowie. 
- Oj tam... Przesadzasz - uśmiechnął się łobuzersko i wylądował na szczycie jakiegoś budynku - Ale musisz przyznać, że tu ładnie... - powiedział patrząc na widok miasta.
- No jest tu ładnie - odparła w duszy zachwycając się widokiem, ale próbowała żeby tego nie zobaczył. Była trochę na niego zła chociaż w głębi cieszyła się jak dziecko.
- Chwila... Co ty znowu kombinujesz - świdrowała po nim wzrokiem.
- Hmm? - zdziwił się.
- Czy ty chcesz mnie uspokoić i żebym zapomniała o wszystkim, a potem wrzucić mnie do jakiegoś zbiornika?!
- W sumie... Nie myślałem o tym, ale ja tak teraz na to patrzę to całkiem niezły pomysł - odparł wbijając się znowu w powietrze. 
- Nie, nie, NIE!!! Ja tylko żartowałam... Nie słyszałeś nic! - próbowała się uratować.
- Jasne, jasne - zaśmiał się.
- Proszę!!! 
- No dobra...
- Serio? - wolała się upewnić.
- Nie - znowu się zaśmiał.
- JACK!!!!




Tak... Ostatnio stwierdziłam, że rozdział był dziwny... Cofam! Ten to dopiero jest XD Nie radzę pisać podczas głupawki albo po obejrzeniu głupiego anime :P Wczoraj odkryłam kolejne, w którym się zakochałam ^^ Kaichou wa Maid sama! Polecam dla osób, które lubią po pierwsze anime, a pod drugie jeśli ktoś ma tak głupi humor jak ja XD I jest chociaż trochę zboczony :P Idealne XD Chyba jednym z moich ulubionych tekstów były: "Czy pomógłbyś wybrać jaki kolor pasuje do Misy-chan? A po co? [...] No i według ciebie w jakim kolorze najlepiej jej? Hmm?... To ja poproszę przeźroczysty" XD albo "Misja: Książę to ciota!" Sory, że musieliście to czytać, ale naprawdę mi się spodobało xd I przepraszam, że tak późno i znowu, że taki krótki, ale co ja poradzę ;-; A i pomóżcie mi wymyślić tytuł, bo nie wiem jaki xd
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział #34 "Prima Aprilis"

 Reszta marca składała się głównie z testów, poprawek i nadrabiana zaległości. Dopiero w pierwszy dzień wiosny szkoła ożyła jak i większość osób. Dziewczyny zaczęły ubierać się bardziej wiosennie. Zakładały wianki i kwieciste sukienki. Na parapetach również zawitały kwiaty i inne rośliny, które nadawały szkole uroku.  
 Elsa nie przepadała za wiosną, ale jakoś w tym roku się do niej przekonała. Tak jak inne dziewczyny od czasu do czasu nosiła wianki.
 Zauważyła też, że paczka Mroka się trochę uspokoiła. Mrok rozpłynął się w powietrzu, Jason się również nie ujawniał, a sławne trio nie doczepiało się do Elsy. Jedyne co to Madison od czasu do czasu patrzyła się na niebieskooką morderczą. Czasami myślała, że się na nią rzuci.
 Pewnego dnia Elsa obudziła się z dziwnym przeczuciem. Jakby czegoś zapomniała. Jak zwykle po przebudzeniu poszła do łazienki, a później do szafy aby się ubrać. Założyła białe spodnie, w kolorze pudrowego różu bluzkę z krótkim rękawkiem i niebieskie vansy. Włosy spięła w kucyka.
 Zeszła powoli na śniadanie. Zaczęła zajadać naleśniki, a po chwili do pokoju weszła Ania. Była jakaś przygnębiona.
- Coś się stało? - zapytała zaniepokojona blondynka.
- No, bo... Napisałam sprawdzian z angielskiego na 2 i poszłam go wczoraj poprawić, ale... Zamiast go poprawić to napisałam na 1 - powiedziała smutno zajadając naleśnika.
- Co?! Ania! Przecież to ci zrujnuje średnią, a zaraz kończysz gimnazjum! - krzyczała zła. Ruda chwile na nią patrzyła smutno, ale po chwili opuściła głowę i zaczęła się cicho śmiać. Gdy to zobaczyła oczy jej się rozszerzyły. Patrzyła na nią zdziwiona. 
- Prima Aprilis!!! - wrzasnęła nagle dalej się śmiejąc - Nie wierzę, że się na to nabrałaś!
Blondynka patrzyła się na nią wściekle. Już wiedziała o czym zapomniała. Nie przepadała za bardzo za tym świętem, bo sama nie lubiła robić żartów.
 Po śniadaniu pojechała do szkoły. Powoli szła do klasy gdzie czekała na nią większość znajomych. Zaczęli normalnie rozmawiać o nadchodzących świętach i, o niektórych sprawdzianach. 
 Nagle zauważyli biegnącego Flynna i Czkawkę. Wyglądali... Inaczej. Nie mieli po jednym bucie, a spodnie były poszarpane tak samo jak bluzki. Z nosa leciała im krew. Gdy Roszpunka i Astrid ich zobaczyły zaczęły wrzeszczeć i pytać się co się stało.
- Napadli nas - powiedział zdyszany Flynn. Chwile z Czkawką mieli kamienne twarze, ale po chwili zaczęli się śmiać. Gdy ich dziewczyny zobaczyły ich reakcje zaczęły ich okładać plecakami.
- Dobra już... Prima Aprilis - powiedział dalej z uśmiechem na twarzy Czkawka próbując powstrzymać Astrid o bicia go.
- Takie żarty to wiesz gdzie sobie możesz wsadzić - odparła przestając go bić.
- E tam... Najlepsze żarty dopiero się zaczynają. Zaraz Jack powinien przyjść - powiedział podekscytowany Flynn. Rzeczywiście po chwili przyszedł Jack z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Gotowe? - zapytał brunet.
- Gotowe - potwierdził z jeszcze większym uśmiechem.
- Co wy znowu kombinujecie? - spytała zaniepokojona Elsa.
- Zobaczysz - odparł Jack pocierając sobie ręce.
 Po tych słowach zadzwonił dzwonek. Z tego co niebieskooka się orientowała była teraz historia. Pan Miki szedł wesołym krokiem w stronę klasy. Podszedł do drzwi i spróbował je otworzyć, ale z dziwnego powodu nie mógł. Po paru szarpnięciach w końcu udało mu się je otworzyć. Powoli wszyscy zaczęli za nim wchodzić. Nauczyciel od razu przeszedł do rzeczy. Po swoim krótkim wykładzie podszedł do tablicy aby wziąć kredę i napisać na tablicy temat. Jednak kredy nie mógł podnieść. Parę uczniów zaczęło już się śmiać.
- Aaa... Bardzo śmieszne, naprawdę - odparł nauczyciel i podszedł do innej kredy, ale tej też nie mógł podnieść. Popatrzył się z irytacją na uczniów, którzy cicho się śmiali. Została mu ostatnia kreda. Podszedł do niej ostrożnie i powoli wyciągnął do niej rękę. Tą udało mu się podnieść. Zadowolony chciał napisać temat, ale kreda nie pisała. Na głupią minę nauczyciela połowa klasy wybuchnęła śmiechem. Elsa natomiast patrzyła na to jak na dziecinadę.
- A to jakie czary? - spytał zdezorientowany.
- Przeźroczysty lakier do paznokci - odparł zadowolony Flynn.
- Aha... Czyli pan śmieszek wymyślił ten kawał, hmm? Pewnie z panem Frostem - stwierdził, ale uśmiechnął się chytrze - Ale na pewno nie wzięliście pod uwagę, że ja zawsze noszę przy sobie zapasowe - odparł podchodząc do torby. Przez dłuższą chwilę próbował ją otworzyć, ale po wybuchu śmiechu uczniów odpuścił sobie.
- No dobrze, zapisujemy temat: Jak robić śmieszne żarty? - odparł, ale i tak podał poprawny. Później podszedł do komputera, ale nie spodziewał się, że pojawi mu się jumpscare z jakiejś durnej gry. Odskoczył jak najdalej mógł krzycząc przy tym na co cała klasa wybuchła śmiechem (oprócz Elsy). Jack popatrzył się na dziewczynę ze zdziwioną miną.
- Co ty taka sztywna dzisiaj? - zapytał szturchając ją w ramię.
- Nie lubię tego dnia - odparła odwracając wzrok. Przypatrzył jej się, a potem chytrze się uśmiechnął. Miała wrażenie, ze coś dla niej szykuje.
 Reszta dnia wyglądała podobnie. Wszyscy robili sobie żarty, nawet nauczyciele. Przez ten cały czas Elsa miała wrażenie, że jej też zrobią jakiś głupi żart.
 Gdy dochodziła ostatnia lekcja niebieskooka poszła do szafek by schować, co niektóre książki. Po chwili dostała SMS'a żeby już szła na basen. Ostatnią lekcją był właśnie basen, wiec powoli udała się w stronę pływalni. Przed samymi drzwiami coś jej się przypomniało. "Przecież pan z basenu jest chory... A mieliśmy mieć zastępstwo" - pomyślała i puknęła się w głowę. Ruszyła do tylnego wejścia i chytrze się uśmiechając spojrzała na paczkę swoich przyjaciół cicho śmiejących się przy drzwiach, na których był mechanizm z miską pełną zimnej wody. Podeszła do nich od tyłu z chytrym uśmiechem.
- Hej - powiedziała do najbliżej stojącego Maksa.
- Hej Elsa - odparł niczego nie świadomy dalej patrząc się na mechanizm - ELSA?! - uświadomił sobie po chwili. Wszyscy wrzasnęli na jej widok.
- Naprawdę myśleliście, że się na to nabiorę? - odpowiedziała z wyższością zakładając ręce na piersi.
- Nom... - odparła Luna.
- Dobra zdejmijmy to zanim ktoś tu wejdzie - powiedziała Jack, ale jak na złość drzwi się otworzyły. Na początku mieli nadzieję, że wejdzie jakiś normalny uczeń, a w najgorszym wypadku nauczyciel, ale to było jeszcze gorsze niż jakikolwiek nauczyciel. Na całą szkołę rozdarł się krzyk. W drzwiach stała przemoczona do suchej nitki Madison. Wszyscy patrzeli się na nią przerażeni.
- Prima Aprilis - odparł nieśmiało i bardzo cicho Jack. Dziewczyna podniosła wzrok przez wszystkich przeszły ciarki. 
- Idioci - szepnęła cicho patrząc się na wszystkich morderczym wzrokiem - IDIOCI! - wrzasnęła jeszcze raz. Znowu. Elsa stojąc najdalej od niej poczuła na sobie jej morderczy wzrok. W jej oczach dostrzegła czerwony blask. 
 Po chwili ciszy wyszły z pomieszczenia wkurzona udając się do łazienki. Wszyscy przez jakiś czas stali w bezruchu i w ciszy.
- Jak widać nie tylko ty nie lubisz tego dnia - odparł nagle Tim.
 Ostatnią lekcją okazała się matma. Świetne zastępstwo za basen. 
 Paczka najbardziej obawiała się wezwania do dyrektora, ale w ostateczności nic się nie stało, a Madison zniknęła.



***

~u Mroka~

 Madison, Nicki i Jinx siedziały na metrowym stopniu  w pałacu Mroka. Gadały o tym jaki wredny żart zrobili dziewczynie. 
 Sam Mrok zaczął bardziej przypominać jakąś postać. Nie był już latającą czarną kulką piachu, a postacią z czarnego piachu i żółtych oczysk. Przypominał swoich sługów tylko w formie człowieka.
 Brunetka machała swoimi nogami w powietrzu i mówiła jacy to oni są źli.
- Naprawdę... Następnym razem dostaną takie lanie, że się nie pozbierają - odparła uderzając pięścią o ścianę. Jinx próbowała zaprezentować to na kamieniu i swojej zabawce. Rzuciła kamyk przed siebie i gdy jeszcze był w powietrzu strzeliła w jego stronę "Pif-Pafem" przez co rozpadł sie na drobne kawałeczki.
- O tak? - zapytała śmiejąc się razem z Nicki.
- O tak - potwierdziła śmiejąc się razem z nimi - A szczególnie tą małą sukę... Jak się do niej dorwę to obiecuje, że wyrwę jej ten kamień nawet ze skórą, a jak będzie trzeba to razem z sercem - odparła obracając w ręce piaskowy nóż.
- Dziewczyny! - wrzasnął Mrok.
- Przepraszamy - przeprosiły cicho. Nie lubił jak ktoś był za głośno. 
 Nagle na końcu tunelu zaświeciło się blade światło, z którego wyszedł czarnowłosy chłopak z zawieszoną torbą na ramieniu.  Wszyscy spojrzeli się w jego stronę. Madison patrzyła się na niego z zaciekawieniem, ale później zrobiła oczy tak słodkie, że czekolada polana karmelem mogła by się schować.
- Jason!!! - wrzasnęła zeskakują ze stopnia i biegnąc w jego stronę. Gdy już miała się na niego rzucić chłopak odsunął się, więc brunetka skoczyła na ziemie. Popatrzyła się na nie oczami kota ze Shreka, ale on dalej miał kamienną twarz. Wstała i znowu próbowała się przytulić. I tak jeszcze z trzy razy.
- Madison - powiedział po chwili Mrok, który miał dość patrzenia na próby córki aby przytulić chłopaka - Madison! - krzyknął ponownie gdy dziewczyna już tuliła się do czarnowłosego.
- Co? - zapytała dalej ściskając chłopaka.
- Puść. Go - powiedział powoli. Naburmuszona dziewczyna odeszła od czarnowłosego podchodząc do swoich przyjaciółek. Chłopak rozejrzał się po jaskini i powoli podszedł do Czarnego Pana. Rzucił mu czarna torbę, z której wypadła mała fiolka z jakimś czerwonym płynem. Mrok uśmiechnął się szeroko, a dziewczyny przyjrzały się z niepokojem fiolce.
- Czy to jest... - zaczęła brunetka robiąc przerażoną minę. Jinx zakryła sobie usta ręką powstrzymując wymioty, a Nicki wydała z siebie jęk obrzydzenia. Jason podniósł buteleczkę i przyjrzał się jej dokładnie. Po chwili ręka strasznie zaczęła mu się trząść. 
- Nawet nie wiesz jak trudno mi było to zdobyć - odezwał się w końcu podając Mrokowi płyn.
- Nie przesadzaj - odparł przyglądając się temu z wielkim uśmiechem.
- Masz tu jeszcze koszmary - odparł rzucając mu kulę pełną czarnego piachu i koszmarów. 
 Czarny pan podszedł do dużego kotła [Mrok jest czarownicą XD dop. aut.], do którego wlał czerwony płyn. Z kotła buchnął dym. Do tej samej fiolki wlał płyn z naczynia, a później go wypił. Czarny piach, z którego był stworzony zaczynał zamieniać się w szarą skórę, a w niektórych miejscach czarną szatę. Na głowie zaczęły pojawiać się prawdziwe włosy, a oczy zrobiły się jeszcze bardziej złotożółte. Gdy skończył się przemieniać zaśmiał się szaleńczo.
- Wreszcie! Mam swoje własne ciało - wrzasnął  dalej śmiał się szaleńczo.




Cześć!!! ^^
Ten rozdział jest dziwny, ale nic na to nie poradzę... Mówiłam, że miałam problem żeby go napisać :/ Ale mam nadzieję, że się wam podoba ^^ A szczególnie, że będziecie mieć przez trzy dni rozdziały codziennie... No wczoraj byłam u dentysty i w ogóle będę chyba nosić aparat ;-; Ale nie ważne... 
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***