niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział #29 "Urodziny Jacka"

 Po lekcjach ekipa zaczęła ustalać plan zrobienia przyjęcia urodzinowego dla Jacka. Postanowili, że zrobią je w jego domu, ale żeby to wyszło ktoś musiał odwrócić na parę godzin jego uwagę. Oczywiście padło na Else. Część osób miało zająć się jedzeniem, druga dekoracjami, a Flynn dostaniem się do środka. Jako jedyny wiedział gdzie Jack ma zapasowe klucze. Trochę to zdziwiło jego przyjaciół, ale w końcu nie opowiedział im jak to się stało. 
 W piątek w końcu Jack pojawił się w szkole, a ekipa mogła wcielić swój plan w życie. Blondynka umówiła się z chłopakiem na spacer. Przy okazji sama chciała porozmawiać z chłopakiem. 

***
Sobota rano 

 Elsa obudziła się w podenerwowanym nastroju. Wszystko mieli zaplanowane, ale dalej miała wrażenie, że coś może nie wyjść.
 Poszła do łazienki wziąć prysznic, umyć zęby i wszystko inne co dziewczyny tam robiły. 
 Gdy skończyła poszła na szybkie śniadanie, następnie ubrała się w byle co i wyszła z Blue na krótki spacer. Patrząc na niego przypominało jej się jak go dostała i jak kiedyś wyglądał. Dużo urósł od tego czasu. 
 Po spacerze zaczęła wybierać ubrania na urodziny. Nie chciała wyglądać zbyt elegancko, bo Jack mógłby zacząć coś podejrzewać (w końcu mieli iść najpierw na spacer), ale z drugiej strony nie chciała wyglądać tak jak gdy chodzi po domu. Zdecydowała, że ubierze się w miarę normalnie. Wybrała białe leginsy, turkusową bluzkę na ramiączkach, a na nią półprzeźroczystą czarną koszulę. Włosy związała w koka, a na rękę założyła parę bransoletek. Oczywiście na szyi nadal miała swój kamień. 
 Po wytłumaczeniu wszystkiego Ani niebieskooka założyła czarne wyższe buty, niebieski płaszcz i wyszła przed dom. Tam czekał na nią Jack.
- Cześć - przywitał się.
- Hej! - uśmiechnęło się ciepło.
- Dlaczego ci tak bardzo zależało na spacerze? - zapytał gdy już ruszyli.
- Nie mogę się od czasu do czasu przejść na spacer z moim przyjacielem? 
- No możesz, ale... - zdziwił się trochę jej zachowaniem.
- No właśnie! Więc nie marudź - zaśmiała się.
- Zaczynam się o ciebie martwić - stwierdził chowając ręce w kieszenie.
- Niby czemu?
- Dziwnie się zachowujesz... Coś się stało? - zapytał niebieskooką.
- Yhm... Dowiedzieliście się czegoś o tym całym Jasonie? - zmieniła temat.
- Nie. Nie mamy zielonego pojęcia kim on może być. Na świecie jest mnóstwo chłopaków o tym imieniu, a na dodatek nie mamy jak go sprawdzić, bo nikt nie wie jak on wygląda - powiedział patrząc się po okolicy. Elsa zauważyła jak chłopak swoją mocą strącił śnieg z gałęzi, który spadł na jakąś dwójkę dzieci. Po chwili zaczęły się w nim bawić. Białowłosy uśmiechnął się pod nosem.
- Bo ja go chyba widziałam - przyznała po chwili.
- Co? - zainteresował się, ale i trochę przestraszył - Gdzie?
- Em... Jak ci to powiedzieć... W łazience? - uśmiechnęła się nerwowo.
- Acha... Zaraz! Gdzie?! W łazience?! - zaczął krzyczeć.
- Jack, ciszej... I tak...
- Podglądał cie w łazience?! - znowu wrzasnął przez co ludzie zaczęli się dziwnie patrzeć.
- Jack! Zamknij się! Ludzie się patrzą - zatkała usta chłopaka ręką - Tak, ale spokojnie... Miałam na sobie ubrania zboczuchu - zdjął jej rękę z ust.
- Nie nazywaj mnie tak - odparł cicho - Poza tym... I tak to jest dziwne. Kiedy to było? Nic ci się nie stało?
- We wtorek, w szkole i poza tym, że uciekałam przez całą szkołę to nie - odpowiedziała na pytania.
- A jak on wyglądał? - zapytał po chwili.
- Po pierwsze nie jestem pewna czy to był on, a po drugie to ciężko powiedzieć. Miał na głowie kaptur, więc widziałam kawałek jego twarzy, a że siedział to trudno mi go było zobaczyć w całości - odparła - Ale ogółem to miał czerwone oczy...
- Tyle to zdążyłem zauważyć - stwierdził, ale widząc morderczy wzrok dziewczyny odparł - Już ci nie przerywam!
- Tak jak mówiłam miał czerwone oczy, kruczoczarne, roztrzepane włosy, bladą skórę, smukła budowę i... - zatrzymała się na chwilę.
- I co?
- No... Ech... Tak, więc miał - nie potrafiła się wysłowić.
- No co miał? - niecierpliwił się. 
- Takie jakby... ząbki?
- Ząbki? - zdziwił się - Jakie ząbki?
- No wiesz... Takie dwa ostre ząbki - przedłużała ostatnią końcówkę. Przez chwilę patrzył się na nią dziwnie, ale później przejechał sobie ręką po twarzy i jęknął cicho zły. 
- To dlatego udał mu się mnie pokonać za pierwszym razem - odparł lekko zły.
- Dalej nie jestem pewna czy to on... Poza tym nie mów tak o sobie. Nie jesteś nie zniszczalny - powiedziała zakładając ręce na piersi.
- Tylko, że to ma wtedy sens... Ej! To, że nie jestem niezniszczalny nie znaczy, że łatwo mnie powalić! Jestem nieśmiertelny, a to mi daje plusy do wszystkiego. Szczególnie do siły i wytrzymałości. Jakby mnie normalny człowiek walnął to by mi się nic nie stało, istota magiczna mogła by mi już coś zrobić, a z wampirami mam na pieńku. Jedne z tych istot magicznych, które potrafią zrobić mi krzywdę. A na dodatek sojusznik Mroka to już w ogóle - wytłumaczył trochę zdenerwowany. Popatrzyła się na niego zdziwiona. Po chwili spuściła głowę w dół. 
- Przepraszam - powiedziała nagle.
- Za co? 
- Za to, że cię zdenerwowałam...
- Ej... Nie ty mnie zdenerwowałaś tylko ten idiota. Nienawidzę takich typów - odparł uśmiechając się do niej ciepło. Odwzajemniła uśmiech.
- Zmieńmy temat. Nie chcę cię stresować w twój ważny dzień - stwierdziła uśmiechając się ciepło, ale po chwili zasłoniła usta ręką uświadamiając sobie co powiedziała.
- O czym ty mówisz? - zapytał zdziwiony. Elsa już miała się nerwowo tłumaczyć, ale z kieszeni kurtki telefon wydał charakterystyczny dźwięk SMS'a. Wyjęła smartphone'a i odczytała wiadomość od przyjaciół " Wszystko gotowe, możecie już wracać ;) ".
- Kto to? 
- Ania - odpowiedziała szybko chowając telefon - Umiesz robić gorącą czekoladę?
- No... A co? - zapytał, ale widząc wielkie proszące oczy Elsy westchnął - Z piankami czy z bitą śmietaną?
- A może być z tym i tym? - poprosiła robić maślane oczka.
- No dobra - westchnął po czym się uśmiechnął. 
 Dojście do domu zajęło im może pięć minut, a gdy już do niego doszli nic nie wskazywało na to, że ktoś tam urzędował. Blondynka miała wielką nadzieje, że wszystko pójdzie tak jak zaplanowali.
 Chłopak podszedł do drzwi i przekręcił zamek otwierając dom. Wpuścił najpierw Else, a potem odwrócił się w stronę drzwi. Zdjęła płaszcz i wysokie buty, a następnie rozejrzała się po holu. Tutaj nic nie było. Gdy Jack zdejmował kurtkę rzuciła okiem na salon gdzie już się trochę działo. Za kanapą zauważyła jej przyjaciół. Wróciła szybko do holu, zdjęła z półki jakikolwiek szalik, podeszła do Jacka i zawiązała mu go na oczach.
- Co robisz? - zapytał zdziwiony.
- Nie podglądaj - powiedziała spokojnie. Na jej słowa westchnął. Czuł się trochę zestresowany, bo nie wiedział co ona dla niego planuje. 
 Złapała go za ręce i powoli prowadziła w stronę dużego pokoju. Gdy już go puściła słyszał ciche śmiechy i jakby ktoś chodził po pokoju. Po chwili poczuł jak dziewczyna odwiązuje szalik i rzuca go gdzieś na podłogę. 
- NIESPODZIANKA!!! - usłyszał nagle przez co otworzył wcześniej jeszcze zamknięte oczy. Najbliżej jego stała uśmiechnięta Elsa, a za nią cała jego paczka. Chwilę czekali na jego reakcje, ale po jakimś czasie chłopak zaczął się śmiać.
- Poważnie? - zapytał, ale nadal uśmiechnięty.
- Chłopie! Wiemy, że tego nie lubisz, ale kurde osiemnastka! To trzeba uczcić - powiedział Flynn,z którym wszyscy się zgodzili. 
- Nawet tort dla ciebie zrobiliśmy, więc nam tu teraz nie marudź - odparła roszpunka trzymając właśnie ciasto z lukrowym napisem "Happy Birthday Jack".
- Więc... - wszyscy zrobili maślane oczka.
- Ech... Niech wam będzie. Tylko nie śpiewajcie mi sto lat co? - dał za wygraną. Wszyscy wrzasnęli uradowani. 
- Jasne! Dzisiaj wszystko dla ciebie - odparła niebieskooka i zaprowadziła go do tortu, który Punzie położyła na stole. Czkawka podpalił osiemnaście świeczek, które Jack po chwili zdmuchnął.
- Najlepszego! - wrzasnęli wszyscy. Roszpunka pokroiła tort, a reszta zabrała się do żarcia. Po jedzeniu (i małej bitwie na żarcie) zaczęło się odpakowywanie prezentów. Nie były jakieś ogromne i drogi, ale bardziej upominkowe, wspominkowe i tego typu. Oczywiście nie obyłoby się bez picia, przez które mieli głupie pomysły, ale niektóre lepiej pominąć.
 Po paru godzinach impreza się skończyła, a wszyscy zaczęli się rozchodzić do domu. Ostatnią osobą była Elsa.
 Gdy miała już wychodzić zatrzymała się na chwilę.
- O co chodzi? - zapytał białowłosy.
- Dlaczego tak bardzo nie lubisz mieć urodzin? 
- Wiesz... Mając już 320 lat po jakimś czasie masz już dosyć, po drugie okłamywanie, że masie 18 lat też nie jest za fajne, a po trzecie... - nie dokończył.
- A po trzecie co? 
- Urodziny przypominają mi jak się narodziłem, a moje narodziny przypominają mi w jaki sposób umarłem - odparł spuszczając głowę w dół. Popatrzyła się na niego ze współczuciem, a później go przytuliła. Na początku się trochę zdziwił, ale później odwzajemnił uścisk. 
- Wszystkiego najlepszego staruszku. 321 lat za tobą... A ja dalej myślę, że masz osiemnaście, a czasem nawet pięć - szepnęła mu do ucha, a na ostatnie zdanie się zaśmiał.
- Aż taki dziecinny jestem? - zapytał przestając ją przytulać.
- Tak - odparła po czym zmierzwiła mu włosy.
- He, he... A to dobrze czy źle?
- Na to już musisz odpowiedzieć sobie sam - stwierdziła i wyszła z domu chłopaka.





Hej! ^^
Oto 29 rozdział, w którym Jack ma swoje 321 urodziny ^^ Najlepszego Jack <3 I od razu przepraszam, że tak słabo je opisałam, ale jestem tak zmęczona i w ogóle, że nie dałam rady już tego lepiej opisać (oj nie tłumacz się leniu! wszyscy wiedzą, że ci się nie chciało). No i Jack zazdrosny o Jasona, który podglądał Else w łazience XD Dla ciekawych chciałam tam dodać jeszcze jedną scenę gdzie Elsa komentuje jego życia, w którym na 100% takich rzeczy nie robił, ale już sobie odpuściłam XD A! I a propo Jasona... Czy w następnym rozdziale mam zrobić kolejną scenę z nim, gdzie może się trochę wyjaśnić czy macie już go dość? Bo ja go dość nie mam :P I jeszcze tych, którzy czasami zaglądają na stronę bohaterowie to tam możecie zobaczyć jak Jason mnie więcej wygląda. Dla ciekawskich ;) 
I jeszcze komentowanie. Jakoś mało ostatnio komentujecie moje posty. Ja wiem, że bardzo chcecie ten maj i mogę was już trochę przynudzać, ale naprawdę nie mogę go tak z dupy zrobić. A komentowanie mi bardzo pomaga z weną, a na dodatek jak mam teraz zrobić 2TzJ (jak ktoś nie wie o co chodzi to zapraszam do infoberry) to już w ogóle. No! Koniec ogłoszeń parafialnych ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

środa, 2 grudnia 2015

INFOBERRY #1 Konkurs, 2-TzJ itd.

 Hejo ^^ 
 To będzie taka jakby nowa... seria? Nie wiem jak to nazwać... Nie będzie się pojawiało to regularnie, tylko wtedy kiedy zbiorę myślę, że ważnych parę informacji ;)
 Zacznijmy może od tego, że nie dawno wbiliście 20 000 wyświetleń za co bardzo dziękuje  ^^ Stwierdziłam, że na razie nie będę robiła żadnego konkursu, ale planuje zrobić na 25 000, bo... bo taki mam kaprys XD (mam nadzieję, że się wam uda) A mówię to teraz, bo będzie on parę etapowy i trochę dłuższy. W sensie, że będzie miał np: 4 etapy i w nich będą pytania albo wyzwania typu "W jakim wieku Elsa straciła rodziców?". No i będzie trzeba odpowiedzieć ^^ (to chyba logiczne geniuszu). No i chciałam się zapytać czy chcielibyście coś takiego? A! Oczywiście najważniejsza część takiego konkursu czyli nagroda... Myślałam żeby jedną z nagród byłoby wprowadzenie siebie albo swojej postaci na blogu. A teraz pytanie "Dlaczego nie możesz wprowadzić tego bez konkursu?". Otóż... Naprawdę pozdrawiam i podziwiam osoby, które zgodziły się na coś takiego (oczywiście bez obrazy i te sprawy), ponieważ sądzę, że jest już was trochę dużo i... Tak jakby zakładając, że 10 osób chciałoby być na tym blogu i miałabym dodać te osoby (z nawet tym byłaby masa roboty) to mogło by to popsuć trochę fabułę, którą układam już z ...pół roku? Myślę. Nie wiem. Ale długo. Więc postanowiłam, że to by było takie wyróżnienie i w ogóle ^^ A druga nagroda to np: 10 pytań: 5 o mnie osobistych, 5 do bloga (nawet spojlery). No albo jakby ktoś wolał to 10 do bloga albo 10 do mnie ^^ (tylko bez przesady). No! I czy byście chcieli coś takiego :) I dajcie mi jeszcze propozycje na nagrody (jak już będziecie chcieli), bo ja nie wiem co wy chcecie xd
 Druga sprawa to te dziwne cyferki i literki w tytule czyli 2-TzJ [ czyt. 2 tygodnie z Jelsą ]. Postanowiłam, że wam się trochę odpłacę za to, że przez 2, 3 miesiące nie dodawałam za dużo rozdziałów ^^ Chodzi o to, że przez 2 tygodnie co drugi dzień dodawałabym rozdział. Czyli minimum 7 rozdziałów w miesiącu. Jeśli według was to mało to licząc od teraz skończylibyśmy na 35 rozdziale czyli zbliżanie się do Kiss'a :D A to chcecie najbardziej ;) Takie też wyzwanie dla mnie ^^ Ale to załóżmy, że zaczniemy 17 grudnia, a skończymy 31. Taki też prezent świąteczny. Co wy na to? :)
 Kolejna rzecz to zmiana bloga. I nie, nie straszę was teraz, że coś się z nim stanie tylko chodzi o jego wygląd. Zastanawiam się nad nowym szablonem, który powoli zaczęłam tworzyć tylko, że musiałam resetować komputer i mi się program usunął do rysowania :/ Więc jeszcze trochę nad będę siedzieć... Chyba, że znacie kogoś kto robi naprawdę fajne szablony i możecie mi go polecić ^^ 
 Wydaję mi się, że to wszystko co chciałam powiedzieć, więc... Poproszę o odpowiedzi na pytania, które zadałam, bo są one dla mnie bardzo ważne. Chciałabym wam we wszystkim dogadzać, a że nie umiem czytać w myślach to muszę się pytać ;) Pozdrawiam osoby, które dotrwały do końca :P Ja nie wiem jak wy możecie znosić moją paplaninę xd Co ja poradzę... Lubię gadać ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział #28 "Bo luty taki dziwny"

 Następnego dnia Elsa normalnie poszła do szkoły. Przyszła dosyć wcześnie, więc usiadła pod klasą i zaczęła czytać książkę. Po chwili stwierdziła, że w takim gwarze nie ma to sensu. Schowała, więc książkę i w zamian wzięła telefon. Po jakimś czasie kiedy odwróciła wzrok od niego zauważyła, że niektórzy przechodzący obok niej przedstawiciele płci męskiej (mniej lub bardziej) patrzą się na nią z uśmiechem. Uniosła brew ze zdziwienia i spojrzała na siebie. Nie miała jakoś wyzywającego stroju. Zwykła bluzka, sweterek i spodnie. Makijażu też nie miała. W przeciwieństwie do Jacka, który musiał malować sobie jedno oko. 
 Nagle zauważyła Amy, która szła w swojej sławnej bluzie z kocimi uszami. Na nią też co poniektórzy się patrzyli.
- Hej - przywitała się brunetka widząc Else.
- Cześć - schowała telefon i wstała z ziemi.
- Co u ciebie? - zapytała kładąc plecak obok plecaka niebieskookiej.
- Spoko... Mam pytanie? - przeszła do rzeczy.
- Hmm?
- Dlaczego oni się tak na nas gapią? - szepnęła jej na ucho żeby przez przypadek żaden z nich nie usłyszał.
- Chodzi ci o chłopców? - niebieskooka kiwnęła głową - Szukają pewnie przynęty...
Elsa popatrzyła się na nią zdziwiona. 
- Jakiej przynęty? - zapytała zaniepokojona.
- No wiesz... Za niedługo walentynki i... 
- I co? Dalej nie rozumiem czemu oni się tak gapią - stwierdziła krzyżując ręce na piersiach. 
- Och... Wypatrują dziewczyn, którym mogą wysłać walentynkę. Zazwyczaj wybierają te ładne - wytłumaczyła.
- Przecież to nie ma sensu! Walentynkę wysyła się osobie, która ci się podoba, a nie pierwsza, ładniejsza! - oburzyła się patrząc po chłopakach przechodzących obok.
- Sorry Elsa, taka już nasza szkoła. A szczególnie jeśli chodzi o mięśniaków. Tak już robią, nic na to nie poradzisz -wzruszyła ramionami.
- Ale, że co? Jest jakiś konkurs, która dziewczyna dostanie najwięcej walentynek? 
- Nie... Ale jeśli dziewczyna dostanie ich dosyć dużo to większość facetów zaczyna do niej zarywać, bo ma branie czy jakoś tak... Mi się to też nie podoba, ale co poradzę. 
- To dalej nie ma sensu - mruknęła nie zadowolona. 
 W tym momencie zadzwoniła dzwonek. 
- Chodź! Mamy teraz fizykę z tego co pamiętam - odparła Amy zakładając torbę na ramię.
- Masz rację - przyznała niebieskooka sprawdzając grafik. 
 Obie poszły do sali gdzie odbywała się fizyka. Zastały tam garstkę swoich przyjaciół. Usiadły obok Tim'a i Mike'a.
 Blondynka zauważyła, że nie ma z ich paczki Jacka, Maksa i Violence.
 Gdy nauczycielka przestała gadać niebieskooka zwróciła się do brunetki.
- Czemu nie ma Violence i Maksa? - zapytała o nich pierwsza-- Na randce są czy co?
- Przydałoby im się. Ale nie... Pojechali podpisać umowę na konkurs - wytłumaczyła stając się jakby coraz bardziej podekscytowana.
- Jaki konkurs? - zapytała zainteresowana.
- Muzyczny! - wrzasnęła nie wytrzymując podekscytowana.
- Suncry! - wrzasnęła na nią nauczycielka.
- Przepraszam - powiedziała zażenowana i wróciła do pisania. Kiedy profesorka się już odczepiła wróciła do tłumaczenia.
- Chodzi o to, że nasz zespół będzie brał udział w konkursie gdzie będziemy musieli walczyć z innymi zespołami z ameryki, a nagrodą będzie kontrakt z wytwórnią muzyczną - piszczała ze szczęścia (tym razem szeptem).
- Super! A kiedy będzie pierwszy etap?
- We wrześniu - odparła.
- We wrześniu? Przecież jest luty - nie rozumiała.
- O czym gadacie? - usłyszały nagle głos zza nich. Niebiesko-włosa patrzyła się na nie ciekawa.
- Hej Luna! Och... O tym konkursie - odparła brunetka.
-  O tak! Będzie super! Mam nadzieję, że wygramy - powiedziała pewnie.
- Ale ja dalej nie rozumiem, dlaczego pierwszy etap jest we wrześniu, a już są zapisy. Przecież ma cię jeszcze dużo czasu...
- No wiesz... Z tym jest naprawdę dużo roboty. Zapisujemy się teraz, bo najpierw musimy się zakwalifikować do tego konkursu. Inaczej musimy zaśpiewać piosenkę żeby nas wybrali. Tych zespołów jest około 100, a takie zawody trwały by wieczność. Dlatego wybierają tylko 20 szczęściarzy - wytłumaczyła Luna.
- Teraz rozumiem... A kiedy są te kwalifikacje?
- W czerwcu - wtrącił się Tim.
- A mama mówiła, że nie ładnie podsłuchiwać - stwierdziła Amy patrząc się dziwnym wzrokiem na chłopaka.
- Nie wiem o czym mówisz - uśmiechnął się do niej chytrze. Wyglądała jakby miała zabić go wzrokiem.
- A wiecie może czemu nie ma Jacka? -zapytała nieśmiało próbując nie zakłócić wojny na wzrok pomiędzy Timem, a Amy.
- A który jest? - zapytała niebiesko-włosa.
- Czwarty... Chyba - odparła blondynka. 
- To pewnie, dlatego że... - nie dano jej dokończyć, ponieważ zadzwonił dzwonek. 
 Wszyscy wyszli z klasy i udali się do następnej sali gdzie powinni mieć lekcje. Tam już cała paczka zaczęła gadać, ale Elsa dalej nie otrzymała odpowiedzi.
- Luna? - zwróciła się do dziewczyny.
- Tak?
- Bo nie dokończyłaś...
- Acha! No tak... Więc - zaczęła.
- O czym mowa? - wtrącił się Flynn.
- Elsa się pyta dlaczego Jacka nie ma - wytłumaczyła.
-Są dwie opcje: Albo ma swoje sprawy albo robi to co w zeszłym roku czyli ukrywa się przed dziewczynami pożerającymi go wzrokiem - stwierdził brunet.
- Mi się wydaje, że to nie dlatego - zaprzeczyła jednak Punzie.
- A niby czemu nie?
- Wydaje mi się, że to przez jego urodziny - odparła długowłosa.
- Urodziny? - zapytała zaskoczona niebieskooka.
- Tak... Jack nienawidzi obchodzić urodzin. W zeszłym roku udało mu się nas wykiwać i nie zrobiliśmy mu imprezy niespodzianki, ale w tym roku na pewno się uda. A ty nam w tym pomożesz - powiedziała pewnie.
- Dlaczego nie lubi obchodzić urodzin? 
- Nie wiem... Nie powiedział - wzruszyła ramionami.
- Ale to może jak nie lubi to nie zmuszajmy go do tego - odparła.
- Źle to ujęłam... Nie lubi jak ktoś wie kiedy ma urodziny i nie przepada za robieniem z tego powodu imprezy - powiedziała to trochę inaczej. Elsa chciała jeszcze coś dodać, ale zadzwonił dzwonek.
 Minęło parę  lekcji i dziwną siłą rzeczy blondynka w pewnym momencie została sama. 
 Chowała rzeczy do szafki, a gdy ją zamknęła o szafkę obok opierał się jeden z tych szkolnych "mięśniaków", Pitt.
- Hej mała - przywitał się ukazując swoje ząbki Za nim stało dwóch innych mięśniaków.
- Cześć! - odpowiedziała lekko zestresowana biorąc książki do ręki i plecak na plecy.
- Nie pomóc ci? - zapytał idąc za nią.
- Nie. Dzięki, poradzę sobie - odparła przyśpieszając.
- Gdzie tek lecisz? - zatrzymał się przed nią nie przestając się uśmiechać. Rozglądała się z nadzieją jakiejś deski ratunku i zobaczyła.
- Do toalety - uśmiechnęła się nerwowo i jak najszybciej wleciała do pomieszczenia. Na szczęście była pusta. Popatrzyła się przez dziurkę od klucza, ale ptasie móżdżki dalej czekały przy toalecie. Stwierdziła, że poczeka do końca przerwy. Odłożyła plecak i książki. Podeszła do umywalki by umyć twarz. Gdy ją już umyła i wytarła zauważyła cień przy oknie. Potem przeniosła wzrok na okno. Stał albo siedział w nim nawet przystojny chłopak o bardzo bladej cerze. Miał kruczoczarne włosy, które opadały mu na twarz i krwistoczerwone oczy. Na głowę miał założony kaptur. Wyglądał na około 18 lat.
 Przyglądał się blondynce zaciekawiony i można nawet powiedzieć, że zaskoczony. Mimo iż chłopak był przystojny i kogoś mu jej przypominał nie była do niego przyjacielsko nastawiona. Nie wiedziała czy ma na niego nawrzeszczeć czy ma uciekać. Gdy się mu jednak bliżej przyjrzała zauważyła jakby dwa  małe, ostre kiełki zamiast normalnych dwóch zębów. Wtedy już wiedziała, że ma uciekać. Wybiegła z toalety prawie nie wpadając na mięśniaków, którzy dalej na nią czekali.
- Ej! - zawołał ten najwyższy, ale nie zwracała na niego uwagi. Biegła jak najdalej stamtąd na ostatnią lekcje. Gdy dobiegła do klasy zadzwonił akurat dzwonek, więc usiadła od razu w jednej z ławek.
 Była bledsza niż zwykle, a z jej czoła lał się pot. 
- Coś się stało? - usłyszała nagle Astrid, która siedziała za nią.
- Nic się nie stało - odpowiedziała spokojnie przybierając kamienną maskę.
- Na pewno? - dopytywała się. 
- Na pewno - uśmiechnęła się ciepło. Wiedziała, że nie powinno się kłamać, ale jak mogła by to opisać? Dziwny chłopak przyglądał mi się w oknie na drugim piętrze?! Chyba jednak nie... Jedyne co jej zostało to przetrwać ostatnią lekcję i wrócić do domu.






Elo, elo H20 XD Odbija mi :P 
Widzę, że pomysł na gadżet wam się spodobał ^^ Teraz możecie mnie oczerniać, że przez cały tydzień nic nie pisałam, a dopiero dzisiaj się do tego zabrałam xd Ale nawet nie wiecie jak się dla was poświęcam! Zaraz mnie mama zabije, że nie odrobiłam jeszcze lekcji XD
O dziwo nie mam już chyba dzisiaj więcej do powiedzenia... No tylko to, że bardzo możliwe jutro, że pojawi się pewien post gdzie będę już gadać xd No, ale zobaczycie ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

poniedziałek, 23 listopada 2015

Rozdział #27 "Kim jest Jason?"

 Poczekał do nocy, a gdy już się jej doczekał wszedł na balkon, mocno odbił się od podłogi i zaczął lecieć w stronę bieguna. Bardzo daleko nie miał, więc po paru minutach widział z daleka dom Northa. Po chwili stał już przed drzwiami ogromnego budynku. 
 Na wrotach były szczególne znaki świadczące o tym, że to nie był zwykły dom typu na przykład namalowane prezenty, choinki i czerwone wstążki. W dużych oknach paliło się ciepłe światło jak zawsze gdy North pracował. Mimo iż na zewnątrz nie było hałasu to w środku zapewne było zupełnie na odwrót.  Jako iż Jack nie był normalnym chłopakiem stwierdził, że nie wejdzie jak mu kultura nakazuje tylko po swojemu. Podleciał do jednego z okien i zaczął patrzeć się na globus. Światełka na nim jak zwykle jarzyły się jasnym światłem. Na ten widok się uśmiechnął, przynajmniej wiedział, że dzieci są bezpieczne. Po chwili zauważył białobrodego wchodzącego do pomieszczenia z Yetimi. Gdy staruszek stanął przy globusie Jack zeskoczył z okna lodując prosto przed Northem.
- Cześć! - krzyknął żeby go jeszcze bardziej przestraszyć. Mężczyzna podskoczył, ale po chwili patrzył się już morderczym wzrokiem na głupio uśmiechającego się białowłosego. 
- Jack! Już ci coś o tym mówiłem! - wydarł się na chłopaka. 
- Tak, wiem, wiem... Ale i tak będę to robić - odparł chłopak ze szerokim uśmiechem. Siwowłosy westchnął zrezygnowany.
- Co chciałeś?
- Chodzi mi o Else.
- Co z nią? - zapytał przechadzając się po pokoju. 
- Czy zrobiliście jakieś postępy, ogółem? 
- Hmm... - westchnął North - Już ci coś mówiłem... Sytuacja ta jest mocno dziwna... Sny są wspomnieniami tylko nie do końca wiadomo kogo. Możliwe, że to ona jest tą brunetką, ale czy to ma sens? Dlaczego by miała żyć dwa razy?
- A może było tak jak w moim przypadku? Umarła za dawnego życia i odro...
- Jack! - przerwał mu święty - To i tak nie ma sensu... Gdy ty się odrodziłeś byłeś nieśmiertelny, a tamta brunetka żyła najprawdopodobniej wtedy kiedy ty byłeś człowiekiem. Elsa nie jest nieśmiertelna, więc to i tak nie ma żadnego powiązania... 
- Ale North - chciał spróbować jeszcze raz.
- Nie Jack! Jedyną osobą, która może to wiedzieć jest sama Elsa - wytłumaczył. Białowłosy opuścił głowę. North westchnął zrezygnowany patrząc na reakcje białowłosego. Nagle chłopak podniósł gwałtownie głowę i zrobił duże oczy.
- Co? - zapytał zdziwiony mężczyzna. Niebieskooki odbił się od ziemi i poszybował w stronę okna.
- Ej! Jack! - wrzasnął North.
- Co? - zapytał zdezorientowany.
- Gdzie tak pędzisz? - zapytał na co białowłosy wylądował przed nim.
- Sam powiedziałeś. Jedyną osobą, która może znać odpowiedź na to pytanie jest Elsa. To czemu nie zajrzeć do jej wspomnień ? 
- Zaraz... Jeszcze raz - nie zrozumiał.
- Jakby poszukać wspomnień Elsy i tej drugiej dziewczyny u wróżki sprawa by się rozwiązała - wytłumaczył z wyraźnie poprawionym humorem. North popatrzył się na niego z mieszanymi uczuciami.
- Lecę - powiedział białowłosy. Już miał wylecieć z bazy, ale przerwał mu dziwny alarm. Popatrzył rozkojarzony na świętego. Był wyraźnie zaniepokojony.
- Co jest? - zapytał niebieskooki lądując obok Northa.
- Zaraz się dowiemy - odparł naciskając niebieski przycisk na klawiaturze. Po chwili pojawił się monitor z pokazaną ziemią, na której migało coś na czerwono. Siwobrody przybliż to miejsce i westchnął ciężko zaniepokojony.
- To co się dzieje? - zapytał ponownie białowłosy.
- Koszmary atakują - westchnął mężczyzna.
- Co? Gdzie?
- Tutaj, widzisz? - wskazał na miejsce czerwonej kropki.
- Załatwię je szybko - stwierdził chłopak i wzbił się w powietrze.
- Zwołam strażników! Jak skończysz to wróć - krzyknął na pożegnanie święty.
 Białowłosy leciał szybko do miejsca koszmarów. Rzadko zdarzało się, że koszmary atakowały. Coraz większe miał poczucie, że to co powiedziała Madison mogło być prawdą.
 Gdy już doleciał do miejsca gdzie rzekomo miały być koszmary było pusto. Skakał z budynku na budynek, ale nic nie mógł dostrzec. Nagle śmignęło mu coś czarnego przed oczami. Uśmiechnął się pod nosem i podążył za koszmarem. Latał pomiędzy budynkami próbując strzelić w zwierze lodowym soplem. Po chwili udało mu się je zagonić do ślepej uliczki gdzie je załatwił.
- Mam cię! - powiedział zamrażając potwora. Nagle usłyszał klaskanie. Odwrócił się gwałtownie, ale w mroku nocy nie mógł nikogo dostrzec.
- Brawo Frost - usłyszał dobrze mu znany głos - Pokonałeś jednego małego koszmara. Jestem z ciebie dumna - skończyła klaskać.
- Madison! Co u ciebie? Chyba źle się musisz czuć skoro tworzysz tak słabe koszmary - podpuszczał ją. 
- Ha, ha, ha! Bardzo śmieszne - powiedziała sarkastycznie wychodząc z Mroku. Była po przemianie. 
- A po co cię tatulek wysłał, co? Żeby zrobić mi krzywdę? Chyba ci coś nie wyszło - dokuczał jej.
- Och, Jack... Ty się nigdy nie nauczysz - pokręciła głową.
- O czym ty mówisz?
- Już za chwilę wspomnienia twojej dziewczyny będą w rękach tatulka... A ty nic nie możesz zrobić - uśmiechnęła się chytrze. Popatrzył się na nią zaniepokojony. Chciał się wbić w powietrze, ale czarnowłosa rzuciła w niego kulą koszmarów. Unieruchomiony patrzył się na nią groźnie.
- Dokończ Jay - odparła z większym uśmiechem. Białowłosy uniósł brew do góry z ogłupienia. Zastanawiał się kto to Jay. 
 Nagle w ciemności mignęła para czerwonych ślepi. 
- Z przyjemnością - usłyszał męski głos. Potem jedynie poczuł ból na twarzy i zobaczył jak czarna kurtyna osuwa się w dół. Zemdlał.


***

 Elsa obudziła się w wyśmienitym humorze. Od razu po przebudzeniu udała się do łazienki, a później na śniadanie. Dzień zapowiadał się znakomity. Oprócz tego, że był trzeci lutego i trzeba było iść do szkoły czuła się cudnie.  Spakowała szybko książki i sprawdziła czy ma na pewno dobre przedmioty. Potem szybko ubrała się w ciemne jeansy, niebieską koszulkę, a na to rozpinany, biały sweter o dużych oczkach. Włosy związała w koka, a na nos założyła czarne okulary które od czasu do czasu nosiła.
 Wzięła książki, Anię po drodze i pojechały do szkoły. 
 Gdy podeszła pod klasę akurat zadzwonił dzwonek, więc bez problemu usiadła w swojej ulubionej ławce. Nagle zauważyła jak obok niej siada Jack. Trochę ją to zdziwiło, że się nie spóźnił, ale bardziej zdziwiło ją to, że miał na nosie przeciwsłoneczne okulary. 
 Kiedy pani skończyła swoją dobrze znaną przemowę o tym, że mimo, że mieliśmy wakacje trzeba wziąć się do roboty Elsa lekko szturchnęła chłopaka przez co popatrzył się na nią.
- Co ci? Czemu nosisz okulary? - zapytała zdziwiona.
- Ty przecież też masz okulary - stwierdził.
- Ale nie przeciwsłoneczne! - odparła patrząc się na niego groźnie - Po co ci one?
- Lubię być cool...
- To do ciebie nie pasuje.
Popatrzył się na nią w taki sposób, że okulary zsunęły mu się trochę z nosa. Nic w sumie się w nim nie zmieniło oprócz tego, ze jedno oko było trochę napuchnięte i lekko siwe. 
- Oprócz tego, że trochę napuchło ci oko nic nie widzę - stwierdziła.
- Hmm... Albo wróżka robi cuda tymi mazidłami albo samo zeszło - odparł odwracając wzrok od Elsy.
- CO? - zdziwiła się. Żaróweczka w jej głowie się zapaliła.
- Powiem ci po lekcjach - powiedział zapisując notatki z tablicy. 
 Elsa czuła jakby ten dzień trwał miliony godzin. Gdy już skończyli lekcje poczuła się cudownie, bo mogła w końcu zapytać się Jacka co se zrobił (ewentualnie zlać go za brak odpowiedzialności).
- To powiesz mi w końcu co się stało? - zapytała gdy szli już w stronę jej domu. Chłopak westchnął zrezygnowany i zdjął okulary ukazując ukazują wielkiego siniaka na oku. Niebieskooka patrzyła zaniepokojona na dzieło chłopaka.
- Rano tego nie miałeś...
- Bo zmyłem to mazidło od ząbka w łazience - odparł obojętnie.
- Chodzi ci o korektor? - wolała się upewnić.
- Chyba...
- A byłbyś tak miły i powiedziałbyś mi jak to zrobiłeś? Z kim się biłeś? - zadawała pytanie za pytaniem.
- Może od początku... W nocy poleciałem do Northa żeby z nim pogadać o tym co mi ostatnio mówiłaś, a potem wpadłem na genialny pomysł tylko, że jakiś alarm przeszkodził mi jego zrobienie. Okazało się później, że koszmary atakują w pewnym miejscu, więc tam poleciałem żeby je załatwić, ale okazało się, że zrobiła je Madison, więc musiałem się z nią trochę podokuczać, a później coś powiedziała czego nie pamiętam. Pamiętam tylko, że się na nią wkurzyłem i chciałem wrócić do strażników, ale ona rzuciła we mnie kulą czarnego piachu, więc byłem lekko unieruchomiony. Potem powiedziała "Dokończ Jay", a ja usłyszałem głos jakiegoś chłopaka, a potem zemdlałem. Prawdopodobnie on oszpecił moją twarz i spowodował to, że padłem trupem. Następne co pamiętam to, że obudziłem się u strażników, którzy powiedzieli, że czekali na mnie 2 godziny. Po tym czasie stwierdzili, ze coś jest nie tak, więc zaczęli mnie szukać, a gdy mnie znaleźli to jeszcze spałem. Gościu musiał być naprawdę mocny, bo mało osób potrafi mnie na tak długo powalić - skończył opowiadać. Po jego wypowiedzi blondynka była lekko skołowana.
- Czyli jednym słowem Madison znalazła sobie chłopaka, który spuścił ci manto? - wolała się upewnić.
- Tak - przyznał zrezygnowany niebieskooki.
- Chwila... Jay to jest skrót imienia Jason... To kim on może być?
- Nie wiem, ale na pewno nie przyjacielem - stwierdził białowłosy i tym zakończył temat.




Hejoo!! ^^
Baaa[aaa...]rdzo przepraszam, że nie było tak długo rozdziału, ale mam na to wytłumaczenie: SZKOŁA! Tak! Rzeczywiście w pierwszy tydzień nie chciało mi się zbyt pisać, ale drugi tydzień był dosłownie masakrą! ( chodzi od 16.11. - 20.11) Miałam w tamtym tygodniu 3 testy, no kurde trzy testy w tym z chyba najgorszych przedmiotów; chemii, geografii i matmy. I kartkówkę z fizyki ;-; Chociaż nie jest tak źle, bo dostałam 4+ ^^ A na dodatek w mojej szkole jest coś takiego jak dzień języków obcych i obowiązkowo trzeba było się na niego przebrać w jakąś postać z kraju, który wylosowaliście ( ja wylosowałam USA -.-) Przez bite parę dni myślałam nad przebraniem, bo za każdym razem gdy już sobie coś wybrałam okazywało się zajęte. W końcu byłam Indianką... Jeszcze trzeba było kombinować strój itd. Ale i tak było fajnie ^^ Więc jeszcze raz przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale nie miałam czasu. W ogóle zauważyłam, że przynajmniej 1/4 autorów zawiesiło blogi, a 2/4 nie piszę regularnie (czyli piszę np: co 3 tygodnie) Pozostała 1/4 piszę regularnie i naprawdę podziwiam za to, bo ja zdecydowanie jestem w tych 2/4 xd
A i dziękuje za 20 000 wyświetleń!!! <3 Jestem z was dumna :***
Acha i zauważyłam, że dużo z was zadaje w kółko jedno pytanie: Kiedy next? Proszę napiszcie mi w komentarzach czy zrobić takie coś jak niektóre blogerki czyli taki gadżet, na którym bym pisała w jakim stopniu rozdział napisałam. Byłabym wdzięczna, bo takie pytania są dla mnie męczarnią :/
Dobra koniec, bo i tak dużo napisałam, a mogłabym jeszcze więcej napisać, ale nie chcę was męczyć ;) A ja mam ostatnie do was pytanie:
Kim jest Jason?
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

poniedziałek, 9 listopada 2015

Krótko, zwięźle i na temat czyli inaczej kolejne LA!

Witam!!! Jak w tytule: Krótko, zwięźle i na temat! Dziękuje bardzo  za nominacje ^^ Nie będę się rozpisywać tutaj, bo i tak zaraz zacznę tylko trochę niżej ;) A więc standardowe
ZACZYNAMY!:



1. Ulubiona piosenka?
Nightcore - Angel with the Shotgun ^^ 

2. Czy masz jakieś zwierzątko?

Mam psa <3 Mały Papilon ^^ 

3. Słuchasz Nightcore?

Ja nie słucha, ja ni ŻYJE! Uwielbiam Nightcore <3  Z paru powodów: Jeśli piosenka jest za wolna to Nightcore idealny, w moim przypadku jest też bardzo przydatny, bo nie mam w pizdu autorów w mojej bibliotece gdzie jest może ich tylko jedna piosenka, a mam wszystko pięknie posegregowane, bo wszystko to Nightcore :)

4. Czytałaś, albo zamierzasz obejrzeć/przeczytać Percy'ego Jacksona?

Powoli się zbieram żeby przeczytać ;)

5. Masz jakieś hobby?

Głównie rysowanie, pisanie bloga i granie na gitarze, ale więcej w innych LA albo na moim profilu blogera

6. Ile czasu dziennie poświęcasz na bloga?

Zależy... Piszę rozdział ni codziennie, ale parę razy w tygodniu i szczerze nie mam pojęcia ile mi zajmuje :P Na pewno bardzo długo, bo nagle mnie coś zainteresuje np: serial oglądam pół godziny, a potem wracam znowu do pisania. Ale myślę, że napisanie rozdziału zajmuję mi parę dobrych godzin (myślę, że około 4-6 godz (o ile nie więcej O.o))

7. Czy lubisz swojego bloga, co byś zmieniła?

Nawet go lubię ^^ Wydaję mi się, że historia jest dosyć ciekawa? Nie wiem jak to opisać... A szczególnie, że o tej historii nigdy nie myślałam :P Mam takie historie, które mają dobre parę miesięcy, a ta była totalnie na spontana xd Najbardziej mi się podoba , że wam (mam nadzieję) się ona podoba i widzę to po komentarzach, wyświetleniach i osobach, które zagłosowały w ankiecie ^^ Czy tam już naprawdę zagłosowało 60 osób O.o Czy mam omamy? A zmieniłabym te pierwsze rozdziały XD Są tak straszne, że nie potrafię ich przeczytać :P

8. Dlaczego ludzie boją się śmierci? (z serii dziwne pytania :P)

Może dlatego, że nie wiedzą co tak naprawdę się po niej dzieję? Nie wiem, takie moje przypuszczenia... W sumie to też boje się śmierci, ale już nie będę was katować XD

9. Czy chciałabyś być nieśmiertelna?

Szczerze?... Nie mam zielonego pojęcia! Z jednej tak, a z jednej nie...

10. Jeśli miałabyś umrzeć w jakiś heroiczny sposób, to co by to było?

Kolejne pytanie, na które nie znam odpowiedzi XD

11. Czy Tobie też tak się nudzi po nocach, że czytasz w Wikipedii artykuły o Czarnobylu?

Nie... O.o Kasiu? Coś się dzieje? xd



No to koniec 15 LA! Bardzo dziękuje jeszcze raz za wszystkie LA <3 Jesteście kochani :*
A w ogóle muszę się wam pochwalić, że dostałam 5 z histy :D Jak ktoś nie wie o co chodzi to do poprzedniego rozdziału ;)
I w sumie to chyba tylko dwie osoby dostały 5, więc super :D
W ogóle to ostatnio byłam w szpitalu na badaniach i było dosyć zabawnie :P Przyszłam z objawami bólu głowy i nudności, potem pani stwierdziła, że jestem odwodniona i uwierzcie mi na słowo! Jak to moi znajomi usłyszeli to byli nie mniej zdziwieni jak ja, bo ja tyle piję (oczywiście wody), że to aż dziwne! No, ale potem trafiłam od kroplówkę, a później o dziwo do okulisty O.o Piszcie czy wy też mieliście jakieś dziwne historie o badaniach, bo jestem ciekawa ^^
A co do nominacji to nominuje wszystkich, którzy dotrwali do tego momentu. Wszystkich, ale oczywiście nie obowiązkowo ;) A tu pytania:


1. Co lubisz robić w wolnym czasie?
2. Które święto jest twoim ulubionym?
3. Masz dobre oceny, średnie czy okrutne?
4. Czy oglądasz anime, a jeśli tak to jakie?
5. DC czy Marvel? XD
6. Ulubiony film?
7. Ulubieni polscy Youtuberzy?
8. Lubisz swojego bloga? Z czego jesteś najbardziej dumna?
9. Robisz zapasowe kopie swoich postów?
10. czy ja zadaje naprawdę aż tak durne pytania? Bo nie mam pomysłu :P
11. Lubisz mojego bloga? ^^

Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział #26 "Koniec podróży i kolejna lekcja"

  Zostały im trzy dni do wyjazdu. Starali się je dobrze wykorzystać, więc dużo jeździli na różnych trasach. Parę osób się wywaliło, a czasem i nawet zgubiło, ale nie było większych tragedii. Ale w końcu nadszedł dzień wyjazdu. Spakowali walizki do samochodów, po sprawdzali dokładnie pokoje i ruszyli w drogę. Mieli wrócić około 19:30. 
 Droga minęła spokojnie bez żadnych większych kłopotów.
 Po przyjeździe do Nowego Yorku Flynn odprowadził wszystkich, którzy jechali jego samochodem, tak samo Jack.
 Ostatnią osobą jaka została w samochodzie Jack była Elsa. Praktycznie przez całą drogę była cicho i smutno patrzyła się w dół. Myślała nad swoją mocą. Co by było gdy jej nie miała? Głównie takie pytanie sobie zadawała.
- Elsa - usłyszała nagle głos Jacka.
- Tak? - zapytała odrywając wzrok od swoich dłoni.
- Dojechaliśmy - powiedział wskazując na widok  za oknem. Przy schodkach stała uśmiechnięta Ania z Blue na rękach. Blond włosa uśmiechnęła się smutno.
- Jack? - zapytała za nim wyszła.
- Tak?
- Masz czas w sobotę? Chciałabym iść na lekcję - powiedziała patrząc się na niego wyczekująco.
- Jasne! Ja zawsze mam czas - uśmiechnął się ciepło. Niebieskooka odwzajemniła uśmiech i wyszła z samochodu biorąc swoje walizki. Odeszła kawałek, a samochód odjechał. Od razu usłyszała Blue, który już zdążył do niej podbiec. Uklęknęła obok niego i zaczęła go głaskać. Patrząc na niego przypomniał jej się wilk. Zachowała jednak kamienną twarz, którą nauczyła się robić przez te lata robić.
- Elsa! - usłyszała głos Ani.
- Cześć siostrzyczko - przywitała ją ciepłym uśmiechem.
- Jak było? - zapytała biorąc od niej walizki.
- Super, a u ciebie? 
- Też! - pisnęła zachwycona - Dobra idź się położyć, bo na pewno jesteś super zmęczona - stwierdziła wchodząc do domu.
- Masz rację, pójdę się położyć - odparła idąc na górę z pieskiem u boku. Gdy weszła do swojego pokoju padła na łóżko nawet się nie przebierając, a Blue położył się obok niej.


***
[Jack]

 Dziwiło mnie ostatnio zachowanie Elsy. Wydawała się... nie wiem jak to określić. Myślałem, że jej przeszło , ale po wydarzeniach z wilkiem. Jakby zatoczyła koło i znowu wróciła do złych czasów. 
 Około piętnastej zacząłem się zbierać żeby po nią pojechać, ale usłyszałem dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłem zobaczyłem Else. Trochę mnie zdziwiło, że sama przyszła, bo zawsze sam po nią jeździłem.
- Hej - powiedziała po chwili i weszła do środka.
- Sama przyszłaś? - chciałem się upewnić.
- Musiałam się przejść - wytłumaczyła i odwróciła się w moją stronę. Uśmiechnąłem się ciepło.
- To chodź - zaproponowałem i poszliśmy razem na górę. Standardowo rzuciłem poduszki na ziemię. Usiadłem na jednej z nich, a niebieskooka na drugiej. Była zamyślona i smutna. 
- Too... Chciałaś porozmawiać o czymś konkretnym czy tak po prostu - zacząłem przeciągając ostatnie słowo przyglądając się jej.
- Ja... o moich wspomnieniach - odparła bawiąc się małą śnieżynką, którą stworzyła chwile temu - Czy coś o nich wiadomo?
- Ale w jakim sensie? - trochę jej nie rozumiałem. 
- Chciałabym wiedzieć kim jest ta dziewczyna... I czy to bym mogła być ja - powiedziała nie przerywając zabawy śnieżynką. 
- Jaka dziewczyna?
- Ta, która pojawiała się często w moich snach...
- Och - przełknąłem ślinę. Tak naprawdę nic nie wiedziałem. Ze strażnikami dawno się widziałem, a sami mi mało mówili. Poza tym przestały jej się śnić sny, więc...  
- Nie wiem... - odparłem przeczesując włosy ręką. Podniosła na mnie wzrok i chwilę się na mnie patrzyła.
- A kiedy będziesz wiedział? - zapytała patrząc się w moje oczy. O dziwo wydawała się nieobecna, jakby była w innym świecie.
- Nie wiem, nikt tego nie wie... Możliwe, że nawet dowiesz się wcześniej ode mnie albo... - nie dokończyłem. Nie chciałem jej tymi słowami jeszcze bardziej zasmucić, ale ona chyba wiedziała co chce powiedzieć.
- Nikt nigdy się nie dowie - śnieżynka się skruszyła, a z sufitu zaczęły padać malutkie płatki śniegu. 
- Nie chciałem tego pow...
- Nie kłam, nie lubię gdy kłamiesz... Wiem, że też tak może być - w rękach utworzyła coś świecącego się niebieskim światłem, a do jej oczu napłynęły łzy - Ja chce tylko wiedzieć co się stało te 300 lat temu, tylko to... - zaczęła płakać, a światełko znikło. Po części ją rozumiałem, a po części nie. Ale co ja mówię, ona jest dziewczyną, a faceci nie rozumieją płci żeńskiej. Zbliżyłem się do niej i objąłem ją ramieniem.
- Przecież ci to tyle razy mówiłem. Na pewno się dowiesz - uśmiechnąłem się do niej ciepło żeby się rozchmurzyła.
- A Mrok? Madison powiedziała, że zbiera siły. Czy on będzie chciał mi zabrać kamień? - zapytała biorąc kamień do ręki, ale go nie zdejmując. Westchnąłem cicho.
- Raczej tak. Przed tym jak ciebie znaleźliśmy Mrok uganiał się za nim mniej więcej tak jak my. To był wyścig szczurów, bo każdy chciał go mieć... - wytłumaczyłem.
- Czyli po to Mrok mnie chce... Żeby zdobyć kamień - stwierdziła, a z jej oczu zaczęły powoli lecieć łzy. Współczułem jej. Miała wcześniej okropne życie, a przeprowadzka tutaj wcale nie pomogła.
- Ej... Pamiętaj, ja cię - przerwałem, a ona zaczęła się patrzeć na mnie swoimi dużymi oczami. Czy ja naprawdę chciałem to powiedzieć? Czy naprawdę o mało nie wyleciało mi coś takiego z ust? Czy naprawdę chciałem powiedzieć, że... Nie... Ja?! Ja przecież nawet nie znam tego uczucia. Mam zamrożone serce, więc... A może?
- Zawsze obronie. Ja cię zawsze obronie - dokończyłem i przytuliłem ją na co ona oparła swoją głowę o mój tors.
- Dziękuje, że jesteś - powiedziała cicho na co się uśmiechnąłem. 
- Jestem twoim przyjacielem, nie? Zawsze ci pomogę - i w tym momencie przez moją prawie pustą głowę przeleciała mi jedna myśl. Czy na pewno jestem jej przyjacielem? Czy może kimś więcej... Matko, Jack! Co cię wzięło na takie przemyślenia?! Oczywiście, że jest twoją przyjaciółką!
 Po tej rozmowie zaczęliśmy się jeszcze uczyć władania nad śniegiem. Na szczęście po jakimś czasie rozchmurzyło się jej, więc lekcja minęła tak jak zwykle.
 Gdy już wybiła godzina końca lekcji odwiozłem Else do domu. Po tej lekcji wiem za to jedno: Muszę polecieć do strażników. 





HEJOOOOO!!! ^^ Wiem, wiem... Strasznie krótki jest ten rozdział, ale pisanie jego było lekką... Może inaczej. Gdy go pisałam miałam lekkie Deja vu (chyba tak się to piszę... PRZEPRASZAM FRANCUZÓW) i trochę trudno mi się go pisało, więc... Co ja poradzę! Ale za to jest trochę JELSY :D 
Poza tym muszę się uczyć do historii, a póki nie ma taty w domu to mogłam się dorwać do komputera, ale za 30 min wraca, więc musiałam się pośpieszyć xd Czy tylko ja tak nienawidzę historii ;-;
A i jeszcze dla ciekawskich moich dzieł (yhm jasne... Jakich dzieł?!) to tutaj macie linka, bo nie chciałam go wstawiać, bo nie wszyscy są zainteresowani :P I żeby nie było nie porozumień tło jest wykonane komputerowo... Znaczy sama je wykonałam XD
A a propo maja to uwierzcie, że nie jesteście jedyni, którzy go chcą... JA TEŻ GO CHCE! Z powodu takiego, że po nim mam już zaplanowane wydarzenia, a teraz jadę na spontanie, więc mi trochę trudno no, ale no... Z DUPY go nagle też nie mogę wstawić ;-;
Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ^^
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział #25 "Mały przyjaciel"

  Kolejne dni były bardzo ciepłe (jak na zimę). Była piękna pogoda, świeciło słońce, a niebo było przejrzyste. No, ale jak na każdym wjeździe jest tak, że połowa jest z przepiękną pogodą, a druga połowa... Jest jaka jest.
 W poniedziałek najwcześniej obudziła się Merida. Tak, Merida. Przeciągnęła się ziewając i powoli wstała podchodząc do okna. Odsłoniła zasłony żeby wpuścić światło do pokoju, ale mimo iż okna nie zasłaniało już nic oświetlenie się nie zmieniło. Zdziwiona parę razy jeszcze poruszyła zasłoną jakby to miało coś dać. 
- Coś się stało? - zapytała nagle Roszpunka przez co ruda podskoczyła.
- Okno się zepsuło - stwierdziła - Która godzina?
Złotowłosa wyjęła telefon z szuflady i odblokowała ekran.
- Ósma... A co?
- Świetnie - mruknęła pod nosem - Pogoda się spieprzyła...
- Marudzisz, na pewno nie jest tak źle - odparła wstając z łóżka i podchodząc do okna. Otwarła je praktycznie na oścież, ale od razu tego pożałowała. Okna było przysłonięte warstwą śniegu, która już znajdowała się w pokoju dziewczyn. Obie wrzasnęły, bo na ich gołej skórze również znalazło się trochę lodowatego śniegu. Przez ich wrzask obudziły resztę dziewczyn.
- Co się dzieje? - zapytała jasnowłosa, która jako pierwsza zobaczyła Meride i Punzie szybko zamykające okno.
- A nic, nic - złotowłosa się nerwowo uśmiechała. 
- Tylko pogoda się zepsuła, a Punzie otwarła jak głupia okno przez jesteśmy całe w śniegu - wytłumaczyła ruda, która też nerwowo się uśmiechała. 
- Acha - mruknęła i wstała z łóżka. 
 Gdy już wyczyściły podłogę z śniegu zrobiły sobie śniadanie. Rozmawiali głównie o tym, że tego dnia mieli wyjechać na inną górę, a pogoda może popsuć im plany. Po zjedzonym śniadaniu zaczęły się standardowo ubierać, ale tym razem trochę cieplej. Wyszły z pokoju i zapukały do chłopaków. Nikt jednak nie odpowiedział, więc zapukały drugi raz. Po chwili w drzwiach stanął Czkawka.
- Wreszcie, myślałem, że zaraz stąd ucieknę - powiedział szybko wychodząc i zamykając drzwi.
- Ee... A niby czemu? - zdziwiła się Astrid.
- Nie widziałyście tej pogody? Zasypało samochody, więc poszli je odśnieżyć, ale ktoś musiał zostać żebyście się później nie martwiły - wytłumaczył idąc w stronę wyjścia. Wychodząc z budynku zauważyli resztę chłopaków użerających się ze śniegiem. Dziewczyny (i Czkawka) podeszły do nich i zaczęły im pomagać. Po jakiś 10 minutach auta były odśnieżone. Ostatnie ustalenia i ruszyli w drogę. Zdecydowali, że w końcu pojadą na inną górę. Jedyny problem był taki, że trochę długo się tam jechało, więc nie pojeżdżą za dużo. 
 Na miejsce jechali około godziny po drodze się prawie nie gubiąc przez mgłę i śnieżycę. Na miejscu spotkali Amy, która dołączyła się do nich ruszając w stronę wyciągu. Żeby wjechać na samą górę góry trzeba było wsiąść do prawie stu osobowej gondoli i jechać na górę około dziesięciu minut. Gdy już dojechała cała paczka do niej wsiadła, a za nimi reszta osób. Wszyscy byli bardzo ściśnięci przez co porozwalani po całej gondoli. Elsie udało stanąć się obok okna przez co mogła obserwować piękne widoki.  Obok niej stał Jack, który też był skierowany w stronę okna. Obok nich stał też Tim, którego tak wepchali, że stał za Amy. Wykorzystując sytuacje oparł swoją głowę o głowę dziewczyny na co ona zrobiła lekko obrażoną minę, bo nawet nie mogła spróbować strząsnąć jego głowy ze swojej. Poczuła się jak "podgłówek". Violence stała w otoczeniu samych chłopaków przez co Maks, który stał blisko Tima stał się jakby... zazdrosny? Po drugiej stronie wagonu stała reszta paczki w mniej interesujących pozycjach. Gdy po jakiś dziesięciu minutach dojechali na górę wszyscy w jak najszybszym tempie opuścili wagon. 
- Nigdy... więcej - stwierdziła Merida, która jako ostatnia doszła do paczki. 
- A niby czemu? Fajnie było - stwierdził Tim uśmiechając się do Amy, która patrzyła na niego morderczym wzrokiem. 
- Bo stałam obok jakiegoś faceta, który nie miłosiernie śmierdział! - warknęła poprawiając czapkę. 
- Dobra dzieci, spokój - powiedziała złotowłosa trzymając rozłożoną mapę - Jedziemy tędy, a potem tędy... Czerwoną, tędy... tylko niebieską, a tędy znowu czerwoną i zjeżdżamy na sam dół... Wszyscy zrozumieli? - zapytała patrząc się po wszystkich.
- Ee... - zaczął Maks, ale przerwała mu Roszpunka.
- Rozumiem, że wszyscy zrozumieli. To jedziemy - powiedziała i odepchnęła się kijkami jadąc w dół trasy. Reszta wzruszyła ramionami i pojechała za nią. 
 Jak złotowłosa zaplanowała około 12 zatrzymali się przy jakiejś knajpie. Zjedli pizze, wypili gorącą czekoladę i trochę się ogrzali.  Potem znowu ruszyli w drogę w pewnym momencie złotowłosa się zatrzymała, a za nią wszyscy.
- Uważajcie teraz, bo tu jest zamknięta czarna trasa i żeby w nią przez przypadek nie wjechać - wrzasnęła, a gdy wszyscy przytaknęli pojechała dalej. 
 Elsa jechała ostatnia przez co miała widok na resztę. Nagle jej oczom ukazała się mgła przez straciła prawie całkowicie widoczność. Gdy zobaczyła coś czerwonego pojechała w tamtą stronę myśląc, że to czyjaś kurtka. Spróbowała się rozpędzić żeby dogonić resztę, ale gdy przejechała obok tego czerwonego cosia wiedziała, że popełniła ogromny błąd, bo tym czerwonym czymś okazała się materiałowa barierka. Wjechała na czarną trasę. Gdy przejechała kawałek zatrzymała się i popatrzyła się w górę trasy. Mogła się albo wrócić czołgając się pod górę albo spróbować zjechać. Postanowiła jednak wejść pod górę.
Powoli stawiał narty idąc bokiem w stronę stoku aż nie usłyszała warknięcia. Odwróciła głowę w stronę źródła dźwięku i zauważyła wilka przy wjeździe na trasę. Wilk jednak nie był zwykłym wilkiem. Po pierwsze był czarny i mienił się na lekki fiolet, miał złote oczy, które było chyba widać na kilometr. Mimo iż wyglądał pięknie przypominał jej do złudzenie jedną osobę. Myśląc o tej jednej osobie od razu wiedziała, że wilk nie ma dobrych zamiarów. Wyjęła jak najszybciej z kieszeni telefon i zadzwoniła do Jacka.

*Trasa czerwona* 

Jack jechał jako ostatni próbując doścignąć Flynna dopóki nie usłyszał dźwięku słuchawki w swoim uchu. Nacisnął przycisk połączenia.
- Halo? - zapytał jadąc dalej do przodu.
- Jack? - usłyszał głos roztrzęsionej Elsy.
- Coś się stało? - był coraz bardziej zaniepokojony.
- Bo tak jakby wjechałam na tą czarną trasę i spotkałam małego przyjaciela - powiedziała niewinnie, ale lekko przerażona.
- Jakiego "małego przyjaciela"?
- A wiesz taki wilczek, he, he... I on chyba nie zbyt dobrych zamiarów... JACK! - rozłączyło się.
- Elsa! - zatrzymał się gwałtownie i bez zbędnego myślenia wbił się powietrze [ I tak... Debil miał dalej na nogach przypiętą deskę dop. aut.] i wleciał na czarną trasę. Zatrzymał się gdzieś na środku, a przy drzewie znalazł narty Elsy. Zaczął się rozglądać po okolicy aż ujrzał czarny i niebieski punkt. Szybko zaczął tam jechać aż nie ujrzał bliżej określonego kształtu wilka i Elsy. Wilk już się miał na nią rzucić, ale białowłosemu w ostatniej chwili udało się ją złapać i odjechać kawałek dalej przez co zwierzę rzuciło się na powietrze.
- Nic ci nie jest? - zapytał się trzymaną na rękach Else.
- Nie... Uważaj! - wrzasnęła pokazując na wilka, który ruszył w ich stronę.
- Spadamy stąd - stwierdził chłopak ruszając dalej od czasu do czasu oglądając się za siebie. Po chwili jazdy gdy odwrócił głowę usłyszał krzyk dziewczyny i od razu odwrócił głowę do przodu.
- To dlatego była zamknięta... - odparł patrząc się na zasypany kawałek trasy przez lawinę. Wiedział, że nie uda mu się zahamować, więc odwrócił się plecami tak aby Elsa nie wpadła w zaspę i samym walnął o ścianę śniegu plecami.
- Jack! - wrzasnęła schodząc z chłopaka i przypatrując mu się. On tylko jęknął, ale nie był na szczęście ranny. 
 Znów usłyszała warknięcie i jedyne co zobaczyła to wilka, która na nią skakał. Zamknęła oczy i wystawiła przed siebie rękę jakby chciała powstrzymać zwierzę. Potem usłyszała tylko jęknięcie wilka. Otworzyła powoli oczy, a jej oczom ukazał się widok wilka przebitego grubym soplem lodowym. Otworzyła lekko usta i patrzyła przerażona co na wilka i no ca ręce. 
- Elsa... - usłyszała przy jej uchu głos Jacka, ale nie odpowiedziała.
- Elsa, spokojnie - zobaczyła już Jacka, która przy niej uklęknął.
- Jestem potworem - szepnęła.
- Nie jesteś, Elsa! To był wytwór Mroka!, a nie...
- A jakby to było prawdziwe zwierze! Nie powstrzymam tego następnym razem! -wrzasnęła. Popatrzył się na nią smutno, a potem westchnął. 
- Choć już... Wracajmy - powiedział podnosząc ją na nogi. 
- A moje narty?
Uśmiechnął się po czym przy nich znajdowały się już narty.
- Jak? - zapytała z niedowierzaniem.
- Wiatr - puścił jej oczko. 
 Gdy już założyła narty Jack złapał ja za rękę i razem z nim uniosła się w powietrze. Znajdując się na czerwonej trasie zjechali na sam dół do reszty paczki.
- Co was tak długo nie był?! - zapytała zmartwiona Punzie.
- Wjechaliśmy przez przypadek na czarną trasę i musieliśmy z niej wrócić. 
- Super... Dobra wracajmy już - westchnęła zrezygnowana złotowłosa i ruszyła w stronę samochodu. 
 Jedynie do śmiechu nie było Elsie. Dalej myślała co by było gdyby to było prawdziwe zwierzę. 




WRESZCIE!!! Nawet nie wiecie jak topornie mi szedł ten rozdział ;-; I przepraszam, ze tak późno no, ale i tak miał się ukazać wczoraj, więc no... I właśnie przepraszam, ze się nie ukazał wczoraj, ale korki nie pozwoliły mi wrócić do domu na czas ;-; Mam jednak nadzieje, ze fajnie spędziłyście Halloween ;) 
W ogóle mam ostatnio super fazę na rysowanie, bo kupiłam sobie porcję pro markerów. Naprawdę polecam, ale są super drogie :/ 
A i konkurs wygrały Elizabeth Vayla i GreyAngel ^^ Mam nadzieję, ze dobrze zinterpretowałam wasze pracę i nie będziecie złe, ze je trochę pozmieniałam ;) Ale inne pracę też były świetne! Chciałam wyróżnic pracę Snow Moon, która mnie kompletnie rozpieprzyła XD i pracę Kingi w, której najbardziej podobał mi się tekst "Niech komuś odpadnie narta i zjedzie samotnie w dół stoku" :D
Ogółem ten rozdział mi się średnio podoba no, ale trudno...
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***