piątek, 18 września 2015

Rozdział #20 "Boże Narodzenie i Nowy Rok"

 Ostatnie dni szkoły przed świętami były dosyć lekkie. Szkoła została ustrojona w świąteczne ozdoby oraz obowiązkowo w wielką choinkę, która była na środku parteru. [W sensie na środku głównego pomieszczenia na parterze xd Zapomniałam słowa ;-; dop. aut] Na przerwach grały świąteczne piosenki zaśpiewane przez najpopularniejszy zespół w szkole. Zadań domowych nie było, a nauczyciele sobie odpuścili, więc lekcje były przyjemne i proste. Natomiast większość dziewczyn albo mówiło o świętach albo o zbliżającym się balu maskowym. Elsa nawet nie do końca wiedziała co ubrać na ten bal i jak się na niego przygotować. 
 Gdy zaczęły się ferie świąteczne niebieskooka znalazła trochę czasu by iść kupić prezenty lub je zrobić. Jak już wszystkie miała pięknie zapakowane pojechała do kuzynki i zaniosły je razem na strych. Że impreza była w domu Punzie wszystkie prezenty musiały się tam znajdować, a w ten magiczny dzień będzie je łatwo odpakować spod choinki nie musząc targać ich ze sobą. Nie mogła się doczekać tego dnia by spędzić miło czas z przyjaciółmi. 


***
[Elsa]

 Obudziłam się około siódmej gotowa na nowy dzień. Wstając przeciągnęłam się i zeszłam od razu do kuchni. Jako, że były święta Angelica miała wolne i same sobie robiłyśmy jedzenie. A że same sobie robiłyśmy jedzenie poszłam zrobić sobie gorącą czekoladę z kawą i piankami. No co? Nie mogę? Wróciłam do pokoju z pełnym kubkiem i usiadłam na łóżku biorąc do ręki książkę. Jako, że miałam dużo czasu mogłam jeszcze chwilę poczytać. Po jakiejś godzince do mojego pokoju wparowała Ania trajkocząc o tym, że za parę godzin jedziemy i żebym zrobiła jej śniadanie, ale jak szybko weszła tak prędko wyszła. Popatrzyłam się tylko dziwnie na nią i wróciłam do lektury.
 Po jakiś dwóch godzinach stwierdziłam, że lepiej zacznę się już ogarniać, więc poszłam do łazienki i zafundowałam sobie gorącą, długą kąpiel. Po wykąpaniu się zrobiłam te wszystkie babskie sprawy, wysuszyłam i podkręciłam włosy. Założyłam cieplutki szlafrok i poszłam zobaczyć co robi Ania. Zapukałam do jej pokoju, ale tylko wrzasnęła, że idzie się kąpać, więc jej nie przeszkadzałam. 
 Gdy była godzina do wyjazdu zaczęłam się ubierać. Szperałam w szafie i w końcu stwierdziłam, że założę błękitny sweter z wyszywanymi śnieżynkami i białymi wzorkami, białą spódniczkę i błękitne rajtuzy. Zrobiłam lekki makijaż, z włosów zrobiłam dwa małe warkoczyki przy czubku głowy i złączyłam je z tyłu spinką przypominającą śnieżynkę, a resztę włosów zostawiłam rozpuszczoną. Zadowolona z efektu wzięłam jeszcze torebkę z jakimiś pierdołami i wyszłam z pokoju kierując się do salonu. Po jakiś 5 minutach zeszła moja kochana siostra podobnie do mnie ubrana tylko, że ona miała dwa warkocze, czapkę mikołaja i zielono-czerwone barwy. Uśmiechnęłyśmy się do siebie i zaczęłyśmy rozmawiać o tym jak jesteśmy podekscytowane. Ubrałyśmy płaszcze, zamszowe buty, puchate rękawiczki i wyszłyśmy. Do Punzie było dosyć blisko, więc poszłyśmy na piechotę. Po jakimś czasie doszłyśmy do wielkiego domu oświetlonego świątecznymi lampkami. Podeszłyśmy do drzwi i zadzwoniłyśmy dzwonkiem. Z domu było słychać świąteczną muzykę i głośne rozmowy. Po chwili w drzwiach stanęła Roszpunka ubrana w różowy sweter z bałwanem i reniferowymi rogami na głowie.
- Cześć! - przywitała się i wyściskała kuzynki - Prawie wszyscy już są, ale nie zabrakło dla was was pierniczków... Chociaż tego nie jestem pewna, bo chłopacy je ciągle żrą... gorącej czekolady i oczywiście prezentów - wykrzyknęła uradowana.
- Już nie mogę doczekać się otwierania - wykrzyknęła tak samo uradowana ruda.
- He, he... Dobra właźcie - zaprosiła nas do środka. Szybko weszłyśmy, zdjęłyśmy płaszcze i buty. "Pani gospodyni" zaprowadziła nas do salonu gdzie był największy hałas. Był duży z wielką choinką w koncie pod którą było mnóstwo prezentów, miał dwie duże kanapy, trzy fotele, ogromny żyrandol i stolik na, którym były wszystkie przysmaki..., a raczej większość, bo na kanapie siedzieli Flynn, Czkawka, Tim i jakiś blondyn, którzy objadali się resztą pierniczków, a i jeszcze Maks siedział w fotelu zajadając się ostatnim piernikiem gadając z Violką. Na drugiej kanapie siedziała Astrid z bliźniakami Luną i Mikiem, a na fotelu siedziała Amy pijąc gorącą czekoladę. 
- Ciekawie... - stwierdziłam dalej się uśmiechając - Kogo jeszcze nie ma?
- Meridy - powiedziała - A tak w ogóle to tam siedzi Kristoff, ten blondyn - wytłumaczyła Punzie. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że nie ma jeszcze jednej osoby...
- A gdzie jest Jack? - zapytałam zaciekawiona.
- Gdzieś się włóczy - powiedziała spokojna, ale po chwili zrobiła duże oczy - Flynn!
- Hmm? - popatrzył się na nią w sumie jak wszyscy - O! Część dziewczyny!
Wszyscy zaczęli do nas machać i witać.
- Flynn! - wrzasnęła Roszpunka - Gdzie jest... - nie dokończył, obróciła się na pięcie - JACK!
Również się odwróciłam i zobaczyłam białowłosego z tacką ciasteczek i pierniczków. Patrzył na nas z wyrazem twarzy "Mam przerąbane". Zaśmiałam się gdy zauważyłam, że ma twarz całą w okruszkach i zapełnioną buzię ciastkami. Wszyscy zaczęli się śmiać, nawet Punzie, ale od razu zrobiła poważną twarz (dla żartu). 
- A gdzie pan znalazł te ciasteczka? - zapytała spokojna.
- Alle, ze czo? - udał zdziwionego z pełną buzią. 
- Gdzie to znalazłeś?! Miało być na później!
- Eee... Alle to Flyin my kazłał! - powiedział z wyrzutem dalej z pełną buzią przez co wszyscy się śmiali.
- Flynn! - wrzasnęła z wyrzutem na Flynna, który d razu do nich podszedł.
- Ej, stary! Tych ciastek było więcej! - wrzasnął brunet nie zwracając uwagi na swoją dziewczynę.
- No, alle glodny byłlem - próbował się usprawiedliwić.
- Zżarłeś 1/4 tacki pierniczków i dalej jesteś głodny?! 
Połknął dowody zbrodni - Mam duży żołądek... - stwierdził. Wszyscy wrócili do swoich zajęć przy czym Flynn próbował jeszcze wziąć tackę od Frosta, ale ten zrobił obrót i odwrócił się do nas.
- Może panie chcą ciasteczko? - zapytał się z uśmiechem na twarzy.
- Chętnie - powiedziała Ania biorąc ciastko i uciekając do innych.
- A pani? - dopytał się.
- A chętnie - powiedziałam biorąc pierniczka do ręki. Gdy się na niego popatrzyłam znowu się uśmiechnęłam i sięgnęłam ręką do torebki.
- Coś się stało? - zapytał zaciekawiony. Wyciągnęłam chusteczkę.
- Proszę cię, wytrzyj siebie tą piękną mordkę z tych okruszków, bo nie mogę na ciebie patrzeć - stwierdziłam podając mu chusteczkę.
- Piękną mordkę? - wycierał usta - A to jaki jestem bez okruszków na twarzy?
- Tak samo dziecinny i głupkowaty jak przedtem - odgryzłam się. Zaśmiał się cicho i popatrzył się na mnie.
- Ładnie wyglądasz - stwierdził.
- Dziękuje - podziękowałam rumieniąc się. Chwilę tak się na siebie patrzyliśmy.
- Ej, gołąbki! Chodźcie tu - zawołała Astrid. 
 W między czasie przyszła Merida. Gdy już wszyscy byli zjedliśmy kolacje oczywiście w wielkim gwarze, a jak. Po zjedzeniu zaczęliśmy rozpakowywać prezenty. O dziwo nie było jakiegoś strasznego chaosu. Jednym z lepszych moich prezentów był piękny, turkusowy polaroid i do tego album. Jak byśmy nie skorzystali to nie wiem. Od razu wszyscy zaczęliśmy robić sobie zdjęcia i wstawiać do albumu. Pierwszym zdjęciem było to.
Urocze... Nie naprawdę podobało mi się to zdjęcie. Gdy skończyło się rozpakowywanie prezentów nasz kochany zespół zagrał nam mały koncert. Zauważyłam też po drodze, że nie dostałam prezentu od Jacka, więc zaczęłam się zastanawiać czy o mnie nie zapomniał albo czy mi czegoś nie planuje. Niestety kiedyś trzeba było się zacząć zbierać. Miałyśmy wreszcie wyjść chociaż Anna ciągle gadała z Kristoffem t jakoś mi się udało ją namówić, ale gdy miałyśmy wyjść Jack złapał mnie z nadgarstek.
- Czy... mogłabyś ze mną jeszcze gdzieś podjechać? - zapytał nieśmiało.
- Okej, ale co z Anną?...
-Kristoff mnie oprowadzi - zasugerowała, a ten się zgodził.
- Dobra - powiedział i poszłam za Jackiem. Zaprowadził mnie do swojego samochodu i pojechaliśmy do jego domu.
- A czemu jedziemy do twojego domu? - zapytałam ciekawa.
- Nie dałem ci jeszcze prezentu - powiedział puszczając mi oczko. Zastanawiałam się jeszcze co mi przygotował, że nie przyniósł tego do Punzie. Gdy weszliśmy do jego domu zapalił światła i podszedł do mnie z połową prezentu ode mnie czyli szalikiem.
- Poczekaj - powiedział zawiązując mi szalik na oczach - Zaraz przyjdę...
I odszedł. Czekałam chwilę, ale później usłyszałam jego kroki oraz jakieś dziwne odgłosy.
- Możesz odwiązać.
Zrobiłam jak powiedział i ujrzałam przed sobą Jacka..., ale z małym husky na rękach. Szczeniaczek wywalił jęzor i szczeknął. Musiałam zrobić naprawdę głupią minę, bo bałwan wybuchnął śmiechem. Czułam się naprawdę szczęśliwa, bo moje marzenie się spełniło.
- Trzymaj - oddał mi pieska, który momentalnie zaczął mnie lizać po twarzy na co ja zaczęłam się śmiać.
- Dziękuje - podziękowałam naprawdę szczęśliwa - Ale chwila... Ja nie mam dla niego rzeczy!
- Spokojnie, ja wszystko mam - uspokoił mnie. Szczęśliwa zaczęłam przygotowywać z Jackiem rzeczy dla psiaka. Wszystko zanieśliśmy do samochodu, a białowłosy powyjaśniał mi jeszcze parę rzeczy.
- A tak w ogóle to jak chcesz go nazwać? - zapytał gdy już podjeżdżaliśmy pod dom. Spojrzałam na pieska na moich kolanach i popatrzył się na jego oczy. Były tak błękitne jak oczy Jacka.
- Blue... - stwierdziłam po chwili.
- Ładnie - powiedział Jack.
Podjechaliśmy pod dom. Razem z Jackiem zaniosłam rzeczy Blue [Tak to chłopczyk... w sensie, że piesek xd dop. aut.]. Gdy już ułożyliśmy je w moim pokoju padliśmy na łóżko i zaczęliśmy się bawić ze psiakiem. On był naprawdę uroczy i chyba się do nas przywiązał, bo ciągle na nas właził i merdał ogonem. W końcu piesek się zmęczył i dosłownie zasnął na moich rękach. Ułożyłam go legowiska i zaczęłam się jeszcze wygłupiać z Jackiem. Dopiero później zauważyłam, ze jest wpół do trzeciej w nocy, więc Jack pojechał, ale jeszcze raz zdążyłam mu podziękować za spełnienie mojego marzenia. 


***

 Ania dosyć dobrze przyjęła Blue... Ba! Dosyć dobrze, ona cieszyła się jak dziecko! No, ale to Ania, więc co jej się dziwić...
 Oczywiście 31 grudnia miałyśmy się wybrać jeszcze z naszą ekipą na sylwestra do takiego klubu. Więc tego dnia musiałam przygotować nie dość, że rzeczy dla Blue żeby przetrwał te godziny przy, których będzie sam, a na dodatek jeszcze siebie. Wracając do Blue to go naprawdę pokochałam. Był uroczy, bardzo kochany i inteligenty, nauczył się już swojego imienia, więc na nie reaguje. 
 Gdy naszykowałam rzeczy i nakarmiłam psiaka zaczęłam się sama przygotowywać. Wzięłam prysznic, babskie sprawy (w sumie jak zwykle przed jakąś imprezą) i zakręciłam włosy. Potem ubrałam się w białą sukienkę rozkloszowaną u dołu i przepasaną w pasie niebieską wstążką. Niebieskie buty na lekkim obcasie pod kolor wstążki, a na górę czarną, skórzaną kurtkę. Na oczy nałożyłam jakiś biały, świecący się cień, który pożyczyłam od Ani, a na usta jakąś pomadkę. Wzięłam czarną, skórzaną torebkę i zeszłam do salonu gdzie czekała na mnie siostra ubrana w w różowo-czarną sukienkę i dużą ilością dodatków. Na głowie... przepraszam... Włosy miała upięte w dwie śmieszne kitki. 
 Do klubu pojechałyśmy taxówką i szczerze jak go zobaczyłam to zamarłam. Był to wysoki budynek z, którego grała głośna muzyka, a kolorowe światła oślepiały. Podeszłyśmy do drzwi, ale wejść nie pozwolił nam ochroniarz. 
- A gdzie panie idą? - zapytał krzycząc żebyśmy go usłyszały przez hałas.
- Na imprezę - wrzasnęła Ania.
- Nigdzie nie ma wstępu bez potwierdzenia możliwości bycia -  odpowiedział. Zaczęłam szperać w mojej torebce i wyjęłam ulotkę, którą mi dała Punzie. Strażnik zaczął oglądać kartkę.
- Miłego pobytu - powiedział ochroniarz oddając mi ulotkę. Szczęśliwe udyśmy się do środka. Weszłyśmy po schodach na przed ostatnie piętro i zobaczyliśmy naszą grupkę siedzącą w specjalnym zamówionym miejscu. Takim podwyższeniu z fotelami.
- Cześć - przywitałyśmy się z nimi. 
- Cześć dziewczyny - przywitali się z nami wszyscy. Usiadłyśmy obok nich i zaczęliśmy rozmawiać popijając jakieś drinki. Po jakimś czasie przynieśli szampana i powiedzieli, że mamy go nie wypijać do minięcia północy. Potem wszyscy stwierdzili, że dobrym pomysłem by było trochę potańczyć, więc wszyscy poszli na parkiet. Punzie tańczyła z Flynnem, Astrid ze Czkawką, Viola z Maksem, Ania z Kristoffem, Tim z Amy, a Merida z jakimś chłopakiem. Jack nie tańczył z nikim, bo zniknął. Oparłam się o ścianę, ponieważ nienawidziłam tańczyć, ale mój spokój po chwili zniknął, bo doczepił się do mnie jakiś rudzielec.
- Zatańczyła by pani? - zapytał się pół pijany chłopak.
- Przepraszam, ale nie lubię tańczyć - odpowiedziałam odwracając wzrok. 
- No nie bądź taka, mała... - powiedział i pociągnął mnie na parkiet. Zmuszał mnie wręcz do tańca.
- Jak się nazywasz, mała? - zapytał nagle.
- Elsa... I nie nazywaj mnie "mała" - odgryzłam się.
- Ja Hans - powiedział - Ładnie się nazywasz - stwierdził robiąc mną obrót, a później przyciągając mnie blisko siebie. Jego twarz zaczęła się zbliżać do mojej przez co czułam coraz mocniejszą woń alkoholu. Zaczęłam jak najdalej oddalać głowę od niego, ale im bardziej się odchylałam tym bardziej on mnie do siebie przyciskał. Kiedy dotykaliśmy się nosami udało my się wyswobodzić rękę, więc dałam mu z liścia. Odsunął się ode mnie na krok rozmasowując policzek. 
- Niegrzeczna - powiedział uśmiechając się chytrze, ale w tym samym momencie poczułam jak ktoś mnie do siebie przyciąga.
- Sorry stary, ale to nie twój dzień - stwierdził Jack i szybkim krokiem odeszliśmy od pijaka. 
- Dziękuje... Czy zawsze będziesz mnie ratował z kłopotów?
- Tak, a szczególnie z takich rudzielców - powiedział ostatnie słowa z obrzydzeniem. Podszedł do stolika i dał mi mojego szampana.
- Co robisz? Jeszcze nie ma północy...
- Ale wolę je wziąć teraz. Chodź - powiedział łapiąc mnie za rękę. Weszliśmy po schodach i przed nami ukazały się jeszcze jedne drzwi. Jednak przed nimi stał strażnik.
- A gdzie państwo idzie? - zapytał strażnik. Jack pokazał mu ulotkę, ale ten tylko pokręcił głową - Jeszcze nie wpuszczamy.
Chłopak przewrócił oczami i sięgnął do kieszeni wyjmując  kasę. Dał ją ochroniarzowi, a ten zaczął liczyć pieniądze. 
- Zapraszam - powiedział chowając łapówkę i otwierając drzwiPrzeszliśmy przez nie i moim oczom ukazał się dach budynku. Przeszliśmy kawałek, a Jack usiadł na brzegu budynku. Zatrzymałam się, bo nie zamierzałam narażać życia.
- Nie siadasz? - zapytał zdziwiony.
- Nie... - odpowiedziałam łapiąc się za ramiona.
- No chodź... Najwyżej cię złapię...
Przewróciłam oczami i usiadłam obok białowłosego odkładając szampana obok mnie.
- Pięknie tu... - stwierdził patrząc się na miasto.
- No... - potwierdziłam. Prawie każdy budynek był oświetlony przez co tworzyły cudowny krajobraz.
- Choć, zatańczymy - powiedział biorąc mnie za ręce. Przez chwilę się sprzeciwiałam, ale później już z nim tańczyłam. Nie była to moja mocna strona, więc co chwile się potykałam lecąc na Jacka mając wrażenie, że mu to nie przeszkadzało, bo za każdym razem się uśmiechał. Po jakimś czasie usłyszeliśmy stukot nóg, więc wzięliśmy szampana do rąk, a Jack poprawił barierki. Po chwili na dach wlazła cała nasza ekipa i paręnaście innych osób.
- A tu wyście byli... Wszędzie was szukaliśmy - powiedziała Amy. Chwile jeszcze rozmawialiśmy, ale później zaczęło się odliczanie do północy.
- 3... 2...1!!! SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU - wszyscy wrzasnęli i zaczęli sobie życzyć szczęśliwego nowego roku. Na niebie pojawiły się różne wzory. Całe niebo zapełniło się fajerwerkami. 



!Hola! ?Que tal? XD Zaczęłam się uczyć hiszpańskiego, wiec nie mogłam się powstrzymać ;P A, więc... Rozdział macie dłuższy, bo nie dodawałam tydzień, więc proszę się cieszyć :3 Był by krótszy, ale stwierdziłam, że nie ma sensu dzielić tego na dwie części, więc to połączyłam ;) I +10 punktów dla tych, którzy domyślili się, że Jack da Blue Elsie ^^ A +20 dla tych, którzy domyślili się, że Tim, Amy, bliźniaki Luna i Mike oraz Maks są członkami zespołu Violence :} Doszedł również Kristoff oraz bębenki proszę... BUM! BUM! BUM! HANS!!! Czyli ruda wiewiórka ;) Ogólnie za niedługo odbędzie się bal, więc... Myślcie co może się na nim wydarzyć ^^ A i jeszcze rozdziały. Ogólnie postaram się je dodawać co tydzień, bo jak pewnie wiecie chodzę do klasy z rozszerzonym angielskim i do gimnazjum, więc mam dużo nauki, a w najbliższym czasie zacznę naukę włoskiego, więc... Zobaczymy jak to będzie. To chyba tyle co miałam do powiedzenia...
So... Kocham i pozdrawiam Black Berry :*** 

piątek, 11 września 2015

Rozdział #19 "Po przyjacielsku..."

 Szloch nie mijał. Elsa dalej wypłakiwała się w bluzę Jack'a, jednak mu to nie przeszkadzało. Martwił się o nią, ale szczerze mówiąc nie miał pojęcia dlaczego tak się zaczęła zachowywać. Widział jej sen i go nie rozumiał chyba jak wszyscy. Nie wiadomo kim była w tym śnie. Zastanawiał się nad tym, ale nie długo, bo jak strażnicy powiedzieli, że ten sen się powtórzył, a pierwszy był o wiele wcześniej to od razu poleciał do Elsy żeby mu to wyjaśniła. Nie wiedział jednak w jakim ona jest stanie, więc się na nią zdenerwował, poniosło go. Wiedział, że jeśli dawny on tam był to pewnie gdzieś będzie miał to we wspomnieniach, ale Zębuszka powiedziała, że jeszcze nie teraz. Czuł jednak, że zna tą dziewczynę, a raczej znał, bo pewnie już nie żyje. 
 Popatrzył się na niebieskooką i zrobiło mu się jej żal. Powoli wykańczała się psychicznie i nie wiedział jak jej pomóc. Mógłby się patrzyć na nią cały czas. Cały czas próbować pocieszać i widzieć na jej twarzy uśmiech. Po chwili podniosła na niego wzrok zapłakanymi oczami.
- Jack... - szepnęła pociągając co jakiś czas nosem. 
- Tak?
- Bo... Ja mam wrażenie, że kiedyś byłam szczęśliwa... Tylko, że nie pamiętam kiedy- powiedziała. To zdanie było mu tak znane, dziwiło go jednak, że to ona je powiedziała. 
- W jakim sensie"masz wrażenie"? - zapytał zaciekawiony.
- Chodzi o to, że ostatnio mam takie nie miłe wrażenie, że mi czegoś brakuje..., ale nie wiem czego, jednak czuję, że ja już kiedyś to miałam... Tylko właśnie nie pamiętam kiedy - wytłumaczyła. 
- Znam ten ból...
- Skąd?
- Heh... Jak wiesz jestem staruszkiem - pierwszy raz tego dnia się uśmiechnęła - , więc... Jak wskrzesił mnie księżyc życie nieśmiertelne wydawało się świetne... Oprócz tego, że byłem samotny - odparł.
- To co... Życie staruszka nie jest wesołe? - zachichotała. Tego właśnie chciał. Żeby się uśmiechnęła.
- Jest... A szczególnie jak się ma wspaniałych przyjaciół - powiedział ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. 
- No ja wiem, że jestem wspaniałą przyjaciółką - odparła.
-A ja? Jestem super, przystojnym, zabawnym przyjacielem? - zapytał udając zakochanego w sobie.
- Jesteś tylko bardzo skromnym bałwanem - uśmiechnęła się triumfatorsko i zmierzwiła mu włosy.
- Co powiedziałaś? - powiedział udając przejęcie przysuwając ją bardziej do siebie.
- Że jesteś skromnym bałwanem - powiedziała rumieniąc się i chichocząc. Przysunął się do niej tak, że dotykali się nosami i uniósł jedną brew do góry.
- Oj, nie ładnie tak mówić o innych - stwierdził - Będzie kara...
- Jaka kara? - zapytała, ale nie usłyszała odpowiedzi, bo jedynym dźwiękiem, który wydobył się z niej po tym był śmiech. Jack zaczął ją łaskotać po brzuchu, a ona kuliła się ze śmiechu przy czym chłopak też musiał ja przytrzymywać. Sam się przy tym też śmiał. Cieszył się, że udało mu się ją rozśmieszyć, przynajmniej na chwile odciągnąć ją od głupich myśli. W pewnym momencie Elsa skuliła się ze śmiechu tak, że Jack musiał podtrzymać cofając jedną nogę do tyłu. Niestety [ Albo stety :} dop. aut.] potknął się o jakiś przedmiot i upadli na podłogę w, najpierw białowłosy, a później blondynka. Ale i tak dalej się śmiali. 
- Nic ci nie jest? - zapytała zarumieniona niebieskooka. 
- Nie... Jesteś dosyć lekka - stwierdził dalej się uśmiechając. 
 Nagle usłyszeli otwieranie drzwi w, których stanęła sprzątaczka. Miała zdziwioną minę... w końcu dwójka nastolatków leżała na sobie na podłodze. [ XD A może to w tych czasach normalne? dop. aut.] Cali czerwoni spojrzeli po sobie, a potem na sprzątaczkę i pośpiesznie wstali.
- Eee... No, bo ja chciałam powiedzieć, że już skończyłam, ale chyba przeszkadzam, więc... - powiedziała trochę speszona.
- Nie, nie! Nie przeszkadza pani! Jak pani chcę to można już iść - zaprzeczyła zawstydzona. 
- Dobrze... To do widzenia! - powiedziała i wyszła.
- Miłego dnia! - odparła za nim kobieta zamknęła drzwi. 


***

 Za niedługo miały być święta. NO I JAK ZWYKLE WSZĘDZIE GDZIE TYLKO SIĘ POPATRZYŁO BYŁY REKLAMY DOBITNIE O TYM PRZYPOMINAJĄC. Else zawsze to denerwowało, chyba tylko jacyś niedorozwinięci nie widzieli, że zbliżają się święta. A reklamy były wyjątkowo głupie... No dobra, ale reklamy są nie ważne. Ważny jest wystrój i atmosfera. Jednym z podpunktów tego jest choinka. Jak zawsze siostry Snow chciały kupić świąteczne drzewko i zawsze był z tym taki sam problem. JAK TO WNIEŚĆ DO DOMU?! Zawsze gdy dostarczali im zamówioną choinkę pod dom męczyły się z wniesieniem tego. Z babcią też się męczyły, bo oczywiście starsza kobieta nie wniosła by drzewa do domu. Dzień przed szóstym grudnia były w takiej samej sytuacji. Stały przed domem i patrzyły zamyślone na świąteczne drzewko. Nagle Ania wyskoczyła przed siostrę.
- Słuchaj! W tym roku jesteśmy starsze i silniejsze - powiedziała ruda, ale niebieskooka miała jak bardzo znaną minę "Serio?" - Więc... Uda nam się wnieść to drzewo do środka bez żadnego problemu - stwierdziła.
- Naprawdę w to wierzysz? - odparła blondynka.
- TAK! Idziemy! - rozkazała Anka i poszła w stronę drzewa. Elsa wzruszyła ramionami i poszła za siostrą. Stanęły po dwóch różnych stronach i przygotowały się do podniesienia tego czegoś.
- Gotowa?
- Gotowa.
- Na trzy - powiedziała ruda - Raz, dwa... trzy!
Podniosły. Nie było w sumie tak źle, jedynym minusem, że przez dziurawą siatkę wbijały się im igły w ręce. 
- Ej! Nie jest tak źle.
- Tia... Powiedz mi to jak będziemy wkładały to cholerstwo do tego głupiego stojaka - powiedziała niebieskooka. Anna wzruszyła ramionami i ruszyły w stronę drzwi. Elsa miała rację... Wszystko było dobrze dopóki nie doszły do stojaka. Próbowały włożyć do niego choinkę, a raczej ją w nim postawić, ale bez skutku. Gdy podtrzymywały drzewo zadzwonił dzwonek do drzwi. Ruda szybko wyszła spod choinki prawie przygwożdżając niebieskooką. Otworzyła szybko drzwi i ujrzała swoją kuzynkę razem z jej chłopakiem.
- Cześć! - przywitała się kuzynka. 
- Dlaczego masz igły we włosach? - zapytał zdziwiony Flynn.
- Bo... Próbujemy - nie dokończyła.
- ANKA! - wrzasnęła Elsa - JA TU JESTEM NADZIANA NA TE IGŁY, A TY SE ROZMAWIASZ?!
- Możemy wejść? - zapytała złotowłosa.
- Chętnie - odpowiedziała ruda. Rzeczywiście, gdy weszli do salonu Elsa prawie leżała pod choinką. Julek od razu pobiegł z pomocą jak na faceta przystało i pomógł postawić choinkę na stojaku. 
- Jakie to cholerstwo jest ciężkie! Matko święta - powiedziała otrzepując się z igieł. 
- Ja cię zajmę umocowaniem tej choinki, a w pójdźcie po te pierdoły - powiedział brunet majstrując przy drzewku. Ania z Punzie poszły po bombki i łańcuchy, a Elsa zrobiła gorącą czekoladę. Położyła ją na stoliku i dołączyła się do strojenia choinki. Wszyscy byli zadowoleni z końcowego efektu. 
- Ładne to drzewko - stwierdziła uśmiechnięta złotowłosa.
- A tak w ogóle to w jakiejś konkretnej sprawie przyjechaliście czy tak po prostu? - zapytała niebieskooka upijając łyk raju.
- I to i to. Ogólnie chodzi o to, że chcielibyśmy was zaprosić 26 grudnia na takie przyjęcie z okazji świąt. Będą wszyscy nasi przyjaciele, no takie przyjacielskie przyjecie, wiecie o co chodzi - powiedziała kuzynka.
- Chętnie - odpowiedziały uśmiechnięte. Gadali jeszcze parę godzin, ale w końcu para wyszła. Siostry same jeszcze chwilę pogadały, ale Ania też poszła do swojego pokoju zostawiając Else samą. Niebieskooka stwierdziła, że nie będzie spała w salonie, więc sama też udała się do swojego pokoju. Usadowiła się w swoim ulubionym miejscu czyli na balkonie i patrzyła się w niebo. Myślami była gdzieś daleko, więc nie zwracała uwagi na to co się dzieje dookoła.
Nagle poczuła na ręce coś mokrego, ale gdy się na nią spojrzała już tego nie było. Coś białego śmignęło jej przed oczami po czym się uśmiechnęła. Jack wreszcie się wziął do roboty. Z nieba zaczął padać śnieg coraz większymi płatami śniegu. Patrzyła się w niebo wypatrując ciemnego punktu i wreszcie go znalazła. Zatrzymał się na chwilę, a później zniknął. Nagle zauważyła, że w jej stronę leci dosyć duża śnieżynka, która rozprysnęła się jej na twarzy. Zachichotała i weszła do środka. 
 Następnego dnia Elsa ubrała czerwony sweter z jakimś bałwanem i świąteczna czapkę. Zeszła wesoła na śniadanie i ujrzała naleśniki w kształcie choinek. Uśmiechnęła się i usiadła przy stole. Rozmawiała wesoło z Angelicą, a potem doszły Ania. Siostry postanowiły, że to jest idealny moment i przyniosły kobiecie prezent mikołajkowy przez co szczęśliwa wyszła z domu dziewczyn. 
- Ja pierwsza - krzyknęła Ania biegnąc pod kominek. Wróciła z jakąś paczką.
- Proszę - powiedziała dając paczkę siostrze. Gdy ją otworzyła ukazał się czarny kubek ze śnieżynkami na dole i napisem "Wiesz co?".
- To jeszcze nie koniec - powiedziała ruda biorąc kubek od siostry i nalała do niego wrzątku. Pojawiły się na nim dwa zdjęcia dziewczyn; jedno z dzieciństwa i jedno zrobione niedawno.
- Ooo... Dziękuje - podziękowała wesoła niebieskooka - Ja mam dla ciebie to  - oznajmiła wyciągając ramkę na zdjęcie.
- Dziękuje! Wiedziałaś o czy marzę - krzyknęła Anka i uściskała siostrę. Po jakimś czasie Ania wyszła. Elsa leżała spokojnie na kanapie w salonie gdy nagle usłyszała pukanie w okno od strony ogródka. Podniosła się z kanapy i podeszła do okna. Oczywiście, ze kto inny by tam stał jak nie Jack w świątecznej czapeczce. Otworzyła mu szklane drzwi i pozwoliła wejść.
- Czy ty chociaż raz możesz wejść normalnie? - zapytała stając przed nim.
- Nie - odparł uśmiechnięty. Nagle zrobił zdziwioną minę i sięgnął ręką do włosów blondynki. Ona też zrobiła zdziwioną minę.
- Hmm... Znalazłem igłę w stogu siana - odparł pokazując igłę z choinki.
- Jak? 
- Nie ważne... Wesołych świąt! - krzyknął i szeroko się uśmiechnął.
- Nawzajem - odwzajemniła uśmiech.
- To ja pierwszy, proszę - powiedział dając jej jakąś kartkę.
Zaniemówiła. Było to jej rodzinne zdjęcie. 
- Skąd je masz? - zapytała zszokowana. Było to chyba jedyne zdjęcie gdzie byli wszyscy razem, uśmiechnięci.
- Szczerze... Zaiwaniłem z gabinetu twojego ojca - przyznał się mierzwiąc włosy.
- Dziękuje - powiedziała naprawdę szczęśliwa - Oj! Tylko, że ja w sumie to narysowałam tylko rysunek i...
- Pokaż - zachęcił. Wyciągnęła zza pleców kartkę i pokazał rysunek.
- Heh... Super - powiedział ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Jednak niebieskooka dalej czuła, że dała bardzo mało, więc wymyśliła coś jeszcze.
- W sumie... To jeszcze coś - odparła. Podeszła do niego i dała mu całusa na co on zrobił się czerwony po uszy (już nie mówiąc o Elsie).
- Tak po przyjacielsku...
(Rysunek Elsy)






Specjalny dedyk dla osób, które chciały całusa, więc proszę macie całusa po przyjacielsku :* No i parę informacji ^^:
Uwaga! Dnia 08.09.15 stało się coś co sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech...
10 000 WYŚWIETLEŃ!!!
Nawet nie wiecie jak się cieszę! Dziękuję wszystkim, którzy mnie czytają i w ogóle bardzo dziękuje, jesteście wspaniali <3
Nie chciałam robić osobnego posta, bo sama nie miałam pomysłu na jakiś special, ale nie zostawię was z pustymi rękami, więc podam wam parę filmików na temat Jacka i Elsy tylko, że nie koniecznie razem, ale i tak je naprawdę polecam ^^

To już video o Elsie, ale mnie tak rozwaliło, że postanowiłam wam je polecić ;) Taka bitwa księżniczek... LINK


Ten filmik może nie zwiększył miłości do Jelsy, ale kompletnie mnie rozpieprzył XD Naprawdę polecam ^^ Ja się uśmiałam, ale ja mam dziwne poczucie humoru, więc... LINK

I teraz filmik, a raczej piosenka w, której się zakochałam <3 Naprawdę kocham tę piosenkę i ona mi daję takiego power'a, że... (nawet nie wiem dlaczego) po prostu posłuchajcie LINK

I jeszcze chciałam powiedzieć, że na stronie "Bohaterowie" dodałam opisy do postaci i z jakich filmów pochodzą, więc kto ciekawy może zobaczyć :3
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 6 września 2015

Rozdział #18 "Złe myśli"

 Odruchowo zasłoniła oczy by nie oślepnąć. Zgięła się w pół i nie równo oddychała. Nie do końca rozumiała co się właśnie stało. Nie była nawet pewna czy się skończyło. Odsłoniła twarz by cokolwiek zobaczyć, ale było to w tej chwili mało możliwe, ponieważ miała mroczki przed oczami, a wzrok nie chciał się wyostrzyć. Ręce jej się strasznie trzęsły i nie mogła nad tym zapanować. Położyła ręce i wyczuła miękką pościel. Opadła na poduszkę myśląc o wszystkim i o niczym. Nie mogła się skupić. Po chwili wzrok się jej wyostrzył i mogła widzieć. Powoli zaczęła wstawać i przeszła od razu do łazienki. Zaczęła przemywać twarz wodą, a gdy skończyła oparła ręce o brzeg umywalki. Znowu zaczęła ciężko oddychać i spróbowała zrozumieć co się stało. Nie mogła pojąć tego snu. Wiedziała, że to jest wspomnienie, ale nie wiedziała co to ma wspólnego. Nie miała ani blond włosów, ani swojej mocy. Na dodatek nie znała Jack'a..., a raczej Jackson'a? Nic nie rozumiała. Na wszelki wypadek spojrzała jeszcze w lustro, ale ujrzała tylko małą, bezbronną blondynkę o dużych przerażonych oczach. Tak właśnie siebie widziała i tak się czuła. Nie wiedziała też dlaczego ona. Dlaczego ona ma moc i dlaczego na nią natrafił. Zaczęła myśleć co by było gdyby nie miała mocy. Najprawdopodobniej rządziła by już Norwegią albo by była do tego przygotowywana. Ale nie poznała by wtedy Jack'a. A co jeśli Jack jej nawet nie lubi tylko po prostu zajmuje się nią, bo musi? Bo jest ważna dla strażników, a Mrok na dodatek chce ją dostać... Może Jack ma jej dość, bo musi ją ciągle niańczyć i uczyć panować nad mocą? Gdy pomyślała o tym, że może on jej tak na prawdę nie lubić i ma z nim znajomość tylko, dlatego, że musi się nią zajmować poczuła jak coś ją ukuło w sercu. Nigdy nie chciała żeby ktoś musiał nią się w taki sposób zajmować. Do oczu napłynęły jej łzy. Miała wrażenie, że dla wszystkich było by lepiej gdyby nie żyła. Gdyby jej nie było wszyscy mieli by spokój. Po chwili zrozumiała o czym myślała. O samobójstwie. Odsunęła się od umywalki i otrząsnęła się z tych głupich myśli. Dlaczego w ogóle o tym pomyślała? Przez głupi sen? Dlaczego on na nią tak wpłynął? Była to grubsza sprawa... A jeśli ktoś go zobaczy? Nie wiedziała dlaczego, ale miała wrażenie, że nikt nie może się dowiedzieć. 

***

 Gdy poszła do szkoły miała już mniej więcej plan jak porozmawiać o tym z Jackiem. Wiedziała już, że będzie wiedział, bo ma kontakt ze strażnikami w końcu sam nim jest i widział pewnie już ten sen. Stanęła przed klasą i postawiła przy niej plecak. Oparła się plecami o ścianę i czekała. Patrzyła się w jeden punkt na ścianie i znowu zaczęła myśleć o tym śnie. Czy była dziewczyną, która wtedy podbiegła do miejsca śmierci Jack'a? Czuła się osłabiona, nic nie warta i bezbronna. Dlaczego? Nie wiedziała i czuła, że nikt tego jej nie wytłumaczy. 
 Nagle poczuła jak ktoś ją tyka w ramię. Białowłosy patrzył się na nią zmartwiony i zaciekawiony. Potrząsnęła głową i spojrzała na niego wyczekująco.
- Znowu masz syndrom zamyślenia? - zapytał się uśmiechając, ale dalej zaniepokojony. Zachichotała.
- Nie - popatrzył się na nią w stylu "serio?" - No może... Tak.
- A o czym tym razem myślisz, hmm? - zapytał. To ją zdziwiło. Powinien wiedzieć o śnie, a może nie chce na razie mówić przy tak dużym tłumie.
- Nie ważne... - odpowiedziała starając się nie zdradzać o czym myślała. 
- A tak w ogóle to przyniosłem ci ten łapacz snów - powiedział nagle. Zrobiła duże oczy - Jaki łapacz snów?
- No wiesz ten strażników. Tydzień temu powiedziałaś, że coś ci od niego odpadło i trzeba to naprawić - wytłumaczył. Kompletnie o tym zapomniała! Czyli nikt nie wiedział o śnie.
 Drżącymi rękami wzięła przedmiot i schowała go do plecaka.
- Dzięki - podziękowała.
- Wszystko w porządku? Denerwujesz się - stwierdził.
- Co? Nie... - próbowała zbić go z tropu. Chyba w to nie uwierzył, ale dał jej spokój. 
 Lekcje minęły spokojnie, a niebieskooki już się o nic nie pytał. Na przerwie obiadowej poszła na boisko i usiadła pod drzewem. Nie miała ochoty na obiad, a na chwilę ciszy. Na boisku w sumie nikogo nie było, bo był w końcu listopad, więc było dosyć zimno. Plecak położyła obok siebie i wyciągnęła z niego słuchawki. Podłączyła je do MP3. Oparła głowę o pień i próbowała się zrelaksować. Natłok informacji ją przytłoczył, a na dodatek jeszcze te wszystkie testy i kartkówki.Tylko w taki sposób mogła się odprężyć. Przeczesywała trawę rękami, ale co chwile i tak wyczuwała liście, które spadły. Po chwili poczuła kogoś wzrok na sobie. Otworzyła oczy i zobaczyła, że nad nią stoi blondynka, która się jej przygląda rozmarzonym wzrokiem. Wyłączyła muzykę, wyjęła słuchawki z uszu i wstała biorąc plecak na plecy. 
- Coś się stało? - zapytała niepewnie. Stała przed nią niska dziewczyna o gęstych blond włosach, niebieskich oczach i kremową karnacją. Na sobie miała szarą koszulkę z jakimś dziwnym nadrukiem kota, który miał ogromy uśmiech, niebieską pod kolor oczu kota (nadruku) rozkloszowaną spódnice, czarno-białe rajtuzy w paski, czarne glany i skórzaną kurtkę. We włosach miała czarną przepaskę. 
- Nie widziałaś może białego królika w kamizelce? - zapytała spokojnie. Elsa zrobiła duże oczy ze zdziwienia. Królika? [ Wiecie już może kto to jest ;) dop. aut.] 
- Yhm... Królika... - potwierdziła rozmarzona. 
- Eee... Sorry, nie widziałam żadnego królika. W ogóle po co ci królik? 
- Zaprowadzi mnie do dziury - odpowiedziała spokojnie. Zrobiła jeszcze większe oczy nie rozumiejąc do końca dziewczyny.
- Do dziury? Po co biały króli w kamizelce ma cię zaprowadzić do dziury? - spytała lekko skołowana.
- No, bo ja sama nie wiem gdzie to jest...
- A co ci niby da dojście do dziury? - zapytała zirytowana.
- Dostanę się do Krainy Czarów - odpowiedziała spokojnie. 
- Eee... Aaa... Co? - zapytała już kompletnie skołowana. 
- No do Krainy Czarów. Masz chyba zbyt małą wyobraźnie żeby tam się dostać...
- Acha... No dobra... - ziewnęła. Dziwna była ta dziewczyna.
- Miałaś zły sen? - zapytała nagle. Ta dziewczyna ją tak zaskakiwała, że po prostu już nie wiedziała co myśleć.
- Tak... Ale skąd ty o tym wiesz?
- Znam się na snach. Sama miałam wiele, które były wspomnieniami. Nawiedzały mnie każdej nocy aż w końcu odkryłam skąd mam te wspomnienia... - opowiedziała.
- Eee... Ale skąd ty..., że to... wspomnienie? 
- Jak mówiłam znam się na snach. Czasami gdy budzę się ze snu, a on się nie skończył to zasypiam jeszcze raz by zobaczyć jego końcówkę - rzekła. 
- To chyba tak nie działa... - stwierdziła Elsa.
- Działa... Ale pamiętaj, że jeśli nie wiesz czy sen jest wspomnieniem, snem czy dzieje się naprawdę to tak: ze wspomnieniem nie możesz nic zrobić będzie się przewijało jak film, sen możesz kontrolować, tworzyć rzeczy niemożliwe, ale jak umrzesz to się budzisz, a jak czujesz rany i nawet uszczypnięcie nie pomaga to nie próbuj umrzeć tylko dojdź do wyjścia - poradziła blondynka - A teraz przepraszam, bo zauważyłam mojego przyjaciela królika, więc do zobaczenie - pożegnała się i pobiegła w las. Niebieskooka stała dalej w tym samym miejscu i patrzyła z ogłupieniem. "Ta dziewczyna była dziwna, ale czasami sensownie gadała... TYLKO O CO CHODZI Z TYM KRÓLIKIEM?!" pomyślała dziewczyna. 


***

 Dwa tygodnie nic nie mówiła śnie. Naprawdę nie wiedziała dlaczego jej sumienie mówiło żeby o nim nie mówić. Do pewnego dnia... kiedy to sen się powtórzył i zapominając o łapaczu snów stwierdziła, że sen nie ma takiego zakończenia i spróbowała rady dziewczyny i zasnęła jeszcze raz...
 Obudziłam się jak zwykle o tej samej godzinie. Zrobiłam to co zwykle wyślizgnęłam się z pałacu i udałam się w stronę targu. Cieszyłam się, że mogę komuś pomóc i na dodatek zobaczyć jego szczęście. Było to najcudowniejsze uczucie. Ale ostatnio miałam wrażenie, że mi czegoś brakuje,  jakiegoś innego uczucia, ale nie wiedziałam jakiego. 
 Nawet nie zauważyłam gdy dotarłam do targu. Jak zwykle wszyscy mnie witali, a ja ich. Poszłam kupić jabłka i jak zwykle dziesięć znajdowało już się w moim koszyku. Nagle zauważył nowe stoisko, które było zrobione chyba z jakiejś okazji. Powoli do niego podeszłam i spojrzałam na drobiazgi. Były tu pierścienie, bransoletki, broszki i naszyjniki. 
- W czymś pomóc? - odezwała się starsza kobieta za stoiskiem.
- Nie, ja tylko oglądam - odpowiedziałam z uśmiechem. Kobieta odwzajemniła uśmiech i poszła w drugą stronę. Zaczęłam przeglądać wszystkie dekoracje. Popatrzyłam się na naszyjniki, które były zawieszone na belce. Tylko jeden przykuł moją uwagę. Był to niebieski kamień emanujący jakąś dziwną energię zawieszony na brązowym sznurku. Był piękny. I zapewne drogi... Ale naprawdę cudowny. Zauroczona kamieniem podeszłam do niego, chciałam go dotknąć i przymierzyć, ale w tym samym momencie poczułam kogoś rękę, która też chciała dotknąć kamienia...
Obudziła się znowu. Z jednej strony była skołowana, a z drugiej wkurzona. Ktoś ją robił w konia, bo znowu sen się nie skończył. Ale wiedziała coś już mniej więcej o kamieniu. Miała go dziewczyna sprzed 300 lat... Co to znaczyło?
 Parę godzin później usłyszała pukanie do swoich drzwi. Była w sumie sama w domu, więc pomyślała, że to Ania, ale gdy otworzyła drzwi zobaczyła Jack'a. Jego widok ją trochę zdziwił, ale za jego plecami stała sprzątaczka.
- Kolega mówił, że do pani, więc go wpuściłam... To dobrze?
- Tak... - odpowiedziała. Sprzątaczka się uśmiechnęła i poszła sprzątać dalej. Jack patrzył się na nią lekko obojętnym wzrokiem.
- Cześć... - przywitała się zdziwiona - Wejdź...
Wszedł i podszedł do okna. Patrzył się na widok za nim.
- Coś się stało?... - zapytała zaniepokojona.
Westchnął - Dlaczego nie powiedziałaś o tym śnie?
- Co? - popatrzyła na niego skołowana.
- Wiesz o co mi chodzi... O ten sen, wspomnienie... Dlaczego nie powiedziałaś mi o nim dwa tygodnie temu? - zdenerwował się.
- Ja... - nie wiedziała jak się wytłumaczyć - Bałam się i...
- I co?! Znowu mi nie ufasz? Przecież ci mówiłem, że nie ma się czego bać... Dlatego zamontowaliśmy ci ten łapacz snów żebyś nie musiała ich opowiadać, ale jak go nie miałaś i ci się coś śniło to powinnaś nam powiedzieć!
Patrzyła się na niego zszokowana. Jeszcze się tak na nią nigdy nie zdenerwował.
- My ci próbujemy pomóc... Ale żeby ci pomóc ty też musisz współpracować - powiedział.
- Próbujecie mi pomóc czy po prostu chronicie mnie żeby nie stracić kamienia?! - nagle krzyknęła. Popatrzył się na nią zszokowany.
- Co?... 
- Dobrze wiem, że ten kamień jest wam potrzebny, a gdy ja go noszę nie możecie go mieć... Szczerze mówiąc to mogę go zdjąć i wszystko będzie tak jak dawniej - powiedziała i sięgnęła ręką do naszyjnika.
- Nie zdejmuj! - wrzasnął Jack i podbiegł do niej szybko łapiąc za obie ręce. Popatrzyła się na niego ze łzami w oczach.
- Dlaczego?... - szepnęła. Spojrzała mu w oczy i zobaczyła w nich strach.
- Jak go zdejmiesz to po części uwolnisz Mroka, a jak go uwolnisz to wykończy cię psychicznie... - wytłumaczył. Nic nie odpowiedziała.
- Elsa, co się dzieje? Jesteś ostatnia jakaś inna i... martwię się o ciebie.
Nie wytrzymując łzy popłynęły strumieniami, a ona oparła głowę o jego tors.
- Przepraszam... Ja, ja... nie wiem co się dzieje - powiedziała wypłakując się w jego bluzę. Poczuła jak jedną rękę kładzie na jej talli, a drugą klepie delikatnie po plecach. 
- Spokojnie, ciii... - uspokajał ją. 
- Ja... Po prostu nie rozumiem. Nie rozumiem co się dzieje i dlaczego ja... - próbowała się wysłowić.
- Wiem... Rozumiem cię. Ja też przez 300 lat nie rozumiałem dlaczego jestem Jackiem Frostem, ale w końcu się dowiedziałem i ty też na pewno się dowiesz, jestem tego pewien - powiedział.



Witam wszystkich bardzo serdecznie ^^ Mam wrażenie, że rozdział mi trochę nie wyszedł, bo jest bez składu i sensu i nie do końca nawet wiem jak wytłumaczyć zachowanie Elsy... No ale tak wyszło! Trochę jest też chaotyczny, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Mam nadzieję jednak, że potraktujecie to z przymrużeniem oka i będzie czekać na następny ;3 Nie wiem co jeszcze napisać, więc...
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

środa, 2 września 2015

1 września, 2 września... Czyli idziemy do więzienia... HOLIDAYS OVER ;-; BACK TO SCHOOL!

 No jak wszyscy to ja też XD Szkoła..
Społeczny
Zakład
Karny
Ogólno
Łączący
Analf
abetów
Czyli inaczej - WIĘZIENIE!
Czy tylko ja czuje, że dalej są wakacje?! No dobra, ale ja przecież nie piszę tego żeby was jeszcze bardziej zasmucić tylko żeby w jakimś stopniu poprawić wam humor!
Well... SMILE!


No... Nie za bardzo... Spróbuj jeszcze raz!





Coraz lepiej, coraz lepiej...













No już prawie...






PERFECT <3



CZYLI PAMIĘTAJ!



Well...





A i jeszcze obejrzyjcie sobie to!


I OBIECANA CZEKOLADA DLA WSZYSTKICH!!!

Nie wiem jak wy, ale ja poznałam superowych ludzi w nowej szkole, a nauczyciele też są super. Mam nadzieje, że wy też macie prawo się uśmiechnąć i poznaliście nowych ludzi albo wróciliście do swoich przyjaciół ^^





I nie śmiej się z moich prób pocieszenia!
... Albo jednak się śmiej ;D

Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

wtorek, 1 września 2015

Rozdział #17 "Wspomnienie"


Promienie słońca dostały się do mojego pokoju przez grube zasłony na oknach. Pogoda była piękna, a słońce mocno świeciło. Ptaki śpiewały poranne melodie po swojemu. Otworzyłam jedno oko i oceniłam godzinę, a raczej po prostu spojrzałam na zegar. Była siódma trzydzieści. Powoli wstałam i przeciągnęłam się ziewając. Podeszłam do okna i odsunęłam zasłony tak aby całe światło słoneczne oświetliło mój pokój. Ciepło otuliło moja ciało. Pogoda była piękna idealna na "spacer". Królewna może przecież spacerować...?
Poszłam do mojej małej łaźni [w moim opowiadaniu kąpali się w średniowieczu ;) dop. aut.] i oblałam się wodą. Lubiłam się bawić moimi włosami, gdy były mokre. Przyklejały się do wszystkiego czego dotknęły i chlapały na wszystkie strony. Wytarłam się jakąś szmatką (chociaż po chwili znowu byłam mokra przez włosy) i wyszłam z łazienki. Założyłam bieliznę i popatrzyłam się do środka mojej garderoby. Była podzielona na dwie części; suknie, które lubię i, których nie lubię. Służące zawsze na jakieś przyjęcia kazały mi zakładać gorsety, a później mnie w nim dusiły. Za to w drugiej połowie szafy były sukienki uszyte specjalnie dla mnie przez moją kochaną krawcową. Były do kolan i lekkie bez żadnych gorsetów. No i oczywiście wszystkie suknie były ze wzorami arendellskimi. Postanowiłam założyć moją ulubioną turkusową sukienkę. Była do kolan, miała dwa ramiączka na, których bokach były dwa złote paski, takie same złote paski były też na dekolcie, talli i na samym dole sukienki. Na piersiach były duże wyszyte wzory arendellskie w odcieniach ciemnego turkusu i fioletu. Okręciłam się, a ubranie pięknie zafalowało, mniej więcej jak morze za oknem. Zachichotałam jak małe dziecko, którym w sumie jeszcze byłam i ubrałam pantofle w tych samych kolorach. Splotłam moje brązowe kłaki w luźnego koka, kosmyki jak zwykle opadały mi na twarz. Już chciałam się wyślizgnąć z klatki czyli mojego pokoju, ale zapomniałam o najważniejszej rzeczy. Podeszłam do łóżka, położyłam się na ziemi i przeturlałam się pod nie. Wzięłam mój ukochany płaszcz ze zniszczonego już materiału (w sumie mało różnił się od worka na kartofle) i wypełzłam spod łóżka i założyłam na siebie ten kochany worek kartofli. Pod kołdrę włożyłam jeszcze parę poduszek, aby wyglądało to tak jakbym tam dalej spała. Delikatnie uchyliłam drzwi żeby zobaczyć czy ktoś się nie szwenda po korytarzu, ale na szczęście nikogo nie było. Sprawdziłam jeszcze czy mam wszystkie rzeczy. Ubranie, na ubraniu płaszcz, a w płaszczu sakiewka z pieniędzmi. Powoli wyszłam na korytarz i zamknęłam drzwi. W pałacu było tak cicho, że wydawało by się, że wszyscy spali. Na palcach w szybkim tępię przeszłam przez korytarz dostając się do schodów, a ze schodów na drugi korytarz itd. aż nie dotarłam do wrót. Szybko przez nie przeszłam i znalazłam się na dziedzińcu. Podeszłam do jednej z fontann i weszłam na jej murek. Przeszłam na nim do około fontanny i zeskoczyłam z niej biegnąc do drugich wrót. Na noc były zamykane, ale za dnia były otwarte. Jak się okazało był potrzebny klucz, ale ja już znałam trik, aby przez nie przejść. Podeszłam do ogromnego wazonu od prawej strony bramy i przesunęłam go. Pod nim znajdowała się zawsze otwarta klapa (w sensie nie na klucz). Otworzyłam ją i weszłam na schodki zamykając ją ponownie. Mogłoby się wydawać, że jest to po prostu jakiś schowek bez światła, ale jak się przekręciło nie zapaloną pochodnie po lewej stronie wszystkie się nagle zapalały. Poszłam przed siebie i znowu na de mną znalazła się klapa. Otworzyłam ją bez problemu i wyszłam znajdują się obok mostem prowadzącym do pałacu. Nie dało się jednak przejść pod nim nie wchodząc do wody, więc... Z małej wysepki trzeba było wejść bezpośrednio na most. Ale, że ja jestem dosyć pomysłowa obok postawiłam skałę po, której mogłam wejść. Więc zrobiłam to co zwykle czyli wspięłam się na skałę i wlazłam na most. Oczywiście musiałam upaść, więc wstając otrzepując się z popiołu i ziemi na moście. Żwawym krokiem pomaszerowałam do dzielnicy bogatszych. Jak zwykle o tej godzinie nikogo tu nie było, bo "bogaci" są zbyt leniwi żeby wstawać o tej godzinie. Idąc dalej domy wyglądały coraz bardziej biednie, a ludzi na ulicach przybywało. Wreszcie dotarłam do takiej dzielnicy gdzie domy były z drewna, a nie z marmuru czy kamienia. Wydawało by się, że to już koniec i dalej miasto się nie ciągnie, ale jak się skręciło w lewo widziało się dwie latarnie połączone deską z, której zwisała szmata zasłaniająca widok na to co się tam znajdowało. Jednak szmata nie mogła zakryć wszystkiego, a przynajmniej nie odgłosów dochodzących stamtąd. Uśmiechnęłam się na myśl co tam jest. Odsłoniłam zasłonę i moim oczom ukazał się ogromny targ na, którym tętniło życie jak nigdzie indziej w Arendelle. Przeszłam kawałek, a już wszyscy zaczęli mnie witać. Nagle do mnie podbiegł wesoły owczarek niemiecki z wywalonym jęzorem. Oparł dwie łapy na moich kolanach i zaczął patrzeć wyczekująco na mnie swoimi pięknymi oczkami.
- Cześć Max! - przywitałam psa i od razu zaczęłam go głaskać i drapać za uchem.
- Witaj księżniczko - przywitał się chłopczyk na przeciwko mnie.
- Cześć Alex - przywitałam go radośnie - Co u ciebie?
- Świetnie - odpowiedział - Tata znalazł pracę i możemy pozwolić sobie na różne rzeczy - powiedział uradowany.
- A twojej siostrze spodobała się lalka? - zapytałam zaciekawiona.
- Oj nawet nie wiesz jak! Jak ją tylko widzę chodzi z tą lalką w ręku... W sumie większość dziewczynek ma tu twoje lalki - stwierdził.
- A co mam z nimi robić jak się nimi nie bawię? Przecież ich nie wyrzucę! To jest marnotrawstwo, a poza tym uwielbiam patrzeć na uśmiech ludzi, którym pomagam...
- Wszyscy wiedzą jak uwielbiasz pomagać - powiedział biorąc Max'a z moich kolan - Inaczej by cię tu nie było...
- Ale jestem, co nie? - klepnęłam go w ramię - Ale muszę już iść... Pa Alex, pa Max! - pożegnałam się.
- Do zobaczenia! - pożegnał się, a pies szczeknął na pożegnanie. Poszłam dalej, a ludzie wokół mnie biegali szczęśliwi i mnie witali. Uśmiechnęłam się, czułam się tutaj sobą. Zatrzymałam się na chwilę żeby znaleźć w tłumie pewną kobietę. Nagle poczułam jak ktoś ciągnie ją z tyłu za skraj płaszcza. Odwróciłam się i zobaczyłam dwa kochane dzieciaczki.
- Sarah! Tommy! - krzyknęłam i uklękłam na jednym kolanie żeby być ich wzrostu.
- Elsa! - krzyknęły bliźnięta i przytuliły się do mnie.
- Co u was? - zapytałam się. W sumie wszystkich się o to pytałam.
- Super! - zasepleniły dzieciaki - Ale nie możemy długo gadać, no wiesz... mamy misje... - powiedziały szeptem.
- Yhm... - odparłam wiedząc o czym mówią. "Zamach" na sad.
- Masz koszyk - powiedziała Sarah i mi go dała - Pa, pa! I pamiętaj...NIKOMU nie mów - powiedziały dzieciaki puszczając mi oczko. Zaśmiałam się i wstałam.
- To cześć - powiedziałam, a dzieciaki już biegły w stronę sadu. Skierowałam się do stoiska z jabłkami. Popatrzyłam się na owoce. Wszystkie były duże, czerwone i bardzo soczyste.
- Dzień dobry księżniczko - usłyszałam głos staruszki. Popatrzyłam się na nią uśmiechnęłam się.
- Dzień dobry Pani Sybillo - przywitałam się. Uśmiechnęła się na mój widok.
- To co zawsze? - zapytała.
- Poproszę - odpowiedziałam.
- Ale najpierw... to dla ciebie - powiedziała podając mi ogromne jabłko. Przyjęłam.
- Dziękuje - powiedziałam i spróbowałam. Było takie soczyste, połączenie kwaśności i słodkości. Rozkoszowałam się tym smakiem.
- Ale dobre... Jak pani to robi, że one są takie pyszne? - zapytałam się odkładając jabłko do koszyka.
- Tajemnica - powiedziała puszczając mi oczko - Ale koniec o tajemnicach, wybieraj - wskazała na jabłka.
Zaczęłam wybierać, musiały być duże i soczyste. Wszystkie były cudne. Po chwili gdy wybrałam już pięć jabłek usłyszałam śmiech Sybilli. Podniosłam nad nią wzrok.
- Coś się stało? - zapytałam się zdziwiona.
- Nie nic... Śmieję się z Jacksona - powiedziała dalej się uśmiechając.
- Jacksona?...
- Stoi przy serze i ciągle się na ciebie patrzy, a Herman coś do niego gada - powiedziała szeptem i zajęła się jabłkami. Skierowałam wzrok w lewo na stoisko z serem. Przy nim stał wysoki chłopak o brązowych, rozmierzonych włosach, brązowych oczach i typowych dla biedniejszych ludzi ubraniach. Miał minę nawet słodką, patrzył się na mnie trochę zdziwiony i omamiony. Zachichotałam zasłaniając usta ręką, a on tylko spłonął się rumieńcem i odwrócił się w stronę Hermana, ale dalej patrząc na mnie ukradkiem. Znowu zachichotałam i odwróciłam się w stronę Sybilli. Wybrałam dziesiąte jabłko.
- Ile płace? - zapytałam.
- 10 gird* - odpowiedziała staruszka.
- Jak to dziesięć? Miałam jedenaście...
- Ale tego twojego nie liczę, jest dla ciebie w prezencie - odparła.
- O nie... Nie ma mowy, zapłacę jedenaście nawet jak pani tego nie przyjmie - zaprzeczyłam. Pokręciła głową z uśmiechem.
- Cała ty - powiedziała - Nawet jak pierwszy raz cię zobaczyłam od razu zauważyłam w twoich dużych niebieskich oczach chęć pomocy... A teraz chcę ci to jakoś wynagrodzić. Może jabłko za darmo to nie jest jakiś największy prezent w porównaniu co zrobiłaś nam i tym ludziom, ale przynajmniej tak mogę ci się odwdzięczyć - powiedziała. Chwilę się na nią patrzyłam nie mówiąc słowa, ale po chwili westchnęłam.
- No dobrze... A tak w ogóle kto to był?
- Ten chłopak? - kiwnęłam głową - Aaa... To Jackson, Jackson Overland, ale i tak wszyscy mówią na niego Jack...
Nagle czas się zatrzymał, a imię "Jack" rozniosło się echem na całe Arendelle. A później... światło. Światło, które mnie oślepiło...



*Girda - moja złotówka :P





Witamy... nowy rok szkolny... ;-; A JA DALEJ CZUJE, ŻE SĄ WAKACJE!!! 
Społeczny
Zakład
Karno
Opiekuńczy
Łączący
Analfabetów
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i do kolejnego ;) Nie wiem co jeszcze napisać, więc...
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***