W piątek w końcu Jack pojawił się w szkole, a ekipa mogła wcielić swój plan w życie. Blondynka umówiła się z chłopakiem na spacer. Przy okazji sama chciała porozmawiać z chłopakiem.
***
Sobota rano
Elsa obudziła się w podenerwowanym nastroju. Wszystko mieli zaplanowane, ale dalej miała wrażenie, że coś może nie wyjść.
Poszła do łazienki wziąć prysznic, umyć zęby i wszystko inne co dziewczyny tam robiły.
Gdy skończyła poszła na szybkie śniadanie, następnie ubrała się w byle co i wyszła z Blue na krótki spacer. Patrząc na niego przypominało jej się jak go dostała i jak kiedyś wyglądał. Dużo urósł od tego czasu.
Po spacerze zaczęła wybierać ubrania na urodziny. Nie chciała wyglądać zbyt elegancko, bo Jack mógłby zacząć coś podejrzewać (w końcu mieli iść najpierw na spacer), ale z drugiej strony nie chciała wyglądać tak jak gdy chodzi po domu. Zdecydowała, że ubierze się w miarę normalnie. Wybrała białe leginsy, turkusową bluzkę na ramiączkach, a na nią półprzeźroczystą czarną koszulę. Włosy związała w koka, a na rękę założyła parę bransoletek. Oczywiście na szyi nadal miała swój kamień.
Po wytłumaczeniu wszystkiego Ani niebieskooka założyła czarne wyższe buty, niebieski płaszcz i wyszła przed dom. Tam czekał na nią Jack.
- Cześć - przywitał się.
- Hej! - uśmiechnęło się ciepło.
- Dlaczego ci tak bardzo zależało na spacerze? - zapytał gdy już ruszyli.
- Nie mogę się od czasu do czasu przejść na spacer z moim przyjacielem?
- No możesz, ale... - zdziwił się trochę jej zachowaniem.
- No właśnie! Więc nie marudź - zaśmiała się.
- Zaczynam się o ciebie martwić - stwierdził chowając ręce w kieszenie.
- Niby czemu?
- Dziwnie się zachowujesz... Coś się stało? - zapytał niebieskooką.
- Yhm... Dowiedzieliście się czegoś o tym całym Jasonie? - zmieniła temat.
- Nie. Nie mamy zielonego pojęcia kim on może być. Na świecie jest mnóstwo chłopaków o tym imieniu, a na dodatek nie mamy jak go sprawdzić, bo nikt nie wie jak on wygląda - powiedział patrząc się po okolicy. Elsa zauważyła jak chłopak swoją mocą strącił śnieg z gałęzi, który spadł na jakąś dwójkę dzieci. Po chwili zaczęły się w nim bawić. Białowłosy uśmiechnął się pod nosem.
- Bo ja go chyba widziałam - przyznała po chwili.
- Co? - zainteresował się, ale i trochę przestraszył - Gdzie?
- Em... Jak ci to powiedzieć... W łazience? - uśmiechnęła się nerwowo.
- Acha... Zaraz! Gdzie?! W łazience?! - zaczął krzyczeć.
- Jack, ciszej... I tak...
- Podglądał cie w łazience?! - znowu wrzasnął przez co ludzie zaczęli się dziwnie patrzeć.
- Jack! Zamknij się! Ludzie się patrzą - zatkała usta chłopaka ręką - Tak, ale spokojnie... Miałam na sobie ubrania zboczuchu - zdjął jej rękę z ust.
- Nie nazywaj mnie tak - odparł cicho - Poza tym... I tak to jest dziwne. Kiedy to było? Nic ci się nie stało?
- We wtorek, w szkole i poza tym, że uciekałam przez całą szkołę to nie - odpowiedziała na pytania.
- A jak on wyglądał? - zapytał po chwili.
- Po pierwsze nie jestem pewna czy to był on, a po drugie to ciężko powiedzieć. Miał na głowie kaptur, więc widziałam kawałek jego twarzy, a że siedział to trudno mi go było zobaczyć w całości - odparła - Ale ogółem to miał czerwone oczy...
- Tyle to zdążyłem zauważyć - stwierdził, ale widząc morderczy wzrok dziewczyny odparł - Już ci nie przerywam!
- Tak jak mówiłam miał czerwone oczy, kruczoczarne, roztrzepane włosy, bladą skórę, smukła budowę i... - zatrzymała się na chwilę.
- I co?
- No... Ech... Tak, więc miał - nie potrafiła się wysłowić.
- No co miał? - niecierpliwił się.
- Takie jakby... ząbki?
- Ząbki? - zdziwił się - Jakie ząbki?
- No wiesz... Takie dwa ostre ząbki - przedłużała ostatnią końcówkę. Przez chwilę patrzył się na nią dziwnie, ale później przejechał sobie ręką po twarzy i jęknął cicho zły.
- To dlatego udał mu się mnie pokonać za pierwszym razem - odparł lekko zły.
- Dalej nie jestem pewna czy to on... Poza tym nie mów tak o sobie. Nie jesteś nie zniszczalny - powiedziała zakładając ręce na piersi.
- Tylko, że to ma wtedy sens... Ej! To, że nie jestem niezniszczalny nie znaczy, że łatwo mnie powalić! Jestem nieśmiertelny, a to mi daje plusy do wszystkiego. Szczególnie do siły i wytrzymałości. Jakby mnie normalny człowiek walnął to by mi się nic nie stało, istota magiczna mogła by mi już coś zrobić, a z wampirami mam na pieńku. Jedne z tych istot magicznych, które potrafią zrobić mi krzywdę. A na dodatek sojusznik Mroka to już w ogóle - wytłumaczył trochę zdenerwowany. Popatrzyła się na niego zdziwiona. Po chwili spuściła głowę w dół.
- Przepraszam - powiedziała nagle.
- Za co?
- Za to, że cię zdenerwowałam...
- Ej... Nie ty mnie zdenerwowałaś tylko ten idiota. Nienawidzę takich typów - odparł uśmiechając się do niej ciepło. Odwzajemniła uśmiech.
- Zmieńmy temat. Nie chcę cię stresować w twój ważny dzień - stwierdziła uśmiechając się ciepło, ale po chwili zasłoniła usta ręką uświadamiając sobie co powiedziała.
- O czym ty mówisz? - zapytał zdziwiony. Elsa już miała się nerwowo tłumaczyć, ale z kieszeni kurtki telefon wydał charakterystyczny dźwięk SMS'a. Wyjęła smartphone'a i odczytała wiadomość od przyjaciół " Wszystko gotowe, możecie już wracać ;) ".
- Kto to?
- Ania - odpowiedziała szybko chowając telefon - Umiesz robić gorącą czekoladę?
- No... A co? - zapytał, ale widząc wielkie proszące oczy Elsy westchnął - Z piankami czy z bitą śmietaną?
- A może być z tym i tym? - poprosiła robić maślane oczka.
- No dobra - westchnął po czym się uśmiechnął.
Dojście do domu zajęło im może pięć minut, a gdy już do niego doszli nic nie wskazywało na to, że ktoś tam urzędował. Blondynka miała wielką nadzieje, że wszystko pójdzie tak jak zaplanowali.
Chłopak podszedł do drzwi i przekręcił zamek otwierając dom. Wpuścił najpierw Else, a potem odwrócił się w stronę drzwi. Zdjęła płaszcz i wysokie buty, a następnie rozejrzała się po holu. Tutaj nic nie było. Gdy Jack zdejmował kurtkę rzuciła okiem na salon gdzie już się trochę działo. Za kanapą zauważyła jej przyjaciół. Wróciła szybko do holu, zdjęła z półki jakikolwiek szalik, podeszła do Jacka i zawiązała mu go na oczach.
- Co robisz? - zapytał zdziwiony.
- Nie podglądaj - powiedziała spokojnie. Na jej słowa westchnął. Czuł się trochę zestresowany, bo nie wiedział co ona dla niego planuje.
Złapała go za ręce i powoli prowadziła w stronę dużego pokoju. Gdy już go puściła słyszał ciche śmiechy i jakby ktoś chodził po pokoju. Po chwili poczuł jak dziewczyna odwiązuje szalik i rzuca go gdzieś na podłogę.
- NIESPODZIANKA!!! - usłyszał nagle przez co otworzył wcześniej jeszcze zamknięte oczy. Najbliżej jego stała uśmiechnięta Elsa, a za nią cała jego paczka. Chwilę czekali na jego reakcje, ale po jakimś czasie chłopak zaczął się śmiać.
- Poważnie? - zapytał, ale nadal uśmiechnięty.
- Chłopie! Wiemy, że tego nie lubisz, ale kurde osiemnastka! To trzeba uczcić - powiedział Flynn,z którym wszyscy się zgodzili.
- Nawet tort dla ciebie zrobiliśmy, więc nam tu teraz nie marudź - odparła roszpunka trzymając właśnie ciasto z lukrowym napisem "Happy Birthday Jack".
- Więc... - wszyscy zrobili maślane oczka.
- Ech... Niech wam będzie. Tylko nie śpiewajcie mi sto lat co? - dał za wygraną. Wszyscy wrzasnęli uradowani.
- Jasne! Dzisiaj wszystko dla ciebie - odparła niebieskooka i zaprowadziła go do tortu, który Punzie położyła na stole. Czkawka podpalił osiemnaście świeczek, które Jack po chwili zdmuchnął.
- Najlepszego! - wrzasnęli wszyscy. Roszpunka pokroiła tort, a reszta zabrała się do żarcia. Po jedzeniu (i małej bitwie na żarcie) zaczęło się odpakowywanie prezentów. Nie były jakieś ogromne i drogi, ale bardziej upominkowe, wspominkowe i tego typu. Oczywiście nie obyłoby się bez picia, przez które mieli głupie pomysły, ale niektóre lepiej pominąć.
Po paru godzinach impreza się skończyła, a wszyscy zaczęli się rozchodzić do domu. Ostatnią osobą była Elsa.
Gdy miała już wychodzić zatrzymała się na chwilę.
- O co chodzi? - zapytał białowłosy.
- Dlaczego tak bardzo nie lubisz mieć urodzin?
- Wiesz... Mając już 320 lat po jakimś czasie masz już dosyć, po drugie okłamywanie, że masie 18 lat też nie jest za fajne, a po trzecie... - nie dokończył.
- A po trzecie co?
- Urodziny przypominają mi jak się narodziłem, a moje narodziny przypominają mi w jaki sposób umarłem - odparł spuszczając głowę w dół. Popatrzyła się na niego ze współczuciem, a później go przytuliła. Na początku się trochę zdziwił, ale później odwzajemnił uścisk.
- Wszystkiego najlepszego staruszku. 321 lat za tobą... A ja dalej myślę, że masz osiemnaście, a czasem nawet pięć - szepnęła mu do ucha, a na ostatnie zdanie się zaśmiał.
- Aż taki dziecinny jestem? - zapytał przestając ją przytulać.
- Tak - odparła po czym zmierzwiła mu włosy.
- He, he... A to dobrze czy źle?
- Na to już musisz odpowiedzieć sobie sam - stwierdziła i wyszła z domu chłopaka.
Hej! ^^
Oto 29 rozdział, w którym Jack ma swoje 321 urodziny ^^ Najlepszego Jack <3 I od razu przepraszam, że tak słabo je opisałam, ale jestem tak zmęczona i w ogóle, że nie dałam rady już tego lepiej opisać (oj nie tłumacz się leniu! wszyscy wiedzą, że ci się nie chciało). No i Jack zazdrosny o Jasona, który podglądał Else w łazience XD Dla ciekawych chciałam tam dodać jeszcze jedną scenę gdzie Elsa komentuje jego życia, w którym na 100% takich rzeczy nie robił, ale już sobie odpuściłam XD A! I a propo Jasona... Czy w następnym rozdziale mam zrobić kolejną scenę z nim, gdzie może się trochę wyjaśnić czy macie już go dość? Bo ja go dość nie mam :P I jeszcze tych, którzy czasami zaglądają na stronę bohaterowie to tam możecie zobaczyć jak Jason mnie więcej wygląda. Dla ciekawskich ;)
I jeszcze komentowanie. Jakoś mało ostatnio komentujecie moje posty. Ja wiem, że bardzo chcecie ten maj i mogę was już trochę przynudzać, ale naprawdę nie mogę go tak z dupy zrobić. A komentowanie mi bardzo pomaga z weną, a na dodatek jak mam teraz zrobić 2TzJ (jak ktoś nie wie o co chodzi to zapraszam do infoberry) to już w ogóle. No! Koniec ogłoszeń parafialnych ;)
- Kto to?
- Ania - odpowiedziała szybko chowając telefon - Umiesz robić gorącą czekoladę?
- No... A co? - zapytał, ale widząc wielkie proszące oczy Elsy westchnął - Z piankami czy z bitą śmietaną?
- A może być z tym i tym? - poprosiła robić maślane oczka.
- No dobra - westchnął po czym się uśmiechnął.
Dojście do domu zajęło im może pięć minut, a gdy już do niego doszli nic nie wskazywało na to, że ktoś tam urzędował. Blondynka miała wielką nadzieje, że wszystko pójdzie tak jak zaplanowali.
Chłopak podszedł do drzwi i przekręcił zamek otwierając dom. Wpuścił najpierw Else, a potem odwrócił się w stronę drzwi. Zdjęła płaszcz i wysokie buty, a następnie rozejrzała się po holu. Tutaj nic nie było. Gdy Jack zdejmował kurtkę rzuciła okiem na salon gdzie już się trochę działo. Za kanapą zauważyła jej przyjaciół. Wróciła szybko do holu, zdjęła z półki jakikolwiek szalik, podeszła do Jacka i zawiązała mu go na oczach.
- Co robisz? - zapytał zdziwiony.
- Nie podglądaj - powiedziała spokojnie. Na jej słowa westchnął. Czuł się trochę zestresowany, bo nie wiedział co ona dla niego planuje.
Złapała go za ręce i powoli prowadziła w stronę dużego pokoju. Gdy już go puściła słyszał ciche śmiechy i jakby ktoś chodził po pokoju. Po chwili poczuł jak dziewczyna odwiązuje szalik i rzuca go gdzieś na podłogę.
- NIESPODZIANKA!!! - usłyszał nagle przez co otworzył wcześniej jeszcze zamknięte oczy. Najbliżej jego stała uśmiechnięta Elsa, a za nią cała jego paczka. Chwilę czekali na jego reakcje, ale po jakimś czasie chłopak zaczął się śmiać.
- Poważnie? - zapytał, ale nadal uśmiechnięty.
- Chłopie! Wiemy, że tego nie lubisz, ale kurde osiemnastka! To trzeba uczcić - powiedział Flynn,z którym wszyscy się zgodzili.
- Nawet tort dla ciebie zrobiliśmy, więc nam tu teraz nie marudź - odparła roszpunka trzymając właśnie ciasto z lukrowym napisem "Happy Birthday Jack".
- Więc... - wszyscy zrobili maślane oczka.
- Ech... Niech wam będzie. Tylko nie śpiewajcie mi sto lat co? - dał za wygraną. Wszyscy wrzasnęli uradowani.
- Jasne! Dzisiaj wszystko dla ciebie - odparła niebieskooka i zaprowadziła go do tortu, który Punzie położyła na stole. Czkawka podpalił osiemnaście świeczek, które Jack po chwili zdmuchnął.
- Najlepszego! - wrzasnęli wszyscy. Roszpunka pokroiła tort, a reszta zabrała się do żarcia. Po jedzeniu (i małej bitwie na żarcie) zaczęło się odpakowywanie prezentów. Nie były jakieś ogromne i drogi, ale bardziej upominkowe, wspominkowe i tego typu. Oczywiście nie obyłoby się bez picia, przez które mieli głupie pomysły, ale niektóre lepiej pominąć.
Po paru godzinach impreza się skończyła, a wszyscy zaczęli się rozchodzić do domu. Ostatnią osobą była Elsa.
Gdy miała już wychodzić zatrzymała się na chwilę.
- O co chodzi? - zapytał białowłosy.
- Dlaczego tak bardzo nie lubisz mieć urodzin?
- Wiesz... Mając już 320 lat po jakimś czasie masz już dosyć, po drugie okłamywanie, że masie 18 lat też nie jest za fajne, a po trzecie... - nie dokończył.
- A po trzecie co?
- Urodziny przypominają mi jak się narodziłem, a moje narodziny przypominają mi w jaki sposób umarłem - odparł spuszczając głowę w dół. Popatrzyła się na niego ze współczuciem, a później go przytuliła. Na początku się trochę zdziwił, ale później odwzajemnił uścisk.
- Wszystkiego najlepszego staruszku. 321 lat za tobą... A ja dalej myślę, że masz osiemnaście, a czasem nawet pięć - szepnęła mu do ucha, a na ostatnie zdanie się zaśmiał.
- Aż taki dziecinny jestem? - zapytał przestając ją przytulać.
- Tak - odparła po czym zmierzwiła mu włosy.
- He, he... A to dobrze czy źle?
- Na to już musisz odpowiedzieć sobie sam - stwierdziła i wyszła z domu chłopaka.
Hej! ^^
Oto 29 rozdział, w którym Jack ma swoje 321 urodziny ^^ Najlepszego Jack <3 I od razu przepraszam, że tak słabo je opisałam, ale jestem tak zmęczona i w ogóle, że nie dałam rady już tego lepiej opisać (oj nie tłumacz się leniu! wszyscy wiedzą, że ci się nie chciało). No i Jack zazdrosny o Jasona, który podglądał Else w łazience XD Dla ciekawych chciałam tam dodać jeszcze jedną scenę gdzie Elsa komentuje jego życia, w którym na 100% takich rzeczy nie robił, ale już sobie odpuściłam XD A! I a propo Jasona... Czy w następnym rozdziale mam zrobić kolejną scenę z nim, gdzie może się trochę wyjaśnić czy macie już go dość? Bo ja go dość nie mam :P I jeszcze tych, którzy czasami zaglądają na stronę bohaterowie to tam możecie zobaczyć jak Jason mnie więcej wygląda. Dla ciekawskich ;)
I jeszcze komentowanie. Jakoś mało ostatnio komentujecie moje posty. Ja wiem, że bardzo chcecie ten maj i mogę was już trochę przynudzać, ale naprawdę nie mogę go tak z dupy zrobić. A komentowanie mi bardzo pomaga z weną, a na dodatek jak mam teraz zrobić 2TzJ (jak ktoś nie wie o co chodzi to zapraszam do infoberry) to już w ogóle. No! Koniec ogłoszeń parafialnych ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***
