piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział #33 "I didn't know I was lost "

 [Elsa]

 Na drugi dzień od razu po obudzeniu pobiegłyśmy na śniadanie, ponieważ trochę zaspałyśmy. Nic w sumie ciekawego. Bułki, owoce, wędliny, nabiał, kawa i herbata. 
 W międzyczasie pani omawiała dzisiejszy plan dnia. Najpierw mieliśmy iść do naszej głównej atrakcji czyli nad Niagarę, a później do jakiegoś muzeum motyli. Czy czegoś takiego. Mieliśmy wracać dopiero do hotelu koło dwudziestej, więc trzeba było się spakować.
 Po śniadaniu poszłyśmy do pokoju i spakowały nasze plecaki. Ja wzięłam moje podstawowe rzeczy. Na wszelki wypadek wzięłam jeszcze szkicownik, bo trochę mieliśmy siedzieć przy tym wodospadzie. Z tego co widziałam Astrid wzięła jeszcze talię kart, Merida chyba jakiegoś małego drona, Punzie również wzięła szkicownik i oczywiście swój aparat. 
 Dokładnie o 10:00 wyszliśmy z hotelu i powoli udaliśmy się nad wodospad. Pogoda była bardzo ładna. Słońce świeciło i było bardzo ciepło przez co w co, niektórych miejscach topiły się resztki śniegu. 
 Po drodze oczywiście wszyscy szaleli i popychali się nawzajem. Niektóre osoby robiły zdjęcia inne to w ogóle nic nie robiły, tylko szły. Ja należałam do osób, które gadały i szalały. Powstrzymywałam się już od popychania chociaż czasami mnie do tego zmuszali.
 Po pół godzinie dotarliśmy na miejsce. Wszyscy podbiegli jak najbliżej barierek żeby mieć dobry widok na wodospad. Przewodnik podszedł do naszej grupy i zaczął opowiadać o tym cudzie natury. Jak mam być szczera nie za bardzo się interesowałam tymi sprawami, więc odeszłam od grupy i usiadłam na trawie za barierkami, a raczej w miejscu gdzie ich po prostu nie było. Patrzyłam się na Niagarę jak zaczarowana. Nagle obok mnie usiadł Jack.
- Co ty tutaj tak sama siedzisz? - zapytał zaciekawiony.
- Lubię siedzieć w samotności... - odparłam. Po moich słowach zamilkł również patrząc się na wodospad. Nagle usłyszałam jak się śmieje.
- Z czego się śmiejesz? - zapytałam zaniepokojona i zdziwiona. 
- Z tych małych stworzonek - odpowiedział dalej chichocząc. Popatrzyłam się na niego jak na wariata.
- Jack... Masz omamy? - zapytałam zaniepokojona. 
- Nie - uśmiechnął się jak głupek - Popatrz tam - wskazał na brzeg wodospadu - Widzisz?
Wytężyłam tak bardzo jak potrafiłam wzrok, ale na początku i tak nic nie widziałam. Po chwili zobaczyłam małe latające stworki. Były  wielkości dłoni, miały półprzezroczyste skrzydła, które przypominały folię. Swoje małe paluszki miały złączone błoną, a zamiast nóg miały ogon ryby. Ich skóra była niebieska, a w niektórych miejscach były narysowane różne kształty w różnych kolorach. Oczy miały duże, a włosy jak mi się przynajmniej wydaje zależały od płci, długie albo krótkie. Bawiły się pobudzone chlapiąc się wodą i skacząc do wody. Od czasu do czasu popychały się nawzajem i przez to wpadały pod wodospad. Gdy jeden wywinął kozła wpadając na drugiego też się zaśmiałam. 
- Kim one są? - zapytałam po chwili.
- To chyba wodne wróżki, nie pamiętam jak się nazywają. Zawsze się bawią przy tego typu wodospadach albo pływają w rzekach - wytłumaczył krótko.
- Ludzie ich nie widzą? Są dosyć widoczne...
- To kwestia wiary. Tak jak ze mną. Gdy ludzie we mnie wierzą też mnie widza, a jak nie no to wiesz.
- A dlaczego ja je widzę? Przecież nawet nie widziałam, że istnieją - byłam ciekawa.
- Istoty magiczne widzą takie stworzenia bez wiary. Wiedzą, że istnieje coś takiego jak magia. Biorąc pod uwagę twoje moce zaliczasz się już do istot magicznych - wytłumaczył nie spuszczając wzroku z Niagary. 
- Hej gołąbeczki! - usłyszeliśmy nagle taki tekst przez co się odwróciliśmy. Stała tam cała nasza grupka przyjaciół. Wszyscy się dziwnie szeroko uśmiechali.
- Nie nudzi wam się? - zapytała Amy siadając przy nas. Za nią wszyscy zrobili to samo. 
- Trochę - odparł białowłosy z dziwną miną. 
- To dobrze! Pośpiewacie z nami - stwierdziła wesoło Violence i gestem ręki poprosiła Maksa by wyjął gitarę.
- Co? - spytałam zdziwiona, ale nikt mi nie odpowiedział.
- Znacie tekst? - zapytał Maks na co wszyscy pokiwali mu głową na tak. Tylko nasza dwójka miała nadal zdziwione miny.
- A co wy chcecie śpiewać? - spytał Jack po czym dostał do ręki jaką kartkę. Było napisane na niej "Wake Me Up- Avicii", jedna z moich ulubionych piosenek. Od razu się uśmiechnęłam, bo znałam tekst na pamięć.
- A skąd was nagle tak naszło żeby śpiewać, co?
- Jesteśmy zespołem, więc to dla nas normalne. Poza tym oni się zgodzili, więc w też musicie - odparła Luna i usiadła w siadzie skrzyżnym. Maks złapał jakiś akord i zaczął grać. Naprawdę dobrze mu szło.
Feeling my way through the darkness - zaczęła Violence.
Guided by a beating heart
I can't tell where the journey will end
But I know where to start

They tell me I'm too young to understand - zaczął śpiewać Maks. Trzeba przyznać, że ma taki sam talent jak Viola.
They say I'm caught up in a dream
Well life will pass me by if I don't open up my eyes
Well that's fine by me

Ref.
So wake me up when it's all over - cała nasza paczka już śpiewała. Całkiem fajnie to brzmiało.
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself and I
Didn't know I was lost (x2)

I tried carrying the weight of the world - tak jak w pierwszej 
zwrotce pierwsza śpiewała Violence, a za nią podśpiewywała cicho reszta dziewczyn.
But I only have two hands
Hope I get the chance to travel all the world
But I don't have any plans
Wish that I could stay forever this young - tak jak Viola teraz śpiewał Maks, a z nim reszta chłopaków.
Not afraid to close my eyes
Life's a game made for everyone
And love is the prize

Ref.
So wake me up when it's all over - znowu wszyscy zaczęli śpiewać.
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself and I
Didn't know I was lost
I didn't know I was lost 
I didn't know I was lost
I didn't know I was lost
I didn't know
I didn't know
I didn't know x3

 Gdy skończyliśmy wszyscy zaczęli się śmiać. Roszpunka wzięła swój aparat i wrzasnęła "Selfie" robić parę zdjęć. To była naprawdę przyjemna zabawa. Zaśpiewaliśmy jeszcze parę piosenek. Nawet od czasu do czasu ludzie podchodzili do nas i razem z nami śpiewali. Niektórzy nawet rzucili nam jakieś pieniądze. 
 Potem zaczęliśmy bawić się dronem Meridy, którym prawie wlecieliśmy do wodospadu, a potem zaczęliśmy grać w karty Astrid.
 Dla nas minęło to jak pięć góra dziesięć minut, ale po jakimś czasie pani zawołała, że musimy się zbierać do muzeum. Nie chętnie wstaliśmy z trawy i poszliśmy do naszych klas.  Szliśmy z dwadzieścia minut do muzeum motyli. Tia... Najlepsza atrakcja tego dnia. Nic ciekawego tam się nie działo. Jedyny motyl jaki mnie zainteresował to chyba Papilio Ulysses czy jakoś tak. Naprawdę piękny. Ale jak mówiłam nie interesowało mnie to za bardzo, więc nie słuchałam przewodnika. 
 Nie wiem ile spędziliśmy w tym muzeum, ale po dłuższym czasie miałam już dość. Na szczęście mieliśmy już wychodzić. 
 Po powrocie do hotelu zjedliśmy kolacje i mieliśmy czas wolny. Nic ciekawego się później nie działo. Coś porobiliśmy i poszłyśmy spać.
 W ostatni dzień naszej wycieczki nauczycielki zrobiły nam niespodziankę. Zaplanowały żebyśmy poszli do wesołego miasteczka. Niestety albo stety wcześniej planowały żebyśmy poszli do parku wodnego, ale stwierdziły, że jest nas za dużo i nawet nie mamy stroi kąpielowych, więc zrezygnowały. 
 Bawiliśmy się świetnie oprócz tego, że prawie nie porzygałam się na kolejce górskiej to było super. No i oczywiście nie zabrakło waty cukrowej! I kukurydzy... Mniam! I Jacka, który mnie denerwował za każdym razem kiedy wsiadaliśmy na jakąkolwiek kolejkę górską! I Flynna, który robił wszystkim psikusy! I Punzie, która robiła wszystkiemu zdjęcia! I selfie! I w ogóle było fajnie...
 Po tych wszystkich atrakcjach  wróciliśmy do hotelu i zaczęliśmy się pakować, ponieważ za godzinę mieliśmy autobus.
 No i podróż powrotna. Tak samo nudna jak w stronę Niagara Falls... Cały czas spałam (na ramieniu Jacka też), więc nic nie pamiętam. Pamiętam tylko, że jak już wróciłam do domu Ania rzuciła mi się na szyję i mówiła coś w stylu żebym już nigdy na tak długo bez niej nie jeździła.





Hejo ^^
Sorry, że tak późno, ale nie mogłam napisać tego wcześniej :/ I tak skończyła się ich wycieczka ^.^ Chciałam żeby już cała była napisana z perspektywy Elsy, więc na pewno przez dłuższy czas nie będzie jej perspektywy... 
I chciałam wam życzyć wesołych świąt <3
Zdrowia (przede wszystkim)
szczęścia 
pomyślności
miłości 
pieniążków :}
przyjaciół
i samych 6 w szkole <3 

Żebyście spędzili te święta z rodziną i żeby spełniły się wasze marzenia :* 
I dla tych, którzy mają blogi żeby wena was nie opuściła ^^ I  żeby wasze postanowienia noworoczne się spełniły <3 
Jeszcze raz wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku ^^ <3 :***

I fajnej choinki :D





Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

środa, 23 grudnia 2015

Rozdział #32 "Wycieczka"

 [Elsa]

 W sobotę jak zwykle pojechałam do Jacka. Lekcja nie wyglądała jak zwykle, bo musiałam się jeszcze trochę dowiedzieć o tej wycieczce nad Niagarę. Okazało się, że będziemy jechać około 7, 8 godzin w autokarze ze wszystkimi drugimi klasami. W sumie to są tylko 2 klasy, ale po 20 parę osób, więc... No, trochę nas jest. Plus oczywiście nauczyciele. I tak najważniejsze jest to, że jest to w ciągu tygodnia i nie ma lekcji. Mieliśmy wyjechać o 8:00 żeby dojechać na szesnastą i pozwiedzać trochę miasto, w którym zostaniemy na parę dni. 
 W następnych dniach zapłaciłam za wycieczkę i zaczęłam przygotowywać ubrania i rzeczy, które powinnam wziąć. Zawsze gdy są tego typu wyjazdy biorę kartkę i piszę na niej wszystkie niezbędne rzeczy. Najważniejsze były oczywiście słuchawki, telefon i ładowarka. Jak jeżdżę na takie wycieczki, a szczególnie w autokarze to albo śpię albo słucham muzyki albo jedno i drugie. Zwykle nie miałam z kim gadać w autokarze, więc właśnie to robiłam.
 W dzień przed wyjazdem spakowałam rzeczy do małej walizki, głównie ubrania. Spakowałam również szkicownik jakby mi się nudziło, kredki i tego typu rzeczy. Wzięłam jeszcze plecak podręczny gdzie spakowałam "sprzęt do snu", poduszkę i mały prowiant. Na następny dzień zjadłam szybko śniadanie i pojechałam do szkoły. Pod nią czekał już bus, do którego powoli wsiadali uczniowie drugich klas. Zostawiłam walizkę obok pana, który wkładał je do bagażnika. Gdy wsiadłam do autokaru udałam się gdzie siedziała większość moich znajomych. Wyjęłam poduszkę i słuchawki z plecaka, oparłam się o okno i włączyłam sobie muzykę. Po chwili poczułam jak ktoś siada obok mnie. Otworzyłam oczy, które wcześniej zamknęłam i białowłosego bałwana.
- Czego słuchasz? - zapytał kładąc swój plecak na podłogę. 
- Muzyki - odpowiedziałam wyciągając jedną słuchawkę z ucha. Chłopak wywrócił oczami.
- Tego mogłem się domyślić.
- Nie. Przecież mogłam na przykład słuchać... audiobook - odparłam patrząc na niego zwycięsko. Uniósł brew do góry.
- Ty? Słuchająca audiobook? Coś mi się nie wydaje - stwierdził. Patrzyłam się na niego próbując coś wymyślić, ale nie mogłam. 
- Dobra... Wygrałeś - westchnęłam po czym uśmiechnął się zwycięsko. 
- To... Czego słuchasz? Oprócz tego, że muzyki- zapytał ponownie. Wyjęłam telefon i pokazałam mu playlistę.
- Zadowolony?
- Tak - uśmiechnął się szeroko. 
 Po chwili ziewnęłam i znowu ułożyłam się do snu.
- Jack?
- Hmm? - powiedział zajadając ciastka.
- Już jesz? - zaśmiałam się.
- Nie jadłem śniadania - odparł.
- Mógłbyś mnie chronić przed próbą napisania mi czegoś na twarzy gdy będę spała? I czy mógłbyś mnie obudzić na postoju? - zapytałam powoli zasypiając. Zrobił zdziwioną minę, ale później się uśmiechnął. 
- Okej! Chociaż z tym malowaniem na twarzy to mnie skusiłaś - uśmiechnął się chytrze.
- Jack?...
- Dobra, nie będę - odparł dalej się uśmiechając - Idź spać.
 Z lekką obawą zrobiłam co chciałam. Jak kiedyś mówiłam nie pamiętam snów. Mogę powiedzieć, że śnił mi się czarny ekran. Po chwili poczułam jak ktoś mnie dotyka w ramię. Otworzyłam oczy i ponownie zobaczyłam Jacka.
- Jestem już pomalowana na twarzy? - spytałam od razu.
- Nie. Postój - odparł krótko i wstał biorąc plecak. Zaspanym wzrokiem patrzyłam na niego po czym ziewnęłam i idąc w jego ślady wzięłam plecak. Wyszliśmy z autobusu i pokierowaliśmy się jak reszta naszej grupy w stronę jakiejś knajpy. Stanęliśmy w kolejce, długiej kolejce do kasy. Spojrzałam na zegar, na którym była liczba jedenaście. Spałam trzy godziny. Po paru minutach stania doszliśmy do kasy. Zamówiliśmy tosty z owocami (muszę zmusić Jacka do zdrowego odżywiania) i gorącą czekoladę. 
 To się chyba stało jakąś tradycją, zawsze gdy gdzieś wychodzimy zamawiamy gorącą czekoladę. 
 Z zamówionym jedzeniem poszliśmy do stolika gdzie siedzieli nasi przyjaciele. Po pół godzinie musieliśmy już wracać do autokaru. Jako iż nie miałam co robić znowu położyłam się do snu.Na początku miałam jakże znany czarny ekran, ale po jakimś czasie zauważyłam siebie stojącą na środku jakiegoś pomieszczenia oświetlona światłem reflektora. Dookoła była pustka. Cisza. Nagle zaczęłam słyszeć przeraźliwie piskliwy dźwięk przez co zatkałam uszy. Gdy przestałam do słyszeć otworzyłam oczy i odetkałam uszy. W pustej przestrzeni pojawiły się ekrany, na których przewijały się moje najgorsze wspomnienia. Zaczęłam się cofać, al nagle poczułam jak na kogoś wpadam. Odwróciłam się i zobaczyłam wściekłego Jacka.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi o twoim "spotkaniu"? - zapytał wściekły. 
- Jack - zaczęłam, ale on się odwrócił i odszedł. Chciałam za nim iść, ale poczułam jak ktoś chwyta mnie za rękę. Odwróciłam się aby zobaczyć kto to. Czarnowłosy chłopak uśmiechał się szeroko. Po chwili przyciągnął mnie do siebie.
- Chłopak cię opuścił? - odparł chichocząc. Jedną ręką trzymał mnie w talii, a drugą przyciskał moje plecy.
- Jason... Puszczaj - powiedziałam, ale on mnie jeszcze mocniej przycisnął. Przybliżył swoją głowę do mojej szyi i cicho się zaśmiał. Przejechał po niej językiem. Złapałam się jego kurtki.
- Przestań! - wrzasnęłam próbując się wyrwać. Na mój wrzask się ponownie zaśmiał. Gdy już miał mnie ugryźć obudziłam się. Zobaczyłam, że kurczowo trzymam się bluzy Jacka. Sam chłopak miał zdziwioną i lekko przestraszoną minę. 
- Koszmar? - zapytał trzymając mnie delikatnie za ręce. Kiwnęłam głową na tak i oparłam się o jego ramię. Puściłam jego bluzę i jedną ręką złapałam się delikatnie za szyję. Przeszedł mnie dreszcz. 
- Coś ci się konkretnego śniło czy zwykły koszmar? Zakładam, że nie masz łapacza snów... Poza tym mówiłaś "przestań" i "puszczaj" - zapytał patrząc się na mnie ze współczuciem. Nie mogłam mu opowiedzieć całego tego... wydarzenia. Nie powiedziałam mu w końcu o tym, a to nie był dobry moment.
- Zwykły... A mówiłam tak pewnie, dlatego że Mrok próbował... Mi wyrwać naszyjnik - skłamałam. 
- Obecność Madison chyba źle na ciebie wpływa. To pewnie przez nią - stwierdził patrząc się w stronę dziewczyny. "Tym razem to chyba nie ona" - pomyślałam. 
 Spojrzałam za okno. Jechaliśmy przez autostradę.
- Jak długo będziemy jeszcze jechać? - zmieniłam temat. 
- Jak dobrze pójdzie to godzinę - odpowiedział uśmiechając się dziwnie.
- Co jest? - zapytałam zaniepokojona.
- Chce ci się spać?
- A co? - zadawaliśmy pytanie za pytaniem.
- Zanim ci się przyśnił koszmar opierałaś głowę o moje ramię i chciałem ci powiedzieć, że jak chcesz to możesz dalej to robić - powiedział. Po zrozumieniu jego przesłania poczułam jak na policzki wpływa mi rumieniec. Odwróciłam się w stronę okna. Usłyszałam jak się zaśmiał. Poczułam jak chwyta mnie delikatnie za głowę i przykłada do swojego ramienia nie puszczając ręki. Poczułam jak się robię jeszcze bardziej czerwona, a on się śmieje.
- Serio? - zapytałam z chęcią mordu.
- Lubię patrzeć jak się rumienisz, ale czasami nie rozumiem dlaczego to robisz - zachichotał. Wywróciłam oczami. Po chwili zasnęłam. Znowu. 
 Obudziłam się jak usłyszałam jak, któryś z nauczycieli omawia plan wycieczki. Posłusznie zdjęłam słuchawki i zaczęłam słuchać. Pokoje były czteroosobowe... Jestem ciekawa jak biedna osóbka trafi do pokoju z Jinx, Nicky i Madison.
 Gdy dojechaliśmy zaczął się istny chaos. Wszyscy wysiadali i próbowali się dostać do swojej walizki lub torby. Gdy wszyscy już się ogarnęli pani Anita wyczytała z kim będziemy w pokoju. Na szczęście pani wie z kim się przyjaźnimy i nie lubimy, więc nie jest tak źle. Trafiłam do pokoju z Punzie, Meridą i Astrid. Dostaliśmy klucze do pokoi, więc szybko zabraliśmy walizki i pobiegłyśmy pod nasz numer. Pokój były normalny. Cztery łóżka z etażerkami, duża szafa i łazienka. Nic niezwykłego. Po rozpakowaniu mieliśmy się udać do głównego holu. Tam czekał przewodnik, z którym udaliśmy się na krótkie zwiedzanie miasta. Na następny dzień mieliśmy pójść nad Niagarę. 
 Ogólnie miasto ładne. Śmiesznie jest mieć świadomość, że gdy spojrzysz w jedną stronę masz USA, a po drugiej jest już Kanada.
 Oczywiście nie obyło by się bez zdjęć, selfiaków i tego typu. Najbardziej zaangażowana była  w to i ogólnie w tą wycieczkę Punzie. Latała wszędzie gdzie się dało ze swoim wiankiem na głowie i robiła zdjęcia. 
 Około 20 wróciliśmy do hotelu, zjedliśmy kolacje i poszliśmy do pokoi. Nie chciało nam się za bardzo spać. Okazało się, że Astrid wzięła karty. Stwierdziłyśmy, że zrobimy mały hazard, więc wzięłyśmy nasze cukierki i grałyśmy do późna. Była naprawdę śmiesznie szczególnie jak zaczynałyśmy się rzucać tymi cukierkami, a pani co chwile do nas wchodziła i próbowała nas uspokoić. W końcu położyłyśmy się spać.




Hejo ^^ 
Wiem, że ten rozdział nie jest jakiś o wiele dłuższy od poprzedniego, ale przynajmniej jest konkretnie. Stwierdziłam, że nie będę robić całej wycieczki w jednym rozdziale, bo by wyszedł za długi i w ogóle... Poza tym ostatnio zachciało mi się grać w simsy i codziennie siedzę chyba do 1 w nocy i gram xd 
I poruszając temat Jasona... Nie inspirowałam się zmierzchem! Ostatnio zaczęłam oglądać anime i Jason jak już mówiłam powstał z połączenia moich dwóch ulubionych. Dla jasności to, że jest wampirem wywodzi się od anime "Diabolik Lovers". Na razie tyle mogę wam powiedzieć, ale proszę nie porównujcie go do tego Edwarda, bo ja naprawdę nie lubię tego filmu :/ (Jeszcze raz przepraszam fanów, ale to moje zdanie) Drugiego wam na razie nie powiem ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rozdział #31 "O wszystkim i o niczym"

 Stała w tym miejscu jeszcze chwilę, a potem wybiegła jak najszybciej ze ślepej uliczki. Biegiem puściła się do domu nie patrząc nawet do końca, w którą stronę biegnie. Gdy dotarła już do domu otwarła drzwi po czym szybko je zamknęła. Oparła się o nie i ciężko oddychała. Próbowała jeszcze raz przeanalizować co się stało. Najgorsza była jednak jego prośba. Nikomu o tym nie mówić. Nie potrafiła zadecydować czy rzeczywiście nie powinna tego robić czy powinna. 
 Myślenie przerwała jej Ania.
- Co ty taka zdyszana? - zapytała zaciekawiona. 
- Biegłam - odparła zdejmując kurtkę i buty.
- Dlaczego? - zapytała ponownie.
- Tak po prostu - skłamała powoli udając się na górę.
- Gdzie idziesz? Jest kolacja - powiedziała Ania próbując zatrzymać siostrę.
- Byłam przed chwilę na pizzy z przyjaciółmi. Nie jestem głodna - próbowała unikać patrzenia w oczy siostry.
- Dlaczego mnie tak unikasz? Ostatnio w ogóle ze sobą nie rozmawiamy - stwierdziła.
- Mam po prostu ostatnio trudny okres - powiedziała ostrzej i udała się prędko do swojego pokoju. Pierwsze co zobaczyła to Blue śpiącego na łóżko. Po chwili maluch ziewnął i popatrzył się ospałym wzrokiem na swoją panią. Dziewczyna uśmiechnęła się i podeszła powoli do zwierzaka. Pogłaskała go, a piesek w zamian ją polizał.
- I co ja mam teraz zrobić? - zapytała huskiego - Mówić mu czy nie mówić? Z jednej strony miałam być z nim szczera, ale może to rzeczywiście tylko zawracanie mu głowy? W sumie... Dlaczego ja mu nie chce tego powiedzieć? Jason jest zły, a ja jestem po stronie Jacka, więc teoretycznie powinnam mu powiedzieć. Tak! Powiem mu. Powinnam mu powiedzieć - zadała serię pytań na co Blue tylko szczeknął.
- Jaka szkoda, że nie potrafisz mówić - westchnęła i zabrała się do odrabiania lekcji. 
 Po robieniu wszystkiego położyła się spać. Nie mogła jednak zasnąć. Ciągle myślała o ostatnich zdarzeniach. Po paru godzinach stwierdziła, że raczej nie zaśnie, więc wzięła jakąkolwiek książkę. Gdy była już piąta rano zaczęła się ubierać, a później przeglądała internet. Po parudziesięciu minutach stwierdziła jednak, że dotarła w te chyba najgłupsze i najgorsze zakątki internetu, więc udała się do kuchni aby zrobić sobie kawę. Nie zauważyła jak wybiła już siódma, a wokół niej leży 5 kubków po kawie. Mimo to czuła się jakby nie spała co najmniej tydzień.
 Po zjedzonym później śniadaniu normalnie udała się do szkoły. Przez pierwsze lekcje zachowywała się spokojnie, ale po, którejś poczuła się dosyć dziwnie. Jakby obserwowana. Nagle poczuła jak ją ktoś ciągnie za rękaw bluzki. Gwałtownie odwróciła, lekko przestraszona głowę, ale zobaczyła tylko Jacka.
- Coś się stało? Znowu ci się włączył syndrom zamyślenia? - zapytał zdziwiony. Patrzyła się na niego przez chwilę, ale później się uśmiechnęła.
- Nic mi nie jest. Po prostu nie umiałam zasnąć - odparła zachowując kamienną twarz. Miała ochotę się walnąć w łeb. "Dlaczego tak trudno mi to mu powiedzieć?" - pytała się w myślach.
- Na pewno nic ci nie jest? Wiem, że od czasu do czasu masz takie fazy, ale zwykle chodzi o konkretną rzecz...
- Na pewno - powiedziała z dziwnym akcentem. Z jednej strony powiedziała naciskając na te słowa, a z drugiej strony spokojnie. Popatrzył się na nią dziwnie, ale po chwili wzruszył ramionami.
- A coś nowego u strażników i w ogóle? - zmieniła temat.
- Średnio... Głównie szukają tego źródła Mroka, ja mam obserwować nasze jakże znane trio. No i oczywiście trzeba się dowiedzieć kim jest ten Jason - na dźwięk tego imienia przeszły ją ciarki. Coraz bardziej biła się z myślami czy mu w końcu powiedzieć. W sumie nie dowiedziała się kim tak naprawdę jest to chyba nie ma sensu mu mówić. Zdenerwowała by go, a nie jak najbardziej nie chce.
- A co z moimi wspomnieniami? 
- Nic... Nic się nie zmieniło - przyznał po czym zaczął się dosyć dziwnie zachowywać. Przyjrzała mu się z bliska i podniosła jedną brew do góry.
- Ciebie to chyba też coś trapi? Coś się dzieje?
- Nic, tylko... Ee... Nie nic - odwrócił speszony głowę. Uniosła obie brwi do góry ze zdziwienia.
- Widzę, że cię coś trapi... Wiesz, że mi możesz mówić wszystko - uśmiechnęła się ciepło by dodać mu otuchy.
- Idziesz do mnie jutro na lekcję czy już nie są ci potrzebne? -
Gdy to powiedział automatycznie przypomniały jej się słowa czarnowłosego. Razem z tym cała ta scena. Złapała się za głowę.
- Co się dzieje? - zapytał zaniepokojony.
- Głowa mnie boli - odparła.
- To chyba nie chcesz raczej do mnie przy...
- Nie! Chętnie przyjdę - uśmiechnęła się nerwowo. Chłopak odwzajemnił uśmiechem i razem z niebieskooką poszedł na lekcje. 
 Przez resztę dnia blondynka wmawiała sobie, że powie mu o Jasonie. Po paru dniach stwierdziła, że to wygląda mniej więcej jak próba przejścia na dietę "Jutro zacznę biegać"... Tak... Jasne... Wszyscy wiedzą jak to się kończy. W tym przypadku było dokładnie to samo. I mniej więcej tak do marca. 
 Przyszła do szkoły jak zwykle z takim samym postanowieniem, ale jak zobaczyła wystrój szkoły trochę ją zamurowało. Kwiaty były wszędzie i gazetki wiosenne.
- WIOSNA!!! - podbiegła do niej wesoła Punzie z wielkim wiankiem na głowie.
- Co? - spytała zdezorientowana Elsa, gdy kuzynka zakładała jej niebieski wianek na głowę - Jaka wiosna? Jest dopiero pierwszy marca...
- E tam! Ja już czuję wiosnę! Nie ma już śniegu... I kwiaty już powoli kwitną... I za nie długo jest wycieczka klasowa! - pisnęła uradowana.
- CO?! - teraz to w ogóle była skołowana.
- Trzeba było nie spać na ostatniej wychowawczej... Jedziemy na wycieczkę 10 marca - powiedziała złotowłosa.
- A gdzie niby i na ile? - dopytywała się.
- Główną atrakcją jest wodospad Niagara, a jedziemy tam na 3 dni- wytłumaczyła uśmiechając się szeroko.
- A po cholerę mamy jechać nad Niagarę? - spytała skołowana jeszcze bardziej.
- Nie mam zielonego pojęcia, ale ważne, że jest to podczas lekcji, więc mamy 3 dni wolnego!
- To już bardziej do mnie przemawia... A co z tym testem z chemii?
- Dziewczyno! Mamy tutaj tak superową wycieczkę, a ty o teście?! Powinnaś mieć przerwę - stwierdziła biorąc kuzynkę pod rękę i udając się do sali.





Przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam na niego pomysłu i i tak jestem spóźniona z tym rozdziałem, ale ten no... Następny będzie dłuższy i ciekawszy, a i tak będzie za dwa dni, więc... No nie wiem co pisać. Jeszcze raz przepraszam za długość i jakość rozdziału i obiecuje, że następny będzie lepszy!
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział #30 "Nie masz powodu aby się mnie bać"

 Mimo iż Jack naprawdę nie lubił kiedy organizowało mu się urodziny, a szczególnie przyjęcie niespodziankę to na tych świetnie się bawił. Cieszył się, że ma takich cudownych przyjaciół. Ale zawsze gdy dochodziło do tego tematu w jego myślach kończyło się na tym, że uświadamiał sobie smutną prawdę, a mianowicie, że za parędziesiąt lat oni najprawdopodobniej umrą, a on będzie wiecznie młody. A ostatnio na dodatek uświadamiał sobie, że Elsa nie będzie wyjątkiem. To, że jest wybranką nie robi ją nieśmiertelną. Ona również umrze... jak reszta. 
 Zastanawiał go jeszcze Jason. Kim jest? Skąd on się wziął? Dlaczego go pobił, a Elsie się tylko przyglądał? Oczywiście z tego trzeciego cieszył się bardzo, że nic jej się nie stało, ale to wydawało się podejrzane. Zastanawiał się czy nie jest przez przypadek chłopakiem Madison, która nagle stwierdziła, że jest samotna i chce mieć swojego przydupasa albo coś w tym stylu. Wydawało mu się to najbardziej prawdopodobne.
 Następne dni był spokojne. Mieli parę sprawdzianów i kartkówek, ale wszyscy przeżyli. Mrok też się ujawniał co coraz bardziej dziwiło i Else. Nagle wszystko ucichło i nic się nie dzieje. Miała wrażenie, że to cisza przed burzą i za niedługo może coś się wydarzyć.
 Miała jednak ważniejsze sprawy na głowie czyli walentynki. Sama raczej nie obchodziła tego święta, bo zawsze była myśli, że jakieś upominki i kwiaty można dać zawsze, a nie tylko na specjalną okazję. Dlatego między innymi tak zdenerwowali ją ci mięśniacy szkolni. Bała się trochę, że jak kolejny do niej podejdzie to albo go udusi albo go zamrozi. Dosłownie.  
 Początek tego dnia nie zapowiadał się jakby miało się coś dziać. Niebieskooka jak zwykle wstała rano, ubrała się w nic specjalnego, zjadła śniadanie i udała się do szkoły. Na początku była lekko skołowana, ale później westchnęła zrezygnowana. Na ścianach były powywieszane różne dekoracje w stylu walentynek. Szafki też nie były wyjątkiem. Ci, którzy przykładali się bardziej do tego święta mieli ponaklejane różnokolorowe serduszka. 
 Po paru odruchach wymiotnych dotarła w końcu do klasy. Merida, Luna i Astrid również nie były zachwycone. Również wyglądały jakby miały się porzygać kiedy patrzyły na dekoracje.
- Hej - przywitała się blondynka odkładając plecak.
- Cześć - odpowiedziała Roszpunka, która była chyba jako jedna z niewielu, której podobały się walentynki - Ty też?
- Ale, że co? - udawała jakby nic się nie stało.
- Dołączysz chyba zaraz do nich... Czy tylko ja lubię walentynki? - wzniosła ręce w górę.
- Chyba... Chociaż nie! Madison też lubi - stwierdziła Violence, która aktualnie kończyła zadanie z matematyki.
- Ona się nie liczy - odparła Punzie.
- A ktoś ją w ogóle dzisiaj widział? Nie widziałam jeszcze skupiska tych idiotów - zapytała Amy pomagająca Violi. 
- Nie... - odparła Elsa - A gdzie chłopcy?
- Pewnie szykują te g... Te prezenty dla was - powiedziała ruda powstrzymując się.
- Jak myślicie, Maks odważy się w końcu dać coś Violi? - zaczęła Astrid chytrze się do niej uśmiechając. Fioletowo-włosa przewróciła oczami.
- Nie... Ale przydałoby się - odparła Amy przez co oberwała od dziewczyny - Ał!
- Jak nie chcesz jeszcze raz oberwać to się przymknij! Poza tym to ja tylko czekam aż Tim ci coś da - odgryzła się.
- Po pierwsze nie zmieniaj tematu, a po drugie od kiedy ja z Timem?!
- Och, przestań! Ostatnio coś się między wami dzieje...
- Potwierdzam - odparła cicho Elsa, ale dalej się uśmiechając - Widziałam.
- Tobie to bym się radziła nie odzywać... Wszystkie wiemy co się dzieje pomiędzy tobą, a Jackiem - tym razem wszystkie popatrzyły się na nią.
- Ja nic o tym nie wiem - odparła robiąc głupią minę i zakładając ręce na piersi. 
- Ha. Ha. HA! Bardzo śmieszne... Ja ci mówię, wy będziecie kiedyś razem - stwierdziła Astrid uśmiechając się chytrze.
- A morał z tego taki, że Maks z Violence, Amy z Timem, A Elsa z Jackiem - odparła wesoło, ale naraziła się na mordercze spojrzenia wymienionych - Heh...

*Tym czasem u chłopaków*

- Zamknij ryj! - wydarł się czerwony Maks przez co wszyscy zwijali się ze śmiechu. 
- Lepiej patrz na swój - odparł Mike, który wyglądał jakby miał się zaraz ze śmiechu udusić. Kolejna fala śmiechu.
- Zmieńmy temat, proszę? - błagał zielonooki. 
- Ale czemu? Przecież świetnie się bawimy - stwierdził Jack, który już płakał ze śmiechu.
- No dobrze, koledzy... Zmieńmy temat, bo kolega nam tu zaraz się podjara - najpierw Czkawka mówił spokojnie, ale po ostatnich słowach znowu wybuchnął śmiechem (zresztą jak wszyscy). Maks już chciał im przywalić, ale powstrzymał go dzwonek. Wszyscy udali się do klasy po drodze również się śmiejąc, ale o wiele ciszej. Lekcja minęła wszystkim dosyć szybko. Kolejne podobnie. Zaczęło się dopiero po piątej kiedy była długa przerwa. 
- Dziękuje! Jesteś kochany - pisnęła Punzie wieszając się na szyi Flynna. Podobnie robiła Astrid i wiele innych dziewczyn.
- Czy tylko mi się chce rzygać jak na patrzę? - odparła Merida opierając się o ściane.
- E tam! Zazdrosna jesteś - odparł Mike - Poza tym jak ci nie dobrze to się nie patrz.
- Nie wierzę w to co widzę! - wrzasnęła nagle Viola.
- Co jest? - spytała zainteresowana Elsa.
- Czyżby Madison była smutna? 
- Jakaś nowość... - odparła Luna - Coś jest nie tak...
Rzeczywiście jeśli ktoś się jej bliżej widać było smutek i jakby chciała coś więcej niż te walentynki, które właśnie dostawała. Nie tylko nasza paczka była zaskoczona. Nicky i Jinx, które stały z boku również miały zaskoczone miny. 
- Dobra zmieniając temat. Co wy na to żebyśmy wszyscy po lekcjach poszli na pizze? - zaproponowała Punzie odrywając się od Flynna.
- Spoko - zgodzili się.
Później zadzwonił dzwonek, ale tak jak ustalili po lekcjach mieli zamiar udać się do knajpy. Najpierw jednak Elsa chciała odłożyć, niektóre książki, więc udała się do szafek, a paczka na nią czekała.
 Gdy wyjęła już potrzebne rzeczy i zamknęła szafkę przed nią pojawił się Pitt i reszta jego paczki. 
- Hej mała - przywitał się.
- Hej - odpowiedziała znudzona i gdy chciała już sobie pójść chłopak zasłonił jej przejście ręką.
- Słuchaj wiem, że się krótko znamy, ale poszłabyś ze mną do kina?
- Poprawka. My się nie znamy. I nigdzie z tobą nie pójdę - powiedziała i strąciła jego rękę ze swojej drogi. Gdy odeszła kawałek poczuła jak ją chwyta za nadgarstek.
- Ale niby dlaczego? - uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Po pierwsze już powiedziałam, po drugie wychodzę teraz z moimi przyjaciółmi - odparła próbując wyrwać nadgarstek - A możesz mnie puścić?!
- Nie... Dopóki się nie zgodzisz.
- Puszczaj mnie! - wrzasnęła jeszcze głośniej. On zaczęli się śmiać, a chłopak ścisnął jeszcze mocniej.
- Puść ją - odpowiedział spokojnie Jack.
- A bo co lalusiu? Nic mi nie możesz zrobić - odpowiedział pewnie na co Jack się dziwnie uśmiechnął. Zaczął powoli podchodzić do chłopaka. Gdy już stanął obok rzeczywiście wyglądał jakby nie miał żadnych szans. Był trochę niższy, chudszy i mniej umięśniony. Mimo to był pewny swego. Blondyn nie wytrzymał głupkowatego uśmiechu białowłosego i jego pięść miała już wylądować na twarzy białowłosego, ale on w ostatniej chwili i bez żadnego problemu powstrzymał chłopaka.
- Serdecznie ci radzę już sobie pójść. Nie chce mi się z wami bić - odparł wykręcając delikatnie jego rękę, a później puszczając ją. Naburmuszeni mięśniacy odeszli żwawym krokiem.
- Chodź już - powiedział niebieskooki idąc w stronę wyjścia.
- Nie masz jakoś dzisiaj zbytnio humoru - stwierdziła blondynka.
- Nie lubię po prostu takich mięśniaków - odparł.
 Tak jak ustalili udali się do pizzerii. Jako iż był luty słonce zachodziło dosyć wcześnie, więc za długo tam nie siedzieli. Po paru godzinach blondynka wyszła już z knajpy sama udając się do domu. Potrzebowała chwilę spokoju.
 Idąc w stronę domu i oglądając delikatnie palące się latarnie nagle zauważyła niebieskie światełko. Zaciekawiona podeszła do niego, ale jak tylko próbowała go dotknąć to zniknęło i pojawiło się parę metrów dalej. Zahipnotyzowana niebieską poświatą szła za nią nie patrząc nawet gdzie idzie. Gdy ostatnie światełko zniknęło mało brakowałoby żeby nabiła sobie guza wchodząc w ścianę. Obejrzała się dookoła i zauważyła, że jest w ślepym zaułku. Stwierdziła, że to trochę dziwne, więc postanowiła wrócić. Przeszkodził jej w tym jednak dziwny śmiech. Zdziwiona zatrzymała się na chwilę.
- Halo? Kto tu jest? - pytała wypatrując kogokolwiek z ciemności.
- Ciekawska jesteś - odparł chłopak wychodząc z ciemności. Był to ten sam, którego widziała w łazience. Wystraszona cofnęła się o parę kroków.
- Kim ty jesteś? - mimo iż się domyślała musiała się upewnić.
- Wiesz kim jestem - odparł nadal uśmiechnięty.
- Chce się upewnić - powiedziała coraz bardziej zestresowana. Chłopak pokręcił głową, a po chwili się lekko ukłonił.
- Jason, do usług - uśmiechnął się na tyle szeroko, że widać było jego kiełki. Odsunęła się jeszcze o parę kroków. Interesował ją jeden fakt. Dlaczego jej nie atakował? 
- Czego chcesz ode mnie?
- Czy muszę czegoś chcieć żeby cię spotkać? Może chce cię po prostu poznać? - odparł podchodząc do nie o krok.  
- Czemu chcesz mnie poznać? - zadawała pytanie za pytaniem.
- A czemu ty zadajesz tyle pytań? - zaśmiał się - Interesujesz mnie. Jestem zwykłym chłopakiem i...
- Ty nie jesteś zwykłym chłopakiem. Jesteś wampirem, demonem czy czymś takim. Jesteś razem z Mrokiem i...
- I co? - podszedł do niej jeszcze parę kroków - Dlaczego mówisz o mnie takie brzydkie rzeczy jeśli nawet mnie nie znasz?
- I pobiłeś mojego przyjaciela. Tyle mi wystarczy by stwierdzić, że jesteś potworem - powiedziała na co on się zaśmiał. Cofnęła się jeszcze parę kroków, ale na jej drodze stanęła ściana.
- Chodzi ci o tego Frosta? Wydaję mi się, że nic mu się nie stało... Nie przejmuję się nim zbytnio. Bardziej mnie interesujesz ty - odparł podchodząc na taką odległość, że już zaczęła się bać.
- Odsuń się ode mnie - powiedziała stanowczo wystawiając rękę przed siebie. Chwilę się na nią popatrzył, a potem wybuchnął śmiechem. 
- Nie zrobisz tego - odparł pewnie.
- Skąd wiesz? Nie znasz mnie - pot zaczął spływać po jej czole.
- Ale wiem co nieco o tobie. Na przykład, że boisz się swojej mocy, a lekcje twojego przyjaciela nie dają ci aż tak dużo jak ci się wydaję. Boisz się to zrobić. Pomyśl sobie, że zrobię unik, a ktoś będzie przechodził przez tą uliczkę i zamiast mnie trafisz w przechodnia? - na taką sugestię ręka jej się zatrzęsła, a z nieba zaczął padać śnieg - Poza tym sama dobrze zauważyłaś, że jestem wampirem, a na wampiry nie działa w takim stopniu lód czy chłód, więc się nie wysilaj - odparł szeroko się uśmiechając. Po chwili opuściła zestresowana rękę. Czarnowłosy uśmiechnął się łobuzersko i zaczął podchodzić do blondynki.
- Odsuń się - odpowiedziała jeszcze raz, ale tym razem bardziej rozpaczliwie. Na ścianie za nią zaczął osadzać się szron.
- Nie masz powodu aby się mnie bać. Nic ci nie zrobię - podszedł na odległość kroku.
- Odsuń się! - pisnęła rozpaczliwie próbując go odepchnąć, ale on wziął jej oba nadgarstki i przycisnął do ściany. Poczuła, że jego skóra jest zimna, ale nie tak zimna jak skóra Jacka. To było uczucie zimna bardzo podobnego gdy człowiek jest nieżywy. 
- Puść - pisnęła ponownie, ale on tylko się uśmiechnął i przysunął głowę do jej szyi, a nos wetknął delikatnie we włosy. Przymknęła oczy, z których zaczęły lecieć pojedyncze łzy. Bała się najgorszego.
- Słodko pachniesz - odparł po chwili po czym się zaśmiał. Otworzyła oczy. Zauważyła w jego czerwonych oczach dziwny błysk. 
- Jesteś inna. Inna niż wszyscy... - stwierdził bezpodstawnie. Następnie przeniósł się z szyi do ucha. 
- Przy okazji... Nie wspominaj ani strażnikom, ani twojemu przyjacielowi, że się spotkaliśmy. Nie chcesz ich martwić, co nie? Udawaj, że mnie nigdy nie spotkałaś - szepnął po czym ponownie się zaśmiał.
 Nagle poczuła ulgą na nadgarstkach. Zniknął.



Hejo!!! ^^
Zaczynamy 2-TzJ!!! Jeeej...?No wy się pewnie cieszycie, ze mną trochę gorzej xd Ale dam radę! Wierzę w siebie! A wy we mnie wierzycie? Jeśli dobrze obliczyłam to rozdziały będę się pojawiać regularnie do 31 grudnia czyli do sylwestra... 
I co sądzicie o Jasonie? Wyobrażaliście go sobie inaczej czy... Matko! Co ja mam dzisiaj z tymi pytaniami? XD Nie ważne...
(edit: Przepraszam, ale nie mogę ani pisać ani odpowiadać na komentarze ;-; Jeśli ktoś miał podobny problem może mi powiedzieć co zrobić żebym znowu mogła pisać komentarze? edit: dobra... piszę z telefonu xd)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział #29 "Urodziny Jacka"

 Po lekcjach ekipa zaczęła ustalać plan zrobienia przyjęcia urodzinowego dla Jacka. Postanowili, że zrobią je w jego domu, ale żeby to wyszło ktoś musiał odwrócić na parę godzin jego uwagę. Oczywiście padło na Else. Część osób miało zająć się jedzeniem, druga dekoracjami, a Flynn dostaniem się do środka. Jako jedyny wiedział gdzie Jack ma zapasowe klucze. Trochę to zdziwiło jego przyjaciół, ale w końcu nie opowiedział im jak to się stało. 
 W piątek w końcu Jack pojawił się w szkole, a ekipa mogła wcielić swój plan w życie. Blondynka umówiła się z chłopakiem na spacer. Przy okazji sama chciała porozmawiać z chłopakiem. 

***
Sobota rano 

 Elsa obudziła się w podenerwowanym nastroju. Wszystko mieli zaplanowane, ale dalej miała wrażenie, że coś może nie wyjść.
 Poszła do łazienki wziąć prysznic, umyć zęby i wszystko inne co dziewczyny tam robiły. 
 Gdy skończyła poszła na szybkie śniadanie, następnie ubrała się w byle co i wyszła z Blue na krótki spacer. Patrząc na niego przypominało jej się jak go dostała i jak kiedyś wyglądał. Dużo urósł od tego czasu. 
 Po spacerze zaczęła wybierać ubrania na urodziny. Nie chciała wyglądać zbyt elegancko, bo Jack mógłby zacząć coś podejrzewać (w końcu mieli iść najpierw na spacer), ale z drugiej strony nie chciała wyglądać tak jak gdy chodzi po domu. Zdecydowała, że ubierze się w miarę normalnie. Wybrała białe leginsy, turkusową bluzkę na ramiączkach, a na nią półprzeźroczystą czarną koszulę. Włosy związała w koka, a na rękę założyła parę bransoletek. Oczywiście na szyi nadal miała swój kamień. 
 Po wytłumaczeniu wszystkiego Ani niebieskooka założyła czarne wyższe buty, niebieski płaszcz i wyszła przed dom. Tam czekał na nią Jack.
- Cześć - przywitał się.
- Hej! - uśmiechnęło się ciepło.
- Dlaczego ci tak bardzo zależało na spacerze? - zapytał gdy już ruszyli.
- Nie mogę się od czasu do czasu przejść na spacer z moim przyjacielem? 
- No możesz, ale... - zdziwił się trochę jej zachowaniem.
- No właśnie! Więc nie marudź - zaśmiała się.
- Zaczynam się o ciebie martwić - stwierdził chowając ręce w kieszenie.
- Niby czemu?
- Dziwnie się zachowujesz... Coś się stało? - zapytał niebieskooką.
- Yhm... Dowiedzieliście się czegoś o tym całym Jasonie? - zmieniła temat.
- Nie. Nie mamy zielonego pojęcia kim on może być. Na świecie jest mnóstwo chłopaków o tym imieniu, a na dodatek nie mamy jak go sprawdzić, bo nikt nie wie jak on wygląda - powiedział patrząc się po okolicy. Elsa zauważyła jak chłopak swoją mocą strącił śnieg z gałęzi, który spadł na jakąś dwójkę dzieci. Po chwili zaczęły się w nim bawić. Białowłosy uśmiechnął się pod nosem.
- Bo ja go chyba widziałam - przyznała po chwili.
- Co? - zainteresował się, ale i trochę przestraszył - Gdzie?
- Em... Jak ci to powiedzieć... W łazience? - uśmiechnęła się nerwowo.
- Acha... Zaraz! Gdzie?! W łazience?! - zaczął krzyczeć.
- Jack, ciszej... I tak...
- Podglądał cie w łazience?! - znowu wrzasnął przez co ludzie zaczęli się dziwnie patrzeć.
- Jack! Zamknij się! Ludzie się patrzą - zatkała usta chłopaka ręką - Tak, ale spokojnie... Miałam na sobie ubrania zboczuchu - zdjął jej rękę z ust.
- Nie nazywaj mnie tak - odparł cicho - Poza tym... I tak to jest dziwne. Kiedy to było? Nic ci się nie stało?
- We wtorek, w szkole i poza tym, że uciekałam przez całą szkołę to nie - odpowiedziała na pytania.
- A jak on wyglądał? - zapytał po chwili.
- Po pierwsze nie jestem pewna czy to był on, a po drugie to ciężko powiedzieć. Miał na głowie kaptur, więc widziałam kawałek jego twarzy, a że siedział to trudno mi go było zobaczyć w całości - odparła - Ale ogółem to miał czerwone oczy...
- Tyle to zdążyłem zauważyć - stwierdził, ale widząc morderczy wzrok dziewczyny odparł - Już ci nie przerywam!
- Tak jak mówiłam miał czerwone oczy, kruczoczarne, roztrzepane włosy, bladą skórę, smukła budowę i... - zatrzymała się na chwilę.
- I co?
- No... Ech... Tak, więc miał - nie potrafiła się wysłowić.
- No co miał? - niecierpliwił się. 
- Takie jakby... ząbki?
- Ząbki? - zdziwił się - Jakie ząbki?
- No wiesz... Takie dwa ostre ząbki - przedłużała ostatnią końcówkę. Przez chwilę patrzył się na nią dziwnie, ale później przejechał sobie ręką po twarzy i jęknął cicho zły. 
- To dlatego udał mu się mnie pokonać za pierwszym razem - odparł lekko zły.
- Dalej nie jestem pewna czy to on... Poza tym nie mów tak o sobie. Nie jesteś nie zniszczalny - powiedziała zakładając ręce na piersi.
- Tylko, że to ma wtedy sens... Ej! To, że nie jestem niezniszczalny nie znaczy, że łatwo mnie powalić! Jestem nieśmiertelny, a to mi daje plusy do wszystkiego. Szczególnie do siły i wytrzymałości. Jakby mnie normalny człowiek walnął to by mi się nic nie stało, istota magiczna mogła by mi już coś zrobić, a z wampirami mam na pieńku. Jedne z tych istot magicznych, które potrafią zrobić mi krzywdę. A na dodatek sojusznik Mroka to już w ogóle - wytłumaczył trochę zdenerwowany. Popatrzyła się na niego zdziwiona. Po chwili spuściła głowę w dół. 
- Przepraszam - powiedziała nagle.
- Za co? 
- Za to, że cię zdenerwowałam...
- Ej... Nie ty mnie zdenerwowałaś tylko ten idiota. Nienawidzę takich typów - odparł uśmiechając się do niej ciepło. Odwzajemniła uśmiech.
- Zmieńmy temat. Nie chcę cię stresować w twój ważny dzień - stwierdziła uśmiechając się ciepło, ale po chwili zasłoniła usta ręką uświadamiając sobie co powiedziała.
- O czym ty mówisz? - zapytał zdziwiony. Elsa już miała się nerwowo tłumaczyć, ale z kieszeni kurtki telefon wydał charakterystyczny dźwięk SMS'a. Wyjęła smartphone'a i odczytała wiadomość od przyjaciół " Wszystko gotowe, możecie już wracać ;) ".
- Kto to? 
- Ania - odpowiedziała szybko chowając telefon - Umiesz robić gorącą czekoladę?
- No... A co? - zapytał, ale widząc wielkie proszące oczy Elsy westchnął - Z piankami czy z bitą śmietaną?
- A może być z tym i tym? - poprosiła robić maślane oczka.
- No dobra - westchnął po czym się uśmiechnął. 
 Dojście do domu zajęło im może pięć minut, a gdy już do niego doszli nic nie wskazywało na to, że ktoś tam urzędował. Blondynka miała wielką nadzieje, że wszystko pójdzie tak jak zaplanowali.
 Chłopak podszedł do drzwi i przekręcił zamek otwierając dom. Wpuścił najpierw Else, a potem odwrócił się w stronę drzwi. Zdjęła płaszcz i wysokie buty, a następnie rozejrzała się po holu. Tutaj nic nie było. Gdy Jack zdejmował kurtkę rzuciła okiem na salon gdzie już się trochę działo. Za kanapą zauważyła jej przyjaciół. Wróciła szybko do holu, zdjęła z półki jakikolwiek szalik, podeszła do Jacka i zawiązała mu go na oczach.
- Co robisz? - zapytał zdziwiony.
- Nie podglądaj - powiedziała spokojnie. Na jej słowa westchnął. Czuł się trochę zestresowany, bo nie wiedział co ona dla niego planuje. 
 Złapała go za ręce i powoli prowadziła w stronę dużego pokoju. Gdy już go puściła słyszał ciche śmiechy i jakby ktoś chodził po pokoju. Po chwili poczuł jak dziewczyna odwiązuje szalik i rzuca go gdzieś na podłogę. 
- NIESPODZIANKA!!! - usłyszał nagle przez co otworzył wcześniej jeszcze zamknięte oczy. Najbliżej jego stała uśmiechnięta Elsa, a za nią cała jego paczka. Chwilę czekali na jego reakcje, ale po jakimś czasie chłopak zaczął się śmiać.
- Poważnie? - zapytał, ale nadal uśmiechnięty.
- Chłopie! Wiemy, że tego nie lubisz, ale kurde osiemnastka! To trzeba uczcić - powiedział Flynn,z którym wszyscy się zgodzili. 
- Nawet tort dla ciebie zrobiliśmy, więc nam tu teraz nie marudź - odparła roszpunka trzymając właśnie ciasto z lukrowym napisem "Happy Birthday Jack".
- Więc... - wszyscy zrobili maślane oczka.
- Ech... Niech wam będzie. Tylko nie śpiewajcie mi sto lat co? - dał za wygraną. Wszyscy wrzasnęli uradowani. 
- Jasne! Dzisiaj wszystko dla ciebie - odparła niebieskooka i zaprowadziła go do tortu, który Punzie położyła na stole. Czkawka podpalił osiemnaście świeczek, które Jack po chwili zdmuchnął.
- Najlepszego! - wrzasnęli wszyscy. Roszpunka pokroiła tort, a reszta zabrała się do żarcia. Po jedzeniu (i małej bitwie na żarcie) zaczęło się odpakowywanie prezentów. Nie były jakieś ogromne i drogi, ale bardziej upominkowe, wspominkowe i tego typu. Oczywiście nie obyłoby się bez picia, przez które mieli głupie pomysły, ale niektóre lepiej pominąć.
 Po paru godzinach impreza się skończyła, a wszyscy zaczęli się rozchodzić do domu. Ostatnią osobą była Elsa.
 Gdy miała już wychodzić zatrzymała się na chwilę.
- O co chodzi? - zapytał białowłosy.
- Dlaczego tak bardzo nie lubisz mieć urodzin? 
- Wiesz... Mając już 320 lat po jakimś czasie masz już dosyć, po drugie okłamywanie, że masie 18 lat też nie jest za fajne, a po trzecie... - nie dokończył.
- A po trzecie co? 
- Urodziny przypominają mi jak się narodziłem, a moje narodziny przypominają mi w jaki sposób umarłem - odparł spuszczając głowę w dół. Popatrzyła się na niego ze współczuciem, a później go przytuliła. Na początku się trochę zdziwił, ale później odwzajemnił uścisk. 
- Wszystkiego najlepszego staruszku. 321 lat za tobą... A ja dalej myślę, że masz osiemnaście, a czasem nawet pięć - szepnęła mu do ucha, a na ostatnie zdanie się zaśmiał.
- Aż taki dziecinny jestem? - zapytał przestając ją przytulać.
- Tak - odparła po czym zmierzwiła mu włosy.
- He, he... A to dobrze czy źle?
- Na to już musisz odpowiedzieć sobie sam - stwierdziła i wyszła z domu chłopaka.





Hej! ^^
Oto 29 rozdział, w którym Jack ma swoje 321 urodziny ^^ Najlepszego Jack <3 I od razu przepraszam, że tak słabo je opisałam, ale jestem tak zmęczona i w ogóle, że nie dałam rady już tego lepiej opisać (oj nie tłumacz się leniu! wszyscy wiedzą, że ci się nie chciało). No i Jack zazdrosny o Jasona, który podglądał Else w łazience XD Dla ciekawych chciałam tam dodać jeszcze jedną scenę gdzie Elsa komentuje jego życia, w którym na 100% takich rzeczy nie robił, ale już sobie odpuściłam XD A! I a propo Jasona... Czy w następnym rozdziale mam zrobić kolejną scenę z nim, gdzie może się trochę wyjaśnić czy macie już go dość? Bo ja go dość nie mam :P I jeszcze tych, którzy czasami zaglądają na stronę bohaterowie to tam możecie zobaczyć jak Jason mnie więcej wygląda. Dla ciekawskich ;) 
I jeszcze komentowanie. Jakoś mało ostatnio komentujecie moje posty. Ja wiem, że bardzo chcecie ten maj i mogę was już trochę przynudzać, ale naprawdę nie mogę go tak z dupy zrobić. A komentowanie mi bardzo pomaga z weną, a na dodatek jak mam teraz zrobić 2TzJ (jak ktoś nie wie o co chodzi to zapraszam do infoberry) to już w ogóle. No! Koniec ogłoszeń parafialnych ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

środa, 2 grudnia 2015

INFOBERRY #1 Konkurs, 2-TzJ itd.

 Hejo ^^ 
 To będzie taka jakby nowa... seria? Nie wiem jak to nazwać... Nie będzie się pojawiało to regularnie, tylko wtedy kiedy zbiorę myślę, że ważnych parę informacji ;)
 Zacznijmy może od tego, że nie dawno wbiliście 20 000 wyświetleń za co bardzo dziękuje  ^^ Stwierdziłam, że na razie nie będę robiła żadnego konkursu, ale planuje zrobić na 25 000, bo... bo taki mam kaprys XD (mam nadzieję, że się wam uda) A mówię to teraz, bo będzie on parę etapowy i trochę dłuższy. W sensie, że będzie miał np: 4 etapy i w nich będą pytania albo wyzwania typu "W jakim wieku Elsa straciła rodziców?". No i będzie trzeba odpowiedzieć ^^ (to chyba logiczne geniuszu). No i chciałam się zapytać czy chcielibyście coś takiego? A! Oczywiście najważniejsza część takiego konkursu czyli nagroda... Myślałam żeby jedną z nagród byłoby wprowadzenie siebie albo swojej postaci na blogu. A teraz pytanie "Dlaczego nie możesz wprowadzić tego bez konkursu?". Otóż... Naprawdę pozdrawiam i podziwiam osoby, które zgodziły się na coś takiego (oczywiście bez obrazy i te sprawy), ponieważ sądzę, że jest już was trochę dużo i... Tak jakby zakładając, że 10 osób chciałoby być na tym blogu i miałabym dodać te osoby (z nawet tym byłaby masa roboty) to mogło by to popsuć trochę fabułę, którą układam już z ...pół roku? Myślę. Nie wiem. Ale długo. Więc postanowiłam, że to by było takie wyróżnienie i w ogóle ^^ A druga nagroda to np: 10 pytań: 5 o mnie osobistych, 5 do bloga (nawet spojlery). No albo jakby ktoś wolał to 10 do bloga albo 10 do mnie ^^ (tylko bez przesady). No! I czy byście chcieli coś takiego :) I dajcie mi jeszcze propozycje na nagrody (jak już będziecie chcieli), bo ja nie wiem co wy chcecie xd
 Druga sprawa to te dziwne cyferki i literki w tytule czyli 2-TzJ [ czyt. 2 tygodnie z Jelsą ]. Postanowiłam, że wam się trochę odpłacę za to, że przez 2, 3 miesiące nie dodawałam za dużo rozdziałów ^^ Chodzi o to, że przez 2 tygodnie co drugi dzień dodawałabym rozdział. Czyli minimum 7 rozdziałów w miesiącu. Jeśli według was to mało to licząc od teraz skończylibyśmy na 35 rozdziale czyli zbliżanie się do Kiss'a :D A to chcecie najbardziej ;) Takie też wyzwanie dla mnie ^^ Ale to załóżmy, że zaczniemy 17 grudnia, a skończymy 31. Taki też prezent świąteczny. Co wy na to? :)
 Kolejna rzecz to zmiana bloga. I nie, nie straszę was teraz, że coś się z nim stanie tylko chodzi o jego wygląd. Zastanawiam się nad nowym szablonem, który powoli zaczęłam tworzyć tylko, że musiałam resetować komputer i mi się program usunął do rysowania :/ Więc jeszcze trochę nad będę siedzieć... Chyba, że znacie kogoś kto robi naprawdę fajne szablony i możecie mi go polecić ^^ 
 Wydaję mi się, że to wszystko co chciałam powiedzieć, więc... Poproszę o odpowiedzi na pytania, które zadałam, bo są one dla mnie bardzo ważne. Chciałabym wam we wszystkim dogadzać, a że nie umiem czytać w myślach to muszę się pytać ;) Pozdrawiam osoby, które dotrwały do końca :P Ja nie wiem jak wy możecie znosić moją paplaninę xd Co ja poradzę... Lubię gadać ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***