Elsa weszła przez drzwi do szkoły. Gdy ją zobaczyła poczuła jak jej nogi zamieniają się w watę, a usta lekko się rozchylają. Reakcja nie była tylko ze względu na wygląd szkoły, ale też na ilość ludzi. Jej dłonie momentalnie zmniejszyły temperaturę o parę stopni. Znowu zaczęła myśleć o traceniu kontroli nad jej mocą. Tysiące pytań zaczęło nagle krążyć wokół jej głowy, "A co się stanie jak zamrożę w czasie lekcji chemii jakiś składnik?", albo "Jeśli zamrożę basen podczas basenu?". Po jej czole zaczął lać się lekki pot.
Nagle poczuła się jakoś dziwnie, jakby wszystkie obawy nagle zniknęły. W sekundzie poczuła się dwa razy lepiej i zapomniała o obawach. Lekko się uśmiechnęła. Postanowiła się bardziej przyjrzeć szkolę. Parter był bardzo duży,a po środku znajdował się duży korytarz ciągnący się do prawdopodobnie stołówki. Po dwóch stronach długiego korytarza znajdowały się schody prowadzące na pierwsze piętro. Można było zobaczyć kawałek piętra, ponieważ na górze znajdował się balkon dosyć duży z widokiem na parter. Od środka budynek był pomalowany na kremowo. W sumie znajdowały się tam trzy korytarze, po środku i dwa po bokach. Całość prezentowała się bardzo ładnie i nowocześnie, było widać, że jest nowa.
- I jak? Podoba ci się? - zapytała nagle Punzie. Nie wiedziała co powiedzieć.
- Bardzo ładna i duża. Bardzo dużo też je-st ucz-ni-ów... - odpowiedziała jąkając i rozglądając się po uczniach.
- Fajnie, że ci się podoba. Dobra, chodź po grafik - powiedziała chwytając Else za rękę i ciągnąc na górę po schodach, a później przez korytarz po prawej stronie na pierwszym już piętrze.
- To jest korytarz jak to określamy "nauczycielski", ponieważ wszystkie pokoje i salę są przeznaczone tylko dla nauczycieli - zaczęła mówić długowłosa - A tu jest sekretariat -wskazała na drewniane drzwi. Zapukała, a gdy ktoś powiedział " Proszę wejść" weszłyśmy zamykając delikatnie drzwi. Pokój był średniej wielkości, po środku znajdowało się biurka za którym siedziała kobieta około 40-stki z brązowymi włosami zawiązanymi w kok. Po bokach były krzesła, a pokój w żółtych kolorach.
- Dzień dobry Pani Kimberlin. My w sprawie grafiku - powiedziała długowłosa. Pani Kimberlin spojrzała na nas z nad okularów - Dzień dobry Pani Corono i Pani... - nie wiedziała jak nazywała się dziewczyna obok.
- Elsa... Elsa Snow - powiedziała szybko blond włosa.
- Dobrze Pani Snow. Wasz grafik... Druga klasa?
- Tak - powiedziała szybko Roszpunka niecierpliwie czekając aż dostanie plan lekcji.
- Proszę -powiedziała podając kartki Punzie - miłych lekcji życzę i wspaniałego roku Pani i nowej uczennicy. Witamy w naszym liceum.
- Dziękujemy - odrzekły i wyszły ze sekretariatu.
- Dobra teraz cię oprowadzę po szkole, a akurat mamy na 9:00 lekcje, więc zdążymy bez problemu - powiedziała zielonooka. Więc zaczęła ją oprowadzać. Na parterze znajdowała się stołówka, sala gimnastyczna, basen, półki i dyplomy z wynikami szkoły, wyjście na podwórko, łazienki, sklepik szkolny i podium. Na pierwszym piętrze znajdował się korytarz "nauczycielski", sale prób, pracownie plastyczne, chemiczne itd. i łazienki. Na następnym piętrze zaczynały się dopiero klasy lekcyjne. Na drugim dla klas pierwszych i drugich, a na trzecim dla trzecich i czwartych. Oczywiście również były na tych piętrach łazienki. Obok klas też (na drugim i trzecim piętrze) znajdowały się szafki dla uczniów jak to w szkołach amerykańskich bywa. W sumie oprowadzanie po szkole zajęło im całą lekcje, więc gdy zadzwonił dzwonek na przerwę Punzie stwierdziła, że zapozna ją z jej przyjaciółmi. Zielonooka napisała ze swojego iPhona czy ktoś już przyszedł, ale Elsa nie zauważyła kto. Zeszły na parter żeby zaczekać na przyjaciół dziewczyny. Długo nie czekały, od razu weszła jakaś wysoka dziewczyna z burzą rudych włosów na głowie, niebieskimi oczami, czarnymi spodenkami do kolan, luźną, zieloną z nadrukiem drzewa (takiego czarnego bez liści) koszulkę z krótkim rękawkiem, czarnymi Vansami i jeansowo-czerwonym plecakiem. Roszpunka rzuciła się na nią i dała wielki uścisk. Ruda odwzajemniła uścisk z uśmiechem.Gdy się odkleiły złotowłosa zaprowadziła rudą do Elsy.
- Merido to jest Elsa, Elso to jest Merida - przedstawiła je sobie - Elsa jest moją kuzynką, a Merida moją przyjaciółką z gimnazjum i super sportowcem. Najlepszą dziewczyną w szkole.
- Miło mi cię poznać - powiedziała nieśmiało blond włosa.
- Mi ciebie też. Na pewno się dogadamy - uśmiechnęła się szeroko.
- Jak tam było na wakacjach? - zapytała Roszpunka Meridę.
- Spoko... W sumie jak zwykle... A jak było na Kubie?
- Wspaniale! Ale Flynn czasami przesadzał z tymi żartami - powiedziała zielonooka wzdychając.
- A Flynn to twój chłopak? - zapytała niepewnie blond włosa.
- Tak, na pewno go poznasz - odpowiedziała.
- Ale raczej nie przed lekcją, zawsze się spóźniają - dopowiedziała ruda. W tej chwili do szkoły weszła dziewczyna w krótkich, czerwonych spodenkach z jakimś nadrukiem czarnego smoka, rockową koszulką, czarnymi glanami i jeansowym plecakiem. Blond włosy miała związane w wysokiego kucyka, a grzywka zaczesana na bok opadała jej na twarz. Miała niebieskie oczy i bardzo lekki makijaż.
- Astrid!!! -krzyknęły.
Prawdopodobnie była to kolejna przyjaciółka, ponieważ dziewczyny znowu się rzuciły na siebie i zaczęły przytulać.
Elsa znowu poczuła się dziwnie, miała poznać przyjaciół Roszpunki, ale czy na pewno się polubią? Miała wrażenie, że nie. Po skończeniu przytulania (znowu) złotowłosa przedstawiła ze sobą Else z Astrid.
- Elsa to Astrid, świetny sportowiec, Astrid to Elsa, moja kuzynka.
- Miło cię poznać- powiedziała szybko Elsa.
- Ciebie też - uśmiechnęła się. Chwilę gadały, ale po chwili wbiegła do szkoły dziewczyna o krótkich, fioletowych włosach, fioletowych oczach i słuchawkach na szyi. Miała sobie białą koszulkę z jednym rękawkiem do łokcia, a po drugiej stronie trzy chude różowe ramiączka. Krótkie bordowe spodenki, wysokie, czarne "alá" motocyklowe buty i plecak w czarne jagody.
- Violence! Gdzie tak pędzisz! - zawołała złotowłosa.
- O cześć! - fioletowo włosa zatrzymała się - Sorry, że się z wami nie przywitałam. Zrobimy to po przerwie, a pędzę tak, dlatego że nie mam jeszcze planu lekcji, a zaraz będzie dzwonek, więc zobaczymy się w klasie - powiedziała szybko i pobiegła po grafik. Elsa spojrzała na zegarek, rzeczywiście była 8:43.
- Ma racje... - Merida podejrzała godzinę na telefonie Elsy - Chodźmy pod klasę.
Jak powiedziała tak zrobiły. Zaczęły iść na drugie piętro miedzy czasie rozmawiając.
- Ej co mamy pierwsze? - zapytała się Astrid.
- Angielski - powiedziała Elsa patrząc na grafik. Gdy już były pod klasą zadzwonił dzwonek na lekcję, więc uczniowie 2a weszli do klasy. Elsa usiadła z Punzie w ostatniej ławce pod oknem, przed nimi Merida z Astrid, a jeszcze przed nimi Violence z jakąś dziewczyną, która miała długie, czerwone jak truskawka włosy. Za wszystkimi uczniami weszła kobieta z krótkimi, rudymi włosami i czarnymi oczami. Ubrana w koszule i spódnicę. Podeszła powoli pod tablicę i poczekała aż uczniowie się trochę ogarną z miejscami i innymi pierdołami. - Dzień dobry wszystkim, mam nadzieję, że... - nie dokończyła, ponieważ do klasy wpadło trzech chłopaków. Wszyscy od razu wszyscy spojrzeli w ich stronę.
- Mówiłam - mruknęła Mer do dziewczyn. Pani patrzyła na nich z niecierpliwością.
- Przepraszamy za spóźnienie Pani Anito... Wszyscy - w końcu jeden się odezwał. [ kto wie kto to pani Anita pisze w komentarzach ;) ]
Dopiero teraz niebieskooka się im przyjrzała. Jeden, który właśnie się odezwał miał brązowe, trochę dłuższe włosy, zielone oczy i czarne okulary. Koszulę w kratkę, jeansowe spodnie i czarne tenisówki. Plecak miał z takim samym smokiem co na spodenkach Astrid. Drugi również miał brązowe włosy, ale krótsze i zaczesane do tyłu, brązowe oczy i małą bródkę. Miał na sobie zwykłą białą bluzkę z jakimś nadrukiem, brązowe spodnie, białe buty i męski wisiorek, a zamiast plecaka miał brązową torbę. I teraz jeszcze jeden, który najbardziej przykuł uwagę blondynki pod względem wyglądu. [ tym razem na odwrót ] Miał na sobie Amerykańską biało-niebieską bluzę podwiniętą do łokci, pod tym białą bluzkę, jasne jeansowe spodnie, zwykłe niebieskie conversy i biało-granatowy plecak. Co tak przykuło uwagę Elsy to głębokie niebieskie oczy, bardzo jasna cera i nieskazitelnie białe włosy.
Wszyscy trzej byli bardzo zmachani i cali czerwoni. Patrzyli głównie na reakcję pani.
- Dobra siadajcie i nie przeszkadzajcie w lekcji. Zawsze będziecie tak zaczynać rok? Bo już drugi raz tak zaczynacie i to w takim samym składzie: Haddock, Rider i Frost - spojrzała na nich po kolei.
- Tak proszę pani. To będzie albo już jest nasza tradycja - odpowiedział białowłosy z dużym uśmiechem na co parę osób zachichotało.
- Siadać i mnie nie denerwujcie - powiedziała pokazując na wolne miejsca. Akurat wolne ławki były w środkowym rzędzie. Białowłosy i brązowowłosy usiedli w ostatniej ławce, a zielonooki w ławce przed nimi. Pani Anita zrobiła jak coroczne zapoznanie z nauczaniem i wyczytała osoby które przyszły. Gdy zadała uczniom jakąś pracę Roszpunka zwróciła się do brązowowłosego
- Ale sobie tradycje wymyśliliście, coroczne tracenie punktów na początku roku.
- Wspaniałe prawda - uśmiechnął się i podniósł brew do góry.
- Wspaniałe Flynn, a tak poważnie.. dlaczego się spóźniliście?
- zapytała Punzie.
- Powiemy wam na przerwie - wtrącił się białowłosy. Flynn po chwili zauważył nową dziewczynę siedzącą obok Punzie.
- A co to za śliczna panna siedzi obok ciebie? - odezwał się nagle. Złotowłosa obróciła się i kapnęła się, że chodzi o Else.
- To moja kuzynka Elsa - powiedziała. Chłopak siedzący obok bruneta odchylił się lekko do tyłu, by przyjrzeć się nowej. Niebieskooka nie wiedziała, dlaczego uśmiechną się szeroko.
- Elsa, ten pan to mój chłopak Flynn Rider czyli pan "żartowniś" - wskazała na niego palcem, a on na słowo "żartowniś" uśmiechnął się szeroko - A ten białowłosy to Jack Frost czyli klasowy bałwan - wskazała na niego, a ten tylko cicho zachichotał.
- O czym gadacie? - wtrącił się zielonooki.
- Przedstawiam Elsie chłopaków.. Właśnie! Tak w ogóle to jest Elsa moja kuzynka, a to jest Czkawka chłopak Astrid i świetny biolog.
Elsa próbowała się powstrzymać od śmiechu na jego imię, ale nie do końca jej to wyszło, ponieważ na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Tak wiem, mam świetne imię, ale to jest długa historia i nie będę jej teraz opowiadał - powiedział przewracając oczami. Pani zwróciła im niestety uwagę i powiedziała, ze pogadają na przerwie, a teraz mają zająć się lekcją. Lekcja minęła szybko, ale niebieskooka zauważyła, że ów przystojny białowłosy chłopak od czasu do czasu jej się przyglądał na co ona reagowała lekkim rumieńcem, a on na jej lekki "rumieniec" reagował chichotem.
Gdy lekcja się skończyła wszyscy wyszli na przerwę biorąc plecaki, ponieważ następną lekcją była chemia.
Jej wreszcie napisałam ten rozdział :) Zapraszam do komentowania i napisania kim jest pani Anita i z której bajki ;D Wszystkiego najlepszego z dnia dziecka i dziękuje za 100 wyświetleń :***
poniedziałek, 1 czerwca 2015
czwartek, 28 maja 2015
Rozdział #1 "Nowa Szkoła"
Elsa obudziła się o 6:00. Od razu wstała z łóżka i zaczęła się szykować do pierwszego dnia szkoły. Poszła do łazienki, wzięła gorący prysznic, potem umyła zęby i wysuszyła swoje włosy. Później podeszła do komody i wyciągnęła swoje ubrania. Stwierdziła, że na dworze jest dosyć ciepło, więc ubrała turkusową tunikę z rękawami do łokci, białe spodnie do kolan i turkusowe balerinki. Swoje włosy uczesała w luźni warkocz opadając na jej ramię. Lekko się pomalowała, nie musiała robić sobie tapety, bo miała gładką oraz jasną skórę, która podkreślała usta i gęste, czarne rzęsy.
Lubiła swój pokój, mieszkała tu dopiero 2 miesiące, ale zdążyła sobie go udekorować po swojemu. Ściany były jasno niebieskie, a podłoga wyłożona białym dywanem. Elsa była bardzo schludna, więc nie miała problemu ze sprzątaniem, a poza tym miały sprzątaczki. Na przeciwko białych, drewnianych drzwi była biblioteczka, a obok niej biurko z komputerem i podstawowymi szpargałami i toaletką (na przykład z kosmetykami). Po prawej stronie drzwi były szafy z ubraniami i nie tylko. Obok biurka, na przeciwko szaf, przy oknie znajdowało się duże łóżko pokryte niebieską kołdrą ze śnieżynkami, z ogromną ilością poduszek. Nie mogło zabraknąć jakiegoś pluszaka, w tym przypadku był to bałwan nazwany Olaf. Przy łóżku stała jeszcze etażerka z dwoma szufladkami na jakieś szkicowniki i kredki. Okna były duże z białymi parapetami na których stało mnóstwo małych świeczek. Obok szaf znajdowały się jeszcze jedne drzwi do łazienki. Łazienka była jak łazienka, umywalka, toaleta, wanna i prysznic. Zapomniałam jeszcze dodać o balkonie z widokiem na ogródek. Miały jeszcze sporo pieniędzy, więc mogły pozwolić sobie na duży, nowoczesny dom ze służbą. Nawet niedaleko plaży.
Gdy Elsa skończyła pakować książki do swojego plecaka zeszła na dół na śniadanie i zobaczyła coś czego się zupełnie nie spodziewała. Anka wesoło gadała z kucharką jedząc tosty francuskie z owocami. Zwykle Ania nie wstawała za wcześnie, zwykle blond włosa musiała ją budzić, więc dlatego się zdziwiła. Napiła się dużego łyka herbaty, dopiero później zauważyła Else stojącą na schodach. Podbiegła do niej i wesoło się uśmiechnęła. Elsa dopiero teraz jej się przyjrzała. Miała na sobie krótkie, jeansowe spodenki, fioletową bluzkę z krótkim rękawkiem i czarne conversy, a włosy jak zwykle uczesane w dwa rude warkocze.
- Nie za bardzo wyzywająco, młoda damo? -powiedziała Elsa udając przejętą matkę.
- Nie przesadzaj mamusiu - odpowiedziała Anka z dużym uśmiechem. Chwyciła Else za rękę i zaciągnęła do stołu. Mimo iż Ania nie wiedziała o nie kontrolującej przez siostrę mocy Elsa starała się być naturalna. Kucharka podała dziewczynie śniadanie.
- Dziękuje Angelico - podziękowała Elsa. Angelica uśmiechnęła się, podeszła do plecaków sióstr i zapakowała im drugie śniadanie.
- Twoja praca na razie się skończyła, możesz wrócić do
domu - oznajmiła niebieskooka.
- Dziękuję, przyjdę przed waszym powrotem ze szkoły i ugotuje obiad. Co by panienki sobie życzyły? - powiedziała biorąc swoją torbę do ręki.
- Mogłabyś zrobić tą pyszną zapiekankę wymyśloną przez ciebie? - poprosiła szybko ruda zanim Elsa zdążyła otworzyć usta.
- Oczywiście, to dla mnie przyjemność. Do widzenia! - powiedziała wychodząc z mieszkania. Dziewczyny również się pożegnały i zabrały się do jedzenia.
- Aniu, o której godzinie wstałaś ? - zapytała blond włosa.
- O 5:00, a co? - powiedziała z pełną buzią.
- Nic, byłam zdziwiona, że byłaś przede mną na śniadaniu.
- A własnie, jak wrażenia przed pierwszym dniem w nowej szkole ? -zapytała odnosząc puste naczynia do zlewu.
- Takie jak zawsze, a jakie mają być?
- Ja jestem super podekscytowana! W ogóle Punzie ma po nas przyjechać, tak dawno z nią nie rozmawiała... - nie dokończyła, ponieważ usłyszały głośny dźwięk klaksonu. Wyjrzały za okno i zobaczyły Roszpunkę stojącą na chodniku.
Była nie dużo niższa od Elsy, ale bardzo wydoroślała od ostatniego spotkania. Miała długie (naprawdę długie, do kolan), złote włosy, nadal duże, zielone oczy i lekkie piegi. Na głowie miała złote okulary, założyła na siebie sukienkę, górna część była różową koszulą bez ramiączek, a dolna falowanym materiałem w kwiatki do kolan, a na nogi zwykłe pastelowe balerinki. Nie dało się ukryć, że była bogata tak samo jak jej kuzynki.
Gdy ją zobaczyły szybko wzięły plecaki, zamknęły mieszkanie i poleciały do niej. Wszystkie zaczęły piszczeć i się przytulać.
- Jak ja dawno was nie widziałam! - piszczała Punzie. Gdy już wszystkie się wytuliły zaczęły normalnie rozmawiać.
- Dobra wszystko powiem wam w aucie, bo musimy już jechać - powiedziała kierując się do samochodu. Dopiero teraz siostry zauważyły, że podjechała po nie limuzyna. Uśmiechnęły się jeszcze szerzej i popędziły za długowłosą do auta. Gdy wsiadły rzuciły plecaki na ziemię, a długowłosa powiedziała szoferowi gdzie ma jechać.
- Więc tak... Ania jest teraz w ostatniej klasie, ale nie naszej uczelni. Podjedziemy tam i Vandelopa oprowadzi cię po twojej szkole . Niska, czarnowłosa, cukierkowa dziewczyna - wyjaśniła.
- Dobra, a po mnie później przyjedziecie? - zapytała podekscytowana ruda. Złotowłosa kiwnęła głową na tak.
- To twoja szkoła - pokazała palcem na budynek przed, którym się zatrzymały - A tam stoi Vandelopa.
- Dobra. To Pa dziewczyny - jeszcze raz wszystkie uściskała i wyszła idąc w stronę szkoły. Punzie i Elsa pojechały dalej.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba w naszej szkole. Jest naprawdę super. Przedstawię ci moich przyjaciół i mojego chłopaka.
- Ooo... Anka będzie zła, że jej od razu nie powiedziałaś, że masz chłopaka - powiedziała niebieskooka chichocząc.
- Oj tam, przecież jej powiem, to nie jest tajemnica - zaśmiała się - Dobra dosyć żartów. Najpierw pójdziemy załatwić sobie grafik, a później oprowadzę cię po szkole.
- A będziemy miały taki samy?
- No jasne! Nie będziesz sama w klasie - puściła jej oczko. Zaśmiały się.
Nagle się zatrzymały i zobaczyły szkołę. Była bardzo duża i nowoczesna z dużymi oknami. Cały budynek był pomalowany na brązowo. Miał trzy piętra oraz za nim można było zauważyć boisko do piłki nożnej, siatkówki, koszykówki itd. Ogólnie była to ładna, zadbana, nowoczesna szkoły.
Wysiadły z samochodu biorąc swoje placaki i stanęły przed wejściem. Dopiero teraz Elsa zaczęła się zastanawiać nad jej mocą. " A co jeśli coś się stanie i nie będę umiała nad nią zapanować? "myślała niespokojnie. Zauważyła kątem oka, że obok jej dłoni zaczęły krążyć małe śnieżynki. Schowała szybko ręce do kieszeni spodni i mimo iż miała niższą temperaturę ciała niż normalny człowiek, wyczuła zimno swoich rąk.
Po chwili zobaczyła, że Roszpunka spogląda raz na szkołę, a raz na nią z szerokim uśmiechem. Dała swoją dłoń na ramię niebieskookiej
- Ej nie martw się, na PEWNO ci się spodoba - powiedziała dalej się uśmiechając. Elsa odwzajemniła uśmiech.
- No to idziemy? - zapytała.
- Jasne! - odpowiedziała biorąc Else za rękę i wchodząc do szkoły - A to nasza szkoła!
Lubiła swój pokój, mieszkała tu dopiero 2 miesiące, ale zdążyła sobie go udekorować po swojemu. Ściany były jasno niebieskie, a podłoga wyłożona białym dywanem. Elsa była bardzo schludna, więc nie miała problemu ze sprzątaniem, a poza tym miały sprzątaczki. Na przeciwko białych, drewnianych drzwi była biblioteczka, a obok niej biurko z komputerem i podstawowymi szpargałami i toaletką (na przykład z kosmetykami). Po prawej stronie drzwi były szafy z ubraniami i nie tylko. Obok biurka, na przeciwko szaf, przy oknie znajdowało się duże łóżko pokryte niebieską kołdrą ze śnieżynkami, z ogromną ilością poduszek. Nie mogło zabraknąć jakiegoś pluszaka, w tym przypadku był to bałwan nazwany Olaf. Przy łóżku stała jeszcze etażerka z dwoma szufladkami na jakieś szkicowniki i kredki. Okna były duże z białymi parapetami na których stało mnóstwo małych świeczek. Obok szaf znajdowały się jeszcze jedne drzwi do łazienki. Łazienka była jak łazienka, umywalka, toaleta, wanna i prysznic. Zapomniałam jeszcze dodać o balkonie z widokiem na ogródek. Miały jeszcze sporo pieniędzy, więc mogły pozwolić sobie na duży, nowoczesny dom ze służbą. Nawet niedaleko plaży.
Gdy Elsa skończyła pakować książki do swojego plecaka zeszła na dół na śniadanie i zobaczyła coś czego się zupełnie nie spodziewała. Anka wesoło gadała z kucharką jedząc tosty francuskie z owocami. Zwykle Ania nie wstawała za wcześnie, zwykle blond włosa musiała ją budzić, więc dlatego się zdziwiła. Napiła się dużego łyka herbaty, dopiero później zauważyła Else stojącą na schodach. Podbiegła do niej i wesoło się uśmiechnęła. Elsa dopiero teraz jej się przyjrzała. Miała na sobie krótkie, jeansowe spodenki, fioletową bluzkę z krótkim rękawkiem i czarne conversy, a włosy jak zwykle uczesane w dwa rude warkocze.
- Nie za bardzo wyzywająco, młoda damo? -powiedziała Elsa udając przejętą matkę.
- Nie przesadzaj mamusiu - odpowiedziała Anka z dużym uśmiechem. Chwyciła Else za rękę i zaciągnęła do stołu. Mimo iż Ania nie wiedziała o nie kontrolującej przez siostrę mocy Elsa starała się być naturalna. Kucharka podała dziewczynie śniadanie.
- Dziękuje Angelico - podziękowała Elsa. Angelica uśmiechnęła się, podeszła do plecaków sióstr i zapakowała im drugie śniadanie.
- Twoja praca na razie się skończyła, możesz wrócić do
domu - oznajmiła niebieskooka.
- Dziękuję, przyjdę przed waszym powrotem ze szkoły i ugotuje obiad. Co by panienki sobie życzyły? - powiedziała biorąc swoją torbę do ręki.
- Mogłabyś zrobić tą pyszną zapiekankę wymyśloną przez ciebie? - poprosiła szybko ruda zanim Elsa zdążyła otworzyć usta.
- Oczywiście, to dla mnie przyjemność. Do widzenia! - powiedziała wychodząc z mieszkania. Dziewczyny również się pożegnały i zabrały się do jedzenia.
- Aniu, o której godzinie wstałaś ? - zapytała blond włosa.
- O 5:00, a co? - powiedziała z pełną buzią.
- Nic, byłam zdziwiona, że byłaś przede mną na śniadaniu.
- A własnie, jak wrażenia przed pierwszym dniem w nowej szkole ? -zapytała odnosząc puste naczynia do zlewu.
- Takie jak zawsze, a jakie mają być?
- Ja jestem super podekscytowana! W ogóle Punzie ma po nas przyjechać, tak dawno z nią nie rozmawiała... - nie dokończyła, ponieważ usłyszały głośny dźwięk klaksonu. Wyjrzały za okno i zobaczyły Roszpunkę stojącą na chodniku.
Była nie dużo niższa od Elsy, ale bardzo wydoroślała od ostatniego spotkania. Miała długie (naprawdę długie, do kolan), złote włosy, nadal duże, zielone oczy i lekkie piegi. Na głowie miała złote okulary, założyła na siebie sukienkę, górna część była różową koszulą bez ramiączek, a dolna falowanym materiałem w kwiatki do kolan, a na nogi zwykłe pastelowe balerinki. Nie dało się ukryć, że była bogata tak samo jak jej kuzynki.
Gdy ją zobaczyły szybko wzięły plecaki, zamknęły mieszkanie i poleciały do niej. Wszystkie zaczęły piszczeć i się przytulać.
- Jak ja dawno was nie widziałam! - piszczała Punzie. Gdy już wszystkie się wytuliły zaczęły normalnie rozmawiać.
- Dobra wszystko powiem wam w aucie, bo musimy już jechać - powiedziała kierując się do samochodu. Dopiero teraz siostry zauważyły, że podjechała po nie limuzyna. Uśmiechnęły się jeszcze szerzej i popędziły za długowłosą do auta. Gdy wsiadły rzuciły plecaki na ziemię, a długowłosa powiedziała szoferowi gdzie ma jechać.
- Więc tak... Ania jest teraz w ostatniej klasie, ale nie naszej uczelni. Podjedziemy tam i Vandelopa oprowadzi cię po twojej szkole . Niska, czarnowłosa, cukierkowa dziewczyna - wyjaśniła.
- Dobra, a po mnie później przyjedziecie? - zapytała podekscytowana ruda. Złotowłosa kiwnęła głową na tak.
- To twoja szkoła - pokazała palcem na budynek przed, którym się zatrzymały - A tam stoi Vandelopa.
- Dobra. To Pa dziewczyny - jeszcze raz wszystkie uściskała i wyszła idąc w stronę szkoły. Punzie i Elsa pojechały dalej.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba w naszej szkole. Jest naprawdę super. Przedstawię ci moich przyjaciół i mojego chłopaka.
- Ooo... Anka będzie zła, że jej od razu nie powiedziałaś, że masz chłopaka - powiedziała niebieskooka chichocząc.
- Oj tam, przecież jej powiem, to nie jest tajemnica - zaśmiała się - Dobra dosyć żartów. Najpierw pójdziemy załatwić sobie grafik, a później oprowadzę cię po szkole.
- A będziemy miały taki samy?
- No jasne! Nie będziesz sama w klasie - puściła jej oczko. Zaśmiały się.
Nagle się zatrzymały i zobaczyły szkołę. Była bardzo duża i nowoczesna z dużymi oknami. Cały budynek był pomalowany na brązowo. Miał trzy piętra oraz za nim można było zauważyć boisko do piłki nożnej, siatkówki, koszykówki itd. Ogólnie była to ładna, zadbana, nowoczesna szkoły.
Wysiadły z samochodu biorąc swoje placaki i stanęły przed wejściem. Dopiero teraz Elsa zaczęła się zastanawiać nad jej mocą. " A co jeśli coś się stanie i nie będę umiała nad nią zapanować? "myślała niespokojnie. Zauważyła kątem oka, że obok jej dłoni zaczęły krążyć małe śnieżynki. Schowała szybko ręce do kieszeni spodni i mimo iż miała niższą temperaturę ciała niż normalny człowiek, wyczuła zimno swoich rąk.
Po chwili zobaczyła, że Roszpunka spogląda raz na szkołę, a raz na nią z szerokim uśmiechem. Dała swoją dłoń na ramię niebieskookiej
- Ej nie martw się, na PEWNO ci się spodoba - powiedziała dalej się uśmiechając. Elsa odwzajemniła uśmiech.
- No to idziemy? - zapytała.
- Jasne! - odpowiedziała biorąc Else za rękę i wchodząc do szkoły - A to nasza szkoła!
środa, 27 maja 2015
Prolog
Mam na imię Elsa Snow. Czy jestem normalną dziewczyną... nie, a dlaczego? Nie jestem pewna czy normalna dziewczyna potrafi panować nad śniegiem, lodem i zimą. Mam tą moc od urodzenia i na dodatek nie mam pojęcia, dlaczego . Nikt w mojej rodzinie nie miał takiej mocy, a co lepsze ja sama nie wiem jak nad nią panować. Tego dowodem jest wydarzenie z moją siostrą, gdy byłyśmy małe.
Może od początku... Urodziłam się w Norwegii i mieszkałam tam do 14 roku życia. Pochodzę z bogatej rodziny i nie da się tego ukryć, ponieważ mój ojciec był królem, ale gdy umarł ja z moją o dwa lata młodszą siostrą prowadziłyśmy się do Ameryki, bo nie mogłyśmy sprawować władzy, a po drugie nie chciałyśmy. Pewnie zapytacie się jakim cudem przeprowadziłyśmy się same... otóż nie same, a z babcią, jednak później umarła, gdy miałam 17 lat. Czyli całkiem nie dawno.
Ogólnie różnie się trochę wyglądem od mojej rodziny, prawdopodobnie przez moc. Jestem nawet wysoka, tak mi się wydaję, bo mam około 1,72 cm. Mam długie bardzo jasne blond włosy, duże niebiesko-turkusowe oczy, bardzo bladą cerę i wręcz nie widoczne piegi. Moja siostra nie jest w ogóle do mnie podobna, ma rude długie włosy, zielone oczy, kremową cerę, już widoczne piegi i jest ode mnie niższa.
Z charakteru też jesteśmy całkiem różne. Anka (moje siostra) jest śmiałą, zabawną i otwartą dziewczyną, wszyscy ją lubią, a o chłopcach nie będę nawet mówić. Ja jestem jej totalnym przeciwieństwem, jestem nieśmiała, nierozmowna i nie lubię się otwierać przed ludźmi, a nawet jakbym chciała nie mogę... obietnica, ale zaraz powiem dlaczego.
No dobra już powiem o co chodzi... Jak mówiłam mam moc władania zimą, a gdy byłam mała z moją siostrą uwielbiałam się bawić i biegać po pałacu. Pewnej nocy, gdy Anka mnie obudziła i poprosiła żebyśmy się pobawiły w jej ulubioną zabawę czyli lepienie bałwana. Po chwili mnie przekonała, więc zbiegłyśmy do sali balowej i zaczęła się zabawa. Na początku było świetnie, ale gdy zaczęłam tworzyć górki ze śniegu po których zaczęła skakać Anka, poślizgnęłam się i nie zdążyłam zrobić górki ze śniegu, a to co wyszczeliłam trafiło w jej głowę. Szybko się podniosłam i do niej podbiegłam. Zaczęłam płakać i wołać rodziców. Przybiegli i postanowili, że pojedziemy do trolli. Gdy dojechaliśmy trolle uleczyły Anię i powiedziały, że muszę się nauczyć panować nad mocą, a rodzice stwierdzili, że na pewno się nauczę, ale muszę odizolować się od siostry, więc zamknęli mnie w pokoju. Od tamtej pory nikt nie wiedział, że mam moc, nawet Ania.
Jak mówiłam, gdy rodzice zginęli w wypadku postanowiłyśmy, że przeprowadzimy się do Ameryki i zamieszkamy z babcią. Niestety trzy lata później zmarła,a ja z siostrą przeprowadziłyśmy się do Nowego Yorku, tam gdzie mieszka nasza kuzynka, którą zwą Roszpunka, ale wszyscy na nią mówią Punzie.
~Hej, jestem Black Berry i to jest prolog opowiadania o Jelsie :3 Akcja będzie się odbywać w teraźniejszości i od razu mówię, że szkoła będzie taka jak w Polsce czyli:
- Gimba ( 13-15)
-Liceum ( 16-19 )
w tym przypadku ;) Zachęcam do pisania komów ;**
Może od początku... Urodziłam się w Norwegii i mieszkałam tam do 14 roku życia. Pochodzę z bogatej rodziny i nie da się tego ukryć, ponieważ mój ojciec był królem, ale gdy umarł ja z moją o dwa lata młodszą siostrą prowadziłyśmy się do Ameryki, bo nie mogłyśmy sprawować władzy, a po drugie nie chciałyśmy. Pewnie zapytacie się jakim cudem przeprowadziłyśmy się same... otóż nie same, a z babcią, jednak później umarła, gdy miałam 17 lat. Czyli całkiem nie dawno.
Ogólnie różnie się trochę wyglądem od mojej rodziny, prawdopodobnie przez moc. Jestem nawet wysoka, tak mi się wydaję, bo mam około 1,72 cm. Mam długie bardzo jasne blond włosy, duże niebiesko-turkusowe oczy, bardzo bladą cerę i wręcz nie widoczne piegi. Moja siostra nie jest w ogóle do mnie podobna, ma rude długie włosy, zielone oczy, kremową cerę, już widoczne piegi i jest ode mnie niższa.
Z charakteru też jesteśmy całkiem różne. Anka (moje siostra) jest śmiałą, zabawną i otwartą dziewczyną, wszyscy ją lubią, a o chłopcach nie będę nawet mówić. Ja jestem jej totalnym przeciwieństwem, jestem nieśmiała, nierozmowna i nie lubię się otwierać przed ludźmi, a nawet jakbym chciała nie mogę... obietnica, ale zaraz powiem dlaczego.
No dobra już powiem o co chodzi... Jak mówiłam mam moc władania zimą, a gdy byłam mała z moją siostrą uwielbiałam się bawić i biegać po pałacu. Pewnej nocy, gdy Anka mnie obudziła i poprosiła żebyśmy się pobawiły w jej ulubioną zabawę czyli lepienie bałwana. Po chwili mnie przekonała, więc zbiegłyśmy do sali balowej i zaczęła się zabawa. Na początku było świetnie, ale gdy zaczęłam tworzyć górki ze śniegu po których zaczęła skakać Anka, poślizgnęłam się i nie zdążyłam zrobić górki ze śniegu, a to co wyszczeliłam trafiło w jej głowę. Szybko się podniosłam i do niej podbiegłam. Zaczęłam płakać i wołać rodziców. Przybiegli i postanowili, że pojedziemy do trolli. Gdy dojechaliśmy trolle uleczyły Anię i powiedziały, że muszę się nauczyć panować nad mocą, a rodzice stwierdzili, że na pewno się nauczę, ale muszę odizolować się od siostry, więc zamknęli mnie w pokoju. Od tamtej pory nikt nie wiedział, że mam moc, nawet Ania.
Jak mówiłam, gdy rodzice zginęli w wypadku postanowiłyśmy, że przeprowadzimy się do Ameryki i zamieszkamy z babcią. Niestety trzy lata później zmarła,a ja z siostrą przeprowadziłyśmy się do Nowego Yorku, tam gdzie mieszka nasza kuzynka, którą zwą Roszpunka, ale wszyscy na nią mówią Punzie.
~Hej, jestem Black Berry i to jest prolog opowiadania o Jelsie :3 Akcja będzie się odbywać w teraźniejszości i od razu mówię, że szkoła będzie taka jak w Polsce czyli:
- Gimba ( 13-15)
-Liceum ( 16-19 )
w tym przypadku ;) Zachęcam do pisania komów ;**
Subskrybuj:
Posty (Atom)