Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Blake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Blake. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2017

Rozdział #9 "Księżyc"

 [Elsa]

 Jack wziął mnie szybko na ręce przez co pisnęłam.
- Jakoś musimy się tam dostać, nie? - odparł muskając mój nos swoim.
- Czy ja ci kiedyś nie mówiłam, żebyś mi mówił za nim to zrobisz? - zapytałam zakładając ręce na piersi.
- Ale wtedy nie byłoby to zabawne - uśmiechnął się głupio po czym ruszył na balkon i wbił się w powietrze. 
 Gdy poczułam zimne powietrze wtuliłam się bardziej w białowłosego. Lubiłam to uczucie. Fajnie byłoby latać samemu... Czuję się wtedy tak wolno.
 Po jakimś czasie dolecieliśmy na miejsce. Jack odstawił mnie na ziemie po czym otrzepałam się z niewidzialnego kurzu. Widząc to zachichotał na co ja przewróciłam oczami. Czy tylko mnie wkurza niewidzialny kurz? 
 Chłopak podszedł do drzwi i bez pukania je otworzył. Trochę mnie to zdziwiło, ale ruszyłam za nim.
 Pomieszczenie wyglądało tak samo jak przedtem. Yeti robiły zabawki, a Elfy szamotały się wszędzie gdzie nie powinny. 
- Jack! - usłyszałam donośny głos Świętego Mikołaja -
Och... Witaj Elso.
- Dzień dobry - przywitałam się cicho.
- Elsa nie przyleciała ze mną na spotkanie... Przynajmniej nie oficjalnie. Chciałem żeby zobaczyła bibliotekę i dowiedziała się parę rzeczy o istotach magicznych - wytłumaczył Jack chowając ręce do kieszeni. 
- No dobrze... - powiedział lekko zdezorientowany North - Biblioteka jest na górze po lewej. Raczej nie przegapisz. Prowadzą do niej dość duże drzwi. 
- Dziękuje - kiwnęłam głową po czym poszłam tak jak mi powiedziano. I rzeczywiście trudno byłoby przegapić te drzwi. Miały chyba z trzy metry, a na nich były namalowane różne postacie. Najbardziej rzucał się w oczy księżyc i słońce. Jakoś tak nigdy nie zastanawiałam się czy słońce ma podobne znaczenie jak księżyc. Muszę się kiedyś o to zapytać.
 Z trudem udało mi się otworzyć drzwi, bo były strasznie ciężkie, ale było warto. Gdy zobaczyłam bibliotekę nie umiałam uwierzyć, że takie miejsce w ogóle istnieje.
 Była w odcieniach ciemnego brązu z czerwonymi dywanami i wielkimi żyrandolami. Regały wysokości normalnych drzew były porozstawiane alfabetycznie, a przy każdym stała przesuwana drabina. Na drugim końcu pomieszczenia były duże okna pod, którymi poustawiane zostały kanapy i fotele. 
 Zrobiłam parę kroków rozglądając się po bibliotece. Zastanawiałam się od czego zacząć. Poszłam najpierw do pierwszego regału, chcąc zobaczyć o czym dokładnie tam piszą. Wzięłam pierwszą lepszą książkę z brzegu, ale po przeczytaniu, a raczej po próbie przeczytaniu tytułu wymiękłam.
- A... A-ab...Aabcarf... - próbowałam wypowiedzieć słowo napisane na okładce, ale średnio mi to wychodziło. Nagle usłyszałam cichy śmiech, więc gwałtownie odwróciłam głowę, by zobaczyć kto to. Jednak jedyne co zobaczyłam to małe skrzydełka chowające się za meblem.
- Hej! - krzyknęłam i podążyłam w stronę cichych śmiechów. Gdy tylko wychyliłam się za regał znowu zobaczyłam małe uciekające skrzydełka. Troszkę się zirytowałam, ale wciąż się nie poddawałam. 
 Nie wiem ile razy jeszcze biegałam pomiędzy półkami szukając tego małego śmieszka, ale gdy dotarłam pod literę "K" to byłam już nieco zdyszana. Znowu usłyszałam chichot przez co szybko podniosłam głowę. Tym razem postać, a raczej postacie nie uciekły. Podleciały do mnie dwie małe wróżki o brązowych włosach przechodzących w złoto i takich samych oczach. Miały złote spódniczki do połowy uda, biało-brązową bluzkę w różne dziwne wzory oraz brązowe bolerko. Ręce miały popisane w jakimś dziwnym języku. 
 Patrzyły się na mnie z wielkim uśmiechem na ustach. Podleciały bliżej przyglądając się dokładnie. Pokiwały sobie głowami i podleciały do jednej z półek.  Usiadły na wielkim znaczku. Podeszłam do nich ostrożnie i dopiero wtedy zorientowałam się, że na plakietce napisane jest "Księżyc". Popatrzyłam się na nie zdziwiona, ale one tylko ochoczo machał głową. 
 Zerknęłam na grzbiety książek próbując po tytułach rozszyfrować o czym są. Wzięłam pierwszą lepszą i co mi się rzuciło w oczy to piękna okładka. Wiem, że nie powinno się oceniać książek po okładce, ale ta nie dość, że była w idealnym stanie to kolory wydawały się być żywe. Nie dało się opisać słowami wyglądu tego dzieła sztuki. Nawet sam napis wydawał się w jakiś sposób odstawać od papieru dając ciekawy efekt. Tytuł mimo piękna książki nie był jakoś bardzo oryginalny.
- Księżyc - przeczytałam na głos głaszcząc materiał. Zauważyłam, że pod nazwą były jakieś dziwne znaczki, podobne do tych co wróżki posiadały na rękach.
 Otworzyłam delikatnie księgę bojąc się, że ją uszkodzę. Na pierwszej stronie znowu był napisany tytuł, choć zdziwiło mnie, że nie było autora. Przewróciłam kolejną kartkę. Nie było ani spisu treści, ani nazwy rozdziału. Był po prostu tekst napisany, pięknym lecz niewyraźnym pismem.  Trochę mi zajęło zanim się odczytałam. Była to historia o księżycu. Jego początkach i o tym jak wybierał strażników. Były również nawiązania do pór roku, wróżek jak i żywiołów. Trochę nie rozumiałam jaki to miało związek z księżycem. Książka była napisana starodawnym pismem przez co mi się jeszcze ciężej czytało. Tak naprawdę nie zrozumiałam połowy tekstu.
 Najbardziej  zaciekawił mnie fakt, że sama postać księżyca nie była satelitą, a po prostu osobą. Że sama planeta jest jego domem. I że ma żonę...
 Uniosłam brwi na tę informację. Nie spodziewałam się tego. Tak samo tego, że istnieje coś takiego jak miasto księżycowe. A chyba najbardziej tego, że miał trójkę dzieci. Syna i dwie córki. Cała rodzina. A każda osoba w niej miała konkretną moc i zadanie do wykonania. Królowa władała gwiazdami i pomagała Księżycowi w wybieraniu strażników i następnych dziedziców. Najstarszy syn władał zorzą polarną i pomagał strażnikom. Starsza córka kontrolowała komety i pomagała matce. 
 Przewinęłam kartkę na kolejną stronę, żeby poczytać o drugiej córce, ale była pusta. Zdziwiłam się, bo byłam dopiero w połowie książki. Wróciłam na poprzednią i ponownie przewróciłam na następną, ale wciąż nic się nie pojawiało. Nie rozumiałam dlaczego. Wyglądało to mniej więcej tak jakby księga nie była skończona. Otworzyłam książkę parę kartek dalej, ale był tam tekst napisany w języku takim samym jak pod tytułem na okładce. 
- Ej, wiecie może... - chciałam się zapytać wróżek, dlaczego tak było, ale one zniknęły. Rozejrzałam się dookoła siebie.  Nie było po nich śladu. Zapadła grobowa cisza. 
 Odłożyłam najciszej jak mogłam księgę i cofnęłam się parę kroków do tyłu. Nawet nie zauważyłam kiedy zapadła noc. Niestety niebo nie było tak piękne jak bym chciała. Gwiazdy zostały zasłonięte przez ciemne chmury zwiastujące burze. Westchnęłam zawiedziona tym widokiem. Na biegunie o wiele lepiej widać konstelacje niż w mieście. Nie ma tu ani smogu ani świateł. Jest... Spokojnie.
- Elso - usłyszałam głos za sobą przez co się wystraszyłam. Spodziewałam się Jacka, ale zobaczyłam Blake'a, który patrzył się na mnie skoncentrowany - Zebranie się skończyło.
- Ach, jak ten czas szybko minął - powiedziałam próbując ukryć lekkie spłoszenie. Nie wiem, dlaczego, ale przestałam mu nagle ufać. To jest dziwne, nie rozumiem tego. Cała magia tego miejsca nagle uleciała jak powietrze z balona. Co się dzieje?
- No widzisz! - uśmiechnął się przyjacielsko, chociaż nie. W tym uśmiechu było coś fałszywego - Chodź już bo zaraz zaczną się o ciebie martwić.
- Oczywiście - podeszłam do niego po czym objął mnie ramieniem w przyjacielskim geście. Wzdrygnęłam się. Nie podobało mi się to. A mimo to odwzajemniłam ten jego sztuczny uśmiech. 
 Puścił mnie dopiero wtedy kiedy doszliśmy na schody. 
 Pożegnałam się ze wszystkimi i razem z Jackiem polecieliśmy z powrotem do jego domu. Po drodze poinformowałam Anię, że zostanę u niego na noc.
 Nie wiem, dlaczego ale ten lot wydawał mi się strasznie długi. Nie zapytałam się Jacka o czym mówili na spotkaniu, nawet nie pochwaliłam się tym o czym czytałam w bibliotece. Byłam cicho, a białowłosy chyba znowu się zaczął martwić. Nie chciałam, żeby czuł się odrzucony, a tym bardziej o coś winny, ale zachowanie Blake'a mnie na tyle zirytowało, że nie mogłam nic zrobić. 
 Wylądowaliśmy na balkonie jego domu. Mimo tego nie puścił mnie jeszcze przez parę minut. Staliśmy w ciszy,ca księżyc powoli zaczął się wychylać zza chmur.
- Jack...? - zaczęłam cicho, bo nie wiedziałam o co chodzi. Nie odpowiedział mi. Patrzył się pustym wzrokiem przed ciebie.
 Po chwili ruszył przed siebie i podmuchem wiatru otworzył drzwi do swojego pokoju. Usiadł na łóżku, a mnie usadowił na swoich kolanach po czym mocno mnie przytulił.
- Jack? - naprawdę zaczynałam się niepokoić.
- Mrok chce kogoś porwać, jakąś dziewczynę - zaczął ukrywając twarz w zagłębieniu mojej szyi - Blake tak powiedział. Nie mówił, że konkretnie ciebie, ale nie jesteś wykluczona. Nie chcę, żeby ci się coś stało. Nie chcę, żeby znowu cię ode mnie zabrał... 
 Uśmiechnęła lekko pod nosem po czym zaczęłam głaskać go po włosach.
- Spokojnie, nie weźmie mnie od ciebie. Nie pozwolę na to. Nie martw się, po prostu bądź przy mnie, a wszystko będzie dobrze - ucałowałam go w czubek głowy. Po tym geście podniósł na mnie swoje piękne oczy i uśmiechnął się lekko.
- Już zawsze będę przy tobie - wymruczał po czym mnie pocałował. Całowaliśmy się jakbyśmy byli spragnieni i stęsknieni. Powoli, ale namiętnie. Jack po chwili położył się na plecach wciąż trzymając mnie za biodra przez co się na nim położyłam nie przerywając pocałunku. Gdy zabrakło na tchu odsunęliśmy się od siebie, by móc spojrzeć na swoje twarzy. Jego oczy były roziskrzone jak nocne niebo, a usta delikatnie zaróżowiły się od pocałunku. Pocałował mnie w nos i mocno do siebie przytulił.
- Kocham cię - wyznał gładząc mnie po plecach.
- Ja ciebie też...

***

 Minęły jakieś 3 tygodnie i na razie nic się jeszcze nie stało. Jack mimo wszystko dalej był lekko podenerwowany, ale już nie tak bardzo jak wcześniej. 
 W między czasie odbył się kolejny koncert zespołu Violence, po którym odpadło 5 zespołów. Oczywiście oni zostali i to nawet z bardzo wysoką notą.
 W szkole raczej też nic się nie zmieniło. Jest może trochę więcej sprawdzianów, ale to nie jest nic zaskakującego.
  Przed chwilą wyszłam z domu i pokierowałam się pod adres napisany dla mnie na kartce. Stanęłam przed lekko zaniedbanymi drzwiami i delikatnie zapukałam. Odsunęłam się o krok i czekałam spokojnie. Byłam lekko zestresowana.  
 Po chwili drzwi otworzyła mi średniego wzrostu kobieta o zielonych oczach i blond włosach spiętych w koka. 
- O, ty pewnie jesteś Elsa - uśmiechnęła się ciepło - Wejdź proszę.
- Dziękuje - odwzajemniłam uśmiech po czym weszłam do mieszkania.
- Elsa! - usłyszałam wesoły głos Alice - Wreszcie przyszłam. Wejdź do mnie do pokoju.
 Skierowałam się w jej stronę. 
- Poczekaj chwilę, przyniosę ci herbatę - powiedziała szczęśliwa i zostawiła mnie samą w jej pokoju. 
 Jak to się stało, że jestem teraz w mieszkaniu Alice? Prosta sprawa. Nauczyciel matematyki zdenerwował się na nią, że dostała kolejną pałę ze sprawdzianu, więc poprosił mnie, żebym dała jej korki. Tak o to się tu znalazłam.
 Zaczęłam się rozglądać po pokoju. Był dość kolorowy. Dwie ściany były pomalowane na jasny róż, a dwie pozostałe na żółty i jasny pomarańcz. Na łóżku znajdowało się mnóstwo pluszaków i poduszek. Meble były białe, a jedna ściana została cała poobklejana zdjęciami. Podeszłam do niej i zaczęłam się im przyglądać. Na jednym była dziewczynka z długimi włosami w odcieniu ciemnego blondu i ogromnym uśmiechem na twarzy. Na innym stały trzy postacie na tle morza, a na jeszcze innym ta sama dziewczynka siedząca na gałęzi drzewa. 
- To są zdjęcia sprzed okresu kiedy jeszcze moja choroba nie była taka silna - usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się powoli i zobaczyłam smutno uśmiechającą się Alice. Zauważyłam, że na biurku postawiła dwie ciepłe herbaty.
- Przepraszam - powiedziałam cicho.
- Za co? - zdziwiła się - Nic nie zrobiłaś.
- Nie wszyscy lubią jak ktoś inny ogląda ich zdjęcia - mruknęłam.
- Nie przeszkadza mi to - uśmiechnęła się pokrzepiająco - One przypominają mi tylko o przyjemnym dzieciństwie. Kiedy jeszcze tata żył i kiedy nie wiedziałam o tym, że mam raka - zamyśliła się na chwilę - Ale to nie ważne! Zacznijmy się już uczyć, bo inaczej nigdy nie zdam tego testu.
- Oczywiście - spróbowałam się uśmiechnąć, ale nagle zrobiło mi się strasznie smutno.
Świat jest okrutny.









No hej.
Pobijamy rekord "Jak długo nie pojawi się rozdział, hę?" Eh... 
Przepraszam, że znowu przez dwa miesiące nie pojawił się rozdział, ale mimo, że pisałam go co jakiś czas wstawiam go dopiero teraz. Po prostu... Już nie potrafię go napisać od razu. Wena ze mnie uleciała i robię to trochę na siłę, ale obiecałam sobie, że jeśli nawet w święta tego nie wstawiłam ( choć bardzo chciałam ) to wstawię to 1 stycznia. No i oczywiście wszystko się spieprzyło, bo byłam tego dnia strasznie wykończona, a już  drugiego trzeba było iść do szkoły, więc no dupa. 
Ogólnie muszę się przyznać, że nie kocham już tak samo Jelsy jak robiłam to rok temu, bo teraz moim sercem zawładnęło Ereri. I idealnie ukazuje to moja galeria, gdzie nawet się nie przyznam ile mam ściągniętych tego zdjęć ¯\_•_•_/¯
Przepraszam za to, że tyle czekaliście. Powiem, że w pewnym momencie już naprawdę miałam ochotę zawiesić to wszytko, ale stwierdziłam, że to i tak nie ma sensu. Po prostu będę dodawać to wtedy kiedy będę. Tak samo ta część będzie dosyć krótka, bo chcę już żeby wszystko się rozwiązało. Więc rozdziały nie będą już tak szczegółowe jak kiedyś. Nie wiem czy nie napiszę nawet może jeszcze 10 czy 15 rozdziałów. Zobaczy się.
I planuję już następną książkę do napisania, która nie będzie o Jelsie, ale mam nadzieje, że jak się pojawi to się nią zainteresujecie ^^ I w sumie to jest kolejny powód, dlaczego chcę już skończyć to opowiadanie. 
Mimo wszystko życzę wam szczęśliwego nowego roku i trzymajcie kciuki, że jednak będę miała trochę więcej weny ^^ Kocham was i zapraszam do komentowania.
Black Berry <3

niedziela, 10 lipca 2016

Rozdział #5 "Włamanie i koncert"

 Elsa po wejściu do domu od razu zdjęła mokre ubrania. Kierując się w stronę salonu, z którego było słychać włączony telewizor poślizgnęła się lądując na framudze drzwi. Ogarnęła zdenerwowana mokre włosy z czoła i spojrzała na Anię leżącą na kanapie. Oglądała jakiś serial jedząc nowo kupioną paczkę chipsów. Blondynka podeszła do niej powoli i zabrała chipsy.
- Ej! To moje! - wrzasnęła widząc jak siostra zjada przekąskę. 
- Jestem głodna - odparła oddając prawie pustą paczkę. 
- Angelica zaraz przyjdzie - powiedziała przeżuwając ostatniego chips.
 Niebieskooka ciężko westchnęła i powoli skierowała się w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz?
- Do pokoju, a gdzie - Elsa wzruszyła ramionami. Nagle ruda poderwała się z kanapy szybko biegnąc za siostrą.
- Elsa czekaj! - zawołała, gdy blondynka była już przed swoim pokojem. Zanim Ania ją powstrzymała zdążyła otworzyć drzwi po czym stanęła w nich jak wryta. Pomieszczenie wyglądało jakby przeszło przez nie tornado. Książki był zrzucone z półek, ubrania leżały wszędzie tylko nie w szafie, meble nie były na tych miejscach co wcześniej, a ze wszystkich szuflad była wyrzucona ich zawartość. 
 Elsa pomrugała parę razy, myśląc, że to tylko wytwór jej wyobraźni, ale nic się nie zmieniło. 
- Aniu... Jak chciałaś coś pożyczyć trzeba było na mnie poczekać - odparła po chwili słabym głosem. Miała wrażenie, że ktoś trzymał ją za gardło i dlatego nie mogła oddychać. 
- Ale to nie ja! - zielonooka zaczęła niekontrolowanie machać rękami - Jak wróciłam do domu zobaczyłam, że twoje drzwi są lekko uchylone, więc chciałam je zamknąć, ale wtedy zobaczyłam to... - wytłumaczyła wskazując na bałagan. Elsa powoli weszła do pokoju uważając, żeby na nic nie nadepnąć. 
- Myślisz, że to było włamanie? - zapytała Anna po chwili.
- Na to wygląda, ale nie wiem, dlaczego tylko w moim pokoju.
- Sprawdź lepiej czy niczego nie ukradli - powiedziała wychodząc z pokoju.
 Blondynka stała jeszcze przez moment na środku pokoju. Zastanawiała się kto i po co włamał się do niej. Pierwszą osobą był Mrok, ale nie miał czego szukać. Kamień zawsze miała na sobie, a u siebie nic ważnego nie trzymała. Nikt inny nie przychodził jej do głowy. Z nikim nie miała na pieńku. 
 Westchnęła ciężko i zaczęła na wszelki wypadek sprawdzać czy nic nie zostało ukradzione. I tak jak myślała nie było. 
 Stwierdziła, że zrobi sobie mały remont skoro i tak już jej pokój jest w kawałkach. 
 Najpierw pochowała rzeczy do szaf po czym zaczęła je przesuwać. Po jakimś czasie jednak zmęczyła się na tyle, że padła na łóżko nakłuwając się przy okazji na wieszak, którego nie zauważyła. Syknęłam pod nosem rzucając przedmiotem gdzie popadnie. 
- Wow - usłyszała tak bardzo znany głos. Odwróciła się gwałtownie spoglądając oniemiała na białowłosego.
- Co ty tu robisz?
- Przelatywałem akurat obok to stwierdziłem, że wpadnę, ale nie spodziewałem się, że jesteś w trakcie remontu - zmierzwił swoje włosy ostrożnie wchodząc do pokoju starając się nie nadepnąć na rzeczy, których blondynka nie zdążyła jeszcze posprzątać.
Opadła ciężko na łóżko rozkładając ręce. 
- Włamali się - odparła po chwili.
- Co? - zapytał głupio podnosząc jedną brew.
- Pstro. To co słyszałeś. Włamali się do mojego pokoju zostawiając po sobie znak.
- Ukradli coś? - zapytał siadając obok niej. 
- Nie...
- Myślisz, że to Mrok?
- Nie wiem. Raczej nie miał po co tego robić, bo kamień mam zawsze na sobie, a co miałabym niby jeszcze ukryć? Nie mam zielonego pojęcia kto to zrobił.
 Jack siedział podpierając podbródek na ręce. Nagle Elsa kichnęła wytwarzając przy tym śnieg na wszystkim dookoła jej razem z Jackiem. Zaskoczony spojrzał na nią strzepując z siebie śnieg. Sięgnęła po najbliższą chusteczkę po czym wydmuchała nos.  
- Pierwszy raz widzę cię z katarem...
- Bo ja nie choruję na ogół, ale jak już coś mnie bierze to nie ma przebacz - wyjaśniła pociągając nosem - Jak mam być szczera to tylko raz w życiu miałam katar.
- Kiedy? - zapytał siadając po turecku.
- Jak byłam jeszcze w pałacu. Był jeden moment, kiedy hormony zaczęły działać i wymyśliłam, żeby wymknąć się z domu. Tylko nie przewidziałam deszczu w drodze powrotnej. 
- Ciekawe jakie to uczucie - zamyślił się na chwile.
- Nie ciekawe - odparła biorąc do ręki pluszaka Olafa i mocno się w niego wtulając. Na chwilę zapadła nie zręczna cisza.
- Tak się kiedyś zastanawiałam - powiedziała przeciągając każde słowo - Nie zastanawiałeś się jak to być w pełni normalnym?
- A ty? - odpowiedział pytaniem na nią nie spoglądając.
- Czasami - wzruszyła ramionami - Tylko, że ja nie latam po świecie tworząc zimę. Ja robię ją w pokoju.
Zaśmiał się krótko, ale potem spoważniał.
- Są takie momenty kiedy o tym zapominam. Na przykład w szkole. Ale zawsze to musi się kończyć czymś mniej miłym. Nawet spojrzeniem w lustro czy w okno, w którym widać moje odbicie przypomina mi kim jestem. Nie przeszkadza mi to bardzo chociaż czasami mam tego szczerze dość.
Patrzyła się na niego w skupieniu. Po chwili odłożyła pluszaka i usiadła mu na kolanach wtulając się w jego tors. Odwzajemnił uścisk zataczając kciukiem kółka na jej plecach.
- Rzuciłaś dla mnie pluszaka? - zapytał spoglądając ciągle na bałwana. Wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
- Dla ciebie rzucę wszystko - szepnęła mu do ucha.
- Nawet szkołę? 
- Nawet - zachichotała.
- To byłby chyba nie lada wyczyn - udał wielce zdumionego. 
- Jestem na tyle inteligenta, że bym przetrwała. 
Widząc jego zdziwioną minę zachichotała. Po chwili wstała i podeszła do plecaka leżącego na drugim końcu pokoju. 
- Gdzie mi uciekasz? - zaśmiał się przyglądając się niebieskookiej.
- Nie marudź. Masz okazję pooglądać mój tyłek - odparła szukając czegoś w torbie.
- Skąd nagle w tobie tyle pewności siebie? - przechylił delikatnie głowę uśmiechając się łobuzersko.
- To przez chorobę - powiedziała kichając - Czuje się jak pijana.
- Chciałbym cię zobaczyć wstawioną - zaśmiał się na co dostał po głowie - Czego szukałaś?
- Violence dała mi bilety na ten koncert. Powiedziała mi, żebym ci ten przekazała - odparła podając mu bilet. 
 Chwilę jeszcze porozmawiali, ale chłopak musiał w końca wyjść. Dopiero gdy zamknęła za nim drzwi zorientowała się, że jeszcze nie wyschła do końca. Wskoczyła do wanny rozpływając się w rozkoszy. Miała nadzieję, że gorąca kąpiel spowoduje ustąpienie kataru, ale nie. Rozchorowała się na dobre. Do końca wieczora siedziała otulona kocem popijając gorącą czekoladę.
 Starała się nie wpuszczać Anki do pokoju pod pretekstem, że nie chce jej zarazić. Głównie chodziło jej jednak o to, żeby nie zobaczyła jak przypadkowo wytwarza śnieg.
 Następnego dnia była wykończona, więc stwierdziła, że nie pójdzie do szkoły. Dalej miała katar, a nie chciała ryzykować.
 Przeglądając Facebook'a otrzymała nagle wiadomość. Otworzyła ją widząc, że dostała ją od Violi. 
Violence: Podobno jesteś chora 😱 Mam nadzieję, że wyzdrowiejesz i przyjdziesz >.< Wiesz, że mi na tym zależy :/
Ja: Spokojnie, na pewno będę ^^
Violence: Ale koncert jest za dwa dni 😱 
Ja: Obiecuję, że wydrowieje ;)


***
 [Elsa]

 Stałam przed ogromną kopułą razem z innymi. Katar mi trochę przeszedł, ale od czasu do czasu zdarzyło mi kichnąć.
 Potarłam odruchowo ramiona. Tego dnia było ciepło, więc ubrałam jeansowe, krótkie spodenki, białą bokserkę, a na nią pudrowo-różowy sweter z oczkami. Włosy miałam wyjątkowo rozpuszczone. 
 Zasłoniłam oczy dłonią, kiedy promienie słońca wydobyły się zza budynków. Konkurs odbywał się wieczorem, więc był zachód słońca.
 Czekaliśmy aż zaczną nas wpuszczać. Łaskawie to zrobili, ale przy sprawdzaniu biletów prę osób odpadło. Z tego co słyszałam nie było to jak "X-Factor" czy "Mam Talent" tylko prawdziwy konkurs muzyczny. Podobno czasami sławne gwiazdy przychodziły popatrzyć. 
 Okazało się, że koncert odbędzie się na dworze. Ustawiliśmy się nie za daleko, ale i nie za blisko barierek. Ogólnie tam gdzie było miejsce. Nie spodziewałam się, że aż tak dużo ludzi przyjdzie. 
 Po jakiś 30 minutach wszyscy stali zniecierpliwieni. Czekaliśmy aż na scenę wejdzie jakakolwiek osoba i coś zapowie. Po kolejnych 5 minutach w końcu to się stało. Na środek ogromnej sceny wyszedł facet blisko trzydziestki z czarnymi włosami i szarymi oczami. Miał na sobie ubrania luźne, ale zarazem eleganckie.
- Witam wszystkich bardzo serdecznie! Za minutę wystąpi dwadzieścia zespołów walczących o kontrakt ze sławną wytwórnia muzyczną! Każdy z nich będzie śpiewał piosenkę, którą wylosowali. Dzisiaj się z nimi zapoznacie, a w następnym etapie odpadnie pierwsze 5 zespołów! Dlatego uważnie się przysłuchajcie i wybierzcie swój ulubiony. Tak, więc bez względnego przedłużania, zaczynamy!!! - wrzasnął, a razem z nim tłum. Zszedł ze sceny, która automatycznie przyciemniała. W czasie jego przemowy słońce zdążyło ukryć się za horyzontem, więc światła, które po chwili się pojawi zrobiły niesamowity efekt. Na ekranie pojawiła się nazwa zespołu i imiona jej członków. Death Souls. Milusio.
 Na scenie pojawił się typowo metalowy zespół. Jednak piosenka Ellie Goulding, którą mieli zaśpiewać nie wyszła im najlepiej. Raczej nie zajdą za daleko.
 Dowiedziałam się, że zespół Violi jest szesnasty, więc trochę sobie poczekamy. Po każdym występie prezenter wychodził na scenę i pytał się wokalisty jak się śpiewało itd. 
 Zaraz miał grać zespół piętnasty. Do tej pory podobały mi się 9 i 11. W jedenastym zapamiętałam wokalistkę. Była dosyć odznaczająca się w tłumie. Miała długie blond włosy, złote oczy i tatuaż na policzku przedstawiający jakiś dziwny wzór. Drugi miała na ramieniu. 
 Okazało się, że piętnastka śpiewa Centuries od Fall Out Boy. Niebieskie światła zaczęły zataczać koła po scenie, kiedy wokalista śpiewał charakterystyczny początek. Miał całkiem przyjemny głos dzięki czemu otrzymał wrzask zadowolonych dziewczyn. Po chwili bawiłam się tak dobrze jak reszta. 
 Rozejrzałam się dookoła mnie, ale widząc jedną osobę w tłumie miałam wrażenie, że czas zwolnił. Wszyscy ludzie poruszali się mozolnie, a muzyka nie miała swojego uroku przez maksymalne spowolnienie. A przynajmniej takie miałam wrażenie. W tłumie stała ta sama białowłosa dziewczyna, którą spotkałam w sklepie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dookoła niej ludzie się nie cisnęli, a wręcz jej nie zauważali, a ona sama patrzyła się prosto we mnie z ciepłym uśmiechem na ustach. Niebieskie światło oświetlało ją jakby to ona była główną atrakcją. Nie wiem co, ale coś kazało mi pójść w jej stronę. Ciekawość, intuicja nie wiem. Ale coś mi kazało. 
 Przeciskałam się przez ludzi, aby się do niej dostać, ale drogę wydawała się nieskończenie długa choć nie stała, aż tak daleko. Gdy byłam już blisko ktoś zasłonił mi ją całkowicie z pola widzenia. Mruknęłam ciche przepraszam, ale gdy się odsunął już jej nie było, a czas przyśpieszył. Wszystko było już w normalnym tempie. Rozglądałam się dookoła z nadzieją, że ją znajdę, ale to wyglądało jakby rozpłynęła się w powietrzu. 
- Elsa? - ktoś złapał mnie za ramię. Przestraszona odwróciłam się, ale tym ktosiem okazał się Jack - Wszystko w porządku? Zaraz nasi zaczynają grać.
 Dopiero po chwili zorientowałam się, że przestali już śpiewać. Potrząsnęłam głową.
- Tak, w porządku - odparłam wracając z nim na miejsce. 
 Nie mogłam zrozumieć co się stało i co ona tam robiła, a tym bardziej jak i gdzie zniknęła. Za dużo pytań, a za mało odpowiedzi... Próbowałam przestać o tym myśleć, kiedy na ekranie pojawiła się nazwa zespołu numer 16. W sumie to nie wiedziałam jak się nazywa ich zespół. Jakoś nie było okazji zapytać. 
- Hallo Berry... - przeczytałam na głos.
 Usłyszałam pierwsze dźwięki fortepianu od razu rozpoznając piosenkę. Potem dołączyła się gitara delikatnie wydająca dźwięki. Światła włączyły się oświetlając scenę na fioletowo. 

I remember years ago
Someone told me I should take 
Caution when it comes to love, I did*

 Gdy słowa wypłynęły z ust fioletowookiej na sali rozległ się krzyk i klaskanie zadowolenia. Trzeba było przyznać, że jej głos idealnie wpasował się w piosenkę. 
 Gdy Violence podniosła głos do gry weszła Luna na elektrycznej gitarze. Mogłoby się wydawać, że takie połączenie w ogóle nie pasuje, ale to tylko błędne myślenie. W refrenie dołączyły się wszystkie dziewczyny tworząc piękny chórek i Mike na perkusji. Drugą zwrotkę śpiewał Max, który też dostał nie mało oklasków. W trzecim refrenie zauważyłam, że Violence czuję się na scenie jak ryba w wodzie. Wydawałoby się, że jest we własnym świecie. Rozglądnęłam się po innych członkach zespołu, którzy wyglądali tak samo jak wokalistka. We własnym świecie, w swoim żywiole. Spojrzałam ponownie na fioletowowłosą. Moje oczy się rozszerzyły. Na ramionach widniały japońskie znaki, które delikatnie świeciły się na fioletowo, a raczej miały taką poświatę. Spojrzałam na ludzi dookoła mnie, ale jakoś się tym nie przejęli. Wręcz wyglądali jakby tego nie zauważyli. No przepraszam bardzo, ale chyba nie podpięli jej do prądu, nie? Stałam lekko oniemiała. Po chwili Max ruszył przez scenę lekko potrącając ramię dziewczyny, która po tym zrobiła obrót wokół własnej osi. Może ludzie tego nie zauważyli, ale ja tak. Spojrzałam na Jacka pytającym wzrokiem. Był zamyślony. Zauważył to. Albo coś jest na rzeczy albo po prostu to jakiś dziwny trik. 
 Po zakończeniu utworu dostali od groma oklasków. Standardowo przyszedł do nich ten sam facet zadając jakieś pytania. 
 Gdy następny zespół zaczął następny utwór zaczęło mi się strasznie kręcić w głowie. Wyszłam z tłumu udając się za halę. Oparłam się o ścianę i ciężko wciągałam i wypuszczałam powietrze. Czasami naprawdę zazdroszczę facetom tego, że potrafią przez chwilę nie myśleć o niczym. Wyłączyć się na parę chwil. Kobiety tak nie potrafią. Mają za dużo na głowie nawet jak nic nie mają. 
 Nagle kichnęłam tworząc dookoła mnie śnieg.
- O ja cię kręcę! - usłyszałam głos, którego na początku nie rozpoznałam. Dopiero, gdy podniosłam oczy zobaczyłam roztrzepane blond włosy i jadowicie, zielone oczy. Blake. Nie dziwię się, że go nie rozpoznałam. Słyszałam go tylko raz. Co on tu w ogóle robi?
- Hm? - spojrzałam na niego zaskoczona.
- Nawet gdy kichasz to czarujesz! - jego rozbawiony, ale i zdumiony głos sprawił, że zachichotałam. 
- To nie czary. To klątwa - odparłam wzruszając ramionami. Mimo iż widziałam go raz w życiu nie gada mi się z nim jakoś bardzo źle. 
- Jak to klątwa? Wiesz jak można by było w ten sposób trolować ludzi? 
Zachowuje się jak 15-latek. Choć jak mam być szczera nie przeszkadza mi to. 
- To nie w moim stylu - uśmiecham się krótko - Co ty tutaj tak w ogóle robisz? Nie powinieneś, no ten...
- Mam wolne. Poza tym przyszedłem obejrzeć koncert. Może i nie miałem biletów, ale widok z dachu jest oszałamiający. 
- Interesują cię takie rzeczy? - zdziwiłam się. Myślałam, że osoby takie jak on mają ważniejsze sprawy na głowie.
- Jak wy to mówicie "istoty magiczne" - pokazał w powietrzu cudzysłów - Nie różnią się wcale, aż tak bardzo. Lubimy takie rzeczy. Szczególnie, że niektórzy biorą w nim udział.
- Serio? 
- Yhm... Widziałem parę osób na scenie jak i na widowni. Na dachu też było ich całkiem sporo - wzruszył ramionami wkładając ręce do kurtki - Ja się już będę zbierał. To cześć! - zaśmiał się odszedł w inną stronę zostawiając mnie samą.




* Impossible - Shontelle 

Tak wiem, że spieprzyłam -.- Jestem na siebie cholernie zła, ale naprawdę pisanie idzie mi opornie, a na dodatek nie miałam ostatnio czasu. Jak mówił Jason kreatywność się włącza w nocy, a mi w szczególności, więc dzisiaj pisałam od... 3 nad ranem do teraz... Z małymi przerwami na czytanie, ale ogólnie tak to wyglądało. Ale nie żałuje, bo widziałam najpiękniejszą rzecz na świecie i mówię o wschodzie słońca *~* Cudo! Nie wiem ile zdjęć cyknęłam xd
Poza tym oprócz tego, że mojej rodzinie ostatnio zachciało się wychodzić na dwór razem ze mną to pochłonęły mnie książki (przeczytałam już chyba 7...), a na dodatek anime plus fanfici. Ogólnie takie combo! No i wyjścia z przyjaciółmi. No i rysowanie! Ostatnio strasznie dużo rysuje....
Tak więc standardowo przepraszam, ale mam nadzieje, że się bardzo na mnie nie zawiedliście ;-;
4 komentarze = next
Kocham i pozdrawiam Black Berry :***