niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział #26 "Koniec podróży i kolejna lekcja"

  Zostały im trzy dni do wyjazdu. Starali się je dobrze wykorzystać, więc dużo jeździli na różnych trasach. Parę osób się wywaliło, a czasem i nawet zgubiło, ale nie było większych tragedii. Ale w końcu nadszedł dzień wyjazdu. Spakowali walizki do samochodów, po sprawdzali dokładnie pokoje i ruszyli w drogę. Mieli wrócić około 19:30. 
 Droga minęła spokojnie bez żadnych większych kłopotów.
 Po przyjeździe do Nowego Yorku Flynn odprowadził wszystkich, którzy jechali jego samochodem, tak samo Jack.
 Ostatnią osobą jaka została w samochodzie Jack była Elsa. Praktycznie przez całą drogę była cicho i smutno patrzyła się w dół. Myślała nad swoją mocą. Co by było gdy jej nie miała? Głównie takie pytanie sobie zadawała.
- Elsa - usłyszała nagle głos Jacka.
- Tak? - zapytała odrywając wzrok od swoich dłoni.
- Dojechaliśmy - powiedział wskazując na widok  za oknem. Przy schodkach stała uśmiechnięta Ania z Blue na rękach. Blond włosa uśmiechnęła się smutno.
- Jack? - zapytała za nim wyszła.
- Tak?
- Masz czas w sobotę? Chciałabym iść na lekcję - powiedziała patrząc się na niego wyczekująco.
- Jasne! Ja zawsze mam czas - uśmiechnął się ciepło. Niebieskooka odwzajemniła uśmiech i wyszła z samochodu biorąc swoje walizki. Odeszła kawałek, a samochód odjechał. Od razu usłyszała Blue, który już zdążył do niej podbiec. Uklęknęła obok niego i zaczęła go głaskać. Patrząc na niego przypomniał jej się wilk. Zachowała jednak kamienną twarz, którą nauczyła się robić przez te lata robić.
- Elsa! - usłyszała głos Ani.
- Cześć siostrzyczko - przywitała ją ciepłym uśmiechem.
- Jak było? - zapytała biorąc od niej walizki.
- Super, a u ciebie? 
- Też! - pisnęła zachwycona - Dobra idź się położyć, bo na pewno jesteś super zmęczona - stwierdziła wchodząc do domu.
- Masz rację, pójdę się położyć - odparła idąc na górę z pieskiem u boku. Gdy weszła do swojego pokoju padła na łóżko nawet się nie przebierając, a Blue położył się obok niej.


***
[Jack]

 Dziwiło mnie ostatnio zachowanie Elsy. Wydawała się... nie wiem jak to określić. Myślałem, że jej przeszło , ale po wydarzeniach z wilkiem. Jakby zatoczyła koło i znowu wróciła do złych czasów. 
 Około piętnastej zacząłem się zbierać żeby po nią pojechać, ale usłyszałem dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłem zobaczyłem Else. Trochę mnie zdziwiło, że sama przyszła, bo zawsze sam po nią jeździłem.
- Hej - powiedziała po chwili i weszła do środka.
- Sama przyszłaś? - chciałem się upewnić.
- Musiałam się przejść - wytłumaczyła i odwróciła się w moją stronę. Uśmiechnąłem się ciepło.
- To chodź - zaproponowałem i poszliśmy razem na górę. Standardowo rzuciłem poduszki na ziemię. Usiadłem na jednej z nich, a niebieskooka na drugiej. Była zamyślona i smutna. 
- Too... Chciałaś porozmawiać o czymś konkretnym czy tak po prostu - zacząłem przeciągając ostatnie słowo przyglądając się jej.
- Ja... o moich wspomnieniach - odparła bawiąc się małą śnieżynką, którą stworzyła chwile temu - Czy coś o nich wiadomo?
- Ale w jakim sensie? - trochę jej nie rozumiałem. 
- Chciałabym wiedzieć kim jest ta dziewczyna... I czy to bym mogła być ja - powiedziała nie przerywając zabawy śnieżynką. 
- Jaka dziewczyna?
- Ta, która pojawiała się często w moich snach...
- Och - przełknąłem ślinę. Tak naprawdę nic nie wiedziałem. Ze strażnikami dawno się widziałem, a sami mi mało mówili. Poza tym przestały jej się śnić sny, więc...  
- Nie wiem... - odparłem przeczesując włosy ręką. Podniosła na mnie wzrok i chwilę się na mnie patrzyła.
- A kiedy będziesz wiedział? - zapytała patrząc się w moje oczy. O dziwo wydawała się nieobecna, jakby była w innym świecie.
- Nie wiem, nikt tego nie wie... Możliwe, że nawet dowiesz się wcześniej ode mnie albo... - nie dokończyłem. Nie chciałem jej tymi słowami jeszcze bardziej zasmucić, ale ona chyba wiedziała co chce powiedzieć.
- Nikt nigdy się nie dowie - śnieżynka się skruszyła, a z sufitu zaczęły padać malutkie płatki śniegu. 
- Nie chciałem tego pow...
- Nie kłam, nie lubię gdy kłamiesz... Wiem, że też tak może być - w rękach utworzyła coś świecącego się niebieskim światłem, a do jej oczu napłynęły łzy - Ja chce tylko wiedzieć co się stało te 300 lat temu, tylko to... - zaczęła płakać, a światełko znikło. Po części ją rozumiałem, a po części nie. Ale co ja mówię, ona jest dziewczyną, a faceci nie rozumieją płci żeńskiej. Zbliżyłem się do niej i objąłem ją ramieniem.
- Przecież ci to tyle razy mówiłem. Na pewno się dowiesz - uśmiechnąłem się do niej ciepło żeby się rozchmurzyła.
- A Mrok? Madison powiedziała, że zbiera siły. Czy on będzie chciał mi zabrać kamień? - zapytała biorąc kamień do ręki, ale go nie zdejmując. Westchnąłem cicho.
- Raczej tak. Przed tym jak ciebie znaleźliśmy Mrok uganiał się za nim mniej więcej tak jak my. To był wyścig szczurów, bo każdy chciał go mieć... - wytłumaczyłem.
- Czyli po to Mrok mnie chce... Żeby zdobyć kamień - stwierdziła, a z jej oczu zaczęły powoli lecieć łzy. Współczułem jej. Miała wcześniej okropne życie, a przeprowadzka tutaj wcale nie pomogła.
- Ej... Pamiętaj, ja cię - przerwałem, a ona zaczęła się patrzeć na mnie swoimi dużymi oczami. Czy ja naprawdę chciałem to powiedzieć? Czy naprawdę o mało nie wyleciało mi coś takiego z ust? Czy naprawdę chciałem powiedzieć, że... Nie... Ja?! Ja przecież nawet nie znam tego uczucia. Mam zamrożone serce, więc... A może?
- Zawsze obronie. Ja cię zawsze obronie - dokończyłem i przytuliłem ją na co ona oparła swoją głowę o mój tors.
- Dziękuje, że jesteś - powiedziała cicho na co się uśmiechnąłem. 
- Jestem twoim przyjacielem, nie? Zawsze ci pomogę - i w tym momencie przez moją prawie pustą głowę przeleciała mi jedna myśl. Czy na pewno jestem jej przyjacielem? Czy może kimś więcej... Matko, Jack! Co cię wzięło na takie przemyślenia?! Oczywiście, że jest twoją przyjaciółką!
 Po tej rozmowie zaczęliśmy się jeszcze uczyć władania nad śniegiem. Na szczęście po jakimś czasie rozchmurzyło się jej, więc lekcja minęła tak jak zwykle.
 Gdy już wybiła godzina końca lekcji odwiozłem Else do domu. Po tej lekcji wiem za to jedno: Muszę polecieć do strażników. 





HEJOOOOO!!! ^^ Wiem, wiem... Strasznie krótki jest ten rozdział, ale pisanie jego było lekką... Może inaczej. Gdy go pisałam miałam lekkie Deja vu (chyba tak się to piszę... PRZEPRASZAM FRANCUZÓW) i trochę trudno mi się go pisało, więc... Co ja poradzę! Ale za to jest trochę JELSY :D 
Poza tym muszę się uczyć do historii, a póki nie ma taty w domu to mogłam się dorwać do komputera, ale za 30 min wraca, więc musiałam się pośpieszyć xd Czy tylko ja tak nienawidzę historii ;-;
A i jeszcze dla ciekawskich moich dzieł (yhm jasne... Jakich dzieł?!) to tutaj macie linka, bo nie chciałam go wstawiać, bo nie wszyscy są zainteresowani :P I żeby nie było nie porozumień tło jest wykonane komputerowo... Znaczy sama je wykonałam XD
A a propo maja to uwierzcie, że nie jesteście jedyni, którzy go chcą... JA TEŻ GO CHCE! Z powodu takiego, że po nim mam już zaplanowane wydarzenia, a teraz jadę na spontanie, więc mi trochę trudno no, ale no... Z DUPY go nagle też nie mogę wstawić ;-;
Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ^^
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział #25 "Mały przyjaciel"

  Kolejne dni były bardzo ciepłe (jak na zimę). Była piękna pogoda, świeciło słońce, a niebo było przejrzyste. No, ale jak na każdym wjeździe jest tak, że połowa jest z przepiękną pogodą, a druga połowa... Jest jaka jest.
 W poniedziałek najwcześniej obudziła się Merida. Tak, Merida. Przeciągnęła się ziewając i powoli wstała podchodząc do okna. Odsłoniła zasłony żeby wpuścić światło do pokoju, ale mimo iż okna nie zasłaniało już nic oświetlenie się nie zmieniło. Zdziwiona parę razy jeszcze poruszyła zasłoną jakby to miało coś dać. 
- Coś się stało? - zapytała nagle Roszpunka przez co ruda podskoczyła.
- Okno się zepsuło - stwierdziła - Która godzina?
Złotowłosa wyjęła telefon z szuflady i odblokowała ekran.
- Ósma... A co?
- Świetnie - mruknęła pod nosem - Pogoda się spieprzyła...
- Marudzisz, na pewno nie jest tak źle - odparła wstając z łóżka i podchodząc do okna. Otwarła je praktycznie na oścież, ale od razu tego pożałowała. Okna było przysłonięte warstwą śniegu, która już znajdowała się w pokoju dziewczyn. Obie wrzasnęły, bo na ich gołej skórze również znalazło się trochę lodowatego śniegu. Przez ich wrzask obudziły resztę dziewczyn.
- Co się dzieje? - zapytała jasnowłosa, która jako pierwsza zobaczyła Meride i Punzie szybko zamykające okno.
- A nic, nic - złotowłosa się nerwowo uśmiechała. 
- Tylko pogoda się zepsuła, a Punzie otwarła jak głupia okno przez jesteśmy całe w śniegu - wytłumaczyła ruda, która też nerwowo się uśmiechała. 
- Acha - mruknęła i wstała z łóżka. 
 Gdy już wyczyściły podłogę z śniegu zrobiły sobie śniadanie. Rozmawiali głównie o tym, że tego dnia mieli wyjechać na inną górę, a pogoda może popsuć im plany. Po zjedzonym śniadaniu zaczęły się standardowo ubierać, ale tym razem trochę cieplej. Wyszły z pokoju i zapukały do chłopaków. Nikt jednak nie odpowiedział, więc zapukały drugi raz. Po chwili w drzwiach stanął Czkawka.
- Wreszcie, myślałem, że zaraz stąd ucieknę - powiedział szybko wychodząc i zamykając drzwi.
- Ee... A niby czemu? - zdziwiła się Astrid.
- Nie widziałyście tej pogody? Zasypało samochody, więc poszli je odśnieżyć, ale ktoś musiał zostać żebyście się później nie martwiły - wytłumaczył idąc w stronę wyjścia. Wychodząc z budynku zauważyli resztę chłopaków użerających się ze śniegiem. Dziewczyny (i Czkawka) podeszły do nich i zaczęły im pomagać. Po jakiś 10 minutach auta były odśnieżone. Ostatnie ustalenia i ruszyli w drogę. Zdecydowali, że w końcu pojadą na inną górę. Jedyny problem był taki, że trochę długo się tam jechało, więc nie pojeżdżą za dużo. 
 Na miejsce jechali około godziny po drodze się prawie nie gubiąc przez mgłę i śnieżycę. Na miejscu spotkali Amy, która dołączyła się do nich ruszając w stronę wyciągu. Żeby wjechać na samą górę góry trzeba było wsiąść do prawie stu osobowej gondoli i jechać na górę około dziesięciu minut. Gdy już dojechała cała paczka do niej wsiadła, a za nimi reszta osób. Wszyscy byli bardzo ściśnięci przez co porozwalani po całej gondoli. Elsie udało stanąć się obok okna przez co mogła obserwować piękne widoki.  Obok niej stał Jack, który też był skierowany w stronę okna. Obok nich stał też Tim, którego tak wepchali, że stał za Amy. Wykorzystując sytuacje oparł swoją głowę o głowę dziewczyny na co ona zrobiła lekko obrażoną minę, bo nawet nie mogła spróbować strząsnąć jego głowy ze swojej. Poczuła się jak "podgłówek". Violence stała w otoczeniu samych chłopaków przez co Maks, który stał blisko Tima stał się jakby... zazdrosny? Po drugiej stronie wagonu stała reszta paczki w mniej interesujących pozycjach. Gdy po jakiś dziesięciu minutach dojechali na górę wszyscy w jak najszybszym tempie opuścili wagon. 
- Nigdy... więcej - stwierdziła Merida, która jako ostatnia doszła do paczki. 
- A niby czemu? Fajnie było - stwierdził Tim uśmiechając się do Amy, która patrzyła na niego morderczym wzrokiem. 
- Bo stałam obok jakiegoś faceta, który nie miłosiernie śmierdział! - warknęła poprawiając czapkę. 
- Dobra dzieci, spokój - powiedziała złotowłosa trzymając rozłożoną mapę - Jedziemy tędy, a potem tędy... Czerwoną, tędy... tylko niebieską, a tędy znowu czerwoną i zjeżdżamy na sam dół... Wszyscy zrozumieli? - zapytała patrząc się po wszystkich.
- Ee... - zaczął Maks, ale przerwała mu Roszpunka.
- Rozumiem, że wszyscy zrozumieli. To jedziemy - powiedziała i odepchnęła się kijkami jadąc w dół trasy. Reszta wzruszyła ramionami i pojechała za nią. 
 Jak złotowłosa zaplanowała około 12 zatrzymali się przy jakiejś knajpie. Zjedli pizze, wypili gorącą czekoladę i trochę się ogrzali.  Potem znowu ruszyli w drogę w pewnym momencie złotowłosa się zatrzymała, a za nią wszyscy.
- Uważajcie teraz, bo tu jest zamknięta czarna trasa i żeby w nią przez przypadek nie wjechać - wrzasnęła, a gdy wszyscy przytaknęli pojechała dalej. 
 Elsa jechała ostatnia przez co miała widok na resztę. Nagle jej oczom ukazała się mgła przez straciła prawie całkowicie widoczność. Gdy zobaczyła coś czerwonego pojechała w tamtą stronę myśląc, że to czyjaś kurtka. Spróbowała się rozpędzić żeby dogonić resztę, ale gdy przejechała obok tego czerwonego cosia wiedziała, że popełniła ogromny błąd, bo tym czerwonym czymś okazała się materiałowa barierka. Wjechała na czarną trasę. Gdy przejechała kawałek zatrzymała się i popatrzyła się w górę trasy. Mogła się albo wrócić czołgając się pod górę albo spróbować zjechać. Postanowiła jednak wejść pod górę.
Powoli stawiał narty idąc bokiem w stronę stoku aż nie usłyszała warknięcia. Odwróciła głowę w stronę źródła dźwięku i zauważyła wilka przy wjeździe na trasę. Wilk jednak nie był zwykłym wilkiem. Po pierwsze był czarny i mienił się na lekki fiolet, miał złote oczy, które było chyba widać na kilometr. Mimo iż wyglądał pięknie przypominał jej do złudzenie jedną osobę. Myśląc o tej jednej osobie od razu wiedziała, że wilk nie ma dobrych zamiarów. Wyjęła jak najszybciej z kieszeni telefon i zadzwoniła do Jacka.

*Trasa czerwona* 

Jack jechał jako ostatni próbując doścignąć Flynna dopóki nie usłyszał dźwięku słuchawki w swoim uchu. Nacisnął przycisk połączenia.
- Halo? - zapytał jadąc dalej do przodu.
- Jack? - usłyszał głos roztrzęsionej Elsy.
- Coś się stało? - był coraz bardziej zaniepokojony.
- Bo tak jakby wjechałam na tą czarną trasę i spotkałam małego przyjaciela - powiedziała niewinnie, ale lekko przerażona.
- Jakiego "małego przyjaciela"?
- A wiesz taki wilczek, he, he... I on chyba nie zbyt dobrych zamiarów... JACK! - rozłączyło się.
- Elsa! - zatrzymał się gwałtownie i bez zbędnego myślenia wbił się powietrze [ I tak... Debil miał dalej na nogach przypiętą deskę dop. aut.] i wleciał na czarną trasę. Zatrzymał się gdzieś na środku, a przy drzewie znalazł narty Elsy. Zaczął się rozglądać po okolicy aż ujrzał czarny i niebieski punkt. Szybko zaczął tam jechać aż nie ujrzał bliżej określonego kształtu wilka i Elsy. Wilk już się miał na nią rzucić, ale białowłosemu w ostatniej chwili udało się ją złapać i odjechać kawałek dalej przez co zwierzę rzuciło się na powietrze.
- Nic ci nie jest? - zapytał się trzymaną na rękach Else.
- Nie... Uważaj! - wrzasnęła pokazując na wilka, który ruszył w ich stronę.
- Spadamy stąd - stwierdził chłopak ruszając dalej od czasu do czasu oglądając się za siebie. Po chwili jazdy gdy odwrócił głowę usłyszał krzyk dziewczyny i od razu odwrócił głowę do przodu.
- To dlatego była zamknięta... - odparł patrząc się na zasypany kawałek trasy przez lawinę. Wiedział, że nie uda mu się zahamować, więc odwrócił się plecami tak aby Elsa nie wpadła w zaspę i samym walnął o ścianę śniegu plecami.
- Jack! - wrzasnęła schodząc z chłopaka i przypatrując mu się. On tylko jęknął, ale nie był na szczęście ranny. 
 Znów usłyszała warknięcie i jedyne co zobaczyła to wilka, która na nią skakał. Zamknęła oczy i wystawiła przed siebie rękę jakby chciała powstrzymać zwierzę. Potem usłyszała tylko jęknięcie wilka. Otworzyła powoli oczy, a jej oczom ukazał się widok wilka przebitego grubym soplem lodowym. Otworzyła lekko usta i patrzyła przerażona co na wilka i no ca ręce. 
- Elsa... - usłyszała przy jej uchu głos Jacka, ale nie odpowiedziała.
- Elsa, spokojnie - zobaczyła już Jacka, która przy niej uklęknął.
- Jestem potworem - szepnęła.
- Nie jesteś, Elsa! To był wytwór Mroka!, a nie...
- A jakby to było prawdziwe zwierze! Nie powstrzymam tego następnym razem! -wrzasnęła. Popatrzył się na nią smutno, a potem westchnął. 
- Choć już... Wracajmy - powiedział podnosząc ją na nogi. 
- A moje narty?
Uśmiechnął się po czym przy nich znajdowały się już narty.
- Jak? - zapytała z niedowierzaniem.
- Wiatr - puścił jej oczko. 
 Gdy już założyła narty Jack złapał ja za rękę i razem z nim uniosła się w powietrze. Znajdując się na czerwonej trasie zjechali na sam dół do reszty paczki.
- Co was tak długo nie był?! - zapytała zmartwiona Punzie.
- Wjechaliśmy przez przypadek na czarną trasę i musieliśmy z niej wrócić. 
- Super... Dobra wracajmy już - westchnęła zrezygnowana złotowłosa i ruszyła w stronę samochodu. 
 Jedynie do śmiechu nie było Elsie. Dalej myślała co by było gdyby to było prawdziwe zwierzę. 




WRESZCIE!!! Nawet nie wiecie jak topornie mi szedł ten rozdział ;-; I przepraszam, ze tak późno no, ale i tak miał się ukazać wczoraj, więc no... I właśnie przepraszam, ze się nie ukazał wczoraj, ale korki nie pozwoliły mi wrócić do domu na czas ;-; Mam jednak nadzieje, ze fajnie spędziłyście Halloween ;) 
W ogóle mam ostatnio super fazę na rysowanie, bo kupiłam sobie porcję pro markerów. Naprawdę polecam, ale są super drogie :/ 
A i konkurs wygrały Elizabeth Vayla i GreyAngel ^^ Mam nadzieję, ze dobrze zinterpretowałam wasze pracę i nie będziecie złe, ze je trochę pozmieniałam ;) Ale inne pracę też były świetne! Chciałam wyróżnic pracę Snow Moon, która mnie kompletnie rozpieprzyła XD i pracę Kingi w, której najbardziej podobał mi się tekst "Niech komuś odpadnie narta i zjedzie samotnie w dół stoku" :D
Ogółem ten rozdział mi się średnio podoba no, ale trudno...
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 25 października 2015

Rozdział #24 "Trochę mrocznej prawdy i jazda na nartach"

 Gdy się obudziła byli już na miejscu. Wszyscy wyszli z samochodów i udali się do budynku. Hotel był dosyć duży, ale nie jakoś ogromny. Ściany miał jasnożółte, a wszystkie inne wykończenia były z ciemnego drewna. Z dachu zwisały lampki, które jarzyły się białym światłem oświetlając budynek. Na większości płaskich powierzchni był biały puch, ale z chodnika starszy pan próbował go trochę odgarnąć. Można było zauważyć również duże okna przy, a przy niektórych nawet balkony, na których również były lampki. Te jednak nie były ośnieżone dzięki dachu nad nimi. Wchodząc do środka pierwszy rzucał się w oczy kominek z poustawianymi na nim różnymi ozdobami, a dookoła niego fotele z miękkiego puszku. Następnie można było zauważyć schody i obok nich windę. Do wyboru do koloru. Przy ścianie znajdowała się recepcja w takich samych kolorach jak budynek od zewnątrz, również z blatu zwisały małe lampki. Przy biurku siedziała kobieta, która pisała coś raz na komputerze, a raz na papierze. Za nią znajdywała się wielka półka z wieloma otworami, w których znajdowały się kluczę do różnych pokoi. W samym pomieszczeniu znajdowało się jeszcze parę kolumn. Dopiero po chwili Elsa zauważyła na samym końcu pomieszczenia małą kawiarenkę z pokazanymi ciastami i różnymi tego typu smakołykami. 
 Chwilę się wpatrywała w słodkie przekąski dopóki nie poczuła jak ktoś ją szturcha w ramię. Spojrzała się na recepcję gdzie stała już Roszpunka z Flynnem. Po jakiś 5 minutach rozmowy i wypełniania odeszli od biurka podchodząc do reszty. Oboje mieli w rękach klucze. 
- Udało nam się załatwić żebyśmy mieli pokoje obok siebie. Dziewczyny 166, a chłopcy 167 - powiedziała złotowłosa.
- Chodźcie od razu po rzeczy żeby nie łazić w tę i z powrotem  - zaproponował brunet. Wrócili do samochodu, wzięli walizki i wszystkie inne rzeczy. Udali się do swoich pokoi, które na szczęście były na pierwszym piętrze. Dziewczyny weszły do swojego, a chłopcy do swojego. Sam pokój (dziewczyn) składał się z trzech pomieszczeń; salonu połączonego z kuchnią, łazienki i sypialni. Salon nie był zbyt duży, ale udało się pomieścić w nim dwie turkusowe kanapy, stolik do kawy, stół przy samej ścianie, drzwi prowadzące na balkon i mały telewizorek. Kuchnia była mała i oddzielona tylko pół ścianką od salonu. Były w niej najbardziej podstawowe rzeczy jak lodówka, kuchenka, szafki itd. Drzwi do łazienki znajdowały się w małym przed pokoju. Łazienka również była mała, ale za to bardzo urokliwa. Sypialnia natomiast była mniej więcej wielkości salonu. Znajdowało się w niej pięć łóżek, każde z nich było okryte czerwono-czarnym kocem i przy każdym była mała etażerka. Przy ścianie znajdowały się dwie duże szafy i obok dwa lustra. Pokój chłopaków był praktycznie odbiciem lustrzanym. 
 Po rozpakowaniu walizek cała ekipa udała się na krótki spacer po okolicy. Miasteczko było naprawdę piękne. Uliczki był oświetlone przez latarnie i lampki zwisające z dachów budynków. Co parę metrów było jakieś małe drzewko również oświetlone lampkami. Przy niektórych domach można było zauważyć bałwany albo dzieci bawiące się w śniegu. Gdy przechodziło się obok restauracji czy knajp słychać było muzykę i rozmowy. Miasto tętniło życiem cały czas. Na ulicach ludzie chodzili, tańczyli, a nawet śpiewali. 
 Po jakimś czasie stwierdzili, że trzeba już wracać. Po drodze jednak wstąpili do jakiejś kawiarni i napili się gorącej czekolady jedząc ciasteczka. Potem już naprawdę wrócili do hotelu. 
 Następnego dnia u dziewczyn obudziła się najwcześniej Elsa, a prawie od razu później Punzie. Obie zaczęły robić śniadanie. 
- Mogłabyś iść obudzić dziewczyny? Ja zrobię kanapki - poprosiła złotowłosa. Niebieskooka wyszła bez wahania z kuchni i poszła do ich pokoju. Najspokojniej spała chyba Violence, bo spała skulona jak małe dziecko. Natomiast Merida była rozwalona na całe łóżka i prawie z niego spadała, a poduszka Astrid leżała na drugim końcu pokoju. Dziewczyna westchnęła patrząc na współlokatorki i wzięła swój telefon. Ustawiła głośnik na maksimum i włączyła budzik. Wszystkie od razu poderwały się z łóżek i zaczęły się rozglądać co się dzieje. 
- Co je-est? - zapytała się Astrid.
- Śniadanie jest. Chodźcie - powiedziała niebieskooka odsłaniając okna tak żeby światło dzienne oświetliło pokój. Dziewczyny powoli zwlekły się z łóżka i ruszyły w stronę salonu. Usiadły przy stole i zaczęły jeść naszykowane kanapki przez Punzie. Elsa jeszcze nalała wszystkim herbaty i również zabrała się do jedzenia. 
- Jak myślicie, chłopcy już wstali? - zapytała Astrid gdy już wszystkie prawie zjadły.
- Myślę, że tak. Jest już trochę późno... Zacznijmy się już ubierać i zaraz do nich przyjdziemy - zaproponowała Viola.
Po śniadaniu dziewczyny zabrały się do ubierania. Merida ubrała czerwony golf i czarne spodnie narciarskie, Viola fioletowy golf i również czarne spodnie narciarskie, Astrid ubrała szary golf i czerwone spodnie, Punzie ubrała różowo-fioletowo-biały golf i białe spodnie, Elsa turkusowy golf i białe spodnie. Wszystkie oprócz Meridy i Violence związały włosy w warkocz. Czerwonowłosa zostawiła włosy rozpuszczone, a fioletowo włosa związała je w kucyk (na tyle duży na ile pozwoliły je jej krótkie włosy).  
 Gdy skończyły się szykować udały się do pokoju chłopaków. Daleko nie miały, bo ich pokój był obok, więc nawet nie zamykały drzwi. Pierwsza do drzwi podeszła Merida i głośno w nie zapukała. Przez chwilę słychać było jakieś tłuczenie, a później ciszę.
- Wątpię żeby się obudzili - powiedziała po chwili Elsa. Nagle w drzwiach stanął Tim w białej koszulce i czarnych bokserkach.
- Tak? - zapytał ziewając.
- CHŁOPAKI! - wrzasnęła nagle Roszpunka - Amy na nas będzie czekać o ustalonej godzinie na stoku, a wy nawet nie zebraliście swoich leniwych tyłków?! Zaraz musimy jechać!
Tim jakby otrzeźwiał i zrobił się po chwili cały czerwony.
- Już się... Zbieramy - powiedział i zamknął im drzwi przed nosem. Z pokoju po chwili było można usłyszeć wrzaski chłopaków. Płeć żeńska wzruszyła tylko ramionami i wróciła do pokoju po resztę rzeczy. Wzięły kaski (lub czapki), buty narciarskie, kurtki i inne pierdoły. Potem znowu stanęły przed drzwiami chłopaków i ponownie zapukały. Tym razem prawie od razu otworzyli w prawie takim stanie jak wcześniej tylko tym razem byli ubrani. Każdy miał coś źle założone, od lekko przesuniętej czapki do źle założonej kurtki.
- Chodźcie już - westchnęła zrezygnowana Punzie. Wszyscy poszli do samochodów i pojechali na miejsce. Nie jechali jakoś długo, około 10 minut, więc złość złotowłosej powoli zanikała. 
 Żeby wjechać na górę góry trzeba było wsiąść do około 12 osobowej gondoli, ale najpierw trzeba było załatwić karnety.
 Gdy już wszystko załatwili weszli do gondoli wkładając uprzednio narty i deski do takich "szafeczek". [ Nie wiem jak to się nazywa ;-; Kupcie mi słownik z polskimi wyrazami, bo nie wiem jak nazwać większość rzeczy xd dop. aut.] Od czasu do czasu dziewczyny piszczały, gdy widziały na jakiej wysokości się znajdują. Po jakimś czasie dojechali na górę. Wzięli swoje sprzęty narciarskie i stanęli przed stokiem. Żeby dostać się do krzesełek, które prowadziły na główny stok trzeba było zjechać przez mały odcinek w dół. 
 Gdy wszyscy zaczęli zakładać nagle wrzasnęła Punzie.
- Amy!!! - pisnęła i przejechała kawałek na swoich nartach.
- Cześć! - wrzasnęła dziewczyna w czapce z uszami kota, dwoma długimi warkoczami i różowo-białek kurtce - Co was tak długo nie było?
- Ktoś po prostu zaspał - spojrzała z wyrzutem na chłopaków, którzy głupio zaczęli się uśmiechać. 
- Dobra! Pokaże wam najlepsze trasy, tylko najpierw musimy zjechać do krzesełek - wskazała na krzesełka na dole.
- No to co? Jedziemy - powiedział Maks zjeżdżając na dół, a za nim wszyscy. Została tylko Elsa z Jackiem.
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? - zapytała.
- Idź na żywioł - stwierdził dopinając ostatni guzik. 
- Dzięki - wzięła kijki do ręki i popatrzyła się morderczym wzrokiem na Jacka.
- No chodź, jedziemy - powiedział ruszając na swojej desce i przy okazji popychając trochę do przodu Else. 
- Czekaj! - wrzasnęła ruszając do przodu. Niby zjazd trwał 10 sekund, ale Elsa zdążyła ze strachu przejść w wściekłość, a później w śmiech. Zahamowała z 2 metry od bramek.
- Sorry gołąbki, ale jedziecie we dwójkę - powiedziała nagle Amy.
- Co? - niebieskooka nie zrozumiała. 
- Krzesełka są czteroosobowe! 
- Ale nas jest jedenaście! - stwierdził Jack.
- Meridę wywiało do przodu - wytłumaczyła i wsiadła na krzesełka. Wzruszyli ramionami i podjechali do bramek. Mieli już jechać sami, ale w ostatniej chwili na taśmę wjechała jakaś starsza pani. Usiedli i oparli narty o podpórki zamykając bubla. 
- Miałeś mi coś powiedzieć - po chwili odezwała się niebieskooka.
- Miałem - potwierdził - Ale miałem ci to powiedzieć gdy będziemy sami - oboje powoli spojrzeli w stronę starszej pani.
- Och! Nie przeszkadzajcie sobie kochaneczki, nie będę słuchać - powiedziała śmiejąc się i odwróciła głowę w drugą stronę.
- To... - zaczęła Elsa.
- To... Nie odpowiednie miejsce żeby ci to powiedzieć - stwierdził na co ona prychnęła. 
 Po pięciu minutach ciszy dojechali na górę gdzie wszyscy już czekali.
- Okej... Najpierw pojedziemy na tamtą trasę - wskazała na małe rozwidlenie - A później pozjeżdżamy tutaj. Około 13:30 zjemy obiad tutaj, ponieważ tutaj jest najlepsza knajpa na świecie, a o takiej godzinie, ponieważ około 12:30 szkółki kończą jazdy i idą żreć i zawsze jest tłoczno - wytłumaczyła i poczekała aż wszyscy pokiwają głowami na znak zrozumienia, później pojechała, a za nią cała ferajna. 
  Przez kolejne dwie godziny jeździli po różnych trasach. Jak się Elsa przekonała Jack miał rację. Królowa zimy potrafi jeździć na nartach. No, ale nie obyło się bez upadku. Kiedy Flynn popisywał się swoimi wspaniałymi umiejętnościami jeżdżenia na desce ktoś zajechał mu drogę i biedny wywinął kozła. Na szczęście nic mu się nie stało, ale wyglądało to zjawiskowo. A żeby tego było mało, gdy wracali na pierwszą trasę Violence jakimś cudem wjechała jedną nartą na drugą przy tym się wywracając i wpadając dodatkowo na Maksa, który razem z nią zaczął koziołkować. Jedyne co się stało to nabili sobie parę siniaków, prawie zgubili narty i przy okazji wylądowali w tak dziwnej pozycji, że Jack nie powstrzymał się przed zrobieniem zdjęcia i prawdopodobnie miał na nich haka na całe życie. 
 Gdy już szczęśliwie dojechali do knajpy zamówili sobie dwie pizze wielkości małego stolika i mnóstwo gorącej czekolady. Po skończonym posiłku zjechali jeszcze parę razy na początkowej trasie robiąc przy okazji zawody; dziewczyny vs dziewczyny; chłopcy vs chłopcy i chłopcy vs dziewczyny. O dziwo tym razem się nie wywalili, ale prawie się pozabijali. Ale mniejsza z tym. 
 Po skończonych zawodach zjechali na sam dół i pożegnali się z Amy, którą odwiozły kuzynki. Reszta paczki pojechała z powrotem do hotelu.
 Wszyscy zaczęli się przebierać w normalne ciuchy, a później chłopcy przyszli do dziewczyn.
- Zagrajmy w butelkę - zaproponował nagle Flynn biorąc byle jaką pustą butelkę do ręki i siadając na podłodze. 
- Dobra - zgodziła się większość osób. Jedynie Elsa dalej siedziała przy stoliku i czytała książkę.
- Nie grasz? - zapytał się jej Czkawka.
- Nie lubię takich głupich gier - stwierdziła nie odrywając wzroku od książki.
- No chodź, będzie fajnie - zachęciła ją Punzie. Blondynka przewróciła oczami i dosiadła się do kółka.
- Ja pierwszy! - krzyknął Flynn i zakręcił butelką. Wypadło na Meridę.
- Pytanie czy wyzwanie? - zapytał.
- Wyzwanie! - powiedziała pewnie.
- Hmm... - zamyślił się - Wyjdź na balkon i ryknij na całe gardło "Jestem mężatką i dobrze mi z tym!" - zacytował na co wszyscy zaczęli się śmiać.
- Challenge accepted - powiedziała i wyszła na balkon - JESTEM MĘŻATKĄ I DOBRZE MI Z TYM!!! - ryknęła i od razu wróciła do pokoju. I tak się zaczęła gra. Po 15 minutach butelką kręcił Maks i wypadło na Jacka.
- Hmm... Wyjdź na balkon na 10 minut - powiedział.
- Ale stary... Takie wyzwanie? Niech wyjdzie z jakąś dziewczyną! - stwierdził Flynn.
- Okej... Wyjdź z - przejechał wzrokiem po wszystkich dziewczynach - Wyjdź z Elsą na 10 minut na balkon... Masz szczęście, że mi jeszcze nie podpadłeś, bo Tim nie miał by tak łatwo - popatrzył się morderczym wzrokiem na chłopaka. Dwójka posłusznie wykonała polecenie, a gdy już zamknęli ich na balkonie Elsa od razu przeszła do rzeczy.
- To powiesz mi w końcu o co chodzi? - zapytała patrząc się wyczekująco na chłopaka. 
- Ech... Po tym jak kupiliśmy rzeczy na narty i wróciłem do domu zastałem w nim Madison - zaczął powoli.
- Madison? Co ona chciała od ciebie?
- Powiedziała mi, że Mrok znalazł źródło czarnej magii i zbiera siły i, że... że Mrok chce ciebie - wytłumaczył. Przez chwilę patrzyła się na miasteczko po czym się odezwała.
- To, że Mrok mnie chce to inna sprawa, ale myślisz, że naprawdę znalazł jakieś źródło? Czy ona po prostu blefowała?
- Wiem jedno... Jeśli znalazł to źródło to mamy niezły problem - stwierdził patrząc się na miasteczko. 


***
[Madison]

 Stałam przed zaśnieżonym lasem. Po jakiejś chwili stania i głupio gapienia się w pustą przestrzeń ruszyłam w jego stronę. Co chwilę musiałam łapać się drzewa, bo potykałam się o te durne gałęzie. Po 10 minutach marszu stwierdziłam, że nie wytrzymam i zmieniłam się w Mrocznego Anioła. Uniosłam się pół metra nad ziemię i leciałam między drzewami. Nienawidziłam iść tędy, ale nie miałam innego wyjścia. Portal do kryjówki mojego ojca jest na jednym z tych drzew. Wypatrywałam głupiego znaku na drzewach, ale nigdzie go nie widziałam. Miałam ciągłą presję, że może dotarłam tu za późno i portal zmienił swoje położenie i nie jest już w tym lesie. 
 Musiałam się w końcu spotkać z ojcem szczególnie po ostatnich wydarzeniach. A mówiąc po ostatnich wydarzeniach mam na myśli spotkanie z Jackiem na samotności. Czasami ten chłopak potrafił doprowadzić mnie do takiego śmiechu, że normalnie umierałam. To takie słodkie, że zakochał się w tej wybrance... Tak słodkie, że aż mi się chce rzygać. Nie wiem w sumie prawie nic o tej dziewczynie, bo Mrok większość przede mną ukrywa, ale mam się najbliższym czasie dowiedzieć. Wiem głównie to, że ona ma kamień księżycowy i muszę go jakoś jej odebrać. Jest dosyć słaba, więc mogłabym to w sumie zrobić bez problemu, ale no... Jedynym problemem jest Jack, który potrafi mnie pokonać. Poza tym nie chcę robić rozróby w mieście, a zrobić to po cichu co niestety jest nie możliwe z Jinx. Ma swoje plusy i minusy i to jest jeden z tych minusów: Nie potrafi zrobić niczego po cichu.
 Nagle przed oczami mignęło mi coś czerwonego. Spojrzałam na jedno z drzew, a na nim ujrzałam wyryte  "M", które zmieniało ciągle kolor z czerwonego na czarny. Uśmiechnęłam się pod nosem i podleciałam do drzewa. Stanęłam przed nim i przyłożyłam lekko rękę do wyrytego znaku. Zamknęłam oczy i użyłam mojej mocy. Po chwili znajdowałam się już w kryjówce mojego ojca. Była to podziemna jaskinia, ale nie taka malutka. O nie... W szerokości była co najmniej taka jak  dwa boisko do piłki nożnej, a z wysokości co najmniej jak najwyższy budynek w U.S.A. Po środku jaskini na większej wysepce, która latała nad przepaścią dusz znajdował się zamek mojego ojca. Żeby do niego dojść trzeba był przejść po jednym z mostów. Wracając do przepaści dusz. Co to jest? To miejsce wszystkich dusz, które zginęły w Mroku albo przez Mroka. Uwierzcie mi, że nikt nie chciałby tak wpaść. Jeśli jesteś człowiekiem i tam spadniesz - umierasz od razu i stajesz się tamtejszym niewolnikiem, jesteś nieśmiertelny - tkwisz tam aż cię ktoś nie wyciągnie albo aż te chore dusze cię nie zabiją, jedynie możesz tam wpaść jak potrafisz latać, bo zdążysz wylecieć. Jak mam być szczera to sama lubię sobie tam latać i pomiatać tymi duszami, jak mogę to to robię. 
 W końcu weszłam do tego przeklętego pałacu. Po chwili doszłam do sali gdzie znajdował się mój ojciec. Po ostatnim spotkaniu ze strażnikami zamienił się w latającą czarną kulę piachu, która potrafi mówić, ale za daleko się nie porusza, bo nie ma na tyle siły. O dziwo widać go w lustrze w normalnej formie, ale nie ważne. 
 Podeszłam powoli do niego.
- Witam ojcze - powiedziałam klękając, ale utrzymując jednak dystans od niego.
- Witaj... Co masz mi do powiedzenia? - zapytał wlepiając we mnie tak jakby parę złotych oczu.
- Przekazałam wiadomość strażnikowi zabawy i zimy. Wie, że chcesz dostać wybrankę i, że "zbierasz" siły...
- Doskonale - stwierdził - Coś jeszcze?
- Uwierzył, ale nie wiem czy na długo. Co masz zamiar zrobić, gdy się dowie, że to tylko kłamstwo? - zapytałam wpatrując się w mojego ojca.
- Już ci mówiłem. Odebrać kamień dziewczynie i naprawdę znaleźć źródło mocy i ty - wskazał jakby na mnie swoją ala ręką - Ty odbierzesz dziewczynie kamień, ale jeszcze nie teraz... Poczekamy na dobry moment.
- I to mi się podoba - uśmiechnęłam się chytrze pod nosem i uniosłam się w powietrze. 




Hejoooo :3
Łapcie rozdział! Bo świeżutki :} Wiem jak bardzo lubicie Madison, więc macie kawałek z nią XD No i początek nart ^^ A i mam dla was mały konkurs!!! Chodzi o to żebyście wmyślili jakiś upadek(, ale narciarski). Obojętnie kogo tylko jest jedna zasada!: Bez żadnych złamań i żadnych śmierci itd. Najbardziej kreatywną pracę wstawię do rozdziału ^^ Nagroda? Ee... Wasza praca będzie w rozdziale :P Nie musi być to wypracowanie na całą stronę, ale krótka kreatywna praca bardzo mi się spodoba ^^ Piszcie w komentarzach!!! A pytanie dlaczego Black Berry robi taki konkurs? Bo jej się nie chce samej wymyślać xd Tego chyba nie powinnam pisać... No, ale dobra! Koniec ogłoszeń parafialnych! A konkurs jest do przynajmniej trzech prac! To kiedy pojawi się rozdział zależy od was ;)
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 18 października 2015

Rozdział #23 "Sama podróż samochodem i nowe znajomości"


 Po dłuższych namowach ustalili, że wyjadą w czwartek i wrócą za tydzień. Jako iż było ich dosyć dużo stwierdzili, że łatwiej byłoby pojechać na dwa samochody. W jednym Flynn, Punzie, Czkawka, Astrid i Tim, a w drugim Jack, Maks, Violence, Merida i Elsa. Amy była już na miejscu od paru dni, bo pojechała tam z kuzynkami, Luna i Mike mieli wyjazd rodzinny, więc nie mogli pojechać. Ania w końcu też nie pojechała, bo jej szkoła organizowała ferie, więc już była na obozie. Jeśli chodzi o Blue to rodzice złotowłosej zgodzili się nim opiekować podczas nieobecności Elsy.
 Gdy nadszedł dzień wyjazdu na narty wszyscy spotkali się w umówionym miejscu. Czyli obok domu Punzie. Spakowali do samochodów walizki, włożyli narty i deski do trumny [ No wiecie... to na dachu auta xd Ja tak na to mówię i szczerze to nie wiem jak nazywa się to w oryginale, możecie mi napisać ;P dop. aut.] , a resztę pojazdu wypakowali po brzegi prowiantem.
 Tak jak się umówili wsiedli do aut. Flynn prowadził pierwszy samochód, obok niego siedziała Roszpunka, a reszta z tyłu. Natomiast w drugim Jack prowadził, obok siedziała Elsa i oczywiście reszta z tyłu. Mieli przed sobą 12 godzin, długich godzin jazdy.
 Pierwszy pojechał samochód Flynna, a tuż za nim Jacka.
- Dobra...Wyjechaliśmy o 6:00 tak jak ustaliliśmy... Jak dobrze pójdzie to przyjedziemy na miejsce około 18:00 - stwierdziła złotowłosa ustawiając jeszcze GPS'a.
- Ok - odparła Elsa wyłączając telefon. Jechali osobno, więc tylko tak mogli się porozumieć.
Rozłożyła mapę i uważnie się jej przyjrzała. W przeciwieństwie do innych wolała starą metodę.
- Hmm... Na ile starczy ci paliwa? - zapytała białowłosego.
- Gdzieś w połowie drogi trzeba będzie zatankować - powiedział.
- Wiecie co?... Nie wiem jak wy, ale ja idę w kimono - stwierdziła Merida okrywając się kocykiem.
- Ja też - powiedziała Viola zakładając słuchawki i opierając głowę o poduszkę.
- Poradzicie sobie? Bo też chce mi się spać - zapytał się Maks opierając się rękami o fotel żeby lepiej zobaczyć reakcje dwójki.
- Nie jesteśmy dziećmi Maks - odparł Jack zmieniając bieg.
- Ale mi chodziło czy do czegoś tu nie zajdzie - powiedział szczerząc zęby.
- Idź już spać, co - odparła Elsa odkładając mapę. Brunet tylko się zaśmiał i oparł głowę o fotel.
- Wiesz co stary?... Dobrze, że pomiędzy tobą, a Violą siedzi Merida, bo dopiero wtedy martwił bym się o to co się by działo z tyłu - stwierdził białowłosy na co on i blond włosa zaczęli się śmiać.
- Spadaj - odparł cały czerwony brunet i położył się spać. Elsa też się nieźle trzymała, ale po trzech godzinach zasnęła.
Gdy dochodziła dwunasta Jack zauważył, że powoli zaczyna brakować paliwa. Stając na światłach szturchnął blondynkę w ramię żeby się obudziła. Ona jednak przekręciła się na bok i jęknęła coś, że jeszcze pięć minut. Szturchnął ją jeszcze raz tym razem ze skutkiem.
- Co? - zapytała ziewając.
- Czy śpiąca księżniczka mogła by zadzwonić do pierwszego samochodu, bo kierowca ma zajęte ręce - poprosił ruszając ze świateł. Elsa nie chętnie wyprostowała się i wyjęła telefon. Wystukała numer i przyłożyła słuchawkę do ucha.
- Tak? - zapytała Roszpunka po drugiej stronie telefonu.
- Pan kierowca stwierdził, eee... Co stwierdziłeś? - zwróciła się do Jacka.
- Że trzeba zatankować i przy okazji coś zjeść.
- Że trzeba zatankować i przy okazji coś zjeść - powtórzyła słowa chłopaka. Po chwili się rozłączyła.
- I co? - zapytał.
- Za niedługo powinna być jakaś stacja, więc tam się zatrzymamy - powiedziała chowając telefon.
- A mogłabyś spróbować obudzić tych z tyłu?
Niebieskooka westchnęła, wzięła własną poduszkę i rzuciła ją w stronę Meridy. O dziwo się obudziła.
- Co się dzieje? - zapytała przeciągając się.
- Zaraz wysiadamy na papu.
- Acha - ziewnęła.
- A mogłabyś jeszcze obudzić Viole i Maksa?
- Yhm - potwierdziła. Violce wyciągnęła słuchawki i wzięła jej poduszkę, a Maksa walnęła w twarz poduszką dziewczyny.
- Ej! - jęknęli razem.
- Zaraz wysiadamy - powiedziała Merida oddając im rzeczy. Po jakiś 10 minutach dojechali do najbliższej stacji przy, której był też McDonald’s. Wszyscy wysiedli z samochodu, a Jack i Flynn zaczęli tankować samochód. 

 Nagle obok nich zaparkował inny czarny, sportowy samochód. W tym samym momencie białowłosy i brunet skończyli tankować auta.
- To idziemy? - zapytał Flynn.
- Stary... Patrz jakie autko - powiedział Czkawka wyraźnie zafascynowany sportowym samochodem. 
- No niezłe - przyznał białowłosy. Z samochodu wysiadł wysoki, bardzo dobrze zbudowany, czarnowłosy chłopak o niebieskich oczach. Miał na sobie czarną, rozpiętą kurtkę z niebieskimi elementami, białą bluzkę i czarne spodnie. 
- Patrzcie jaki przystojniak - odezwała się nagle Astrid za co dostała od Czkawki, ale wszystkie dziewczyny pokiwały na zgodę głowami (nawet Merida). 
- Chodźcie już - powiedział Jack. Cała paczka poszła w stronę knajpy, a po drodze jeszcze zapłacić za paliwo. Zajęli duży stolik przy oknie. 
- Stanę już w kolejce - zaproponowała Elsa. Ustawiła się przy trochę długiej kolejce. Wyciągnęła telefon i napisała SMS'a do Ani, że są w połowie drogi. Po chwili stała już przed nią ostatnia osoba. Nagle poczuła jak ktoś na nią wpada. Na szczęście się nie przewróciła, ale zrobiła parę kroków do przodu. Odwróciła się i zobaczyła niskiego, młodego chłopaka (wyglądał na około 10 lat) z czarnymi włosami, niebieskimi oczami. Miał na sobie czarno-czerwoną, rozpiętą kurtkę, białą bluzkę i czarne spodnie. Wyglądał podobnie do tamtego chłopaka z samochodu. 
- Przepraszam - przeprosił rozmasowując sobie głowę - Nie zauważyłem cię...
- Nic się nie stało - odparła niebieskooka.
- Damian! - nagle podbiegł ten chłopak od samochodu - Mówiłem ci żebyś zaczekał.
- Sorry - odparł najprawdopodobniej Damian. 
- Nic ci się nie stało? - zapytał czarnowłosy.
- Spokojnie, jestem cała - uśmiechnęła się. 
- Jestem Dick, a to jest Damian - przedstawił się.
- Elsa - również się przedstawiła - Jesteście braćmi?
- Tak - odparł Damian - On dziewiętnaście, ja dziesięć...
- Jeśli chodzi o wiek to na niego przymruż oko. Częściej zachowuje się jakby miał co najmniej tyle co ja - stwierdził Dick na co niebieskooka zachichotała.
 - To dobrze czy źle? - zapytał młodszy brat.
- Zależy - odpowiedział mu starszy chytrze się uśmiechając. Ten tylko prychnął i popatrzył się gdzieś w dal na co brat tylko się zaśmiał. Elsie trochę trudno było ich zrozumieć.
- Teraz twoja kolej - powiedział Dick. Trochę nie zrozumiała ale gdy się odwróciła zobaczyła, że nikt przed nią nie stoi. Podeszła do kasy, ale zorientowała się, że nie wie co za mówić. Nagle obok niej znalazł się Jack.
- Wiesz co chcą zamówić? - zapytała chłopaka.
- Yhm - potwierdził i zaczął zamawiać. Kątem oka zobaczyła jak bracia wybierają jedzenie. Chciała żeby Ania też tam była.
- A ty co chcesz? - zapytał się nagle białowłosy.
- Ja? Ym... Poproszę McChiken'a i kawę - odpowiedziała. Zapłacili i odeszli kawałek. Wypatrywali na interaktywnej tablicy swojego numerka.
- Kim był ten chłopak? - zapytał po chwili.
- Hmm?
- Ten w czarnych włosach - odparł.
- A! Ten wyższy to Dick, a niższy to Damian - odpowiedziała.
- Chcieli coś od ciebie? - zaczynał się dopytywać.
- To, że rozmawiałam z kimś nieznajomym nie oznacza, że od razu coś ode mnie chciał. Damian po prostu na mnie wpadł i mnie przepraszali nic więcej - odparła wpatrując się w tablicę. 
- Idę do stolika... Jak będzie zamówienie na tablicy to mnie zawołaj to pójdę z chłopakami po jedzenie - stwierdził trochę speszony Jack idąc w stronę stolika. 
 Po chwili obok Elsy stanęli bracia.
- Jedziecie z ekipą na nart? - spytał się Dick.
- Skąd wiedziałeś? - zapytała zdziwiona. 
- On wszystko wie - stwierdził Damian.
- He, he... Ponieważ twój kolega odszedł do stolika gdzie jest około 8 osób...
-A tak z czystej ciekawości - zaczęła - Co wy tu robicie? W sensie... nie wyglądacie na biednych...
- Jedziemy do ojca - odpowiedział młodszy brat.
- Sprawy rodzinne - sprecyzował starszy - O nasz numerek! Musimy iść. Miło było ciebie poznać! - pożegnał się Dick.
- Cześć Elsa! - pożegnał się Damian i poszedł za bratem. Pomachała im na pożegnanie i znów wróciła do tablicy. 
 Gdy pojawił się jej numerek poszła do stolika i poprosiła chłopaków żeby poszli po jedzenie. Posłusznie poszli, a niebieskooka zajęła swoje miejsce. Gdy odeszli kawałek wszystkie dziewczyny się przysunęły do Elsy.
- I? - zaczęła Punzie.
- I... Co? - zapytała zdziwiona.
- No jak ten chłopak?! Chodzi mi o pana "przystojniaka"... Widziałyśmy, że z nim rozmawiasz - sprecyzowała Viola.
- A co ma być? Miły jest i tyle - odpowiedziała wzruszając ramionami. 
- A jak ma na imię? Poza tym tam był jeszcze jakiś młodszy chłopak...
- Nazywa się Dick, a ten mały to Damian, jego brat - wytłumaczyła Elsa. 
- Wiesz... Słodcy byli. Tak słodcy, że aż Jack zrobił się zazdrosny - Merida zaśmiała się. 
 Gdy wreszcie męska część ekipy przyniosła jedzenie wszyscy zabrali się do zjadania pysznych hamburgerów. 
 Po posiłku wrócili do samochodów i jak na zawołanie ekipa z tyłu zasnęła. 
 Gdy Elsa prawie już też zasypiała odezwał się Jack. 
- Przepraszam - odezwał się nagle.
- Za co? - zapytała zdziwiona blondynka. 
- Za moje zachowanie w Mc'u... Ostatnio... Źle się dzieję - nie mógł się wysłowić.
- Co się dzieje? - zapytała ponownie. 
- Nie mogę ci teraz tego powiedzieć, a przynajmniej nie tu. Na osobności - powiedział.
- Dobra... A coś poważnego?
- Zależy jak to zinterpretujesz - odparł. Była zdziwiona słowami chłopaka. Zaczęła się zastanawiać o co może chodzić, ale po pewnym czasie zasnęła. Obudziła się gdy byli już na miejscu.




Witam :3  Wiem, wiem dzisiaj dosyć krótki rozdział, ale następny mam nadzieję, że będzie trochę dłuższy, bo tam już będą w hotelu i będą jeździć na nartach itd. A i powiedzcie mi co sądzicie o panu "przystojniaku" ;) Jack is so JEALOUS!!! XD Jak w sumie wszyscy chłopcy :P A i w ogóle... ROZPIERNICZACIE  SYSTEM!!! Aż tak lubicie wątki z Madison, że znalazł się na topce postów XD Dobra nie znęcam się już nad wami :]
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***

niedziela, 11 października 2015

Rozdział #22 "Propozycja" + LA


  [Jack]

 Jak ja kocham wolne... Przynajmniej nie trzeba chodzić do szkoły.
 Spałem w moim cudownym łóżku zakopany w miękkiej i puszystej pościeli. Niestety jakimś cudem przez grube zasłony dostały się promienie słońca, które jak na złość mnie obudziły. A jak mnie coś obudzi to ja już nie zasnę... Podniosłem lekko głowę do góry i popatrzyłem się z nienawiścią na nieszczelne zasłony. Przewróciłem się na bok, ale pode mną nie znajdowało się już łóżko tylko podłoga. Upadłem na nią z hukiem i przekląłem pod nosem. Oparłem się na łokciach i spojrzałem na zegar zawieszony na ścianie. Była 10:26. Głowa mi bezwładnie opadła, ale zapomniała, że nie jestem już w łóżku, więc walnąłem w podłogę. 
- Cholera! - wrzasnąłem podnosząc się z podłogi - Zapowiada się dobry dzień... - stwierdziłem idąc do łazienki. 
 Wziąłem szybki prysznic i umyłem zęby, bo jakbym pewnie tego nie zrobił to by mnie Ząbek zabiła. Ubrałem zwykłe jeansy, białą koszulkę  i zszedłem na dół z zamiarem zjedzenia śniadania. Gdy doszedłem do mojej lodówki nagle zauważyłem, że na niej wisi karteczka. Zerwałem ją z niej i jak przeczytałem wiadomość myślałem, że mnie szlak trafi. "Jack. Nie jesteś już dzieckiem, więc nie będziemy ci już robić obiadów. Dobrze by było gdybyś się nauczył albo żeby ktoś cię nauczył. ~Strażnicy". Zajebiście... - pomyślałem. Otworzyłem lodówkę i moim oczom ukazał się bardzo nie fajny widok. W lodówce prawie nic nie było. Stwierdziłem, że nie ma sensu już iść do sklepu i kupować żarcie jeśli i tak nie będę umiał go przyrządzić. Ubrałem się cieplej żeby ludzie nie wzięli mnie za dziwaka, bo to jednak trochę dziwne jak człowiek chodzi w krótkim rękawku przy -5 stopniach. Zamknąłem drzwi i ruszyłem w stronę mojej ulubionej kawiarni. Ulice były ośnieżone, ale jak nikt nie patrzył troszkę, ale tak troszkę dodawałem tu i ówdzie białego puchu. Skręciłem w stronę parku, ponieważ przez niego była najszybsza droga do kawiarni. Muszę przyznać, że nawet pokryty śniegiem park wygląda cudownie. Najfajniejsze było chyba to, że dzieciaki bawiły się w lepienie bałwana i bitwę na śnieżki, niektóre nawet robiły aniołki na śniegu. 
 Nagle obok jednej z ławek zobaczyłem małego Huskiego, który wesoło merdał ogonkiem. Od razu poznałem co to za pies. Na ławce siedziała osoba, którą też dosyć szybko rozpoznałem. Powoli podszedłem bliżej ławki. Stanąłem za nią i oparłem się o nią rękami.
- Hej - przywitałem się. Zdziwiona dziewczyna odwróciła głowę w moją stronę, ale po chwili się uśmiechnęła.
- Cześć.
- Mogę się przysiąść? - zapytałem, ale i tak nie czekając na odpowiedź usiadłem obok. 
- Tak. Co ty tak wcześnie na nogach, co? - zapytała unosząc brew do góry. 
- Głodny jestem - odpowiedziałem opierając łokcie na moich kolanach. 
- Biedny... Nie zrobili ci jedzenia?  - powiedziała sarkastycznie za co dostała ode mnie lekko w ramie. 
- Stwierdzili, że jestem duży i powinienem nauczyć się sam robić żarcie...
- W stu procentach się z nimi zgadzam - stwierdziła.
- Ta... Tylko jest mały kłopot... Nie ma mnie kto nauczyć gotować! 
- Ja cię mogę nauczyć - zaproponowała. Zrobiłem zdziwioną minę.
- Ty umiesz gotować? - zapytałem zdziwiony - Myślałem, że Angelica wam gotuje...
- Gotuje, ale często ma wolne, więc musiałyśmy się nauczyć zrobić coś do jedzenia. Jak każdy ma życie prywatne, a ostatnio coś się dzieje, więc... Zmuszona byłam nauczyć się gotować - wytłumaczyła. Uśmiechnąłem się chytrze.
- To możesz zostać moją nauczycielką - zaproponowałem. Uśmiechnęła się i też dostałem od niej w ramię.
- Idę do "Blue Sky" na śniadanie, idziesz? - zapytałem w końcu.
- Mogę iść, ale ja zamawiam tylko gorącą czekoladę - powiedziała wstając.
- Założę się, że jednak skusisz się na coś jeszcze - odparłem wstając za nią. Zaśmiała się cicho. 
 Nagle poczułem jak coś opiera się o moje nogi. Spojrzałem w dół i ujrzałem Blue na moich nogach. W końcu wcześniej powiedziałem Blue Sky to zareagował. Kucnąłem przy nim i pogłaskałem go na to on polizał mnie po twarzy. Zaśmialiśmy się i poszliśmy do kawiarni. Wybraliśmy miejsce przy oknie z ładnym widokiem. Husky ułożył się na stopach Elsy i przymrużył oczy. Podałem Elsie menu i sam zabrałem się do wybierania śniadania.
- Co podać? - nagle usłyszałem pytanie. Podniosłem wzrok na uroczą kelnerkę i uśmiechnąłem się miło.
- Poproszę Pancakes z czekoladową polewą i owocami - podałem zamówienie - A do picia kawa.
- Yhm... A pani? - zwróciła się do Elsy.
- Hmm... Skuszę się na croissanta z owocami, a do picia poproszę tą waszą gorącą czekoladę - zamówiła oddając menu.
- Ma pani słodziutkiego pieska - powiedziała zanim odeszła. Po jakiś 5 minutach przyniosła nasze zamówienia, a my zaczęliśmy smakować. Muszę przyznać, że naprawdę dobre mają tu jedzenie. Nagle usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Wyjąłem go z kieszeni i zobaczyłem na ekranie zdjęcie Punzie.
- Kto zdzwoni? - zapytała Elsa przełykając croissanta. 
- Punzie - odparłem - Halo?
- No wreszcie ktoś odebrał... Hej Jack! Co robisz? - usłyszałem głos blondynki. 
- Jam śniadanie z Elsą, a co?
- O to dobrze! Nie potrafię się do niej dodzwonić... Mam pytanie, nie chcielibyście pojechać z nami na narty? - zapytała.
- Ja chętnie, ale nie wiem jak Elsa...
- Co ja? - zapytała zdziwiona. Podałem jej telefon.
- Hej! No... Yhm... Jasne! A kto jeszcze jedzie? - mówiła.
- Właśnie! Kto jedzie - usiadłem bliżej Elsy, a ona włączyła rozmowę na głośnik.
- No na pewno ja, Flynn, Merida, Violence, Maks i wy. Ma jeszcze pojechać parę osób ale jak słyszałeś nikt nie odbiera - powiedziała - Dobra, to tyle... PA! - pożegnała nas i rozłączyła się.
- Super! Pojedziemy na narty! - krzyknąłem szczęśliwy.
- Heh... Tak, tylko, że jest mały problem... - zaczęła trochę speszona.
- Jaki? - zdziwiłem się.
- Nie mam nart, a na nich samych jeździłam w wieku 8-12 lat...
- Z nartami nie ma problemu, pójdziemy kupić. Możemy nawet teraz, a z tym drugim... To nie wierzę żeby królowa śniegu nie potrafiła jeździć na nartach!
- No, ale nie potrafi - stwierdziła.
- Chodź - powiedziałem zostawiając pieniądze za jedzenie i trochę za napiwek. Zaprowadziliśmy Blue do domu i sami pojechaliśmy do sklepu. Jako, że ja wolę jeździć na desce (wcześniejsza gdzieś mi się zapodziała) to no... Kupiłem sobie deskę! Od góry były wszystkie odcienie niebieskiego, które łączyły się jakby w taką chmurę na czarnym tle, a od dołu była czacha też w niebieskich kolorach na czarnym tle. Elsa kupiła zwykłe niebiesko-białe narty. Najlepsze było jednak kupowanie ubrań i tego typu rzeczy i NIE! Wy małe zboczuszki nie podglądałem Elsy gdy się przebierała! Nie miałem nawet po co! Dobra, ale dlaczego było tak fajnie. Bo kupiliśmy superowe kurtki i Elsa wpadła na facia, który targał wózek z ciuchami i ona w sumie przez pół sklepu przejechała w tym wózku... I to było śmieszne! I nie, nic się jej nie stało, wtedy nie było by już tak fajnie...
 Jak skończyliśmy zakupy to odwiozłem Else do domu, a sam pojechałem do swojego. Jednak to co tam zobaczyłem to... Nigdy bym się tego nie spodziewał.
 Gdy dojechałem do domu odstawiłem auto do garażu i poszedłem do drzwi z zamiarem wejścia do domu, ale coś mi nie pasowało. Światło było zapalone w salonie. Rzeczywiście było już ciemno, ale raczej nie spodziewałem się ani wieczornych gości ani włamywacza. Przekręciłem klucz w zamku i wlazłem ostrożnie do środka, ale w holu nikogo nie było. Zamknąłem drzwi i ostrożnie udałem się do salonu. W wejściu do niego stanąłem jak wryty. Na kanapie siedziała z założoną nogą na nogę Madison. Miała pomalowane na czarno oczy, krwisto czerwone usta i bardzo wyzywający strój i mówiąc bardzo wyzywający strój miałem na myśli czarną sukienkę "miniówkę" z dużym dekoltem i wysokimi szpilkami. 
- Wreszcie jesteś... Myślałam, że już nigdy nie wrócisz - powiedziała uwodzącym głosem. Z jednej strony byłem zszokowany, a z drugiej bardzo wkurwiony. Jak ona wlazła do mojego domu. 
- Co ty tu robisz?! - warknąłem, ale ona tylko pokiwała głową.
- Oj, oj, oj... Nie ładnie tak na powitanie - stwierdziła powoli wstając.
- Nie obchodzi mnie to! Masz się stąd wynosić! - warknąłem jeszcze głośniej.
- Nie chcesz nawet wiedzieć po co tu przyszłam? - powiedziała spokojnie zbliżając się do mnie. Nic nie odpowiedziałem.
- Bo widzisz - zaczęła ściągając kurtkę ze mnie i wieszając ją na wieszaku - Jest taka mała sprawa... chodzi o mojego tatusia - szepnęła kładąc obie ręce na moim ramieniu.
- Nie obchodzi mnie co chce ode mnie dyrektor... - nie dokończyłem, bo przerwał mi jej śmiech.
- Dobre... Wiem, że wiesz. Chodzi mi o Mroka, a nie o tego starca - zaczęła ostrzej. 
- A czego on chce? - warknąłem strącając jej ręce z mojego ramienia. 
- Chce jej - wyjaśniła krótko i powoli udała się na górę. Poszedłem za nią, ale nie zdążyłem jej powstrzymać przed wejściem do mojego pokoju. Stanęła przy wejściu do balkonu i patrzyła się na mnie uwodząco. 
- Jej czyli kogo? - zapytałem podejrzliwie.
- Jej czyli tej głupiej dziewuchy Elsy. Chcę ją i go nie powstrzymasz - powiedziała surowo. Ja tylko wybuchłem śmiechem.
- Czego się ryjesz? - zapytała zła.
- Mrok jest w takim stanie, że pokonałbym go z zamkniętymi oczami - stwierdziłem. 
- Ale zbiera siły. Powoli..., ale zbiera - zaczęła - Znalazł źródło czarnej magii z, którego bierze moc - wytłumaczyła. Zrobiłem grymas na co ona się tylko uśmiechnęła. Po chwili zaczęła do mnie podchodzić, a ja zacząłem się cofać jednak na mojej drodze stanęła ściana. Uśmiechnęła się zawadiacko i stanęła blisko mnie. Jedną rękę położyła na moim torsie, a drugą na moim policzku i zbliżyła się do mojej twarzy niebezpiecznie blisko.
- Wiesz co... Muszę przyznać, że nawet trochę za tobą tęsknię... Niezłe ciacho z ciebie - przygryzła wargi - A za to jakbyś seksownie wyglądał gdybyś miał czarne włosy, a wiesz co mogło by ci je zapewnić? Gdybyś dołączył się do Mroka - powiedziała oblizując zmysłowo wargi i jedną nogą przyciskając mnie jeszcze bardziej do ściany. Tego było za wiele. Gdy zaczęła się jeszcze bardziej zbliżać do mojej twarzy złapałem jej nadgarstek i odciągnąłem od siebie. 
- Bardzo fajną miała pani propozycje, ale podziękuje - ścisnąłem jeszcze mocniej nadgarstek - A teraz prosiłbym cię o wyjście albo użyje mojej siły - zagroziłem. Ona tylko chytrze się uśmiechnęła i zamiast jej dłoni pojawił się czarny piach, w który sama się po chwili zamieniła znikając. Zrobiłem krok do przodu wyostrzając wzrok, ale nigdzie jej nie było. Nagle poczułem jak lecę do przodu i obijam się o podłogę. Poczułem też obcas na moich plecach i wcale nie było to za przyjemne. Zrobiłem też się nagle strasznie słaby. Otworzyłem oczy i ujrzałem ją tylko wy wersji pół przemiany. Miała krótsze, czarne jak smoła włosy i czerwone oczy. Usiadła na mnie w rozkroku i przytrzymała obie moje ręce. Przysunęła się blisko mojej twarzy.
- Niegrzeczne ciacho..., a mogło być tak miło - powiedziała przycisnęła swoje usta do moich. Próbowałem się wyrwać, ale im bardziej próbowałem tym mocniej przygryzała moje wargi. Wreszcie udało mi się zgromadzić moc, która odrzuciła ją na ścianę. Oparłem się na łokciach i patrzyłem jak stoi na balkonie.
- Wiem, że wolałbyś to zrobić z tą dziewuchą, ale cóż... Możesz już nie mieć okazji - syknęła i wysunęła swoje skrzydła - Pa Jackuś! - pożegnała się. Odleciała i zniknęła w mroku. 




 Uwaga... NIE! Jeszcze nie umarłam!!! Żyje!!! Wszyscy się cieszą... JEEE[...]EEJ!!!
 A dlaczego nie był rozdziałów ani jakiegokolwiek odzewu:
1. Szkoła
2. Brak czasu
3. Brak chęci, weny czyli ogółem
Po dłuższym czasie nie miałam jakiejkolwiek ochoty na napisanie rozdziału i nie mogłam się w żaden sposób przemóc. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i będziecie się rozkoszować tym jakże krótkim rozdziałem. A raczej jak was znam to wkurzać, że Madison mogła... Dobra nie ważne. Dobra! Jeszcze raz przepraszam, ale należę do tej grupy DUŻYCH leni i zazwyczaj włącza mi się w głowie coś takiego:
I w ogóle chciałam wam podziękować za tak miłe przyjęcie tego one-shota. Tak miłe, że wylądował na samej górze popularnych postów i ma około 400 wyświetleń. WOW! Naprawdę was kocham! <3

A i jeszcze La ^^ Dziękuje bardzo Snow Moon za nominacje :* Nie chciałam robić osobnego posta, bo za dużo już jest tych LA xd (to chyba już 14 czy coś?)
PYTANIA!:


1. Ile czytasz blogów?
Dużo... :P

2.  Masz rodzeństwo? Brat czy siostra? Starsze czy młodsze? [Julia szuka chłopaka XD~Jack]
Starszego brata :/

3. Kiedy zaczęła się twoja "przygoda" z blogami?
(około) We wrześniu  2014 roku ^^ Już rok 

4. Jaki masz telefon? (Samsung, Nokia, LG)?
Sony :P

5. Masz snapa?
Nope i raczej nie będę miała

6. Jaką masz klawiaturę w tel?
Normalną?

7. Co byś robiła, gdybyś nie dostała nominacji?
Najprawdopodobniej by był krótszy post ;) Ale ogólnie bym żyła

8 Co byś robiła,, gdybyś nie założyła bloga?
Umierała bym w nieszczęściu, bo dajecie mi taką radość, że tego nie da się opisać! I miałabym na pewno więcej czasu ;) 
9. Znasz  stronę? Korzystasz z niej?
Nope

10. Znasz kogoś kto jest twoim "kolegą/koleżanką" a cię mega wkurza?
Mam duuuużo takich osób ;)

11. Masz takie coś, że jak masz włączony komputer i nieważne jaką kartę, to musisz mieć fb? Bo ja nie X'D
Nie... Zamiast Facebook'a jest Youtube XD


To chyba tyle, więc kocham i pozdrawiam Black Berry :***