środa, 23 marca 2016

Rozdział #41 "Hello Summer"

 Patrzyła się zamyślona przez okno. Odcięła się całkowicie od tego co ją otaczało. Nareszcie nadszedł czerwiec. Ostatni miesiąc katorgi, sprawdzianów i wrednych nauczycieli. Wyobrażała sobie, że za niedługo będzie mogła wyjść na dwór i robić co jej się żywnie podoba. Pomyślała też, że już za około miesiąc będzie w swoim kraju, rodzinnym mieście. Z jednej strony okropnie się stresowała myślą, że ma tam wrócić, bo nie bez powodu wyemigrowała, ale z drugiej strasznie tęskniła. Była ciekawa czy dużo się zmieniło od jej wyjazdu. 
 Nagle zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji. Wszyscy wygrzebali się z klasy od razu kierując się na dwór. Elsa usiadła na schodkach przed szkołą czekając na resztę swoich przyjaciół. Uwielbiała lato, ale jedyny minus jaki w nim był to upał. Przez jej moc odczuwała go dwa razy mocniej niż inne osoby. Na szczęście pozwalała ona na lekkie ochłodzenie, więc z jednej strony było jej strasznie gorąco, ale z drugiej mogła się trochę ochłodzić. 
- Jeszcze tydzień!... TYDZIEŃ rozumiesz?! - usłyszała nagle wrzask. Obróciła się gwałtownie i zobaczyła resztę jej przyjaciół. Amy była zawieszona na Lunie i jej mina mówiła wiele za siebie.
- Do czego został tydzień? - zapytała się blondynka wstając ze schodków. 
- Do kwalifikacji! Przecież ci mówiłyśmy o nich - odparła niebieskowłosa. Dziewczyna zamyśliła się na chwilę nie wiedząc o czym one mówią. Po chwili się jej przypomniało.
- Konkurs muzyczny... Kompletnie o nim zapomniałam - westchnęła - Ale raczej umiecie nie?
- No jasne, że tak! Przecież jesteśmy najlepsi - zaśmiał się Mike. 
- Nie wyczułem sarkazmu - uśmiechnął się Tim opierając się o ramie przyjaciela.
- Przesadzacie! Jeśli to jest jak z turniejem koszykówki to na pewno dacie radę - odparła Merida zjeżdżając po poręczy.
- Wygląda to troszeczkę inaczej niż mecz koszykówki Merido. Tutaj musisz liczyć na to, że jurorom spodoba się twój głos, a nie czy trafisz do kosza - wyjaśnił Maks.
- Tak czy inaczej wygracie. Jeszcze nie słyszałem tak dobrego amatorskiego zespołu - powiedział Flynn chwytając w pasie swoją dziewczynę.
- Amatorskiego do czasu - stwierdziła pewnie Viola. Blondynka popatrzyła się na nią z troską. Miała tylko na dzieje, że to co ostatnio zobaczyła było jej chorą wyobraźnią.  Białowłosy spojrzał na dziewczynę zdziwiony. Obią ją ramieniem i przysunął się do jej ucha.
- Czym się tak martwisz? 
- Ach! Niczym, niczym - próbowała zmienić wyraz twarzy. Chłopak popatrzył się na nią zatroskany.
- Na pewno? Czy po prostu nie chcesz mi powiedzieć - zapytał ściskając ją delikatnie.
- Tak... To znaczy nie! Może... Później ci powiem - odparła odwracając wzrok. Popatrzył się na nią chwilę zaciekawiony, ale później odpuścił.
 Wróciła do domu w średnim humorze. Gdy tylko otworzyła drzwi od razu rzucił się na nią Blue. Był już dosyć dużym psem, a nie małym szczeniaczkiem jak parę miesięcy temu. O mało co jej nie wywrócił. 
- Część piękniutki - zaśmiała się i uklęknęła przed nim. Husky zaczął wesoło merdać ogonem i lizać ją po twarzy. Pogłaskała go za uchem i szybko wstała. Odłożyła plecak do swojego pokoju i wróciła do kuchni w celu nakarmienia psiaka. Anny jeszcze nie było, więc miała luz. Usiadła na kanapie i włączyła telewizor. Pies usiadł obok niej i położył głowę na jej kolanach. Elsa głaskała go między uszami przełączając co chwilę kanały. Blue spojrzał na nią swoimi niebieskimi oczami, a potem wskoczył na nią
- Ał! Blue! Nie jesteś już szczeniakiem! Naprawdę nie jesteś lekki - powiedziała próbując ściągnąć psa. Po chwili sam zeskoczył i przyniósł w pysku smycz. Uniosła jedną brew do góry.
- Trzeba było tak od razu - odparła schodząc z kanapy. Wzięła małą torbę z różnymi zabawkami. Blue oddał jej smycz i gdy tylko otworzyła drzwi wybiegł przed dom merdając ogonem. Poszła z nim do parku blisko morza. Położyła torbę przy drzewie. Z ziemi wzięła jakikolwiek większy patyk i rzuciła nim daleko przed siebie. Husky pobiegł za nim, a po chwili przyniósł go w pysku prosząc oczami o jeszcze jeden rzut. Chwilę aportowała patykiem, ale później przerzuciła się na frisbee. Kiedy psiak się już trochę zmęczył poszła pod drzewo, przy którym była torba i usiadła razem z nim. Blue jednak nie na długo mógł leżeć w cieniu drzewa, ponieważ po chwili do parku wbiegł mały owczarek niemiecki. Husky od razu wykorzystał sytuacje i pobiegł zaznajomić się z innym psem. Dziewczyna nawet nie próbowała go zatrzymać, bo wiedziała, że nic mu nie zrobi. Wytresowała go tak, aby nie ranił innych psów, ale nawet nie musiała zbyt wiele robić, bo leżało mu to w naturze.  Zaczął się bawić ze szczeniakiem.
- To twój pies? - usłyszała nagle głos za sobą. Odwróciła się gwałtownie. Za nią stał Jason.
- Zawsze musisz mi to robić? - westchnęła.
- Ale co? - zapytał zdezorientowany.
- Pojawiać się tak nagle. Nie możesz powiedzieć "cześć" albo coś takiego...
- To leży w mojej naturze - zaśmiał się. Przez chwilę byli cicho.
- Nie odpowiedziałaś mi jeszcze na pytanie.
- Jakie pytanie? - zapytała zdezorientowana.
- Czy to twój pies?
- Jeśli chodzi ci o Husky'ego to tak - odparła szybko. Nagle psiak się zatrzymał i popatrzył się w ich stronę. Podbiegł do chłopaka i chwilę się na niego patrzył. Mimo iż był psem było widać, że był lekko zdezorientowany. Podszedł do chłopaka, powąchał go i obszedł dookoła. Po chwili szczeknął i wrócił do zabawy.
- Chyba mnie nie lubi - stwierdził nagle.
- Po prostu cię nie zna - powiedziała wzruszając ramionami.
- Muszę już iść - odparł po dłuższej chwili.
- Już? Tak szybko?
- Wpadłem tylko na chwilę, poza tym... - odszedł kawałek - Wolę koty - puścił jej oczko i odszedł. 
 "Pff... Woli koty" - naśladowała go w myślach. 
 Gdy Blue skończył się bawić ze swoim nowym kolegą Elsa wróciła z nim do domu, aby odpocząć. Resztę dnia spędziła na kanapie.
 Tydzień później, gdy przyszła do szkoły zauważyła, że jej przyjaciele są bardzo podenerwowani z powodu konkursu. Wszyscy próbowali ich pocieszyć i uspokoić, ale mało co pomagało. Na ostatniej lekcji pojechali do budynku, w którym miały odbyć się kwalifikacje. Inni zostali, ale wspierali ich duchowo. 
 Gdy zadzwonił dzwonek Elsa jeszcze musiała pójść do nauczyciela oddać prace z przed tygodnia, więc wyszła jako ostatnia ze szkoły. Rozejrzała się dookoła, ale nikt na nią nie czekał. Nagle usłyszała dzwonek telefonu. Wyjęła go z kieszeni i nawet nie patrząc kto dzwoni nacisnęła zieloną słuchawkę. 
- Halo? 
- Elsa? - usłyszała głos Tim'a. Zdziwiona popatrzyła się na numer, aby się upewnić, że to on.
- Tim? A ty nie jesteś na konkursie?- zapytała zdezorientowana. 
- Czekamy na naszą kolej, ale... Mam mały problem. Czas spełnić przysługę, którą mi wisisz - powiedział szybko.
- Co się stało?
- Zapomniałem gitary - odparł szybko. Jak to usłyszała prawie zrobiła facepalma.
- Jak to zapomniałeś gitary?! 
- Normalnie! Ze stresu zapomniałem. I moja prośba to czy mi ją przywieziesz... W około 10 minut. Jest w sali muzycznej...
- Dobra, spróbuje... - westchnęła wracając się szybko do szkoły.
- Wyślę ci adres - powiedział i się rozłączył.
 Wbiegła do sali i szybko zaczęła szukać gitary. Nie było to zbyt trudne, bo była naszykowana na widoku. Wzięła ją do ręki i wybiegła ponownie przed szkołę. Spojrzała na adres, który wysłał jej czarnowłosy.
- Gdzie?! To jest nie możliwe, żebym dotarła tam w mniej niż 10 minut - wrzasnęła widząc SMS'a.
- Jakiś problem? - usłyszała głos za sobą. Podskoczyła ze strachu.
- Dlaczego musisz mi to zawsze robić?! Już ci coś o tym mówiłam!!! - wydarła się na Jasona.
- Przepraszam, ale zauważyłem jak krzyczysz, więc się zaciekawiłem - wytłumaczył się z nerwowym uśmiechem - A tak w ogóle czemu krzyczałaś?
- Mój kolega zapomniał gitary na konkurs, a że wisiałam mu przysługę to poprosił mnie, żebym mu ją przywiozła - westchnęła ciężko.
- I... w czym problem?
- Że mam mu ją przywieść w mniej niż... Już 5 minut na ten adres - pokazała mu wiadomość - I nie mam jak tego zrobić!
- Ja cię mogę tam przywieść - zaproponował.
- Nawet samochodem nie będzie to trwało 5 minut - stwierdziła chowając telefon.
- A kto powiedział, że chce cię tam zawieść samochodem? - zaśmiał się.
- To niby czym? - zapytała poirytowana.
- Możemy się prze teleportować.
- Serio? - zapytała ożywiona.
- Tak, ale musisz się mnie złapać dosyć blisko - uśmiechnął się chytrze. Dziewczyna przewróciła oczami, ale się zgodziła. Założyła gitarę na plecy i złapała się chłopaka. Po paru sekundach byli na miejscu. Nic się w między czasie nie działo. Po prostu zamknęła oczy, a gdy je otworzyła była przed budynkiem tyle, że bez chłopaka. Zdziwiła się trochę, ale wzruszyła ramionami i pobiegła w stronę wejścia. Przez drzwi przeszedł Tim lekko podenerwowany. Gdy zobaczył Elsę od razu się rozpromienił i wziął od niej gitarę.
- Bardzo ci dziękuje! Oni chyba by mnie zabili, gdybym nie miał tej gitary - podziękował z uśmiechem od ucha do ucha.
- To oni nie wiedzą? - zdziwiła się.
- Na szczęście nie - zaśmiał się - No! To jesteśmy kwita! W sumie to chciałem wykorzystać przysługę w innym celu, ale ten też nie jest najgorszy - odparł przeczesując swoje włosy.
- W jaki sposób chciałeś ją wykorzystać? - zapytała ciekawa.
- Chciałem, żebyś się zapytała Amy, dlaczego jest na mnie obrażona, bo jak ja się o to pytałem to nie odpowiadała...
- Ale ty wiesz, że mogłam się o to zapytać bez przysługi?
- Serio? - zdziwił się.
- Tak, sama w sumie byłam ciekawa, dlaczego, więc...
- No właśnie! Nie rozumiem przez to dziewczyn. Obrażają się na cokolwiek, a potem mają do ciebie pretensje chociaż nic nie zrobiłeś. Chociaż czasem lubię ją zdenerwować, wygląda wtedy uroczo - odparł, a na ostanie się zaśmiał. Elsie rozszerzyły się oczy. "Co on powiedział?"
- Chwila... Powiedziałem to na głos - po chwili się zorientował - Ehm... Nie ważne... Idę, bo zaraz zauważą, że zniknąłem. Cześć i jeszcze raz dziękuje! - odparł nerwowo i wrócił do budynku przy okazji jeszcze waląc się w kolano o niezauważony słupek.
 Stała tam jeszcze chwilę, ale po chwili wróciła do domu. 
 Następnego dnia od razu pobiegła szukać Violence, żeby zapytać się o wynik.
- Viola! - zawołała kiedy zobaczyła dziewczynę. 
- Cześć Elsa - przywitała się rozpromieniona. 
- I jak? Przeszliście, prawda?
Violence przez chwilę była cicho jakby biła się z myślami, ale później się zaśmiała.
- Nie będę udawać... Tak! - pisnęła i podskoczyła z radości.

***

 Elsa wstała około siódmej. Razem z siostrą zjadły śniadanie i zaczęły się ubierać bardziej elegancko niż zwykle. Niebieskooka ubrała się w białą sukienkę z koronką i czarną wstążką przepasaną przez talię i czarne szpilki. Włosy związała w luźnego koka. 
 Gdy dziewczyna wkładała drobiazgi do swojej czarnej torebki do jej pokoju weszła ruda osóbka.
- Gotowa? - Ania zapytała podekscytowana.
- To raczej ja powinnam cię o to zapytać - zaśmiała się blondynka.
- Ja jestem i to jak! Nie mogę uwierzyć, że już za parę miesięcy będziemy chodzić do tej samej szkoły! - pisnęła szczęśliwa. Elsa podeszła do siostry i ją mocno przytuliła. 
- Idziemy? 
- No jasne! 
- Ale ty i tak idziesz jeszcze do innej szkoły - stwierdziła blondynka wychodząc z pokoju.
- Już ostatni raz - odparła ruda z przejętą miną. 
 Pojechały do swoich szkół. Elsa wyszła przed szkołę. Był piękny, słoneczny, letni dzień. Na niebie nie było ani jednej chmury, a pośród drzew były ptaki, które dawały piękny koncert. W przeciwieństwie do innych dni wtedy było wyjątkowo spokojnie. 
- Elsa! - usłyszała jak ktoś ją woła. Odwróciła się spokojnie, zobaczyła swoją kuzynkę. Włosy miała związane w warkocza, a ubrana była w różową, rozkloszowaną spódniczkę z czarnym paskiem, białą, elegancką bluzkę i czarne baleriny.
- Cześć Punzie - powiedziała podchodząc do kuzynki.
- Twoje pierwsze zakończenie roku w tej szkole... Jak się czujesz? -zapytała zaciekawiona.
- A jak mam się czuć? Czuję się tak samo jak w innych szkołach - odparła wzruszając ramionami.
- Powiedziałaś praktycznie to samo w pierwszy dzień szkoły - zaśmiała się złotowłosa.
- Hej dziewczyny! - usłyszały głos Meridy i Astrid.Astrid miała na sobie czarną sukienkę z czerwonymi elementami, a Merida jak zwykle nie dała się namówić na spódniczkę, więc założyła czarne spodenki i białą koszule. 
- Za ile się zaczyna apel? - spytała się ruda podchodząc do przyjaciółek. 
- Za jakieś 10 minut.
- Gdzie jest reszta? - zapytała zaniepokojona Elsa.
- Zespół jest już w szkole, ale chłopaki nie mam zielonego pojęcia gdzie - odparła złotowłosa. 
- Jesteśmy! - wrzasnęli ci, o których była mowa wbiegając na dziedziniec. 
- Nie spóźniliście się... Nowość - stwierdziła Astrid trzymają ręce na piersiach. 
- No nie? - zaśmiał się Flynn.
- Lepiej już chodźmy, trzeba zająć dobre miejsca - odparła zielonooka. Wszyscy poszli w jej ślady i ruszyli w stronę auli. 
 Gdy wszyscy zajęli już miejsca dyrektor wszedł na scenę i zaczął swoją przemowę. Podczas niej wspominał o roku szkolnym, podawał różne wyniki i osiągnięcia, dawał nagrody i żegnał się z maturzystami. Elsę średnio obchodziły wszystkie osiągnięcia i tego typu rzeczy. Czekała aż dyrektor wypowie to jedno zdanie i będzie już wolna. I w końcu nastała ta chwila.
- Dochodzi koniec naszego apelu. Wszyscy, którzy chcą jeszcze zostać na poczęstunek mogą no... Zostać, a reszta może się rozejść. Do widzenia, życzę miłych i bezpiecznych wakacji - skończył. Po jego słowach otrzymał falę oklasków. Po chwili uczniowie zaczęli się rozchodzić. Elsa wstała jak najszybciej i ruszyła w stronę wyjścia. Wybiegła na dziedziniec po drodze rozpuszczając włosy. Stanęła na środku z wielkim uśmiechem i krzyknęła.
- Hello Summer!!!







Hejo ^^
Nareszcie skończył się rok szkolny!!! Szkoda, że nie w realu ;-;
Tak wiem czerwiec taki długi xd Był opisany w aż jednym rozdziale! No, ale więcej pomysłu na niego nie miałam xd 
Mam nadzieję, że się wam spodobał ^^ A tak w ogóle to jak tam wrażenia z tego roku szkolnego? Jakie sytuacje najbardziej zapadły wam w pamięć?
Ale chwila, bo to brzmi jakby to był koniec... Spokojnie to dopiero początek :}
I chciałam wam coś powiedzieć. Jeśli jesteście w gimnazjum (lub w liceum O.o) to polecam wam przyjść chociaż na 20 minut do waszej starej szkoły. Ja tak zrobiłam wczoraj i przyznam wam się, że jak stamtąd wyszłam to byłam tak uchachana, że przez resztę dnia nie schodził mi uśmiech z ust. Rozmawiałam nawet z moją nauczycielką, której kiedyś wręcz nienawidziłam, a i tak było super :D Więc bardzo polecam ^^
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

poniedziałek, 14 marca 2016

Rozdział #40 "Pogadankowo"

 [Elsa]

  Wróciłam cała przemoczona do domu. Wyglądałam jakby dopiero co wyszła z pod prysznica tylko, że w ubraniach. Gdy zdjęłam buty od razu poleciałam do pokoju i zaczęłam wypakowywać książki z mokrego plecaka, a sama wlazłam później pod prysznic. Jak to pod prysznicem zwykle bywa, zamiast się myć, a przynajmniej opłukać stałam jak kołek i myślałam. Myślałam o mnie, moim życiu, ludzkości i o tym wszystkim o czym kobieta może myśleć. Najbardziej mnie martwił Jack. Rzadko był, a ja nawet do końca nie wiem co on na tych misjach robił. Parę razy już zbierałam się, żeby o to zapytać, ale wtedy albo go nie było albo było za dużo osób dookoła. Chociaż... Czemu by go teraz nie zapytać?
 Szybko się wykąpałam, wysuszyłam włosy i włożyłam na siebie w sumie byle co. Rzuciłam się na łóżko z telefonem w ręku i napisałam do Jacka.
- "Musimy pogadać"
 Wiedziałam, że albo odpisze praktycznie od razu albo nie odpisze wcale. Jak zwykle z resztą...
  Na szczęście pierwsza opcja się sprawdziła.
- "Dajesz"
Jak on mnie czasami irytował. Dlaczego faceci wszystko muszą załatwiać od razu? Oczywiście, że chciałam z nim porozmawiać w cztery oczy, a nie przez telefon. Z wielu powodów.
- "Ale nie w ten sposób. Przyjedź do mnie"
- "Wow... To musi być naprawdę ważne skoro ląduje na dywaniku u dyrektorki xd"
 Jedyne co wtedy chciałam zrobić to go trzasnąć.
- "Tak jest ważne, więc przyjedź i mnie nie denerwuj!"
- "Będę za 5 minut"
 No wreszcie, ile można... Byłam naprawdę ciekawa, a z drugiej strony zdenerwowana. No i oczywiście się martwiłam. Nie mógł tak znikać, a szczególnie, gdy był już prawie koniec roku i trzeba poprawiać oceny. Wiedziałam, że nie obchodziła go średnia ani szkoła, ale poprawiać klasy to mu na pewno bym nie pozwoliła.
 Poszłam szybko do Anki, aby powiadomić ją, że Jack zaraz przyjdzie. Nie przejęła się tym zbytnio. Słuchała muzykę i czytała jakieś komiksy... albo mangę. Nie zwróciłam uwagi.
 Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Uchyliłam delikatnie drzwi, aby się upewnić czy to na pewno bałwan przyszedł, ale gdy zobaczyłam białą czuprynę otworzyłam szerzej drzwi. Niebieskooki uśmiechnął się, ale od razu zmienił wyraz twarzy, gdy zobaczył mnie w całej okazałości.
- Coś się stało? - zapytałam lekko zdziwiona.
- Rzadko widzę cię w rozpuszczonych włosach i w takim stroju - uśmiechnął się delikatnie. Rzeczywiście szara, luźna koszulka i krótkie spodenki nie są strojem eleganckim.
- Nie będę się specjalnie dla ciebie stroić - uśmiechnęłam się chytrze i wciągnęłam go do domu.
- Jeszcze jest opcja, że to ja będę ciebie stroił - puścił mi oczko.
- Chyba w twoich snach - odparłam i udałam się w stronę mojego pokoju, a on za mną. Zamknęłam drzwi tak żeby Ania na pewno nie wlazła po czym usiadłam na łóżku obok Jacka. Chwilę się tak na siebie patrzyliśmy i nie wiedzieliśmy co powiedzieć.
- To... O czym chciałaś ze mną porozmawiać? - zapytał w końcu.
- O tobie - odpowiedziałam. Zrobił taką minę jakby miał parsknąć śmiechem, ale tego nie zrobił. Nie wiem czemu.
- Chciałam zapytać gdzie znikasz na całe dni - dokończyłam. W jednej sekundzie jego mina i postawa zmieniła się na zakłopotaną. Przeczesał swoje białe włosy i odwrócił wzrok. Chyba nie chciał mi tłumaczyć. 
- Przecież ci mówiłem, że jeżdżę na misje - odpowiedział dalej odrywając ode mnie wzrok.
- Taka odpowiedź mnie nie satysfakcjonuje... Chciałabym wiedzieć co ty na nich takiego ważnego robisz na tych "misjach" -  popatrzyłam się na niego z wyrzutem. Nie ruszył się, nic nie powiedział, nic nie zrobił. Siedział i nie zwracał uwagi na to co się dzieje dookoła. Westchnęłam ciężko i usiadłam mu na kolanach. Zdziwiony popatrzył się na mnie z lekkim rumieńcem. Z jednej strony chciałam się zaśmiać widząc jego minę, ale sprawa była dla mnie zbyt poważna. Patrzyłam się mu prosto w oczu, żeby się jeszcze chwile po zastanawiał.
- Martwię się o ciebie - powiedziałam w końcu - Naprawdę. Jesteśmy wszyscy w tym samym bagnie i chcę żebyśmy jak najszybciej z niego wyszli bez żadnych strat, ale żeby to się stało musimy sobie nawzajem pomagać. Nie chcę być jedyną osobą, która nie wie co się dzieje. Poza tym szkoła też jest ważna. Wiem, że cię ona w ogóle nie obchodzi, ale nie chcę żebyś poprawiał klasę. Im szybciej ją skończysz tym lepiej - skończyłam. Chyba nie wiedział co ma zrobić. Wyglądał jakby walczył z myślami. W końcu westchnął cicho i objął mnie w pasie.
- Nie chciałem cię martwić. Uznałem, że będzie lepiej jak nie będziesz wiedziała. Ale jak zwykle wszystko spieprzyłem. Dlaczego ja muszę być takim kretynem... - zaśmiał się smutno. Nie spuszczałam z niego wzroku. Czekałam aż w końcu odpowie na moje pytanie. Poza tym nie chciałam mu mówić, że tego nie spieprzył, bo tak nie było. Był kretynem, ale go kocham ponad wszystko, a muszę przyznać, że jego kretynizm był czasem słodki (poza jednym wyjątkiem). 
- Ukradli wspomnienia wróżce. Oczywiście nie wszystkie, ale kilkanaście, kilkadziesiąt. Nie wiem dokładnie ile. Wiemy, że między innymi... są tam twoje - tego się nie spodziewałam, ale mu nie przerywałam - Poza tym Mrok wrócił z "krainy martwych". W jakiś sposób powrócił do życia i znowu zaczyna terroryzować, niektóre miasta. Dlatego mnie tak często nie ma. Nie dość, że szukamy tych wspomnień to muszę się jeszcze zajmować koszmarami - nic więcej nie dodał. Zrozumiałam, dlaczego nie chciał mi tego powiedzieć, ale nie zmieniało to faktu, że byłam troszeczkę na niego zła. To, że Mrok już ożył wiedziałam, ale wspomnienia był dla mnie czymś nowym. Po co im były moje wspomnienia jeżeli już chyba wszyscy znają moją cholerną historię? 
- Wiecie kto dokładnie ukradł wspomnienia?
- Tak. Sławne trio i ten baran - odpowiedział szybko.
- Baran? Jaki baran? - wypaliłam nie wiedząc o kogo mu chodzi. Popatrzył się na mnie lekko zdziwiony.
- No ten czarnowłosy wampir - sprecyzował. Acha... Już wiem o kogo chodzi. Czemu go tak nazwał?... Acha... To też już wiem.
- Po co im moje wspomnienia?
- Tego nie wiemy. Może jest coś w nich czego jeszcze nie wiedzieli - odparł wzruszając ramionami. Popatrzyłam się na niego po czym uśmiechnęłam się czule. Tego się nie spodziewał.
- Dziękuje, że mi w końcu powiedziałeś - odparłam przechylając lekko głowę.
- T-to nie jesteś już zła?- zapytał robiąc duże oczy.
- Oczywiście, że jestem jeszcze zła, ale bym była bardziej jeżeli byś mi powiedział - zachichotałam. Odwzajemnił uśmiech. 
 Zamilkliśmy. W sumie to wszystko co chciałam wiedzieć, ale bardzo chciałam, żeby został. Po prostu. 
- Elsa... - zaczął zmieszany.
- Tak? 
- Bo wiesz... Zbliżają się wakacje i ten no, myślałem czy... Nie pojechałabyś gdzieś ze mną? Wiesz... Na taką wycieczkę - uśmiechnął się nerwowo. 
- Zależy na jaką wycieczkę i gdzie - odparłam. Zacisnął mocno usta jakby chciał powiedzieć, ale nie umiał. Zdziwiło mnie to trochę.
- Do Arendelle - powiedział szybko i patrzył na moją reakcję. Otworzył szerzej oczy i rozchyliłam lekko usta. Dlaczego on chciał mnie tam zabierać? Wie jakie było dla mnie trudne życie w nim to dlaczego? 
- Ale nie tylko tam! Ogólnie do Norwegii... Pozwiedzać, pobawić się. Po prostu taka tygodniowa wycieczka - poprawił się po chwili.
- Dlaczego chcesz mnie tam zabrać? - zapytałam w końcu. Popatrzył się na mnie z czułością.
- Elso... Wiem jakie było tam dla ciebie trudne życie, ale... Nie chciałabyś odwiedzić rodziców? Na wszystkich świętych cię przy nich nie było. Poza tym jestem pewien, że masz też jakiś dobre wspomnienia. Szczerze to ja... Sam też chciałbym odwiedzić swoich rodziców jeśli ich znajdę - wytłumaczył. Nie wiem dlaczego, ale zachciało mi się płakać. Nie wiem czy z tęsknoty czy, dlatego że wspomniał o moich rodzicach lub o swoich. Poczułam jak do moich oczu na pływają łzy, ale na moje usta wkradł się uśmiech. Zaczęłam się cicho śmiać z samej siebie. Naprawdę nie wiem co się ze mną działo, ale dwie sprzeczne ze sobą emocje dominowały mną. 
 Jack widząc moją reakcję przytulił mnie mocno, ale sam się uśmiechnął.
- To mogę poznać odpowiedź?
- Tak... Pojadę z tobą - zaśmiałam się równocześnie pociągając nosem - Sami?
- Sami. Tylko my we dwoje - uścisnął mnie jeszcze mocniej. Wiedziałam jednak, że nie tylko po to chciał tam pojechać. Znałam go, bardzo dobrze go znałam. Byłam pewna, że jedzie tam też jako strażnik marzeń
- Jack?
- Tak śnieżynko? 
- Czy myślisz, że tam znajdziesz wspomnienia? - zapytałam. Poczułam jak się wzdrygnął, trafiłam w sedno. Odsunął się na tyle by zobaczyć moją twarz.
- Czasami jesteś tak sprytna i mądra, a z drugiej strony tak uparta i upierdliwa, że aż słodka - westchnął uśmiechając się. Nie mogłam powstrzymać się, aby nie zachichotać. Złapałam go delikatnie za poliki i przysunęłam moje usta do jego czoła. 
- Kocham cię - szepnęłam. Złapał delikatnie moją rękę i uśmiechnął się pod nosem.
- Ja ciebie też...

***

 Jeszcze parę dni i maj się skończy, a po maju czerwiec, a po czerwcu wakacje. Mimo, że został miesiąc do nich jeszcze dużo się będzie działo...
 Trzy dni przed końcem maja przyszłam do szkoły w nastroju takim jak zwykle. Nic przez cały dzień się w sumie nie działo. Dzień jak dzień. Nurtowało mnie to, że jeszcze nie spełniła przysługi Tim'owi. Bałam się co dla mnie szykował, a przydałoby się mu jakoś odwdzięczyć po tej felernej chemii.
 Gdy powoli kierowałam się do wyjścia poczułam jak ktoś mnie łapie za rękę. Odwróciłam się zaskoczona. Przede mną stała Violence z szerokim uśmiechem. Pod pachą miała jakąś teczkę, która wyglądała jakby miała zaraz pęknąć, a na drugiej miała przewieszoną torbę.
- Gdzie tak pędzisz? Jeszcze nie skończyłyśmy - zaśmiała się. Popatrzyłam się na nią lekko zdezorientowana.
- Nie skończyłyśmy jeszcze piosenki - sprecyzowała i ruszyła razem ze mną do sali muzycznej. Westchnęłam z uśmiechem i poszłam za nią. Posadziła mnie na krześle przed fortepianem, a sama zaczęła szperać w teczce. Przyglądałam się utworom, które po kolei wyrzucała przy szukaniu tego właściwego. Niektóre były napisane przez nią, a inne były po prostu nutami sławnych piosenek. Podniosłam jeden utwór przy okazji. Napisany był przez nią. Zaczęłam czytać tekst i nuty. W niektórych miejscach było coś poskreślane, a czasami nuty urywały się w połowie. Nagle poczułam jak kartka nie jest już w moich rękach. Spojrzałam na Violence, która przyglądała się piosence. Po chwili się zaśmiała.
- Gdzie ty to wygrzebałaś? Ostatnio tego szukałam! Nie skończyłam pisać nut dla perkusji - odparła i schowała je w mniej zakryte miejsce. 
- Dla perkusji? Piszesz nuty dla każdego instrumentu? - zapytałam zdziwiona.
- Oczywiście! Przecież umiem grać na wszystkich - odparła i usiadła obok mnie dając naszą piosenkę na podpórkę. 
- Dlaczego "Kids in the dark"? - spytałam, gdy fioletowooka miała już coś powiedzieć. Uśmiechnęła się smutno.
- Niektóre teksty mogą ci się wydawać dziwne, ale wszystkie piosenki mają dla mnie głębszy sens. Czasami bardzo mocno ukryty, ale nigdy nie piszę utworów na odwal. Ten tekst też ma dla mnie ogromne znaczenie, ale na razie nie mogę ci go powiedzieć. Może to się kiedyś zmieni - wytłumaczyła - Dobra! Na razie wracajmy do pisania!
 Nie szło nam tak źle. Viola bardzo rzadko poprawiała mój tekst. Nadal strasznie trudno mi było uświadomić sobie, że piszę na poważnie piosenkę z moją przyjaciółką.
 Gdy zapisywała kawałek dłuższego tekstu sięgnęłam po telefon do mojej torby, aby sprawdzić godzinę. Mój wzrok przykuło coś w torbie fioletowowłosej. Spojrzałam jeszcze raz na nią, ale była tak pochłonięta pisaniem, że mnie nawet nie zauważyła. Odchyliłam lekko torbę by zobaczyć co jest w środku. Zauważyłam coś bardzo podobnego do maski tlenowej, było jedynie troszkę mniejsze i wygląd był lekko zmieniony. Z jednej strony byłam strasznie zdziwiona, a z drugiej strony zmartwiona. Po co jej coś takiego? Ma problemy z oddychaniem?... 
- Co robisz? - zapytała na chwilę odrywając się od pisania.
- Eee... Sprawdzam, która godzina - uśmiechnęłam się nerwowo pokazując jej telefon. Odwzajemniła uśmiech. 
 Na razie nie chciałam się jej o to pytać. Wróciłam na miejsce obok niej. Zachowywałam się jak nigdy nic, ale w duchu strasznie się martwiłam. Jeżeli moje podejrzenia były prawdziwe to Viola grała w bardzo niebezpieczną grę...




ECH!!! Czuje się jak hipokryta ;-; -.- Zrobiłam jeszcze dłuższą przerwę niż przedtem za co bardzo was przepraszam (już nie wiem, który raz), ale nawet w ferie nie miałam czasu! To jest takie irytujące! I przyznam się, że miałam lekką amnezję... Znaczy nie taką prawdziwą, ale po powrocie do Polski kompletnie zapomniałam o czym ja ostatnio pisałam i musiałam sobie odświeżyć pamięć. No i szczerze mówiąc nie miałam weny. Szkoła wysysa ze mnie resztkę życia. Śpię mniej i więcej się uczę... Co chwila mam jakiś sprawdzian! -.- Na dobrą sprawę zmieniłam troszeczkę styl mojego życia (na bardziej zdrowy) i miałam jeszcze mniej czasu... Ale nie będę o tym znowu pierniczyć, bo doskonale wiecie jak to jest z tym piekłem. Ale na szczęście za 3 miesiące WAKACJE!!! <3 Odliczamy xd 
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i wiem, że było strasznie słodko (normalnie połączenie karmelu, cukru i czekolady w lodach o smaku gumy balonowej), ale to tylko na razie. Później mam nadzieję, że będzie się działo XD
I tym razem naprawdę postaram się pisać częściej...
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział #39 "Czego ja się o nim dowiaduje"

- Ro... dzeństwem?... CO?! - Elsa i Jack wrzasnęli jednocześnie. Jason odwrócił wzrok, a Madison nie ukazywała żadnych szczególnych emocji. 
- Co w tym złego? - zapytała obojętnie. Białowłosemu opadła szczęka, a blondynka podniosła lekko palec i zaczęła wskazywać na nich z jednej na drugą. 
- Ale wy... - mówiła przeciągając każdą literkę.
- To nie jest tak jak myślisz - burknął czarnowłosy patrząc się w ścianę.
 Przyglądając się im stwierdziła, że rzeczywiście są bardzo do siebie podobni. Oboje mieli takie same krwisto czerwone oczy, kruczoczarne włosy i bladą skórę. Jakby się głębiej zastanowić zachowywali się również bardzo podobnie. Jedyne co jej nie pasowało to to, że Jason był wampirem, a Madison została stworzona przez Mroka, więc wampirem za bardzo być nie mogła. Więc kim była matka chłopaka?
- Dokończmy to po co tu przyszliśmy - warknęła nagle Jinx szybko podchodząc do Elsy. Gdy była już blisko niej Jack odgrodził jej przejście swoją drewnianą laską.
- Nie waż się do niej zbliżyć - syknął.
- Myślisz, że się ciebie boję? - powiedziała uśmiechając się diabelsko.
- Nie... Ale ja też nie jestem bezbronna. Nie będzie ci tak łatwo go dostać - blondynka odpowiedziała za chłopaka. Niebieskowłosa już sięgała ręką po swój pistolet, gdy Jason wziął ją za ramiona i pociągnął do tyłu. Potem zamachnął się ręką i wszyscy zniknęli. Elsa i Jack stali tak jeszcze chwilę z wytrzeszczonymi oczami.
- Co tu się właśnie stało? - spytał białowłosy otrzeźwiając.
- Nie wiem... Ale dalej nie potrafię w to uwierzyć... Jakim cudem oni są rodzeństwem?! - podniosła głos na to ostatnie.
- Szczerze to nie spodziewałem się, że Mrok stworzył jeszcze jednego sługę - powiedział po chwili. Spojrzała na niego zdziwiona.
- W jakim sensie "sługę"? 
- No nie powiesz mi, że oni nie są jego sługami. Nie rozumiem tylko po co mu ich tyle...
- Nie uważam żeby on ich stworzył w całości. Dlaczego w takim razie Jason jest wampirem? Nie sądzę, aby Mrok potrafił tworzyć takie osoby - mówiła coraz bardziej podenerwowana.
- Sugerujesz, że mieli jakąś matkę? - zapytał chowając ręce do kieszeni.
- Oczywiście! Nie znam się na tworzeniu ludzi i istot magicznych, ale skądś musiał wziąć jakieś geny, nie? 
- Trzeba by było się zapytać Northa co o tym myśli... To on mi powiedział, że Mrok stworzył Madison, ale nie wiem skąd ma takie informacje - zamyślił się na chwile po czym się uśmiechnął - Nie myślmy już o tym... Choć! Odprowadzę cię! - powiedział weselej chwytając ją za rękę i wyprowadzając z zaułka. Odwzajemniła uśmiech i przybliżyła się do chłopaka opierając głowę o jego ramię, który później ją objął. Tak w ciszy białowłosy odprowadził dziewczynę do domu po czym sam wrócił do swojego.
 Następnego dnia Elsa pojechała do szkoły samochodem. Tym razem o niej nie zapomnieli. Niestety dalej od Anki nie wyciągnęła tego w jaki sposób stwierdziła, że nie ma jej rano obudzić. 
 Od razu, gdy weszła do szkoły poczuła rękę na ramieniu przez, którą została zaciągnięta do sali muzycznej. Dopiero, gdy osoba posadziła ją na krześle zorientowała się, że to Violence.
- Coś się stało? - zapytała niepewnie patrząc na dziewczynę.
- Tak! Twoja wersja piosenki jest genialna, a przez Maksa jej nie dokończyłaś! - powiedziała na co Elsa wywróciła oczami.
- Viola, proszę cię! Ja się jeszcze nie obudziłam... Nie mam humoru, żeby mówić o takich rzeczach - odparła po czym ziewnęła i przetarła oczy. 
- A pomogłabyś mi ją później dokończyć? - zapytała robiąc słodkie oczka. 
- ... Naprawdę sama nie potrafisz jej skończyć? - uniosła jedna brew do góry. Fioletowooka pokręciła głową.
- Ale ja nie mam talentu muzycznego! Nigdy nie pisałam piosenki i raczej nie będę pisać!
- Tylko jedna! Chyba, że rzeczywiście jest to dla ciebie taki kłopot to nie będę cię zmuszać, ale no proszę! Kudasai! - złożyła ręce, ukłoniła się lekko i popatrzyła na nią słodkimi oczkami.
- Ech, ja po prostu nie chce ci zniszczyć hobby. Jeśli wyjdziecie na wyższą skale, a na przykład sponsorzy zobaczą jakąś ni jaką piosenką to na pewno się doczepią - stwierdziła zakładając ręce na piersi. Violence na jej wypowiedź wybuchła śmiechem. 
- Serio? Elso... Spokojnie, jak się doczepią to już ich problem, ale ja cię proszę. Zrób to dla mnie.
- Hmm... No dobra - w końcu się zgodziła. W tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcje, więc razem popędziły do klasy. Violence jak zwykle dosiadła się do Maksa, a Elsa poszła do Amy, która akurat siedziała sama. 
 Lekcja się zaczęła, ale blondynka odpłynęła myślami. Spojrzała się ukradkiem na bruneta i na dziewczynę. Zastanawiała się kim tak naprawdę dla siebie są. Słyszała, że znają się od dzieciństwa, ale nigdy nie usłyszała w jaki sposób się poznali. A to wydawało jej się trochę dziwne. Violence była z Japonii, a Maks najprawdopodobniej z Ameryki, więc nie do końca rozumiała jak oni się poznali. Poza tym ostatnio jak spędzała z nią czas brunet złapał ją za rękę i odciągnął od niej. Była ciekawa co się stało. Czasami wydawało jej się, że coś ukrywali, ale gdy już miała pomysł co to wszystko ulatywało i wracała do punktu wyjścia. 
 Po chwili potrząsnęła głową, aby się ogarnąć. Była zbyt ciekawska i znowu wtrącała się w nie swoje sprawy. 
 Ale myśląc o miłości przypomniał jej się ostatni wieczór. To co się stało było.... Mocno dziwne. Zniknęli tak szybko, że nie miała nawet okazji wypytać się o różne rzeczy. Przynajmniej zrozumiała, dlaczego Madison przez ostatnie tygodnie patrzyła się na nią jakby się miała zaraz rzucić. Raczej wiedziała, że widziała się z Jasonem, a jak zauważyła była o niego strasznie zazdrosna. Nie umiała jednak pojąć... tego. Przecież byli rodzeństwem! To tak jakby Mike i Luna mieli się w sobie zakochać! No nie! Nie znała ich jakoś dobrze, ale to i tak trochę chore. Wiedziała, że Madison nie jest normalna, ale no...
 Po chwili klepnęła się w czoło. Znowu mieszała się w nie swoje sprawy, ale była tak bardzo ciekawa, że była gotowa wypytać go o wszystko. 
- Coś się stało? - usłyszała głos obok siebie. Spojrzała na brunetkę. Wyglądała na zmieszaną - Nie rozumiesz co pan teraz mówi?
- Nie.... Po prostu... Co byś zrobiła gdybyś miała... Wiedziała o kogoś sytuacji, bardzo by cię kusiło żeby dowiedzieć się więcej, ale wiedziałabyś, że to nie właściwe, a może i nawet trochę bezczelne? - zapytała, ale w taki sposób żeby się niczego nie domyśliła.
- Co? Znaczy... Zależy jaka byłaby to sytuacja - zamyśliła się przez chwilę.
- No nie wiem... Na przykład miłość? - próbowała ją naprowadzić, ale nie mówić nic więcej.
- Jeśli miłość no to oczywiście, że się wtrącać! Do takich tematów zawsze się trzeba zagłębiać - puściła jej oczko. Zaśmiała się. Może i miała rację...
- Snow! Suncry! - wrzasnął nauczyciel - Z czego w się tak chichracie?
- Z niczego proszę pana! My słuchałyśmy - blondynka próbowała uratować sytuacje.
- Ach tak? To Snow idzie do tablicy rozwiązać równanie - powiedział i usiadł za biurkiem. Opadły jej ręce. Szykowała się jedynka. Nie słuchała w ogóle, a teraz ma to jeszcze rozwiązać? 
 Powoli wyszła z ławki i pokierowała się w stronę tablicy. Chemia... Jej mocna strona. Równania, wzory strukturalne itd. to nie była jej bajka.
- Tylko, że ja nie zrozumiałam - to była jej ostatnia deska ratunku.
- Ale przecież słuchałaś! Powinnaś umieć perfekcyjnie - popatrzył się na nią zwycięską. Trzymał już czerwony długopis w ręce aby wpisać pałę. Popatrzyła się na innych uczniów błagalnie. Przy okazji zauważyła, że nie ma Jacka. Znowu... Musiała z nim tym porozmawiać. Nie powinien tak często wyjeżdżać.
- Proszę pana, przecież widać, że nie zrozumiała. Może niech pan wytłumaczy to jej jeszcze raz - powiedział nagle Tim. Zrobiła duże oczy. Z tego co pamiętała (jak się nie wyłączała) chłopak był dosyć dobry z chemii, ale nauczyciel nie za bardzo go lubił. Chyba za charakter i za to, że nie mógł mu nigdy wpisać żadnej pały.
- Panie Grayson... Ale przecież ona sama powiedziała, że słuchała, więc powinna to bez problemu rozwiązać - nauczyciel został jakby zbity z tropu. Popatrzyła się jeszcze raz na całą klasę. Większość patrzyła się na niego z podziwem albo zdziwieniem. Ale zauważyła, że nauczyciel nie był jedyną osobą, która patrzyła się na czarnowłosego z chęcią mordu. Amy wcale nie wyglądała lepiej . Wyglądała jakby się miała zaraz rzucić na chłopaka. Czasami naprawdę jej nie rozumiała. Ona sama była w miarę szczęśliwa, bo jakby jego plan się udał nie dostałaby pały.
- Ale wysłuchać, a zrozumieć się trochę od siebie różni. Mogę pójść do tablicy rozwiązać to równanie i wytłumaczyć po kolei co robię, a potem pan zadałby jej inny przykład. Może wtedy zrozumie - odparł uśmiechając się delikatnie. Nauczyciel wyglądał na zmieszanego. Patrzył się przez chwilę na niego, ale później westchnął.
- Niech ci będzie, idź zrób ten przykład - powiedział wskazując na tablice. Tim poszedł zwycięskim krokiem i bez problemu rozwiązał przykład tłumacząc po kolei co robi. Elsa westchnęła w duchu, bo przypomniało jej się, że kiedyś o tym czytała. Gdy nauczyciel zadał nowy przykład rozwiązała go bez problemu.
- Tym razem masz szczęście, ale następnym spróbuj lepiej zrozumieć i więcej słuchać, a nie gadać - odparł nauczyciel  wpisując coś w dzienniku.
- Dobrze proszę pana - powiedziała próbując już nie wchodzić z nim w żadną kłótnie. Nauczyciel chemii wrócił do lekcji. 
 Gdy był tak bardzo pochłonięty swoją wypowiedzią i nie zwracał zbytnio uwagi co się dzieje dookoła niego. Elsa zagadała jeszcze raz do brunetki.
- Ja cię czasami nie rozumiem - stwierdziła szepcząc.
- Dlaczego? - nie zrozumiała o co jej chodzi.
- Tim mi właśnie pomógł, a ty wyglądałaś mniej więcej  jak nauczyciel... Czyli próbowałaś zabić go wzrokiem - wyjaśniła.
- Bo ten debil znowu się naraża! Ja tylko czekam aż on dostanie jakąś pałę i będę mogła powiedzieć "A nie mówiłam?"
- ... Dalej nie rozumiem dlaczego się tak na niego patrzyłaś - odparła nie odpuszczając.
- Bo mnie strasznie irytuje takim zachowaniem! - odparła zapisując coś w zeszycie. Przez chwilę była cisza, ale Elsa nie dawała za wygraną.
- A może ty się po prostu o niego martwisz?
- Martwię? Ha! Bardzo śmieszne! On się powinien o siebie sam martwić, a nie żeby ktoś go w tym wyręczał... I koniec tematu! - burknęła i wróciła do pisania. Po 5 minutach zadzwonił dzwonek, a wszyscy uczniowie zaczęli powoli wychodzić.
 Gdy blondynka już miała wyjść z klasy poczuła jak ktoś ją chwyta za nadgarstek i ciągnie z powrotem do sali.
- Za tą akcje wisisz mi przysługę - odparł czarnowłosy.
- Nie ma problemu! Uratowałeś moją średnią. Jedyne czego mi brakuje to pała z chemii, której nie mogę poprawić - uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Nie musisz się przynajmniej denerwować! A! I przygotuj się, bo może tą przysługę spełnisz mi już jutro - uśmiechnął się i jako jedna z ostatnich osób wyszedł z klasy, a niebieskooka poszła w jego ślady.
 Gdy doszła już do grupy dziewczyn zobaczyła wielki grymas na twarzy swojej kuzynki.
- Coś się stało? - zapytała zdezorientowana.
- Widzisz te chmury? Oj, będzie dzisiaj lało, a ja chciałam iść z Flynnem na spacer - odparła smutna Punzie.
- Lepiej dla niego - zaśmiała się Merida.
- Dla mnie za to nie... Powiedziałam, że wrócę na nogach, a nie chce już tego zmieniać, A zapowiadała się taka ładna pogoda - powiedziała Elsa patrząc się na czarne chmury za oknem - Mam nadzieję, że nie będzie padać resztę dnia.
- Wydaje mi się, że to jest bardzo prawdopodobne - odparła niebieskowłosa.
 A pogoda się nie poprawiła. Padało z przerwami, ale solidnie.
 Przez resztę dnia również nic bardziej ciekawego się nie działo.
 Gdy Elsa wyszła ze szkoły po lekcjach akurat przestało padać i modliła się żeby tak zostało aż nie dojdzie do domu. Ale jej nie wysłuchano i gdy w połowie drogi przechodziła przez park znowu zaczęła padać. Weszła pod jedno z drzew, aby za bardzo nie zmokła, ponieważ nie wzięła parasolki z domu. Stwierdziła, że skoro deszcz co chwilę przechodzi to może chwilę poczekać.
 Nagle poczuła się obserwowana. Niepewnie zaczęła się rozglądać. Po chwili szukania wzrokiem zauważyła pod jednym drzewem wysoką zakapturzoną postać, która się je intensywnie przyglądała. Gdy mignęło coś czerwonego przestała się bać. Przetarła oczy by poprawić widoczność, ale gdy to zrobiła postać zniknęła.
- Hejo - usłyszała nagle koło swojego ucha. Pisnęła i odskoczyła z przerażenia. Przed sobą zauważyła Jasona wiszącego do góry nogami na drzewie. Nie wiedziała czemu, ale przypomniał jej się w tej chwili Jack, kiedy zrobił coś podobnego.
- Chłopie, chcesz abym dostała zawału?! - wrzasnęła zdenerwowana.
- Nie koniecznie - zaśmiał się i zszedł z drzewa.
- Dlaczego mi się przyglądałeś? - zapytała doprowadzając się do porządku.
- Bo lubię - odparł dalej z uśmiechem na ustach.
- Często to robisz? - wypaliła, ale po chwili tego żałowała.
- Kiedy tylko mogę - odparł odgarniając jej mokry kosmyk z czoła. Poczuła ciepło na policzkach. "Dlaczego ja się rumienię?!" - zapytała się w myślach.
- Chciałeś coś ode mnie? - zapytała po chwili.
- Tak, chciałem ci wytłumaczyć... Mniej więcej co się wczoraj zdarzyło - odparł mierzwiąc swoje włosy - Poza tym ty też chciałaś mnie widzieć!
- Skąd to niby wnioskujesz?
- Z twojej wczorajszej miny - zachichotał, ale prawie od razu spoważniał.
- To... Co chciałeś mi wyjaśnić? - próbowała go zachęcić do tłumaczenia.
- Że to nie jest tak jak myślisz - odparł odwracając wzrok. Popatrzyła się na niego miną "Serio?".
- Ja nawet nie wiem co myślę! - wrzasnęła po chwili.
- Chodzi mi o to, że to nie jest żadna patologia ani kazirodztwo! To... To jest o wiele bardziej skomplikowane niż ci się wydaje.
- To żeś dużo mi wytłumaczył - burknęła niezadowolona. Na tą wypowiedź się zaśmiał.
- To powiedz mi co dokładnie chcesz wiedzieć, a ci spróbuje to jakoś wytłumaczyć.
- Czy Mrok żyje czy jeszcze jest w "śpiączce"? - zapytała krótko.
- Żyje i ma się dobrze - odparł tak samo krótko.
- Czemu Madison tak wybuchnęła i cię pocałowała?
- Nie wiem... Jej się pytaj.
- A tego nie rozumiem... Skoro jesteś synem Mroka to dlaczego jesteś wampirem? - to ją chyba najbardziej nurtowało. Na tę pytanie się zmieszał.
- Nie jestem do końca wampirem... Jestem pół demonem-pół wampirem, chodzącym wybrykiem natury. A to wszystko przez to, że Mrok był kiedyś strażnikiem, a później stał się demonem, nie tylko z nazwy, a moja matka była wampirem - wytłumaczył po chwili odgarniając mokre kosmyki z czoła.
- Kim była twoja matka? - zapytała nie myśląc do końca co mówi. W końcu nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.
- A ja się zastanawiam, dlaczego chcesz tak wiele o mnie wiedzieć... Albo jesteś bardzo ciekawska albo mnie bardzo polubiłaś - uśmiechnął się chytrze. Teraz czuła jak jej policzki już pieką. "Dlaczego?!" zapytała się ponownie. Złapała się za policzki i obróciła się do niego bokiem. "Dlaczego ja się tak zachowuje?!" zapytała się jeszcze raz. Potem usłyszała śmiech. Poczuła jak jest przyciśnięta do drzewa i nie trzyma się już za poliki. Chłopak opierał się jedną ręką o drzewo nad jej głową, a drugą miał włożoną do kieszeni. Na twarzy witał mu ogromny uśmiech.
- Ale z jedną kwestią muszę się zgodzić z twoim chłopakiem... Naprawdę ładnie wyglądasz jak się rumienisz - wyciągnął rękę z kieszeni i włożył jej kosmyk za ucho. Przeszedł ją dreszcz od jego bliskości, ale poczuła, że robi się jeszcze bardziej czerwona.
- Nienawidzę cię - powiedziała dziecięcym głosem na co ona zachichotał.
- Jasne... Dobra! Dzieci powinny być o tej godzinie w domu, a że przestało padać możesz już wracać...
- Ej! Nie jestem dzieckiem! - sprzeciwiła się robiąc minę jeszcze bardziej obrażonego dziecka.
- He, he! Dla mnie jesteś. Jestem starszy od Jacka, a co dopiero od ciebie - mrugnął do niej i odszedł kawałek - Do zobaczenia, dzieciaczku! - pożegnał się i zniknął. Stała tak jeszcze chwilę zmieszana, ale po chwili westchnęła.
- Czego ja się o nim dowiaduje - odparła i ruszyła w stronę domu.




Hejo ^^
Witam was jeszcze raz po dłuuuuu[...]uuugiej przerwie, ale jak już mówiłam nie miałam czasu, ponieważ między innymi nie jestem w Polsce. Ale dobra... Pewnie was to nie obchodzi.
Czasami się zastanawiam czy ktoś w ogóle wyczekuje na następne rozdziały. Mam wrażenie, ze ten blog powoli robi się nudny. Ciągle poruszam te same tematy, a akcja długo się ciągnie. Mam jeszcze wiele pomysłów, ale trudno mi zapełnić resztę rozdziału. Poza tym doszliśmy do najbardziej wyczekanego momentu czyli pocałunku naszej kochanej Jelsy i mam wrażenie, że po nim sporo osób odeszło... Nie mam zamiaru zawieszać bloga, bo planuje go na pewno skończyć, ale zastanawiam się czy ktoś w ogóle wytrwa do końca. Mimo wszystko go skończę no chyba, że już będę tak załamana nim, ze nie będę mogła już więcej pisać... 
Ale jeśli jakieś osoby dotrwały  do tego momentu to bardzo się cieszę ^^
A więc zapraszam na kolejny spontaniczny, nie przemyślany i beznadziejny rozdział ;) 
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

środa, 10 lutego 2016

16 La!!! ^^ Szczęśliwa liczba xd

 Witam po krótkiej przerwie! Przepraszam, że mnie nie było przez dłuższy czas, ale życie prywatne i szkoła nie pozwalały mi zbytnio na bloga :/ Wydaje mi się czy zrymowałam? XD Dobra, nie ważne...
 Szczerze mówiąc to jeżeli wszystko dobrze wypali to będziecie mieli rozdział, a jeżeli nie to pojawi się dopiero za dwa tygodnie, ponieważ wyjeżdżam na ferie do Włoch, a tam nie będę miała za bardzo jak pisać :/ Ale trzymajcie kciuki, że wszystko wypali, bo za 3 godziny wyjeżdżam i nie skończyłam jeszcze rozdziału XD Ale spokojnie... Na drugi tydzień ferii będę w domu, więc będę pisać ;) 
 Dobra! Wracamy do La! To chyba już 16... Moja szczęśliwa liczba XD W każdym razie bardzo dziękuje  za nominacje i zapraszam do niej ^^ Na razie ma mało rozdziałów, ale jestem pewna, że jak do niej przyjdziecie i napiszecie jakiś miły komentarz to wena przyjdzie z dwukrotną siłą ^^ Sama też się postaram, bo ostatnio nie miałam okazji czytać blogów... Więc jak jest tu jakaś blogerka, u której ostatnio nie komentowałam to przez to, że nie miała czasu, a nie że przestałam czytać...

A, więc... ZACZYNAMY!!!:



1. Jaki jest twój ulubiony sport ?
Hmm... Pływanie, jazda konno, jazda na nartach... Tego typu rzeczy xd Ostatnio mam z tym problem, bo jak w poprzedniej szkole bardzo lubiłam wf to tak teraz to tak jakoś średnio ;-;

2. Zima czy lato ?
Zima! <3 A najlepiej jak pada śnieg *.* Przez początek stycznia pięknie sypało i codziennie idąc do szkoły mogłam widzieć to piękne cudo ^^ Lato też bardzo lubię (szczególnie, że jest wolne), ale co mnie denerwuje to upał i robaki typu komary i muchy... Najbardziej denerwujące stworzenia na ziemi -.-

3. Kakao czy gorąca czekolada ?
Ja tam za bardzo różnicy nie widzę xd (nie załamujcie się nade mną) Zależy... W domu kakao, ale na mieście czekolada ^^

4. Creepy czy Cute ?
Nie do końca rozumiem pytanie, ale spróbuję jakoś odpowiedzieć... Raczej creepy xd Wolę czarny od różu, słucham metalu i rocka, a nie typowego popu, co chwilę mam ochotę kogoś zabić, rzadko przytulić (ogólnie jestem spokojna, ale jak mnie ktoś zirytuje to po nim xd) Poza tym jak ktoś powie, że jestem słodka to ja i moi dobrzy znajomi wybuchniemy śmiechem XD Naprawdę osoby, które mnie znają nigdy tak nie powiedzą chyba, że dla żartu...

5. Czy jakbyś była w zaawansowanej ciąży jakie byś  imię nadała swojemu dziecku ?
Co to za pytanie O.o XD Nie wiem... Raczej na razie nie planuje dzieci xd Zależy od płci :D

6. Co wolisz : 
siedzieć na dworze w zimę tylko w podkoszulku i krótkich spodenkach 
czy 
siedzieć na dworze w lato(temperatura 40 stopni) ubrana w sweter , kurtkę ocieplaną i długie ogrzewane spodnie ?
Zdecydowanie to pierwsze! Może, dlatego że już to robiłam xd Poza tym wolę jak mi jest za zimno niż jak za gorąco.

7. Spódniczki czy spodnie ? Dlaczego ?
Spodnie!!! Nienawidzę spódniczek!!! Jestem straszną chłopczycą i jeśli muszę założyć spódniczkę to umieram... Dlaczego?... Pierwszy już podałam, drugi nie są według mnie wygodnie, po trzecie trauma z dzieciństwa xd Nie pytajcie.... ;-; (od razu mówię nie związana zbytnio ze mną, ale jednak!)

8. Kot czy pies ? Dlaczego ?
Pozdrawiam Kicię "Neferiti" ^^ Wolę psy ;) Nie drapią, nie syczą, mocno nie gryzą, lepiej okazują uczucia... I fani kotów na mnie w tym momencie najeżdżają xd Lubie koty, ale wolę psy ;)  Sama mam jednego, a kota nie miałam. Chociaż? Nie jednak nie xd

9. Wolisz uprawiać sporty czy malować / rysować / szkicować ? 
Zdecydowanie bardziej wolę rysować! <3 Ostatnio robię to bardzo często i testuję przy okazji różne techniki ^^ Na przykład ostatnio próbowałam malować stylem Van Gogha ;) Coś wyszło, ale i tak było śmiesznie, bo razem z moją przyjaciółką używałyśmy rąk zamiast pędzli xd I jak wcześniej mówiłam używam Pro Markerów. Muszę się przyznać, że moja kolekcja się trochę powiększyła, bo mam już ponad 40 markerów, więc... No trochę ich jest XD No i oczywiście podstawa czyli ołówek ;) Ogólnie na ten temat mogę dużo mówić, ale nie chcę was przynudzać...

10. Czy podobały ci się pytania ? Jeżeli tak / nie to dlaczego ?
Spodobały mi się ^^ Ogólnie rzadko pytania mi się nie podobają chyba, że są bardzo osobiste albo jeśli ktoś zadaje pytanie "Kiedy next?" Cieszę się, że czekacie na rozdziały, ale czasami mam dość takich pytań. Jeszcze raz dziękuje za nominacje :***




A wiec to koniec na dzisiaj. Na pewno kogoś nominuje, ale o tym będzie oddzielny post i na pewno pojawi się trochę później ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***