poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rozdział #31 "O wszystkim i o niczym"

 Stała w tym miejscu jeszcze chwilę, a potem wybiegła jak najszybciej ze ślepej uliczki. Biegiem puściła się do domu nie patrząc nawet do końca, w którą stronę biegnie. Gdy dotarła już do domu otwarła drzwi po czym szybko je zamknęła. Oparła się o nie i ciężko oddychała. Próbowała jeszcze raz przeanalizować co się stało. Najgorsza była jednak jego prośba. Nikomu o tym nie mówić. Nie potrafiła zadecydować czy rzeczywiście nie powinna tego robić czy powinna. 
 Myślenie przerwała jej Ania.
- Co ty taka zdyszana? - zapytała zaciekawiona. 
- Biegłam - odparła zdejmując kurtkę i buty.
- Dlaczego? - zapytała ponownie.
- Tak po prostu - skłamała powoli udając się na górę.
- Gdzie idziesz? Jest kolacja - powiedziała Ania próbując zatrzymać siostrę.
- Byłam przed chwilę na pizzy z przyjaciółmi. Nie jestem głodna - próbowała unikać patrzenia w oczy siostry.
- Dlaczego mnie tak unikasz? Ostatnio w ogóle ze sobą nie rozmawiamy - stwierdziła.
- Mam po prostu ostatnio trudny okres - powiedziała ostrzej i udała się prędko do swojego pokoju. Pierwsze co zobaczyła to Blue śpiącego na łóżko. Po chwili maluch ziewnął i popatrzył się ospałym wzrokiem na swoją panią. Dziewczyna uśmiechnęła się i podeszła powoli do zwierzaka. Pogłaskała go, a piesek w zamian ją polizał.
- I co ja mam teraz zrobić? - zapytała huskiego - Mówić mu czy nie mówić? Z jednej strony miałam być z nim szczera, ale może to rzeczywiście tylko zawracanie mu głowy? W sumie... Dlaczego ja mu nie chce tego powiedzieć? Jason jest zły, a ja jestem po stronie Jacka, więc teoretycznie powinnam mu powiedzieć. Tak! Powiem mu. Powinnam mu powiedzieć - zadała serię pytań na co Blue tylko szczeknął.
- Jaka szkoda, że nie potrafisz mówić - westchnęła i zabrała się do odrabiania lekcji. 
 Po robieniu wszystkiego położyła się spać. Nie mogła jednak zasnąć. Ciągle myślała o ostatnich zdarzeniach. Po paru godzinach stwierdziła, że raczej nie zaśnie, więc wzięła jakąkolwiek książkę. Gdy była już piąta rano zaczęła się ubierać, a później przeglądała internet. Po parudziesięciu minutach stwierdziła jednak, że dotarła w te chyba najgłupsze i najgorsze zakątki internetu, więc udała się do kuchni aby zrobić sobie kawę. Nie zauważyła jak wybiła już siódma, a wokół niej leży 5 kubków po kawie. Mimo to czuła się jakby nie spała co najmniej tydzień.
 Po zjedzonym później śniadaniu normalnie udała się do szkoły. Przez pierwsze lekcje zachowywała się spokojnie, ale po, którejś poczuła się dosyć dziwnie. Jakby obserwowana. Nagle poczuła jak ją ktoś ciągnie za rękaw bluzki. Gwałtownie odwróciła, lekko przestraszona głowę, ale zobaczyła tylko Jacka.
- Coś się stało? Znowu ci się włączył syndrom zamyślenia? - zapytał zdziwiony. Patrzyła się na niego przez chwilę, ale później się uśmiechnęła.
- Nic mi nie jest. Po prostu nie umiałam zasnąć - odparła zachowując kamienną twarz. Miała ochotę się walnąć w łeb. "Dlaczego tak trudno mi to mu powiedzieć?" - pytała się w myślach.
- Na pewno nic ci nie jest? Wiem, że od czasu do czasu masz takie fazy, ale zwykle chodzi o konkretną rzecz...
- Na pewno - powiedziała z dziwnym akcentem. Z jednej strony powiedziała naciskając na te słowa, a z drugiej strony spokojnie. Popatrzył się na nią dziwnie, ale po chwili wzruszył ramionami.
- A coś nowego u strażników i w ogóle? - zmieniła temat.
- Średnio... Głównie szukają tego źródła Mroka, ja mam obserwować nasze jakże znane trio. No i oczywiście trzeba się dowiedzieć kim jest ten Jason - na dźwięk tego imienia przeszły ją ciarki. Coraz bardziej biła się z myślami czy mu w końcu powiedzieć. W sumie nie dowiedziała się kim tak naprawdę jest to chyba nie ma sensu mu mówić. Zdenerwowała by go, a nie jak najbardziej nie chce.
- A co z moimi wspomnieniami? 
- Nic... Nic się nie zmieniło - przyznał po czym zaczął się dosyć dziwnie zachowywać. Przyjrzała mu się z bliska i podniosła jedną brew do góry.
- Ciebie to chyba też coś trapi? Coś się dzieje?
- Nic, tylko... Ee... Nie nic - odwrócił speszony głowę. Uniosła obie brwi do góry ze zdziwienia.
- Widzę, że cię coś trapi... Wiesz, że mi możesz mówić wszystko - uśmiechnęła się ciepło by dodać mu otuchy.
- Idziesz do mnie jutro na lekcję czy już nie są ci potrzebne? -
Gdy to powiedział automatycznie przypomniały jej się słowa czarnowłosego. Razem z tym cała ta scena. Złapała się za głowę.
- Co się dzieje? - zapytał zaniepokojony.
- Głowa mnie boli - odparła.
- To chyba nie chcesz raczej do mnie przy...
- Nie! Chętnie przyjdę - uśmiechnęła się nerwowo. Chłopak odwzajemnił uśmiechem i razem z niebieskooką poszedł na lekcje. 
 Przez resztę dnia blondynka wmawiała sobie, że powie mu o Jasonie. Po paru dniach stwierdziła, że to wygląda mniej więcej jak próba przejścia na dietę "Jutro zacznę biegać"... Tak... Jasne... Wszyscy wiedzą jak to się kończy. W tym przypadku było dokładnie to samo. I mniej więcej tak do marca. 
 Przyszła do szkoły jak zwykle z takim samym postanowieniem, ale jak zobaczyła wystrój szkoły trochę ją zamurowało. Kwiaty były wszędzie i gazetki wiosenne.
- WIOSNA!!! - podbiegła do niej wesoła Punzie z wielkim wiankiem na głowie.
- Co? - spytała zdezorientowana Elsa, gdy kuzynka zakładała jej niebieski wianek na głowę - Jaka wiosna? Jest dopiero pierwszy marca...
- E tam! Ja już czuję wiosnę! Nie ma już śniegu... I kwiaty już powoli kwitną... I za nie długo jest wycieczka klasowa! - pisnęła uradowana.
- CO?! - teraz to w ogóle była skołowana.
- Trzeba było nie spać na ostatniej wychowawczej... Jedziemy na wycieczkę 10 marca - powiedziała złotowłosa.
- A gdzie niby i na ile? - dopytywała się.
- Główną atrakcją jest wodospad Niagara, a jedziemy tam na 3 dni- wytłumaczyła uśmiechając się szeroko.
- A po cholerę mamy jechać nad Niagarę? - spytała skołowana jeszcze bardziej.
- Nie mam zielonego pojęcia, ale ważne, że jest to podczas lekcji, więc mamy 3 dni wolnego!
- To już bardziej do mnie przemawia... A co z tym testem z chemii?
- Dziewczyno! Mamy tutaj tak superową wycieczkę, a ty o teście?! Powinnaś mieć przerwę - stwierdziła biorąc kuzynkę pod rękę i udając się do sali.





Przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam na niego pomysłu i i tak jestem spóźniona z tym rozdziałem, ale ten no... Następny będzie dłuższy i ciekawszy, a i tak będzie za dwa dni, więc... No nie wiem co pisać. Jeszcze raz przepraszam za długość i jakość rozdziału i obiecuje, że następny będzie lepszy!
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział #30 "Nie masz powodu aby się mnie bać"

 Mimo iż Jack naprawdę nie lubił kiedy organizowało mu się urodziny, a szczególnie przyjęcie niespodziankę to na tych świetnie się bawił. Cieszył się, że ma takich cudownych przyjaciół. Ale zawsze gdy dochodziło do tego tematu w jego myślach kończyło się na tym, że uświadamiał sobie smutną prawdę, a mianowicie, że za parędziesiąt lat oni najprawdopodobniej umrą, a on będzie wiecznie młody. A ostatnio na dodatek uświadamiał sobie, że Elsa nie będzie wyjątkiem. To, że jest wybranką nie robi ją nieśmiertelną. Ona również umrze... jak reszta. 
 Zastanawiał go jeszcze Jason. Kim jest? Skąd on się wziął? Dlaczego go pobił, a Elsie się tylko przyglądał? Oczywiście z tego trzeciego cieszył się bardzo, że nic jej się nie stało, ale to wydawało się podejrzane. Zastanawiał się czy nie jest przez przypadek chłopakiem Madison, która nagle stwierdziła, że jest samotna i chce mieć swojego przydupasa albo coś w tym stylu. Wydawało mu się to najbardziej prawdopodobne.
 Następne dni był spokojne. Mieli parę sprawdzianów i kartkówek, ale wszyscy przeżyli. Mrok też się ujawniał co coraz bardziej dziwiło i Else. Nagle wszystko ucichło i nic się nie dzieje. Miała wrażenie, że to cisza przed burzą i za niedługo może coś się wydarzyć.
 Miała jednak ważniejsze sprawy na głowie czyli walentynki. Sama raczej nie obchodziła tego święta, bo zawsze była myśli, że jakieś upominki i kwiaty można dać zawsze, a nie tylko na specjalną okazję. Dlatego między innymi tak zdenerwowali ją ci mięśniacy szkolni. Bała się trochę, że jak kolejny do niej podejdzie to albo go udusi albo go zamrozi. Dosłownie.  
 Początek tego dnia nie zapowiadał się jakby miało się coś dziać. Niebieskooka jak zwykle wstała rano, ubrała się w nic specjalnego, zjadła śniadanie i udała się do szkoły. Na początku była lekko skołowana, ale później westchnęła zrezygnowana. Na ścianach były powywieszane różne dekoracje w stylu walentynek. Szafki też nie były wyjątkiem. Ci, którzy przykładali się bardziej do tego święta mieli ponaklejane różnokolorowe serduszka. 
 Po paru odruchach wymiotnych dotarła w końcu do klasy. Merida, Luna i Astrid również nie były zachwycone. Również wyglądały jakby miały się porzygać kiedy patrzyły na dekoracje.
- Hej - przywitała się blondynka odkładając plecak.
- Cześć - odpowiedziała Roszpunka, która była chyba jako jedna z niewielu, której podobały się walentynki - Ty też?
- Ale, że co? - udawała jakby nic się nie stało.
- Dołączysz chyba zaraz do nich... Czy tylko ja lubię walentynki? - wzniosła ręce w górę.
- Chyba... Chociaż nie! Madison też lubi - stwierdziła Violence, która aktualnie kończyła zadanie z matematyki.
- Ona się nie liczy - odparła Punzie.
- A ktoś ją w ogóle dzisiaj widział? Nie widziałam jeszcze skupiska tych idiotów - zapytała Amy pomagająca Violi. 
- Nie... - odparła Elsa - A gdzie chłopcy?
- Pewnie szykują te g... Te prezenty dla was - powiedziała ruda powstrzymując się.
- Jak myślicie, Maks odważy się w końcu dać coś Violi? - zaczęła Astrid chytrze się do niej uśmiechając. Fioletowo-włosa przewróciła oczami.
- Nie... Ale przydałoby się - odparła Amy przez co oberwała od dziewczyny - Ał!
- Jak nie chcesz jeszcze raz oberwać to się przymknij! Poza tym to ja tylko czekam aż Tim ci coś da - odgryzła się.
- Po pierwsze nie zmieniaj tematu, a po drugie od kiedy ja z Timem?!
- Och, przestań! Ostatnio coś się między wami dzieje...
- Potwierdzam - odparła cicho Elsa, ale dalej się uśmiechając - Widziałam.
- Tobie to bym się radziła nie odzywać... Wszystkie wiemy co się dzieje pomiędzy tobą, a Jackiem - tym razem wszystkie popatrzyły się na nią.
- Ja nic o tym nie wiem - odparła robiąc głupią minę i zakładając ręce na piersi. 
- Ha. Ha. HA! Bardzo śmieszne... Ja ci mówię, wy będziecie kiedyś razem - stwierdziła Astrid uśmiechając się chytrze.
- A morał z tego taki, że Maks z Violence, Amy z Timem, A Elsa z Jackiem - odparła wesoło, ale naraziła się na mordercze spojrzenia wymienionych - Heh...

*Tym czasem u chłopaków*

- Zamknij ryj! - wydarł się czerwony Maks przez co wszyscy zwijali się ze śmiechu. 
- Lepiej patrz na swój - odparł Mike, który wyglądał jakby miał się zaraz ze śmiechu udusić. Kolejna fala śmiechu.
- Zmieńmy temat, proszę? - błagał zielonooki. 
- Ale czemu? Przecież świetnie się bawimy - stwierdził Jack, który już płakał ze śmiechu.
- No dobrze, koledzy... Zmieńmy temat, bo kolega nam tu zaraz się podjara - najpierw Czkawka mówił spokojnie, ale po ostatnich słowach znowu wybuchnął śmiechem (zresztą jak wszyscy). Maks już chciał im przywalić, ale powstrzymał go dzwonek. Wszyscy udali się do klasy po drodze również się śmiejąc, ale o wiele ciszej. Lekcja minęła wszystkim dosyć szybko. Kolejne podobnie. Zaczęło się dopiero po piątej kiedy była długa przerwa. 
- Dziękuje! Jesteś kochany - pisnęła Punzie wieszając się na szyi Flynna. Podobnie robiła Astrid i wiele innych dziewczyn.
- Czy tylko mi się chce rzygać jak na patrzę? - odparła Merida opierając się o ściane.
- E tam! Zazdrosna jesteś - odparł Mike - Poza tym jak ci nie dobrze to się nie patrz.
- Nie wierzę w to co widzę! - wrzasnęła nagle Viola.
- Co jest? - spytała zainteresowana Elsa.
- Czyżby Madison była smutna? 
- Jakaś nowość... - odparła Luna - Coś jest nie tak...
Rzeczywiście jeśli ktoś się jej bliżej widać było smutek i jakby chciała coś więcej niż te walentynki, które właśnie dostawała. Nie tylko nasza paczka była zaskoczona. Nicky i Jinx, które stały z boku również miały zaskoczone miny. 
- Dobra zmieniając temat. Co wy na to żebyśmy wszyscy po lekcjach poszli na pizze? - zaproponowała Punzie odrywając się od Flynna.
- Spoko - zgodzili się.
Później zadzwonił dzwonek, ale tak jak ustalili po lekcjach mieli zamiar udać się do knajpy. Najpierw jednak Elsa chciała odłożyć, niektóre książki, więc udała się do szafek, a paczka na nią czekała.
 Gdy wyjęła już potrzebne rzeczy i zamknęła szafkę przed nią pojawił się Pitt i reszta jego paczki. 
- Hej mała - przywitał się.
- Hej - odpowiedziała znudzona i gdy chciała już sobie pójść chłopak zasłonił jej przejście ręką.
- Słuchaj wiem, że się krótko znamy, ale poszłabyś ze mną do kina?
- Poprawka. My się nie znamy. I nigdzie z tobą nie pójdę - powiedziała i strąciła jego rękę ze swojej drogi. Gdy odeszła kawałek poczuła jak ją chwyta za nadgarstek.
- Ale niby dlaczego? - uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Po pierwsze już powiedziałam, po drugie wychodzę teraz z moimi przyjaciółmi - odparła próbując wyrwać nadgarstek - A możesz mnie puścić?!
- Nie... Dopóki się nie zgodzisz.
- Puszczaj mnie! - wrzasnęła jeszcze głośniej. On zaczęli się śmiać, a chłopak ścisnął jeszcze mocniej.
- Puść ją - odpowiedział spokojnie Jack.
- A bo co lalusiu? Nic mi nie możesz zrobić - odpowiedział pewnie na co Jack się dziwnie uśmiechnął. Zaczął powoli podchodzić do chłopaka. Gdy już stanął obok rzeczywiście wyglądał jakby nie miał żadnych szans. Był trochę niższy, chudszy i mniej umięśniony. Mimo to był pewny swego. Blondyn nie wytrzymał głupkowatego uśmiechu białowłosego i jego pięść miała już wylądować na twarzy białowłosego, ale on w ostatniej chwili i bez żadnego problemu powstrzymał chłopaka.
- Serdecznie ci radzę już sobie pójść. Nie chce mi się z wami bić - odparł wykręcając delikatnie jego rękę, a później puszczając ją. Naburmuszeni mięśniacy odeszli żwawym krokiem.
- Chodź już - powiedział niebieskooki idąc w stronę wyjścia.
- Nie masz jakoś dzisiaj zbytnio humoru - stwierdziła blondynka.
- Nie lubię po prostu takich mięśniaków - odparł.
 Tak jak ustalili udali się do pizzerii. Jako iż był luty słonce zachodziło dosyć wcześnie, więc za długo tam nie siedzieli. Po paru godzinach blondynka wyszła już z knajpy sama udając się do domu. Potrzebowała chwilę spokoju.
 Idąc w stronę domu i oglądając delikatnie palące się latarnie nagle zauważyła niebieskie światełko. Zaciekawiona podeszła do niego, ale jak tylko próbowała go dotknąć to zniknęło i pojawiło się parę metrów dalej. Zahipnotyzowana niebieską poświatą szła za nią nie patrząc nawet gdzie idzie. Gdy ostatnie światełko zniknęło mało brakowałoby żeby nabiła sobie guza wchodząc w ścianę. Obejrzała się dookoła i zauważyła, że jest w ślepym zaułku. Stwierdziła, że to trochę dziwne, więc postanowiła wrócić. Przeszkodził jej w tym jednak dziwny śmiech. Zdziwiona zatrzymała się na chwilę.
- Halo? Kto tu jest? - pytała wypatrując kogokolwiek z ciemności.
- Ciekawska jesteś - odparł chłopak wychodząc z ciemności. Był to ten sam, którego widziała w łazience. Wystraszona cofnęła się o parę kroków.
- Kim ty jesteś? - mimo iż się domyślała musiała się upewnić.
- Wiesz kim jestem - odparł nadal uśmiechnięty.
- Chce się upewnić - powiedziała coraz bardziej zestresowana. Chłopak pokręcił głową, a po chwili się lekko ukłonił.
- Jason, do usług - uśmiechnął się na tyle szeroko, że widać było jego kiełki. Odsunęła się jeszcze o parę kroków. Interesował ją jeden fakt. Dlaczego jej nie atakował? 
- Czego chcesz ode mnie?
- Czy muszę czegoś chcieć żeby cię spotkać? Może chce cię po prostu poznać? - odparł podchodząc do nie o krok.  
- Czemu chcesz mnie poznać? - zadawała pytanie za pytaniem.
- A czemu ty zadajesz tyle pytań? - zaśmiał się - Interesujesz mnie. Jestem zwykłym chłopakiem i...
- Ty nie jesteś zwykłym chłopakiem. Jesteś wampirem, demonem czy czymś takim. Jesteś razem z Mrokiem i...
- I co? - podszedł do niej jeszcze parę kroków - Dlaczego mówisz o mnie takie brzydkie rzeczy jeśli nawet mnie nie znasz?
- I pobiłeś mojego przyjaciela. Tyle mi wystarczy by stwierdzić, że jesteś potworem - powiedziała na co on się zaśmiał. Cofnęła się jeszcze parę kroków, ale na jej drodze stanęła ściana.
- Chodzi ci o tego Frosta? Wydaję mi się, że nic mu się nie stało... Nie przejmuję się nim zbytnio. Bardziej mnie interesujesz ty - odparł podchodząc na taką odległość, że już zaczęła się bać.
- Odsuń się ode mnie - powiedziała stanowczo wystawiając rękę przed siebie. Chwilę się na nią popatrzył, a potem wybuchnął śmiechem. 
- Nie zrobisz tego - odparł pewnie.
- Skąd wiesz? Nie znasz mnie - pot zaczął spływać po jej czole.
- Ale wiem co nieco o tobie. Na przykład, że boisz się swojej mocy, a lekcje twojego przyjaciela nie dają ci aż tak dużo jak ci się wydaję. Boisz się to zrobić. Pomyśl sobie, że zrobię unik, a ktoś będzie przechodził przez tą uliczkę i zamiast mnie trafisz w przechodnia? - na taką sugestię ręka jej się zatrzęsła, a z nieba zaczął padać śnieg - Poza tym sama dobrze zauważyłaś, że jestem wampirem, a na wampiry nie działa w takim stopniu lód czy chłód, więc się nie wysilaj - odparł szeroko się uśmiechając. Po chwili opuściła zestresowana rękę. Czarnowłosy uśmiechnął się łobuzersko i zaczął podchodzić do blondynki.
- Odsuń się - odpowiedziała jeszcze raz, ale tym razem bardziej rozpaczliwie. Na ścianie za nią zaczął osadzać się szron.
- Nie masz powodu aby się mnie bać. Nic ci nie zrobię - podszedł na odległość kroku.
- Odsuń się! - pisnęła rozpaczliwie próbując go odepchnąć, ale on wziął jej oba nadgarstki i przycisnął do ściany. Poczuła, że jego skóra jest zimna, ale nie tak zimna jak skóra Jacka. To było uczucie zimna bardzo podobnego gdy człowiek jest nieżywy. 
- Puść - pisnęła ponownie, ale on tylko się uśmiechnął i przysunął głowę do jej szyi, a nos wetknął delikatnie we włosy. Przymknęła oczy, z których zaczęły lecieć pojedyncze łzy. Bała się najgorszego.
- Słodko pachniesz - odparł po chwili po czym się zaśmiał. Otworzyła oczy. Zauważyła w jego czerwonych oczach dziwny błysk. 
- Jesteś inna. Inna niż wszyscy... - stwierdził bezpodstawnie. Następnie przeniósł się z szyi do ucha. 
- Przy okazji... Nie wspominaj ani strażnikom, ani twojemu przyjacielowi, że się spotkaliśmy. Nie chcesz ich martwić, co nie? Udawaj, że mnie nigdy nie spotkałaś - szepnął po czym ponownie się zaśmiał.
 Nagle poczuła ulgą na nadgarstkach. Zniknął.



Hejo!!! ^^
Zaczynamy 2-TzJ!!! Jeeej...?No wy się pewnie cieszycie, ze mną trochę gorzej xd Ale dam radę! Wierzę w siebie! A wy we mnie wierzycie? Jeśli dobrze obliczyłam to rozdziały będę się pojawiać regularnie do 31 grudnia czyli do sylwestra... 
I co sądzicie o Jasonie? Wyobrażaliście go sobie inaczej czy... Matko! Co ja mam dzisiaj z tymi pytaniami? XD Nie ważne...
(edit: Przepraszam, ale nie mogę ani pisać ani odpowiadać na komentarze ;-; Jeśli ktoś miał podobny problem może mi powiedzieć co zrobić żebym znowu mogła pisać komentarze? edit: dobra... piszę z telefonu xd)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział #29 "Urodziny Jacka"

 Po lekcjach ekipa zaczęła ustalać plan zrobienia przyjęcia urodzinowego dla Jacka. Postanowili, że zrobią je w jego domu, ale żeby to wyszło ktoś musiał odwrócić na parę godzin jego uwagę. Oczywiście padło na Else. Część osób miało zająć się jedzeniem, druga dekoracjami, a Flynn dostaniem się do środka. Jako jedyny wiedział gdzie Jack ma zapasowe klucze. Trochę to zdziwiło jego przyjaciół, ale w końcu nie opowiedział im jak to się stało. 
 W piątek w końcu Jack pojawił się w szkole, a ekipa mogła wcielić swój plan w życie. Blondynka umówiła się z chłopakiem na spacer. Przy okazji sama chciała porozmawiać z chłopakiem. 

***
Sobota rano 

 Elsa obudziła się w podenerwowanym nastroju. Wszystko mieli zaplanowane, ale dalej miała wrażenie, że coś może nie wyjść.
 Poszła do łazienki wziąć prysznic, umyć zęby i wszystko inne co dziewczyny tam robiły. 
 Gdy skończyła poszła na szybkie śniadanie, następnie ubrała się w byle co i wyszła z Blue na krótki spacer. Patrząc na niego przypominało jej się jak go dostała i jak kiedyś wyglądał. Dużo urósł od tego czasu. 
 Po spacerze zaczęła wybierać ubrania na urodziny. Nie chciała wyglądać zbyt elegancko, bo Jack mógłby zacząć coś podejrzewać (w końcu mieli iść najpierw na spacer), ale z drugiej strony nie chciała wyglądać tak jak gdy chodzi po domu. Zdecydowała, że ubierze się w miarę normalnie. Wybrała białe leginsy, turkusową bluzkę na ramiączkach, a na nią półprzeźroczystą czarną koszulę. Włosy związała w koka, a na rękę założyła parę bransoletek. Oczywiście na szyi nadal miała swój kamień. 
 Po wytłumaczeniu wszystkiego Ani niebieskooka założyła czarne wyższe buty, niebieski płaszcz i wyszła przed dom. Tam czekał na nią Jack.
- Cześć - przywitał się.
- Hej! - uśmiechnęło się ciepło.
- Dlaczego ci tak bardzo zależało na spacerze? - zapytał gdy już ruszyli.
- Nie mogę się od czasu do czasu przejść na spacer z moim przyjacielem? 
- No możesz, ale... - zdziwił się trochę jej zachowaniem.
- No właśnie! Więc nie marudź - zaśmiała się.
- Zaczynam się o ciebie martwić - stwierdził chowając ręce w kieszenie.
- Niby czemu?
- Dziwnie się zachowujesz... Coś się stało? - zapytał niebieskooką.
- Yhm... Dowiedzieliście się czegoś o tym całym Jasonie? - zmieniła temat.
- Nie. Nie mamy zielonego pojęcia kim on może być. Na świecie jest mnóstwo chłopaków o tym imieniu, a na dodatek nie mamy jak go sprawdzić, bo nikt nie wie jak on wygląda - powiedział patrząc się po okolicy. Elsa zauważyła jak chłopak swoją mocą strącił śnieg z gałęzi, który spadł na jakąś dwójkę dzieci. Po chwili zaczęły się w nim bawić. Białowłosy uśmiechnął się pod nosem.
- Bo ja go chyba widziałam - przyznała po chwili.
- Co? - zainteresował się, ale i trochę przestraszył - Gdzie?
- Em... Jak ci to powiedzieć... W łazience? - uśmiechnęła się nerwowo.
- Acha... Zaraz! Gdzie?! W łazience?! - zaczął krzyczeć.
- Jack, ciszej... I tak...
- Podglądał cie w łazience?! - znowu wrzasnął przez co ludzie zaczęli się dziwnie patrzeć.
- Jack! Zamknij się! Ludzie się patrzą - zatkała usta chłopaka ręką - Tak, ale spokojnie... Miałam na sobie ubrania zboczuchu - zdjął jej rękę z ust.
- Nie nazywaj mnie tak - odparł cicho - Poza tym... I tak to jest dziwne. Kiedy to było? Nic ci się nie stało?
- We wtorek, w szkole i poza tym, że uciekałam przez całą szkołę to nie - odpowiedziała na pytania.
- A jak on wyglądał? - zapytał po chwili.
- Po pierwsze nie jestem pewna czy to był on, a po drugie to ciężko powiedzieć. Miał na głowie kaptur, więc widziałam kawałek jego twarzy, a że siedział to trudno mi go było zobaczyć w całości - odparła - Ale ogółem to miał czerwone oczy...
- Tyle to zdążyłem zauważyć - stwierdził, ale widząc morderczy wzrok dziewczyny odparł - Już ci nie przerywam!
- Tak jak mówiłam miał czerwone oczy, kruczoczarne, roztrzepane włosy, bladą skórę, smukła budowę i... - zatrzymała się na chwilę.
- I co?
- No... Ech... Tak, więc miał - nie potrafiła się wysłowić.
- No co miał? - niecierpliwił się. 
- Takie jakby... ząbki?
- Ząbki? - zdziwił się - Jakie ząbki?
- No wiesz... Takie dwa ostre ząbki - przedłużała ostatnią końcówkę. Przez chwilę patrzył się na nią dziwnie, ale później przejechał sobie ręką po twarzy i jęknął cicho zły. 
- To dlatego udał mu się mnie pokonać za pierwszym razem - odparł lekko zły.
- Dalej nie jestem pewna czy to on... Poza tym nie mów tak o sobie. Nie jesteś nie zniszczalny - powiedziała zakładając ręce na piersi.
- Tylko, że to ma wtedy sens... Ej! To, że nie jestem niezniszczalny nie znaczy, że łatwo mnie powalić! Jestem nieśmiertelny, a to mi daje plusy do wszystkiego. Szczególnie do siły i wytrzymałości. Jakby mnie normalny człowiek walnął to by mi się nic nie stało, istota magiczna mogła by mi już coś zrobić, a z wampirami mam na pieńku. Jedne z tych istot magicznych, które potrafią zrobić mi krzywdę. A na dodatek sojusznik Mroka to już w ogóle - wytłumaczył trochę zdenerwowany. Popatrzyła się na niego zdziwiona. Po chwili spuściła głowę w dół. 
- Przepraszam - powiedziała nagle.
- Za co? 
- Za to, że cię zdenerwowałam...
- Ej... Nie ty mnie zdenerwowałaś tylko ten idiota. Nienawidzę takich typów - odparł uśmiechając się do niej ciepło. Odwzajemniła uśmiech.
- Zmieńmy temat. Nie chcę cię stresować w twój ważny dzień - stwierdziła uśmiechając się ciepło, ale po chwili zasłoniła usta ręką uświadamiając sobie co powiedziała.
- O czym ty mówisz? - zapytał zdziwiony. Elsa już miała się nerwowo tłumaczyć, ale z kieszeni kurtki telefon wydał charakterystyczny dźwięk SMS'a. Wyjęła smartphone'a i odczytała wiadomość od przyjaciół " Wszystko gotowe, możecie już wracać ;) ".
- Kto to? 
- Ania - odpowiedziała szybko chowając telefon - Umiesz robić gorącą czekoladę?
- No... A co? - zapytał, ale widząc wielkie proszące oczy Elsy westchnął - Z piankami czy z bitą śmietaną?
- A może być z tym i tym? - poprosiła robić maślane oczka.
- No dobra - westchnął po czym się uśmiechnął. 
 Dojście do domu zajęło im może pięć minut, a gdy już do niego doszli nic nie wskazywało na to, że ktoś tam urzędował. Blondynka miała wielką nadzieje, że wszystko pójdzie tak jak zaplanowali.
 Chłopak podszedł do drzwi i przekręcił zamek otwierając dom. Wpuścił najpierw Else, a potem odwrócił się w stronę drzwi. Zdjęła płaszcz i wysokie buty, a następnie rozejrzała się po holu. Tutaj nic nie było. Gdy Jack zdejmował kurtkę rzuciła okiem na salon gdzie już się trochę działo. Za kanapą zauważyła jej przyjaciół. Wróciła szybko do holu, zdjęła z półki jakikolwiek szalik, podeszła do Jacka i zawiązała mu go na oczach.
- Co robisz? - zapytał zdziwiony.
- Nie podglądaj - powiedziała spokojnie. Na jej słowa westchnął. Czuł się trochę zestresowany, bo nie wiedział co ona dla niego planuje. 
 Złapała go za ręce i powoli prowadziła w stronę dużego pokoju. Gdy już go puściła słyszał ciche śmiechy i jakby ktoś chodził po pokoju. Po chwili poczuł jak dziewczyna odwiązuje szalik i rzuca go gdzieś na podłogę. 
- NIESPODZIANKA!!! - usłyszał nagle przez co otworzył wcześniej jeszcze zamknięte oczy. Najbliżej jego stała uśmiechnięta Elsa, a za nią cała jego paczka. Chwilę czekali na jego reakcje, ale po jakimś czasie chłopak zaczął się śmiać.
- Poważnie? - zapytał, ale nadal uśmiechnięty.
- Chłopie! Wiemy, że tego nie lubisz, ale kurde osiemnastka! To trzeba uczcić - powiedział Flynn,z którym wszyscy się zgodzili. 
- Nawet tort dla ciebie zrobiliśmy, więc nam tu teraz nie marudź - odparła roszpunka trzymając właśnie ciasto z lukrowym napisem "Happy Birthday Jack".
- Więc... - wszyscy zrobili maślane oczka.
- Ech... Niech wam będzie. Tylko nie śpiewajcie mi sto lat co? - dał za wygraną. Wszyscy wrzasnęli uradowani. 
- Jasne! Dzisiaj wszystko dla ciebie - odparła niebieskooka i zaprowadziła go do tortu, który Punzie położyła na stole. Czkawka podpalił osiemnaście świeczek, które Jack po chwili zdmuchnął.
- Najlepszego! - wrzasnęli wszyscy. Roszpunka pokroiła tort, a reszta zabrała się do żarcia. Po jedzeniu (i małej bitwie na żarcie) zaczęło się odpakowywanie prezentów. Nie były jakieś ogromne i drogi, ale bardziej upominkowe, wspominkowe i tego typu. Oczywiście nie obyłoby się bez picia, przez które mieli głupie pomysły, ale niektóre lepiej pominąć.
 Po paru godzinach impreza się skończyła, a wszyscy zaczęli się rozchodzić do domu. Ostatnią osobą była Elsa.
 Gdy miała już wychodzić zatrzymała się na chwilę.
- O co chodzi? - zapytał białowłosy.
- Dlaczego tak bardzo nie lubisz mieć urodzin? 
- Wiesz... Mając już 320 lat po jakimś czasie masz już dosyć, po drugie okłamywanie, że masie 18 lat też nie jest za fajne, a po trzecie... - nie dokończył.
- A po trzecie co? 
- Urodziny przypominają mi jak się narodziłem, a moje narodziny przypominają mi w jaki sposób umarłem - odparł spuszczając głowę w dół. Popatrzyła się na niego ze współczuciem, a później go przytuliła. Na początku się trochę zdziwił, ale później odwzajemnił uścisk. 
- Wszystkiego najlepszego staruszku. 321 lat za tobą... A ja dalej myślę, że masz osiemnaście, a czasem nawet pięć - szepnęła mu do ucha, a na ostatnie zdanie się zaśmiał.
- Aż taki dziecinny jestem? - zapytał przestając ją przytulać.
- Tak - odparła po czym zmierzwiła mu włosy.
- He, he... A to dobrze czy źle?
- Na to już musisz odpowiedzieć sobie sam - stwierdziła i wyszła z domu chłopaka.





Hej! ^^
Oto 29 rozdział, w którym Jack ma swoje 321 urodziny ^^ Najlepszego Jack <3 I od razu przepraszam, że tak słabo je opisałam, ale jestem tak zmęczona i w ogóle, że nie dałam rady już tego lepiej opisać (oj nie tłumacz się leniu! wszyscy wiedzą, że ci się nie chciało). No i Jack zazdrosny o Jasona, który podglądał Else w łazience XD Dla ciekawych chciałam tam dodać jeszcze jedną scenę gdzie Elsa komentuje jego życia, w którym na 100% takich rzeczy nie robił, ale już sobie odpuściłam XD A! I a propo Jasona... Czy w następnym rozdziale mam zrobić kolejną scenę z nim, gdzie może się trochę wyjaśnić czy macie już go dość? Bo ja go dość nie mam :P I jeszcze tych, którzy czasami zaglądają na stronę bohaterowie to tam możecie zobaczyć jak Jason mnie więcej wygląda. Dla ciekawskich ;) 
I jeszcze komentowanie. Jakoś mało ostatnio komentujecie moje posty. Ja wiem, że bardzo chcecie ten maj i mogę was już trochę przynudzać, ale naprawdę nie mogę go tak z dupy zrobić. A komentowanie mi bardzo pomaga z weną, a na dodatek jak mam teraz zrobić 2TzJ (jak ktoś nie wie o co chodzi to zapraszam do infoberry) to już w ogóle. No! Koniec ogłoszeń parafialnych ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

środa, 2 grudnia 2015

INFOBERRY #1 Konkurs, 2-TzJ itd.

 Hejo ^^ 
 To będzie taka jakby nowa... seria? Nie wiem jak to nazwać... Nie będzie się pojawiało to regularnie, tylko wtedy kiedy zbiorę myślę, że ważnych parę informacji ;)
 Zacznijmy może od tego, że nie dawno wbiliście 20 000 wyświetleń za co bardzo dziękuje  ^^ Stwierdziłam, że na razie nie będę robiła żadnego konkursu, ale planuje zrobić na 25 000, bo... bo taki mam kaprys XD (mam nadzieję, że się wam uda) A mówię to teraz, bo będzie on parę etapowy i trochę dłuższy. W sensie, że będzie miał np: 4 etapy i w nich będą pytania albo wyzwania typu "W jakim wieku Elsa straciła rodziców?". No i będzie trzeba odpowiedzieć ^^ (to chyba logiczne geniuszu). No i chciałam się zapytać czy chcielibyście coś takiego? A! Oczywiście najważniejsza część takiego konkursu czyli nagroda... Myślałam żeby jedną z nagród byłoby wprowadzenie siebie albo swojej postaci na blogu. A teraz pytanie "Dlaczego nie możesz wprowadzić tego bez konkursu?". Otóż... Naprawdę pozdrawiam i podziwiam osoby, które zgodziły się na coś takiego (oczywiście bez obrazy i te sprawy), ponieważ sądzę, że jest już was trochę dużo i... Tak jakby zakładając, że 10 osób chciałoby być na tym blogu i miałabym dodać te osoby (z nawet tym byłaby masa roboty) to mogło by to popsuć trochę fabułę, którą układam już z ...pół roku? Myślę. Nie wiem. Ale długo. Więc postanowiłam, że to by było takie wyróżnienie i w ogóle ^^ A druga nagroda to np: 10 pytań: 5 o mnie osobistych, 5 do bloga (nawet spojlery). No albo jakby ktoś wolał to 10 do bloga albo 10 do mnie ^^ (tylko bez przesady). No! I czy byście chcieli coś takiego :) I dajcie mi jeszcze propozycje na nagrody (jak już będziecie chcieli), bo ja nie wiem co wy chcecie xd
 Druga sprawa to te dziwne cyferki i literki w tytule czyli 2-TzJ [ czyt. 2 tygodnie z Jelsą ]. Postanowiłam, że wam się trochę odpłacę za to, że przez 2, 3 miesiące nie dodawałam za dużo rozdziałów ^^ Chodzi o to, że przez 2 tygodnie co drugi dzień dodawałabym rozdział. Czyli minimum 7 rozdziałów w miesiącu. Jeśli według was to mało to licząc od teraz skończylibyśmy na 35 rozdziale czyli zbliżanie się do Kiss'a :D A to chcecie najbardziej ;) Takie też wyzwanie dla mnie ^^ Ale to załóżmy, że zaczniemy 17 grudnia, a skończymy 31. Taki też prezent świąteczny. Co wy na to? :)
 Kolejna rzecz to zmiana bloga. I nie, nie straszę was teraz, że coś się z nim stanie tylko chodzi o jego wygląd. Zastanawiam się nad nowym szablonem, który powoli zaczęłam tworzyć tylko, że musiałam resetować komputer i mi się program usunął do rysowania :/ Więc jeszcze trochę nad będę siedzieć... Chyba, że znacie kogoś kto robi naprawdę fajne szablony i możecie mi go polecić ^^ 
 Wydaję mi się, że to wszystko co chciałam powiedzieć, więc... Poproszę o odpowiedzi na pytania, które zadałam, bo są one dla mnie bardzo ważne. Chciałabym wam we wszystkim dogadzać, a że nie umiem czytać w myślach to muszę się pytać ;) Pozdrawiam osoby, które dotrwały do końca :P Ja nie wiem jak wy możecie znosić moją paplaninę xd Co ja poradzę... Lubię gadać ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział #28 "Bo luty taki dziwny"

 Następnego dnia Elsa normalnie poszła do szkoły. Przyszła dosyć wcześnie, więc usiadła pod klasą i zaczęła czytać książkę. Po chwili stwierdziła, że w takim gwarze nie ma to sensu. Schowała, więc książkę i w zamian wzięła telefon. Po jakimś czasie kiedy odwróciła wzrok od niego zauważyła, że niektórzy przechodzący obok niej przedstawiciele płci męskiej (mniej lub bardziej) patrzą się na nią z uśmiechem. Uniosła brew ze zdziwienia i spojrzała na siebie. Nie miała jakoś wyzywającego stroju. Zwykła bluzka, sweterek i spodnie. Makijażu też nie miała. W przeciwieństwie do Jacka, który musiał malować sobie jedno oko. 
 Nagle zauważyła Amy, która szła w swojej sławnej bluzie z kocimi uszami. Na nią też co poniektórzy się patrzyli.
- Hej - przywitała się brunetka widząc Else.
- Cześć - schowała telefon i wstała z ziemi.
- Co u ciebie? - zapytała kładąc plecak obok plecaka niebieskookiej.
- Spoko... Mam pytanie? - przeszła do rzeczy.
- Hmm?
- Dlaczego oni się tak na nas gapią? - szepnęła jej na ucho żeby przez przypadek żaden z nich nie usłyszał.
- Chodzi ci o chłopców? - niebieskooka kiwnęła głową - Szukają pewnie przynęty...
Elsa popatrzyła się na nią zdziwiona. 
- Jakiej przynęty? - zapytała zaniepokojona.
- No wiesz... Za niedługo walentynki i... 
- I co? Dalej nie rozumiem czemu oni się tak gapią - stwierdziła krzyżując ręce na piersiach. 
- Och... Wypatrują dziewczyn, którym mogą wysłać walentynkę. Zazwyczaj wybierają te ładne - wytłumaczyła.
- Przecież to nie ma sensu! Walentynkę wysyła się osobie, która ci się podoba, a nie pierwsza, ładniejsza! - oburzyła się patrząc po chłopakach przechodzących obok.
- Sorry Elsa, taka już nasza szkoła. A szczególnie jeśli chodzi o mięśniaków. Tak już robią, nic na to nie poradzisz -wzruszyła ramionami.
- Ale, że co? Jest jakiś konkurs, która dziewczyna dostanie najwięcej walentynek? 
- Nie... Ale jeśli dziewczyna dostanie ich dosyć dużo to większość facetów zaczyna do niej zarywać, bo ma branie czy jakoś tak... Mi się to też nie podoba, ale co poradzę. 
- To dalej nie ma sensu - mruknęła nie zadowolona. 
 W tym momencie zadzwoniła dzwonek. 
- Chodź! Mamy teraz fizykę z tego co pamiętam - odparła Amy zakładając torbę na ramię.
- Masz rację - przyznała niebieskooka sprawdzając grafik. 
 Obie poszły do sali gdzie odbywała się fizyka. Zastały tam garstkę swoich przyjaciół. Usiadły obok Tim'a i Mike'a.
 Blondynka zauważyła, że nie ma z ich paczki Jacka, Maksa i Violence.
 Gdy nauczycielka przestała gadać niebieskooka zwróciła się do brunetki.
- Czemu nie ma Violence i Maksa? - zapytała o nich pierwsza-- Na randce są czy co?
- Przydałoby im się. Ale nie... Pojechali podpisać umowę na konkurs - wytłumaczyła stając się jakby coraz bardziej podekscytowana.
- Jaki konkurs? - zapytała zainteresowana.
- Muzyczny! - wrzasnęła nie wytrzymując podekscytowana.
- Suncry! - wrzasnęła na nią nauczycielka.
- Przepraszam - powiedziała zażenowana i wróciła do pisania. Kiedy profesorka się już odczepiła wróciła do tłumaczenia.
- Chodzi o to, że nasz zespół będzie brał udział w konkursie gdzie będziemy musieli walczyć z innymi zespołami z ameryki, a nagrodą będzie kontrakt z wytwórnią muzyczną - piszczała ze szczęścia (tym razem szeptem).
- Super! A kiedy będzie pierwszy etap?
- We wrześniu - odparła.
- We wrześniu? Przecież jest luty - nie rozumiała.
- O czym gadacie? - usłyszały nagle głos zza nich. Niebiesko-włosa patrzyła się na nie ciekawa.
- Hej Luna! Och... O tym konkursie - odparła brunetka.
-  O tak! Będzie super! Mam nadzieję, że wygramy - powiedziała pewnie.
- Ale ja dalej nie rozumiem, dlaczego pierwszy etap jest we wrześniu, a już są zapisy. Przecież ma cię jeszcze dużo czasu...
- No wiesz... Z tym jest naprawdę dużo roboty. Zapisujemy się teraz, bo najpierw musimy się zakwalifikować do tego konkursu. Inaczej musimy zaśpiewać piosenkę żeby nas wybrali. Tych zespołów jest około 100, a takie zawody trwały by wieczność. Dlatego wybierają tylko 20 szczęściarzy - wytłumaczyła Luna.
- Teraz rozumiem... A kiedy są te kwalifikacje?
- W czerwcu - wtrącił się Tim.
- A mama mówiła, że nie ładnie podsłuchiwać - stwierdziła Amy patrząc się dziwnym wzrokiem na chłopaka.
- Nie wiem o czym mówisz - uśmiechnął się do niej chytrze. Wyglądała jakby miała zabić go wzrokiem.
- A wiecie może czemu nie ma Jacka? -zapytała nieśmiało próbując nie zakłócić wojny na wzrok pomiędzy Timem, a Amy.
- A który jest? - zapytała niebiesko-włosa.
- Czwarty... Chyba - odparła blondynka. 
- To pewnie, dlatego że... - nie dano jej dokończyć, ponieważ zadzwonił dzwonek. 
 Wszyscy wyszli z klasy i udali się do następnej sali gdzie powinni mieć lekcje. Tam już cała paczka zaczęła gadać, ale Elsa dalej nie otrzymała odpowiedzi.
- Luna? - zwróciła się do dziewczyny.
- Tak?
- Bo nie dokończyłaś...
- Acha! No tak... Więc - zaczęła.
- O czym mowa? - wtrącił się Flynn.
- Elsa się pyta dlaczego Jacka nie ma - wytłumaczyła.
-Są dwie opcje: Albo ma swoje sprawy albo robi to co w zeszłym roku czyli ukrywa się przed dziewczynami pożerającymi go wzrokiem - stwierdził brunet.
- Mi się wydaje, że to nie dlatego - zaprzeczyła jednak Punzie.
- A niby czemu nie?
- Wydaje mi się, że to przez jego urodziny - odparła długowłosa.
- Urodziny? - zapytała zaskoczona niebieskooka.
- Tak... Jack nienawidzi obchodzić urodzin. W zeszłym roku udało mu się nas wykiwać i nie zrobiliśmy mu imprezy niespodzianki, ale w tym roku na pewno się uda. A ty nam w tym pomożesz - powiedziała pewnie.
- Dlaczego nie lubi obchodzić urodzin? 
- Nie wiem... Nie powiedział - wzruszyła ramionami.
- Ale to może jak nie lubi to nie zmuszajmy go do tego - odparła.
- Źle to ujęłam... Nie lubi jak ktoś wie kiedy ma urodziny i nie przepada za robieniem z tego powodu imprezy - powiedziała to trochę inaczej. Elsa chciała jeszcze coś dodać, ale zadzwonił dzwonek.
 Minęło parę  lekcji i dziwną siłą rzeczy blondynka w pewnym momencie została sama. 
 Chowała rzeczy do szafki, a gdy ją zamknęła o szafkę obok opierał się jeden z tych szkolnych "mięśniaków", Pitt.
- Hej mała - przywitał się ukazując swoje ząbki Za nim stało dwóch innych mięśniaków.
- Cześć! - odpowiedziała lekko zestresowana biorąc książki do ręki i plecak na plecy.
- Nie pomóc ci? - zapytał idąc za nią.
- Nie. Dzięki, poradzę sobie - odparła przyśpieszając.
- Gdzie tek lecisz? - zatrzymał się przed nią nie przestając się uśmiechać. Rozglądała się z nadzieją jakiejś deski ratunku i zobaczyła.
- Do toalety - uśmiechnęła się nerwowo i jak najszybciej wleciała do pomieszczenia. Na szczęście była pusta. Popatrzyła się przez dziurkę od klucza, ale ptasie móżdżki dalej czekały przy toalecie. Stwierdziła, że poczeka do końca przerwy. Odłożyła plecak i książki. Podeszła do umywalki by umyć twarz. Gdy ją już umyła i wytarła zauważyła cień przy oknie. Potem przeniosła wzrok na okno. Stał albo siedział w nim nawet przystojny chłopak o bardzo bladej cerze. Miał kruczoczarne włosy, które opadały mu na twarz i krwistoczerwone oczy. Na głowę miał założony kaptur. Wyglądał na około 18 lat.
 Przyglądał się blondynce zaciekawiony i można nawet powiedzieć, że zaskoczony. Mimo iż chłopak był przystojny i kogoś mu jej przypominał nie była do niego przyjacielsko nastawiona. Nie wiedziała czy ma na niego nawrzeszczeć czy ma uciekać. Gdy się mu jednak bliżej przyjrzała zauważyła jakby dwa  małe, ostre kiełki zamiast normalnych dwóch zębów. Wtedy już wiedziała, że ma uciekać. Wybiegła z toalety prawie nie wpadając na mięśniaków, którzy dalej na nią czekali.
- Ej! - zawołał ten najwyższy, ale nie zwracała na niego uwagi. Biegła jak najdalej stamtąd na ostatnią lekcje. Gdy dobiegła do klasy zadzwonił akurat dzwonek, więc usiadła od razu w jednej z ławek.
 Była bledsza niż zwykle, a z jej czoła lał się pot. 
- Coś się stało? - usłyszała nagle Astrid, która siedziała za nią.
- Nic się nie stało - odpowiedziała spokojnie przybierając kamienną maskę.
- Na pewno? - dopytywała się. 
- Na pewno - uśmiechnęła się ciepło. Wiedziała, że nie powinno się kłamać, ale jak mogła by to opisać? Dziwny chłopak przyglądał mi się w oknie na drugim piętrze?! Chyba jednak nie... Jedyne co jej zostało to przetrwać ostatnią lekcję i wrócić do domu.






Elo, elo H20 XD Odbija mi :P 
Widzę, że pomysł na gadżet wam się spodobał ^^ Teraz możecie mnie oczerniać, że przez cały tydzień nic nie pisałam, a dopiero dzisiaj się do tego zabrałam xd Ale nawet nie wiecie jak się dla was poświęcam! Zaraz mnie mama zabije, że nie odrobiłam jeszcze lekcji XD
O dziwo nie mam już chyba dzisiaj więcej do powiedzenia... No tylko to, że bardzo możliwe jutro, że pojawi się pewien post gdzie będę już gadać xd No, ale zobaczycie ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

poniedziałek, 23 listopada 2015

Rozdział #27 "Kim jest Jason?"

 Poczekał do nocy, a gdy już się jej doczekał wszedł na balkon, mocno odbił się od podłogi i zaczął lecieć w stronę bieguna. Bardzo daleko nie miał, więc po paru minutach widział z daleka dom Northa. Po chwili stał już przed drzwiami ogromnego budynku. 
 Na wrotach były szczególne znaki świadczące o tym, że to nie był zwykły dom typu na przykład namalowane prezenty, choinki i czerwone wstążki. W dużych oknach paliło się ciepłe światło jak zawsze gdy North pracował. Mimo iż na zewnątrz nie było hałasu to w środku zapewne było zupełnie na odwrót.  Jako iż Jack nie był normalnym chłopakiem stwierdził, że nie wejdzie jak mu kultura nakazuje tylko po swojemu. Podleciał do jednego z okien i zaczął patrzeć się na globus. Światełka na nim jak zwykle jarzyły się jasnym światłem. Na ten widok się uśmiechnął, przynajmniej wiedział, że dzieci są bezpieczne. Po chwili zauważył białobrodego wchodzącego do pomieszczenia z Yetimi. Gdy staruszek stanął przy globusie Jack zeskoczył z okna lodując prosto przed Northem.
- Cześć! - krzyknął żeby go jeszcze bardziej przestraszyć. Mężczyzna podskoczył, ale po chwili patrzył się już morderczym wzrokiem na głupio uśmiechającego się białowłosego. 
- Jack! Już ci coś o tym mówiłem! - wydarł się na chłopaka. 
- Tak, wiem, wiem... Ale i tak będę to robić - odparł chłopak ze szerokim uśmiechem. Siwowłosy westchnął zrezygnowany.
- Co chciałeś?
- Chodzi mi o Else.
- Co z nią? - zapytał przechadzając się po pokoju. 
- Czy zrobiliście jakieś postępy, ogółem? 
- Hmm... - westchnął North - Już ci coś mówiłem... Sytuacja ta jest mocno dziwna... Sny są wspomnieniami tylko nie do końca wiadomo kogo. Możliwe, że to ona jest tą brunetką, ale czy to ma sens? Dlaczego by miała żyć dwa razy?
- A może było tak jak w moim przypadku? Umarła za dawnego życia i odro...
- Jack! - przerwał mu święty - To i tak nie ma sensu... Gdy ty się odrodziłeś byłeś nieśmiertelny, a tamta brunetka żyła najprawdopodobniej wtedy kiedy ty byłeś człowiekiem. Elsa nie jest nieśmiertelna, więc to i tak nie ma żadnego powiązania... 
- Ale North - chciał spróbować jeszcze raz.
- Nie Jack! Jedyną osobą, która może to wiedzieć jest sama Elsa - wytłumaczył. Białowłosy opuścił głowę. North westchnął zrezygnowany patrząc na reakcje białowłosego. Nagle chłopak podniósł gwałtownie głowę i zrobił duże oczy.
- Co? - zapytał zdziwiony mężczyzna. Niebieskooki odbił się od ziemi i poszybował w stronę okna.
- Ej! Jack! - wrzasnął North.
- Co? - zapytał zdezorientowany.
- Gdzie tak pędzisz? - zapytał na co białowłosy wylądował przed nim.
- Sam powiedziałeś. Jedyną osobą, która może znać odpowiedź na to pytanie jest Elsa. To czemu nie zajrzeć do jej wspomnień ? 
- Zaraz... Jeszcze raz - nie zrozumiał.
- Jakby poszukać wspomnień Elsy i tej drugiej dziewczyny u wróżki sprawa by się rozwiązała - wytłumaczył z wyraźnie poprawionym humorem. North popatrzył się na niego z mieszanymi uczuciami.
- Lecę - powiedział białowłosy. Już miał wylecieć z bazy, ale przerwał mu dziwny alarm. Popatrzył rozkojarzony na świętego. Był wyraźnie zaniepokojony.
- Co jest? - zapytał niebieskooki lądując obok Northa.
- Zaraz się dowiemy - odparł naciskając niebieski przycisk na klawiaturze. Po chwili pojawił się monitor z pokazaną ziemią, na której migało coś na czerwono. Siwobrody przybliż to miejsce i westchnął ciężko zaniepokojony.
- To co się dzieje? - zapytał ponownie białowłosy.
- Koszmary atakują - westchnął mężczyzna.
- Co? Gdzie?
- Tutaj, widzisz? - wskazał na miejsce czerwonej kropki.
- Załatwię je szybko - stwierdził chłopak i wzbił się w powietrze.
- Zwołam strażników! Jak skończysz to wróć - krzyknął na pożegnanie święty.
 Białowłosy leciał szybko do miejsca koszmarów. Rzadko zdarzało się, że koszmary atakowały. Coraz większe miał poczucie, że to co powiedziała Madison mogło być prawdą.
 Gdy już doleciał do miejsca gdzie rzekomo miały być koszmary było pusto. Skakał z budynku na budynek, ale nic nie mógł dostrzec. Nagle śmignęło mu coś czarnego przed oczami. Uśmiechnął się pod nosem i podążył za koszmarem. Latał pomiędzy budynkami próbując strzelić w zwierze lodowym soplem. Po chwili udało mu się je zagonić do ślepej uliczki gdzie je załatwił.
- Mam cię! - powiedział zamrażając potwora. Nagle usłyszał klaskanie. Odwrócił się gwałtownie, ale w mroku nocy nie mógł nikogo dostrzec.
- Brawo Frost - usłyszał dobrze mu znany głos - Pokonałeś jednego małego koszmara. Jestem z ciebie dumna - skończyła klaskać.
- Madison! Co u ciebie? Chyba źle się musisz czuć skoro tworzysz tak słabe koszmary - podpuszczał ją. 
- Ha, ha, ha! Bardzo śmieszne - powiedziała sarkastycznie wychodząc z Mroku. Była po przemianie. 
- A po co cię tatulek wysłał, co? Żeby zrobić mi krzywdę? Chyba ci coś nie wyszło - dokuczał jej.
- Och, Jack... Ty się nigdy nie nauczysz - pokręciła głową.
- O czym ty mówisz?
- Już za chwilę wspomnienia twojej dziewczyny będą w rękach tatulka... A ty nic nie możesz zrobić - uśmiechnęła się chytrze. Popatrzył się na nią zaniepokojony. Chciał się wbić w powietrze, ale czarnowłosa rzuciła w niego kulą koszmarów. Unieruchomiony patrzył się na nią groźnie.
- Dokończ Jay - odparła z większym uśmiechem. Białowłosy uniósł brew do góry z ogłupienia. Zastanawiał się kto to Jay. 
 Nagle w ciemności mignęła para czerwonych ślepi. 
- Z przyjemnością - usłyszał męski głos. Potem jedynie poczuł ból na twarzy i zobaczył jak czarna kurtyna osuwa się w dół. Zemdlał.


***

 Elsa obudziła się w wyśmienitym humorze. Od razu po przebudzeniu udała się do łazienki, a później na śniadanie. Dzień zapowiadał się znakomity. Oprócz tego, że był trzeci lutego i trzeba było iść do szkoły czuła się cudnie.  Spakowała szybko książki i sprawdziła czy ma na pewno dobre przedmioty. Potem szybko ubrała się w ciemne jeansy, niebieską koszulkę, a na to rozpinany, biały sweter o dużych oczkach. Włosy związała w koka, a na nos założyła czarne okulary które od czasu do czasu nosiła.
 Wzięła książki, Anię po drodze i pojechały do szkoły. 
 Gdy podeszła pod klasę akurat zadzwonił dzwonek, więc bez problemu usiadła w swojej ulubionej ławce. Nagle zauważyła jak obok niej siada Jack. Trochę ją to zdziwiło, że się nie spóźnił, ale bardziej zdziwiło ją to, że miał na nosie przeciwsłoneczne okulary. 
 Kiedy pani skończyła swoją dobrze znaną przemowę o tym, że mimo, że mieliśmy wakacje trzeba wziąć się do roboty Elsa lekko szturchnęła chłopaka przez co popatrzył się na nią.
- Co ci? Czemu nosisz okulary? - zapytała zdziwiona.
- Ty przecież też masz okulary - stwierdził.
- Ale nie przeciwsłoneczne! - odparła patrząc się na niego groźnie - Po co ci one?
- Lubię być cool...
- To do ciebie nie pasuje.
Popatrzył się na nią w taki sposób, że okulary zsunęły mu się trochę z nosa. Nic w sumie się w nim nie zmieniło oprócz tego, ze jedno oko było trochę napuchnięte i lekko siwe. 
- Oprócz tego, że trochę napuchło ci oko nic nie widzę - stwierdziła.
- Hmm... Albo wróżka robi cuda tymi mazidłami albo samo zeszło - odparł odwracając wzrok od Elsy.
- CO? - zdziwiła się. Żaróweczka w jej głowie się zapaliła.
- Powiem ci po lekcjach - powiedział zapisując notatki z tablicy. 
 Elsa czuła jakby ten dzień trwał miliony godzin. Gdy już skończyli lekcje poczuła się cudownie, bo mogła w końcu zapytać się Jacka co se zrobił (ewentualnie zlać go za brak odpowiedzialności).
- To powiesz mi w końcu co się stało? - zapytała gdy szli już w stronę jej domu. Chłopak westchnął zrezygnowany i zdjął okulary ukazując ukazują wielkiego siniaka na oku. Niebieskooka patrzyła zaniepokojona na dzieło chłopaka.
- Rano tego nie miałeś...
- Bo zmyłem to mazidło od ząbka w łazience - odparł obojętnie.
- Chodzi ci o korektor? - wolała się upewnić.
- Chyba...
- A byłbyś tak miły i powiedziałbyś mi jak to zrobiłeś? Z kim się biłeś? - zadawała pytanie za pytaniem.
- Może od początku... W nocy poleciałem do Northa żeby z nim pogadać o tym co mi ostatnio mówiłaś, a potem wpadłem na genialny pomysł tylko, że jakiś alarm przeszkodził mi jego zrobienie. Okazało się później, że koszmary atakują w pewnym miejscu, więc tam poleciałem żeby je załatwić, ale okazało się, że zrobiła je Madison, więc musiałem się z nią trochę podokuczać, a później coś powiedziała czego nie pamiętam. Pamiętam tylko, że się na nią wkurzyłem i chciałem wrócić do strażników, ale ona rzuciła we mnie kulą czarnego piachu, więc byłem lekko unieruchomiony. Potem powiedziała "Dokończ Jay", a ja usłyszałem głos jakiegoś chłopaka, a potem zemdlałem. Prawdopodobnie on oszpecił moją twarz i spowodował to, że padłem trupem. Następne co pamiętam to, że obudziłem się u strażników, którzy powiedzieli, że czekali na mnie 2 godziny. Po tym czasie stwierdzili, ze coś jest nie tak, więc zaczęli mnie szukać, a gdy mnie znaleźli to jeszcze spałem. Gościu musiał być naprawdę mocny, bo mało osób potrafi mnie na tak długo powalić - skończył opowiadać. Po jego wypowiedzi blondynka była lekko skołowana.
- Czyli jednym słowem Madison znalazła sobie chłopaka, który spuścił ci manto? - wolała się upewnić.
- Tak - przyznał zrezygnowany niebieskooki.
- Chwila... Jay to jest skrót imienia Jason... To kim on może być?
- Nie wiem, ale na pewno nie przyjacielem - stwierdził białowłosy i tym zakończył temat.




Hejoo!! ^^
Baaa[aaa...]rdzo przepraszam, że nie było tak długo rozdziału, ale mam na to wytłumaczenie: SZKOŁA! Tak! Rzeczywiście w pierwszy tydzień nie chciało mi się zbyt pisać, ale drugi tydzień był dosłownie masakrą! ( chodzi od 16.11. - 20.11) Miałam w tamtym tygodniu 3 testy, no kurde trzy testy w tym z chyba najgorszych przedmiotów; chemii, geografii i matmy. I kartkówkę z fizyki ;-; Chociaż nie jest tak źle, bo dostałam 4+ ^^ A na dodatek w mojej szkole jest coś takiego jak dzień języków obcych i obowiązkowo trzeba było się na niego przebrać w jakąś postać z kraju, który wylosowaliście ( ja wylosowałam USA -.-) Przez bite parę dni myślałam nad przebraniem, bo za każdym razem gdy już sobie coś wybrałam okazywało się zajęte. W końcu byłam Indianką... Jeszcze trzeba było kombinować strój itd. Ale i tak było fajnie ^^ Więc jeszcze raz przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale nie miałam czasu. W ogóle zauważyłam, że przynajmniej 1/4 autorów zawiesiło blogi, a 2/4 nie piszę regularnie (czyli piszę np: co 3 tygodnie) Pozostała 1/4 piszę regularnie i naprawdę podziwiam za to, bo ja zdecydowanie jestem w tych 2/4 xd
A i dziękuje za 20 000 wyświetleń!!! <3 Jestem z was dumna :***
Acha i zauważyłam, że dużo z was zadaje w kółko jedno pytanie: Kiedy next? Proszę napiszcie mi w komentarzach czy zrobić takie coś jak niektóre blogerki czyli taki gadżet, na którym bym pisała w jakim stopniu rozdział napisałam. Byłabym wdzięczna, bo takie pytania są dla mnie męczarnią :/
Dobra koniec, bo i tak dużo napisałam, a mogłabym jeszcze więcej napisać, ale nie chcę was męczyć ;) A ja mam ostatnie do was pytanie:
Kim jest Jason?
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***